Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
727 postów 324 komentarze

Aby gorzej nie było...!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie lubię PSL. Stronnictwo uosabia to wszystko, czego w polityce nie trawię – samą III RP, z jej skorumpowaniem, rządami biurokratów, mnożeniem urzędów, doborem negatywnym i kultem niekompetencji.

 

 

Nie lubię PSL, bo w żaden sposób nie jest tym, czego chcieliby dopatrzeć się w nim chłopomani: nie jest tradycjonalistyczne – tylko wykorzenione, oparte o urzędników bez właściwości, po wyższych szkołach stębnowania. Nie jest uniosceptyczne – tylko brukselouległe. Nie jest rozsądniejsze na odcinku wschodnim, nie jest gospodarne, nie jest spokojne i nieagresywne – tylko ciągle powtarza, że takie jest. Nie lubię wreszcie pseudoludowców – bo są niesłowni, nie dotrzymują słowa i zawsze są gotowi zerwać już zawarte porozumienie i prowadzić w nieskończoność negocjacje na jedyny interesujący ich temat – czyli o kolejnych stołkach. A że mają ich dużo – więc siłą rzeczy wśród osób usadzonych przez PSL więcej jest  Dyzmów, niż zdarza się to innym, mniej efektywnym partiom.

 

Nie lubię PSL, ale nie ma we mnie tyle pogardy i arogancji, by powtarzać, że skoro odnieśli sukces w wyborach – to na pewno zostały one sfałszowane. Czy nie bardziej prawdopodobne wydaje się tłumaczenie, że w stałej ucieczce i zmęczeniu pseudo-sporem PO-PiS, tym razem wyborcy postanowili zrobić coś szalonego i skierować się rozpaczliwie w stronę Stronnictwa, które wcześniej nigdy im nie przyszło do głowy? Jeśli dodamy do tego lękających się powrotu  Kaczyńskiego, a także tych, którzy faktycznie głosują na partię stołków – bo też chcieliby mieć stołek, wtedy wynik PSL przestaje być tak zaskakujący, prawda?

 

Bądźmy zresztą zupełnie szczerzy – czy my wszyscy, piszący o polityce, zajmujący się polityką, niekiedy nawet czynnie, znający różne sztuczki i chwyty PR-owskie – możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że wiemy dlaczego ostatecznie ludzie decydują się brać udział w wyborach i oddawać głos akurat na tę czy inną partię? Jasne, można rozpoznawać tendencje, wywoływać określone reakcje, trafnie określać oczekiwania poszczególnych grup, ale po co oni w ogóle to robią, poza ogólną, jakże przecież naiwną i pierwotną nadzieją, że może będzie lepiej, a częściej – żeby po prostu gorzej nie było?

 

Bądźmy bowiem poważni, wszak  co do zasady rację mają raczej ci nie głosujący, przyznający, że nic z tego nie rozumieją, nic ich to nie obchodzi i nie wierzą w żaden swój wpływ. O ile absencja mająca ukarać establishment polityczny jest głupotą podwójną (wszak establishmentowi właśnie o to chodzi i z samej zasady nie jest możliwa delegitymizacja systemu drogą bojkotu, choćby i prawie 100-procentowego) – o tyle racjonalna wydaje się absencja bierna, przyjmująca po prostu do wiadomości  podział na rządzących i rządzonych. Problem polega rzecz jasna na tym, że rządzą „ci źli” - a dokładniej rządzą „źle” to jest niekorzystnie dla rządzonych.

 

W istocie bowiem w całym tym układzie zależności chodzi generalnie o to, by rządzący robiąc sobie dobrze – możliwie nie szkodzili, a może nawet nieco ułatwiali życie rządzonym. Przede wszystkim zapewniając im bezpieczeństwo, a ponadto też okazję do utrzymania się. Oprócz wielu innych czynników (jak zależność od rządzących wyższego szczebla) – problemem jest rzecz jasna sama logika przedstawicielskiego systemu władzy, zakładająca kadencyjność. Ta zaś wymusza na grupie rządzącej szybkie i łapczywe zaspokajanie własnych potrzeb, nie tylko przy ignorowaniu interesów rządzonych, ale często właśnie przy ich bezpośrednim i nadmiernym obciążeniu. Co ciekawe, niektórzy właśnie w PSL-u widzą siłę realizującą odśrodkową przemianę tego układu poprzez przedłużanie okresu sprawowania władzy (mamy w Polsce wójtów rządzących już ok. trzech dekad) czy wprowadzanie dziedziczności. A jednak praktyka wskazuje, że ci nieledwie panujący – są z kolei wyjątkowo bierni, a więc zaspokajają co najwyżej naturalną ludzką potrzebę stagnacji (wspomniane „aby gorzej nie było...!”), łatwo  w realiach polskiej biedy i bylejakości przechodzącą w stan wegetacji.

 

Oczywistą absurdalność tzw. demokracji widać też w samych wyborach, przy czym te sprzed paru dni – są tylko kolejnym z szeregu przykładów. Tłumaczenie, że ludzie oddawali głosy nieważne do sejmików, bo stawiali karnie krzyżyki na każdej stronie "książeczki", zmyleni zachętą do udziału w wyborach - jest właśnie kolejnym, acz pośrednim argumentem przeciw demokracji w ogóle.  Skoro bowiem ktoś nie jest w stanie zrozumieć ani zapamiętać w jakiej formie ma wyrazić swoją wolę wyborczą - to na jakiej podstawie uznaje się, że jego decyzje mają jakieś racjonalne cele i podstawy?

 

Faktem jest, że latami zasiadając w komisjach obwodowych - regularnie byłem pytany jak oddać głos, co oznacza, że akt głosowania rzeczywiście nie uruchamia u wyborcy wyższych funkcji mózgu i wybierający z góry zakłada, że niczego nie jest w stanie zapamiętać ani zrozumieć. Powtórzmy - z samego aktu głosowania, a co dopiero mówić z polityki jako takiej?

 

I już tylko przyczynkarsko - 12 lat temu krzyczano, że wybory do sejmików są nieważne, bo wprowadzone wówczas zamiast książeczek płachty są absurdalnie wielkie, ciężko je było przeczytać i utrafić z widocznym krzyżykiem. Wrócono więc do książek - i furt źle. Słyszałem już pomysł racjonalizatorski, że powinna być okładka z wypisaniem który komitet wyborczy jest na której stronie. Mam jednak zastrzeżenie - a co, jeśli wyborcy radośnie stawialiby tylko krzyżyki na okładce, przy nazwie swojej partii i nie zaglądając dalej wrzucali pakiecik do urny?

 

Tyle przykładu bieżącego. Czy ma on służyć dowiedzeniu, że ludzie uczestniczący w wyborach to idioci? Broń Boże (choć – powtórzę – zaiste trudno pojąć czemu właściwie oni to robią). Przeciwnie – to system jest idiotyczny, o czym wiedzą i ci, którzy próbują ignorować jego istnienie nie głosując, i ci którzy w wyborach startują. Najmniej wątpliwości mają natomiast sami głosujący, przy czym faktycznie najmniej głupia jest motywacja elektoratu ludowych biurokratów. Powtórzmy – nie wierzą oni w „telluryczną prawicę” i „narodowy agraryzm”. Niekoniecznie nawet kierują się wskazaniami proboszczów, czy wiarą, że „żywią i bronią”. Przeciwnie, wyborcy głosują często na PSL z powodów, dla których partia ta jest potępiana i wyśmiewana. Bo miejscowy wójt to łajdak, ale ponieważ już zbudował drogi pod domy swój, teściowej, szwagra i kochanki – to następne utwardzenie może pojawi się i pod moją chałupą? Bo nowy jeszcze się nakradł, więc zacznie od początku, a ten się już nachapał. Bo jak się z wójtem żyje w zgodzie i należy do „peezel”, to dzieciak po dziwnych studiach może zostać w mieście i pójść na urzędnika. Wreszcie – bo pracuję w szkole, GOK-u, GOPS-ie, w samym urzędzie, a nowy wójt miałby i nowego pracownika na moje miejsce.

 

Jak się więc okazuje - wyborcy PSL to ci, którzy najlepiej zrozumieli demokrację i jej praktyczne skutki. Którzy starają się jakoś dopasować do III RP, w sytuacji, gdy ci aktywniejsi już przecież wyjechali.  Polak bowiem woli zmienić otoczenie – niż zmieniać warunki, w których żyje.  Taki tu już mamy klimat.

 

Konrad Rękas

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031