Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
719 postów 323 komentarze

Tusk pod Batohem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Polityka zagraniczna III RP stanowi tylko funkcję dyplomacji niemieckiej, a nasze deklaracje w kwestii krymsko-ukraińskiej służą jedynie interesom Berlina.

 

Wizyta kanclerz Merkel w Warszawie i jej wystąpienie z towarzyszeniem premiera Tuska stanowią tylko proste potwierdzenie tego oczywistego faktu.

 

 

 

Wielotygodniowe nakręcanie histerii wojennej w Polsce, realizowane m.in. przez niemieckie media w naszym kraju (występujące z pozycji „fundamentalnie patriotycznych”) okazało się mieć raczej banalny cel. Polaków, a za ich pośrednictwem Europę i świat straszono Rosją po to, by kanclerz Niemiec mogła wystąpić jako niekwestionowany lider UE i jedyny potencjalny partner dla  PutinaTusk krzyczał,  Sikorski  twittował i  Hollande  jęczeli tylko po to, by rosyjski prezydent odbierał chętniej telefony od  Merkel. „Jednostronna deklaracja bezpieczeństwa” udzielona nieco szyderczo przez niemiecką Führerin Polsce była więc już tylko potwierdzeniem niemieckiego protektoratu nad III RP, w tym przypadku już faktycznie przybliżając obecną sytuację do przedwojennej, gdy takie same deklaracje brytyjskie z pełną premedytacją wciągnęły Rzeczpospolitą w tryby zachodniej machiny wojennej, oznaczając zarazem całkowite ubezwłasnowolnienie naszej dyplomacji.

 

Rzekome „postulaty polskie”, czyli próba rozciągnięcia „strategii” zmierzającej do dywersyfikacji dostaw gazu pod nadużywaną w Polsce przykrywką „bezpieczeństwa energetycznego” to również w istocie scedowanie kierownictwa polityki energetycznej UE na rzecz Niemiec, co z jednej strony w „starej Unii” i tak już faktycznie zachodzi, z drugiej zaś może i nie byłoby aż tak złe – bo akurat Niemcy zdają sobie doskonale sprawę z absurdalności pomysłu opierania gospodarki na dostawach energetycznych surowców z Kataru, czy w odległej przyszłości z USA. Tymczasem na naszym podwórku kolejna awantura wschodnia i straszenie rosyjskim czarnym ludem znowu służyć ma tylko uwiarygodnianiu jednego z najgłupszych pomysłów ekonomicznych ostatnich dekad, czyli budowy gazoportu w Świnoujściu. Wydaje się, że podkręcanie atmosfery wojennej służyć ma też patriotycznemu zakrzyczeniu oczywistych pytań o przyczyny zawarcia skrajnie niekorzystnej umowy na dostawy gazu katarskiego, o połowę droższego niż rosyjski i wydania blisko 3 mld zł na inwestycję nie tylko zbędną, ale wręcz szkodliwą dla gospodarki, o czym świadczą najlepiej losy losy litewskiego terminala LPG w Kłajpedzie. Te zmarnowane miliardy i realna groźba, że zachęceni katarskim przykładem – także Rosjanie podniosą nam stawki za gaz, to także koszt polskiego zaangażowania w Majdan i kijowskie awantury.

 

Co jeszcze przywiozła Merkel do Warszawy? Ano zapowiedź rozważenia zniesienia ceł dla Ukrainy. Konia z rzędem temu, kto wskaże jakieś ukraińskie towary przemysłowe, które mogłyby być konkurencyjne na europejskim rynku. Zapowiedź pani kanclerz literalnie oznacza więc tylko dwie rzeczy: po pierwsze że na Wschód mogłyby się przenieść niemieckie montownie np. samochodów, które tym samym pożegnamy w Polsce, gdzie siła robocza jest jednak nieco droższa. Po drugie zaś jedyny segment gospodarki, w którym Ukraina produkuje dużo, tanio i na poziomie jakościowym akceptowalnym w UE – to rolnictwo. Premier Tusk uradował się więc niepomiernie zapowiedzią zalania nas ukraińskim zbożem, za co oby mu polska wieś pobłogosławiła przy wyborach.

 

Co zaś zapowiedzi Führerin oznaczają dla Ukraińców? Przede wszystkim igrzyska zamiast chleba. Tak należy bowiem rozumieć ponowne skupienie się na „politycznym pakiecie” umowy stowarzyszeniowej z UE. Mamy więc do czynienia z powrotem do sytuacji sprzed Wilna. Oczywiście zwykłym obywatelom sprzedaje się unijną ideologię jako szansę na ucywilizowanie miejscowego życia politycznego, w tym zwłaszcza korupcji, oligarchiczności i koteryjnych rządów nad gospodarką. W istocie jednak – jak wiemy po polskim przykładzie – związanie się z UE oznacza dla danego państwa jedynie petryfikację istniejących układów władzy i zabezpieczenie interesów lokalnych elit przez Brukselę, czyli skutek odwrotny, niż marzył się prawdziwie rewolucyjnej części zwolenników Majdanu.

 

Konkretniejsze są żądania amerykańskie – oczywiście też zawoalowane jako „warunki pomocy”. Niewiele tylko uproszczając oznaczają one z jednej strony żądanie urealnienia cen gazu, czyli mówiąc prościej podwyżki cen nośników energii, dotkliwe zwłaszcza dla dotowanych dotąd odbiorców indywidualnych, czyli dalszy drastyczny spadek poziomu życia. Ukraińcy stoją więc przed groźbą szoku, który Polacy przeżyli u progu lat 90-tych, gdy również nie zdawali sobie sprawę jak dalece kulawe państwo opiekuńcze starało się jednak zapewniać im elementarną osłonę socjalną, np. właśnie w zakresie kosztów utrzymania gospodarstw domowych. Z drugiej zaś strony główna amerykańska broń globalna – Międzynarodowy Fundusz Walutowy, stawia Kijowowi podstawowy warunek otwarcia sektora bankowego. I ten nie brzmi strasznie w uszach Ukraińców przyzwyczajonych, że banki należą do oligarchów i przedstawicieli władzy politycznej. Nad Dnieprem podobnie jak i nad Wisłą szybko jednak przekonają się co to znaczy utracić własne, kierujące się interesami wewnątrzkrajowymi banki.

 

Wizyta kanclerz Merkel jest tylko potwierdzeniem klęski Polski w sprawie ukraińskiej, co najmniej równie dotkliwej, jak pamiętna rzeź na uroczysku Batoh w 1652 r. Podobnie jednak jak i tamta bitwa nic nie przyniosła też pre-Ukraińcom – tak i ostatnie wydarzenia wskazują jako zwycięzcę podmiot trzeci. Obecnie na forum europejskim są nim bez wątpienia Niemcy, a zatem Rosja i jej zdecydowanie w sprawie krymsko-ukraińskiej pozostaje jedyną szansą, byśmy przynajmniej w przyszłości jakoś się z tego protektoratu rozciągniętego nad Polską wyzwolili – oczywiście jednak jedynie w przypadku usamodzielnienia naszej polityki. Na razie bowiem między dwoma zdecydowanymi i realizującymi swe cele mocarstwami - polityka Tuska i  Sikorskiego  prezentuje się gorzej niż żałośnie. Nawet bowiem generalny gubernator Frank wykonując rozkazy z tej samej centrali – wykazywał się chyba większą troską o poddanych swej władzy Polaków.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Słuszne tezy, trafne.
    W istocie tak jest, pozdrawiam.
  • AUTOR
    Dokładnie tak. Dodać do tego jeszcze podejście naszego żondu do Polaków mieszkających poza granicami naszego kraju (bo ci co mieszkają w naszym kraju to powoli zaczynają się domyślać, że mają przejebane coraz bardziej) i sprawa jest jasna!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930