Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
728 postów 324 komentarze

Monachium à rebours

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Na pytanie co w prawnomiędzynarodowym sensie zdarzyło się dotąd w sprawie Krymu – odpowiedź brzmi NIC.

 

 

Prezydent Federacji Rosyjskiej  Władymir Putin skorzystał z przysługującego mu konstytucyjnego prawa wystąpienia do Rady Federacji o udzielenie zgody na użycie sił zbrojnych poza granicami państwa, a wyższa izba parlamentu zgody takiej udzieliła. Technicznie procedura ta nie różniła się szczególnie od postępowania prezydenta Obamy w sprawie syryjskiej i – co należy podkreślić – mieści się w obrębie wewnętrznego systemu prawa Rosji.

 

Mogą Rosji skoczyć

 

Prezydent Putin uzyskał więc maksimum efektów dyplomatycznych przy minimum nakładów. Nie uczynił niczego, co pozwoliłoby innym państwom stosować wobec Rosji sankcje czy choćby represalia (których to pojęć nie odróżniają nie tylko media, ale nawet minister spraw zagranicznych III RP). Co więcej, przywódca Federacji od soboty milczy, podczas gdy napędzani medialnymi naciskami politycy Zachodu zmuszeni są co i raz zabierać głos wiedząc dobrze, że poza wezwaniami dokładnie NICZEGO zrobić Rosji nie mogą. Rzecz jasna oprócz interwencji militarnej, na którą jednak politycznie Zachód nie jest gotowy. Jej przygotowanie wymagałoby zresztą czasu – odkrycia jakichś grobów pomordowanych przez Berkut i przebrany Specnaz, rzesz uchodźców uciekających przed krymskim bestialstwem, a najlepiej ataku chemicznego przy użyciu odnalezionych resztek rosyjskiego arsenału. Na taką aranżacją potrzeba czasu – a tego pod dostatkiem ma akurat Putin, nie Obama.

 

Fakty są bowiem takie, że Stany Zjednoczone mają z Federacją jakieś groszowe obroty, w dodatku z... ujemnym bilansem handlowym. UE jest zaś wprawdzie dla Rosji partnerem najważniejszym – tyle, że współzależnym, ze względu na dostawy surowców energetycznych. Z kolei Rosjanie, mimo starań o autarkię, faktycznie importują część żywności – ale w tym zakresie, podobnie jak i w całej wymianie coraz poważniejszym partnerem jest BRICS. Waszyngton nie może nawet zastosować swej ulubionej broni ekonomicznej, czyli spekulacji walutą i długami – po dalsze osłabienie rubla wykończyłoby, ale docelowo europejskic nabywców rosyjskiego gazu.


Warto w tym miejscu podkreślić, że tyle się naśmiano z rosyjskiej gospodarki: że ekstensywna, że prymitywna, że surowcowa – a pomijano tak istotną jej cechę, że dzięki temu wszystkiemu jest bardzo słabo podatna na destabilizację z zewnątrz. Z zagranicy ciężko też wywierać wpływ polityczny – bo Rosją nie rządzą ani oligarchowie (jak Ukrainą), ani finansjera (jak Zachodem), a zatem nie ma kont to zablokowania. Rosyjscy carowie i despoci w mniej lub bardziej naturalny sposób kończyli zresztą z reguły na własnej ziemi, a więc ich chęć do uchodźstwa również nie jest instrumentem do wykorzystania.


Wystarczy więc nie ustępować. Plan na dziś to zdaje się  rząd porozumienia narodowego na Ukrainie, powrót legalnego prezydenta na końcówkę kadencji oraz skuteczne gwarancje interesów rosyjskich i praw ludności rosyjskojęzycznej na Ukrainie i w Małorosji.  I jeśli Moskwa nie pęknie, jeśli nikt na Kremlu i w okolicy nie okaże się podatny na „grę w cykora” - to nic Zachód nie będzie mógł poradzić na realizację takiego scenariusza.

 

W granicach prawa

 

Tym bardziej, że jak wspomniano na wstępie – Rosjanie nie wykonali dotąd żadnego ruchu prawnomiędzynarodowego (bo skutki dyplomatyczne działań wewnętrznych to jednak co innego). Nawet zaś, gdy uznają kolejne kroki za konieczne – to nadal mogą obracać się w obrębie zapisów aktów, na które tak chętnie, acz chyba bez lektury powołują się komentatorzy z Polski. Oto bowiem często przywoływany „Меморандум о гарантиях безопасности в связи с присоединением Украины к Договору о нераспространении ядерного оружия” z 5 grudnia 1994 r., niemający zresztą statusu umowy międzynarodowej zostawia dość literacką furtkę działaniom zbrojnym podejmowanych przez sygnatariuszy (czyli USA, Rosję i UK) przeciw Ukrainie. Punkt drugi deklaracji głosi bowiem, że „.Российская Федерация, Соединенное Королевство Великобритании и Северной Ирландии и Соединенные Штаты Америки подтверждают свое обязательство воздерживаться от угрозы силой или ее применения против территориальной целостности или политической независимости Украины и что никакие их вооружения никогда не будут применены против Украины, кроме как в целях самообороны или каким-либо иным образом в соответствии с Уставом Организации Объединенных Наций”. Skoro powiela się zapisy Karty ONZ – to dokument nie ma szczególnego znaczenia, a skoro mówi o „prawie do samoobrony” - to jest tylko kwestią co samoobronę może zostać uznane. Zwłaszcza z punktu widzenia obywateli rosyjskich mieszkających na Ukrainie i w Autonomii Krymskiej.

 

Dalej – co to tej drugiej, na razie wszelkie incydenty, do jakich dochodzi na jej terytorium, są wewnętrznymi problemami relacji między Kijowem a Symferopolem. Z kolei ewentualne działania podejmowane przez rosyjską Flotę Czarnomorską (a o takowych na razie oficjalnie i bezdyskusyjnie nie wiadomo, choć np. już jutro może to ulec zmianie) – znajdują prawne uzasadnienie w zapisach umowy między Rosją a Ukrainą z kwietnia 2010 r., określającej zakres zabezpieczania baz Floty znajdujących się na Krymie.  Jeśli siły ukraińskie naruszą zapisy tego porozumienia i wystąpią przeciw marynarce Federacji – wówczas bez wątpienia to strona ukraińska stanie się agresorem.  Z kolei prawo parlamentu Autonomii do rozpisania referendum – reguluje konstytucja Autonomicznej Republiki z 21 października 1998 r. itd.

 

Siła przed prawem?

 

Ale to wszystko kruczki prawne! - zakrzyknęliby w tym momencie red.  Gawryluk,   red. Lis, red.  Olejnik  i inni przedstawiciele pierwszej władzy w naszym kraju. Jak mawiał jednak Hamlet „w tym zabawa, by machinator od własnej zginął machiny”. Obalając prezydenta  Janukowycza  (a w Polsce przyklaskując temu aktowi „rewolucyjnemu”) - opowiedziano się za postawieniem siły przed prawem. Kiedy prezydent Janukowycz i minister  Ławrow  zwracali się do państw zaangażowanych w zawarcie porozumienia między ukraińską władzą a opozycją, by wymogły respektowanie jego zapisów - odpowiedzią były uśmieszki, że „no ale sytuacja się zmieniła...”, „fakty dokonane...” Teraz słychać pisk, żeby wracać do stołu, wyciągać wyśmiewane dotąd umowy, zaczyna się tłumaczenie, że wprawdzie zniesiono ustawę językową, ale przecież samozwańczy p.o. prezydenta nie zdążył aktu tego podpisać... Słowem - teraz już pakty obowiązują, a procedury stają się na powrót ważne, bo strach zajrzał do oczu? A mimo to politycy i media z Polski wciąż sączą infantylną melodię, że prawa i porozumienia są uznawane za złamane tylko wtedy, gdy można o to oskarżyć Rosjan.

 

W rzucaniu oskarżeń zaś media i polityczne elity III RP jak zwykle przodują."To druga Gruzja!" - słyszymy z wielu miejsc. W pewnym aspekcie jest to słuszne spostrzeżenie. Co jest podobne? Zachwyt pierwszych godzin/dni. Kiedy Gruzja napadła na Osetię w 2008 r. reakcja określonych środowisk w Polsce była euforyczna. Rosja okazała się być papierowym niedźwiedziem, czołgi miała z dykty, pipy miała nie przywódców i w ogóle miszury do dziury. Kiedy Rosja się odwinęła "polskim Gruzinom" - nastąpił szok i głęboka uraza. Dziś jest podobnie. Zwycięstwo Majdanu upiło radością rusofobów. Oto wyrwali Rosji Ukrainę! Pokazali Putinowi! Pogonili ruskiego pieska Janukowycza! No i znowu - ktoś im celowo zrobił na złość. I jak tu nie zgodzić się, że ci Ruscy to łobuzy, znowu zepsuli całą zabawę...

 

Metoda w szaleństwie

 

Tymczasem poza mediami z Polski, mimo rzucanych półgębkiem apeli NATO, UE i innych - informacje na temat Ukrainy przekazywane są w tonie znacznie spokojniejszym. Czy więc histeria w tutejszych mediach jest wynikiem li tylko ich infantylności?


Niekoniecznie. Te szopki z RBN-em, te rady z opozycją, te ostatnie rezerwy "ekspertów" wyciągane przez telewizje dowodzą, że  Tusk  uwierzył w pomysł na wygranie nadchodzących wyborów, a w każdym razie na zminimalizowanie klęski. Skoro mamy sytuację aż tak kryzysową, krawędź wojny, zagrożenie rosyjskie itd. - to może jest szansa (kombinuje Tusk), że wyborcy przerażą się radykalizmu, podżegactwa  Kaczyńskiego  i wybiorą uchodzącego z bardziej obliczalnego lidera PO?


Podkręcając obecnie atmosferę, Tusk liczy więc, że utrzyma się w głównym nurcie poparcia ćwierćinteligentów,  z zakodowanym "Ruscy źli, Ukraińcy walczą o wolność", a jednocześnie strach przed Kaczyńskim idącym na Moskwę pchnie ku PO tych, co już się do niej zrazili. Paradoksalnie pomaga w tym premierowi także propaganda radykałów smoleńskich, oskarżających o bycie "agentem Putina". Część wyborców może więc pomyśleć: "o, to się łatwiej dogadają!".


Nie trzeba chyba dodawać, że podobnie jak mruganie w sprawie smoleńskiej do wtóru sondaży ("wiecie, te Ruskie złe ") - jest to ze strony premiera postępowanie skrajnie nieodpowiedzialne. Na potrzebę jakichś g...ch wyborów Tusk destabilizuje sytuację, rozhisteryzowuje naród i jeszcze robi z Polaków idiotów na arenie międzynarodowej, już o całkowitym zniszczeniu choćby zadatków na politykę wschodnią nie wspominając. To, że sam mówi niby spokojnie, z bekśliwym zatroskaniem - w niczym premierowi nie pomaga. To on i jego obóz, pospołu z dyktaturą prezenterów telewizyjnych - odpowiadają za obserwowany kolejny już upadek polityki polskiej.

 

Ostatnia niedziela udowodniła zresztą po raz kolejny, że nic w sprawach międzynarodowych od Polski nie ma zależy. Spotkania, wystąpienia, dyskusje polityków III RP nie mają żadnego wpływu na sytuację na Ukrainie i rozwiązanie jej problemów - chociaż w ich wywoływaniu przybysze z Polski aktywnie pomagali. Ich znaczenie okazało się całkowicie użytkowe. Na próżno żółte paski telewizorów i czerwone tytuły prasy krzyczą głodne jakichś możliwie krwawych wydarzeń. Nitki politycznych decyzji biegną poza Polską, choć skutki ich podjęcia zapewne odczujemy jako jedni z pierwszych. III RP jest na geopolitycznej szachownicy niczym i solidnie na to jej elity zapracowały.

 

Podmiotem – a obecnie także głównym graczem jest zaś na niej Rosja. W polskich krzykach o „powstrzymaniu Putina” nader często powraca motyw „nowego Monachium”. I jest to skojarzenie poniekąd słuszne – tyle, że wymagające dokładnie odwróconego spojrzenia. Jeśli przywołamy arcyciekawą analogię dra  Mateusza Piskorskiego  porównującego prezydenta Janukowycza do marszałka Hindenburga, który w porę nie postawił tamy  Hitlerowi  – wówczas to  Putin jawi się jako ten, który zapobiega nowemu Monachium. Ten, który reagując na faszyzację Ukrainy, a jednocześnie podejmując adekwatne kroki wobec agresywnych zmian geopolitycznych na obszarze Europy Wschodniej – w ostatnim możliwym momencie ratuje świat, a w każdym razie nasz jego rejon -przed wojną. Oczywiście czyni to w rosyjskim, dobrze pojmowanym interesie, ale przecież również dla siebie działałyby Francja i Anglia w porę zatrzymując Hitlera.

 

Nadto zaś – co należy stale podkreślać, działając przeciw umocnieniu szowinistyczno-oligarchicznych władz w Kijowie, przeciw dalszemu rozszerzaniu UE i NATO, a docelowo także przeciw dalszemu trwaniu jednobiegunowego ładu światowego z przewagą amerykańską –  prezydent Putin działa także w interesie Polski.

 

Konrad Rękas

Zapraszam też na Geopolityka.org

 

 

 

KOMENTARZE

  • CO ZA BZDURY !!!
    Co ty za BZDURY wypisujesz ? Dyrdymały jakieś ?!

    Tyle się rozpisujesz o "sukcesach Putina, które polegają głównie na tym, że:
    - właśnie utracił Ukrainę
    - NATO staje u wrót
    - za chwilę będą majdany na ulicach rosyjskich miast
    - giełda rosyjska upada, a kapitał ucieka
    - oligarchowie tracą miliardy
    - ludzie za chwilę dostaną SZAŁU, bo już się czuli obywatelami świata, a tymczasem okazuje się, że nadal są robolami kołchozu ...

    Ty kompletnie nie potrafisz analizować i rozumieć sytuacji ...

    To tak, jakby się Hitler cieszył z tego, że Rosjanie przekraczając Odrę stracili 500 czołgów ...

    Na dodatek nie wiesz jeszcze najważniejszego: otóż Putina otacza banda zdrajców, o czym się dowie dopiero w chwili próby ...

    Wtedy się nagle okaże, że jego rozkazy są "in dem Wind gesprochen" ...

    Rosja to dostawca taniej energii dla III Rzeszy. Ale w ostateczności Niemcy mogą przeżyć z droższą energią. Rosja bez twardej kasy nie przeżyje ...
  • @Ultima Thule 22:07:44
    Od kiedy histeria pomaga w dyskusji? :)
  • ODEZWA DO NARODU POLSKIEGO
    MY NARÓD POLSKI WYPOWIADAMY POSŁUSZEŃSTWO ŻYDOWSKO-NIEMIECKIEJ WŁADZY TO NARÓD SPRAWUJE WŁADZĘ W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ ART 4 KONSTYTUCJI

    WYPOWIADAJĄC WŁADZĘ OBCYM NAM RZĄDOM PODEJMUJEMY WALKĘ O ODEBRANIE ZŁODZIEJOM STOCZNI GDAŃSKIEJ KOLEBKI SOLIDARNOŚCI POLACY-RODACY WYBIŁA GODZINA WOLNOŚCI NIE ZAPRZEPAŚĆCIE TEJ SZANSY NA WOLNĄ POLSKĘ Stefan Dembowski

    https://www.youtube.com/watch?v=hkVkawKtmSw
  • Autor
    Tak, "kryzys ukraiński" wybitnie pomoże ekipie rządzącej w Polsce. Wczoraj, gdy widziałem Tuska u Lisa , jak sprawnie odgrywał rolę męża stanu , to zrozumiałem po co ten cyrk.
    Ale jest jeszcze druga sprawa.
    Przywódcy innych państw UE są jakoby zszokowani zachowaniem Kremla.
    Szczególny wyraz temu dała Andżela , nazywając Putina "oderwanym od rzeczywistości" czy jakoś tak.... w domyśle szaleńcem.

    Tak więc politycy UE też rozgrywają ten konflikt na swoją korzyść.
    Niedawno mówiło się ,że następny PE będzie najbardziej antyunijny w historii. Teraz rozgrywa się opinię publiczną w Europie , pokazując że tylko jedność europejska może przeciwstawić się zakusom "szaleńca z Kremla" .

    I jak widać po "zmiękczeniu " stanowiska Moskwy to "twarde, jednolite stanowisko" UE uratowało pokój w Europie.

    Tutaj każdy ugrał coś na swój wewnętrzny użytek - i Putin i UE (Niemcy)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031