Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
741 postów 332 komentarze

Ameryka spisała Europę na straty

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Rozmowa Konrada Rękasa z prof. Michaiłem Chiazinem, ekonomistą, prezesem Kompanii Konsultingowej NEOKON, członkiem Rady Naczelnej Międzynarodowego Ruchu Eurazjatyckiego, Klubu Izborskiego i rady „Ekonomia i etyka” przy patriarsze Moskwy i całej Rusi.

 

 

Gdy powstała Eurazjatycka Wspólnota Gospodarcza - prezydent Nazarbajew ostrzegł przed popełnieniem błędów, które doprowadziły do obecnego kryzysu Unii Europejskiej, czy Pana zdaniem istnieje niebezpieczeństwo, by nowy projekt polityczno-ekonomiczny nie odpowiedział na zapotrzebowanie przyszłości?

 
Oczywiście, że niebezpieczeństwo istnieje. Ale zwracam uwagę, że polityczna część porozumienia nie została włączona do aktu ustanawiającego EaWG - i słusznie. O ile bowiem regionalna integracja gospodarcza wydaje się krokiem oczywistym w obecnej sytuacji międzynarodowej (zwłaszcza w obliczu upadku globalnego systemu dolarowego), o tyle odpowiedź na pytanie czy i jak zbudować unię polityczną - bynajmniej nie jest prosta. Myślę więc, że kwestia ta będzie jeszcze musiała wrócić – wraz z narastaniem obecnego, coraz bardziej dramatycznego kryzysu.


W Polsce i w pracach analityków zachodnich często pomija się, albo bagatelizuje rolę Kazachstanu w integracji eurazjatyckiej. Z kolei strona białoruska krytykuje postawę Astany, zarzucając, że sprowadza ЕАЭС do relacji ekonomicznych, z pominięciem budowy nowej świadomości geopolitycznej. Czy możliwe jest znalezienie złotego środka między tymi stanowiskami?


Czeka nas jeszcze wiele pracy. Kazachstan odgrywa bardzo ważną rolę w integracji - ale nie chce podejmować nadmiernego ryzyka i trudno nie przyznać jego władzom racji. Z kolei Białoruś ma interesujące i nadające się do wykorzystania doświadczenia wynikające z funkcjonowania Związku Rosji i Białorusi. Inaczej jednak przedstawia się sytuacja państw, które mogłyby aspirować do członkostwa we Wspólnocie, a nie były nigdy częścią ZSSR. Ich pełna integracja z gospodarką obecnych krajów EaWG mogłaby nastręczyć pewne problemy. Z pewnością mamy do czynienia z wydarzeniami dynamicznymi, które należy bacznie obserwować.


A w jakiej perspektywie uważa Pan za możliwe włączenie Armenii, Kirgistanu, a ewentualnie także innych państw do organizmu eurazjatyckiego?


Po pierwsze – powinno to być rozstrzygane w kategoriach efektywności ekonomicznej. Problem polega na tym, że pogłębiona integracja gospodarcza prowadzi nieuchronnie do integracji politycznej. A jak powtórzę – metod i celów realizacji tej ostatniej nie jesteśmy pewni. Z gospodarką sprawa jest jasna – integracja to zjawisko obiektywnie i tak zachodzące. Ale co dalej... Dalej trzeba analizować i nie spieszyć się.


W swych analizach odnotował Pan fakt, że Polska była jednym z nielicznych krajów UE, które ustrzegły się recesji – jaką jednak widzi Pan dalszą perspektywę dla polskiej ekonomii wobec kryzysu strefy euro?


Główny problem Polski to fakt, że jest „mniejszościowym” krajem Unii Europejskiej, odbieranym przez pozostałe jako posiadający „zbyt przyjazne” stosunki ze Stanami Zjednoczonymi (jak o tym charakterystycznie mówił  Sikorski  w swej słynnej nagranej rozmowie). Oznacza to, że w sytuacji gdy w Europie Zachodniej umacnia się przekonanie, że USA chcą uratować swoją gospodarkę kosztem UE (przez umowę o strefie wolnego handlu) – pogorszy się również stosunek zwłaszcza „starej Unii” do Polski. Ponadto negatywnie oddziaływać będzie sam pogłębiający się kryzys, w tym np. działania Niemiec, próbując uratować swoją gospodarkę zabierając ile się da tym państwom unijnym, którym coś wartościowego jeszcze zostało – czyli przede wszystkim Polsce. Jak to potem pewnie powiedzą „nic osobistego, tylko biznes”. Teoretycznie Polska może próbować ratować się przeorientowując swoją gospodarkę na kierunek wschodni - faktycznie bowiem z czysto ekonomicznego punktu widzenia współpraca, czy nawet włączenie do Unii Celnej (czy teraz, bardziej dokładnie, już EaWG) jest dla niej bardziej opłacalne. Ale tu wchodzą w grę czynniki polityczne – nawet mówienie o takim ruchu jest wręcz niemożliwe w polskich realiach. Zastanawiałem się jednak jak mogłoby wyglądać takie porozumienie - np. w przypadku zupełnego upadku Ukrainy Polska mogłaby otrzymać Galicję w zamian za przystąpienie do EaWG. Są to jednak wciąż tylko spekulacje. Oczywiście jednak patrząc na przebieg obecnego kryzysu – wszystko jeszcze może się zdarzyć...


Dostrzega Pan w dłuższej perspektywie koniec hegemonii dolara w światowej ekonomii, jednak poza juanem ani rubel, ani euro czy rupia nie wydają się w obecnej sytuacji w stanie w pełni zapełnić powstałą lukę. Czy mimo to uważa Pan fragmentację światowej gospodarki za realną?
 
Tutaj należy przede wszystkim zrozumieć, że ani juan, ani rupia czy euro nie mogą zastąpić dolara – bo źródłem jego potęgi pozostaje to, że w nim właśnie wyrażana jest większa część zagregowanego popytu (głównie w USA). Kiedy jednak ten popyt (obecnie obsługiwany przez emisję dolara) ostatecznie spadnie - próżnię wypełnią waluty regionalne. Najpierw więc nastąpi załamanie rynków finansowych, a dopiero potem - fragmentacja systemu finansowego.


Sytuacja na Ukrainie i w Noworosji może być uznana za element pełzającej, ale już trwającej Trzeciej Wojny Światowej. Władze rosyjskie bywają jednak krytykowane za zbyt słabe poparcie udzielane republikom ludowym. Co Pana zdanie powoduje aż taką ostrożność Rosji?


Jest to złożona kwestia. Nie widzę jednak powodów do pośpiechu – do III wojny światowej jeszcze daleko. Na razie mamy do czynienia jedynie z próbą narzucenia Rosji przez USA własnych reguł gry. Rosja rzecz jasna nie może się wycofać – jeśli nastąpi rozgromienie republik południowo-wschodnich, kolejnym krokiem może być próba doprowadzenia do wybuchu rewolucyjnego w Rosji. I przeciwnie – ich zwycięstwo i przetrwanie uczyni  Putina dość silnym, by przetrwać kryzys gospodarczy. Rosja jednak w żaden sposób nie może działać zbyt radykalnie – ze względu na relacja ze Stanami Zjednoczonymi i UE. Zwłaszcza Unia musi w końcu zrozumieć, że zarówno przez USA, jak i Chiny została już spisana na straty i podzielona tak, by przejąć jej rynki. .Jedyną szansą dla UE – jest przyjaźń z Rosją i światem islamskim. Ale własną rozgrywkę prowadzi już Waszyngton – próbują podzielić Europę i Rosję na tle kryzysu ukraińskiego, zaś świat islamski odstraszyć treściami nie do przyjęcia (wystarczy spojrzeć na zwycięzcę Eurowizji i treści jego piosenek). I los Polski i Ukrainy będzie się rozstrzygać jako funkcja stosunków UE-USA.

 

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Konrad Rękas

 

Polecamy też stronę: http://www.neocon.su/

 

KOMENTARZE

  • naukowcy?
    Właśnie o to mam do rodzimych, polskich naukowców i "profesorów" największy zal. Wiedza wszystko a zarazem gówno. Pierdzenie w stołki
    i w teorii mądralowanie bez najmniejszego poczucia rzeczywistości oraz namacalnej chęci działania dla dobra Narodu i Polski.

    AMERYKA NIGDY NIE BYŁA W EUROPIE ABY SIĘ Z NIĄ BRATAĆ. AMERYKA SIEDZI W EUROPIE ABY JĄ KONTROLOWAĆ PODPORZĄDKOWUJĄC JEJ STRUKTURY I BOJKOTOWAĆ SAMODZIELNOŚĆ ORAZ SAMOWYSTARCZALNOŚĆ.

    Gdzieś już to pisałem: "wojna w Iraku była wyprzedzającym działaniem przeciwko Europie a Polska ze swoimi postsolidarnościowymi lizodupcami odgrywała role trojańskiego konia. Europejskim zagrożeniem dla Amerykanów było zwiększenie potencjału gospodarczo-naukowego oraz ilości wykwalifikowanej kadry robotniczej po wcieleniu następnych 10 państw do UE. Wzmacniająca się pozycja i rola pieniądza "euro" co automatycznie wytrącało siłę nabywczą "dolara". Bardzo dobre stosunki 10 państw postkomunistycznych pomiędzy krajami arabskimi co dawało całej Unii możliwość bezproblemowego zaopatrywania się w środki energii."

    Tak wiec aby spisywać kogoś jako przyjaciela na straty trzeba nim najpierw być. Europa do dni dzisiejszych była jedyną i największą siłą polityczno-ekonomiczną która mogla zagrozić hegemoni USA w świecie. Ameryka z Europy na razie odchodzi od działań strategicznie gospodarczych ponieważ niebezpieczeństwo płynące ze starego kontynentu na krotki czas zostało zażegnane! Nie płaczcie rzewnie, Ameryka do Europy powróci.
  • @
    W USA nastąpi implozja - do roli takiej, jaka możliwa w państwie wieloetnicznym, czyli możliwy jest rozpad na kilka mniejszych części.
    Obecnie USA trzyma dolar i jego dodrukowywanie bez pokrycia.
    Załamanie tego procederu spowoduje wspomnianą implozję. Po prostu nie będzie ich stać na utrzymywanie całego systemu.

    To, że chcą utrzymać obecny stan pod pozorem zagrożenia wojennego i lokalnych rozgrywek - to oczywiste. Tyle, że na bagnecie nie da się długo usiedzieć.

    PS. Galicja przekazana Polsce - to najgorsza rzecz jaką Polacy mogą sobie wyobrazić. Bo Banderowcy byliby "dobrodziejstwem inwentarza". Póki nie zostaną wyeliminowani, póty ta droga nie jest możliwa do realizacji. Natomiast współpraca, jej zakres z WNP powinna być rozważana i przygotowywana.
  • @chart
    Nic ciekawego, typowa żydowska narracja.
    Podobno ten osobnik przewidział kryzys 2008, ale szczerze, jeśli ma się źiomali którzy w USA piszą takie żydowskie prawa to łatwo zostać Guru.

    Ustawa Dodda-Franka która miała zapobiegać temu kryzsowi właśnie teraz jest rozwadniana, nasz Guru znowu zarobi.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Dodd%E2%80%93Frank_Wall_Street_Reform_and_Consumer_Protection_Act

    ps Wiem że dla żydów nazwisko nie ma znaczenia, ale w naszej kulturze powinniśmy o tym pamiętać, proszę sprawdzić jak ten osobnik naprawdę się nazywa

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930