Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
727 postów 324 komentarze

Wodna autostrada

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wymyślono go jeszcze w XVII wieku, zrealizowano w XVIII i przez blisko 200 lat łączył Wisłę i Bug z Prypecią i Dnieprem. Teraz Kanał Rzeczypospolitej wraz z całym szlakiem E-40 - znów może zacząć spełniać swoje funkcje.

 

 

O ile rzecz jasna uda się ratyfikować wszystkie niezbędne dokumenty i znajdzie się ok. 50 mld złotych na realizację, a przy okazji przełamie się typowe dla rządzących w Polsce przekonanie, że z Białorusią nie można, nie należy, a właściwie to wręcz nie wolno robić interesów.

 

Ekolodzy przeciw transportowi bez zanieczyszczeń?

 

26-28 marca w Brześciu i Kobryniu spotkali się eksperci zaangażowani w realizację projektu odtworzenia drogi wodnej E-40. Koszty tak wielkiego przedsięwzięcia są jednak znaczące – 1 km nowego czy zrealizowanego kanału kosztuje nawet 1 mln euro. Znaczenie tańsze jednak niż w przypadku dróg i autostrad będzie utrzymanie infrastruktury. Pozytywnie do całego przedsięwzięcia powinni odnieść się ekolodzy – bo przecież jedna barka o udźwigu 900 ton zastępuje 18 wagonów kolejowych, czyli 45 ciężarówek. Przeniesienie ładunków z dróg i torów na wody chroni środowisko – bo emisja CO2 jest w przypadku transportu wodnego 1,5 raza mniejsza niż w przypadku kolei i aż 5 razy mniejsza, niż przy użyciu TIR-ów. Ale środowiska ekologiczne na razie milczą, a docelowo mogą jednak sprawić kłopoty – bo newralgicznym dla E-40 odcinkiem szlaku jest 40 km przez województwo lubelskie. Oczywiście o udrożnieniu dolnego biegu Bugu (czyli jego przełomów) w ogóle nie ma mowy, ale nawet przekopanie kanału będzie uzależnione od pomysłu na ominięcie coś ze dwóch parków krajobrazowych, obszarów Natura-2000 nie licząc... Tak oto zbrukselizowana ideologia ochrony środowiska pożera swój własny ogon – najbardziej ekologiczną formę transportu zwalczając z pozycji... ekologicznych.

 

Pieniądze, nie poklepywanie po plecach

 

W ciągu roku przez E-40 można by przerzucać nawet 4 mln ton ładunków – węgla, cementu, kruszywa, nawozów, rud metali. Łącznie połączenie Dniepro-Bużańsko-Wiślańskie będzie mieć 2.215 km (dla porównania szlak Dunaj – Men – Ren liczy 3.100 km). Jest to więc pomysł na rewitalizację także całej gospodarki wiślanej (włącznie m.in. z Kaskadą Dolnej Wisły, na pewno przydatniejszą niż atomowy humbug, serwowany nam przez obecną koalicję sejmową). Mówimy wszak o przedsięwzięciach na stulecia, bo nawet nie na dekady.

 

Korzyści z kooperacji w trójkącie białorusko-ukraińsko-polskim, mającym w perspektywie oparcie o wielką gospodarkę rosyjską są oczywiste: ożywienie handlu, współpraca transgraniczna, wymiana kulturalna itp. (wystarczy spojrzeć jak ruch bezwizowy z okręgiem kaliningradzkim pozytywnie wpłynął na sytuację Pomorza i województwa warmińsko-mazurskiego). Pozytywna zmiana polega na tym, że do niedawna oficjalne stosunki, nawet w ramach programów transgranicznych (nie mówiąc o kompletnie nieudanym Partnerstwie Wschodnim) sprowadzały się do poklepywania po plecach w cieniu europejskich flag (z Ukrainą) lub obustronnej nieufności (z Białorusią). Teraz zaś mówi się o konkretnych pieniądzach, słabo tylko podszytych polityką i ideologią.

 

Para (nie okrętowa) w gwizdek...

 

Niestety, na razie para idzie w gwizdek, tj. np. w powołanie kolejnego bezużytecznego, wiślanego „zespołu parlamentarnego”, którego założyciele nawet nie zawracają sobie głowy przychodzeniem na spotkania. Polacy nie zwracają uwagi na rzeki, może poza momentami, w których moczą w nich wędziska. Że rzeki i kanały naprawdę mogą łączyć i pozwalają na robienie interesów – wciąż nie chce nam się wierzyć. Jak sama nazwa wskazuje, my w końcu naród POL-ny, nie wodny...

 

Kolejne spotkanie poświęcone popularyzacji idei odtworzenia E-40 wraz z przywróceniem roli Kanałowi Rzeczypospolitej, ma odbyć się w Polsce już w maju. Tym razem jednak Polacy mają nieco podnieść rangę spotkania, do poziomu rządowego, co dowiodłoby, że traktują propozycje ukraińsko-białoruskie jako coś więcej niż ciekawostkę. Na przeszkodzie stoją rzecz jasna fumy władz III RP wobec prezydenta Aleksandra Łukaszenki, jakby to on miał do nas przypłynąć E-40 i wykopać ministra Sikorskiegoza morze. Niestety jednak, na tak pozytywny przebieg wydarzeń nie ma (na razie) co liczyć...

 

Póki co, w ciągu dwóch lat na prace koncepcyjne zostanie wydane 874.700 euro – i może to być kolejna kasa przejedzona na sympozja bez następstw i ekspertyzy do szuflady. Nie w pieniądzach bowiem największy problem. Polska jest jednym z ostatnim państw, które nie ratyfikowały Europejskiej Umowy o Głównych Szlakach Wodnych o Znaczeniu Międzynarodowym (AGN), choć od jej przyjęcia minęło już przeszło 18 lat, a 2 lata temu ratyfikowała ją nawet Ukraina, która teraz bardzo liczny na handel szlakiem E-40 z krajami zachodniej Europy – co dla Polski oznaczać może zyski z opłat i tranzytu, pomijając już szanse dla naszych towarów idących na Wschód – nie tylko do systemu Dniepru i Morza Czarnego, ale także do Oki-Wołgi, co wydaje się szczególnie interesujące i dywersyfikujące potencjalne korzyści z całego przedsięwzięcia (jak i stanowi jedną z odpowiedzi odnośnie możliwych źródeł jego finansowania). Tymczasem nasze regulacje dotyczące transportu wodnego są niespójne – barki rzeczne wchodzące do przeładunkowych portów morskich są traktowane jak... jednostki oceaniczne. Zanika powoli zawód pilota. Nie jesteśmy więc nawet 100 lat za Białorusią – bo sto lat temu ta droga wodna z powodzeniem działała, tak jak w państwie Baćki z powodzeniem jej elementy funkcjonują do dziś.

 

Bo wyprzedzą nas Niemcy

 

Na polskiej opieszałości chcą zarabiać inni. Na odcinku południowo-zachodnim Czesi wprawdzie rozmawiają z Polakami o szlaku wodnym do Szczecina i Świnoujścia, ale podsuwana im jest już oferta niemiecka, mająca pomóc łapiącemu zadyszkę i wypłycającemu się portowi w Hamburgu. Co ciekawe, obowiązująca w Polsce Strategia Rozwoju Transportu faktycznie w ogóle ogranicza się do Odrzańskiej Drogi Wodnej, co nawet wsparł ostatnio swym niewątpliwym autorytetem infrastrukturalnym urzędujący prezydent III RP...

 

W przypadku szlaku Dniepro-Bużańsko-Wiślanego koszty zaniedbań mogą być równie poważne. Handel wschodni pozostaje wielką szansą Polski, a zdrowe relacje gospodarcze, oparte o drożne trasy na Białoruś, Ukrainę i dalej – do Rosji (ale także Mołdawii, Kazachstanu i całej Azji Środkowej) – są tego przyszłego sukcesu warunkiem. Wśród wielu raczej nieprzemyślanych, obarczonych dużym marnotrawstwem i złodziejstwem, a także mocno opóźnionych bądź/i spóźnionych inwestycji realizowanych w ostatnich latach w Polsce w ramach tzw. „programów unijnych” – akurat inicjatywy dotyczące odtworzenia wiodących ze Wschodu na Zachód i Północ szlaków wodnych wydają się być perspektywiczne. Bo też i niewiele z dzisiejszych przedsięwzięć, obliczonych na chwilowy poklask i szybki (a często i wątpliwy) zysk ma szansę przetrwać stulecia. A nowe/stare trasy handlowe przywrócone gospodarce – służyłyby pokoleniom, budując prawdziwy, a nie wydumany wymiar realnego partnerstwa wschodniego.

 

Konrad Rękas

Zapraszam też na Geopolityka.org

 

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031