Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
717 postów 323 komentarze

Czy Ameryka straci Azerbejdżan?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zwiększa się nacisk Waszyngtonu na Baku w sprawie „demokratyzacji” i „poszanowania praw człowieka”. Azerskie władze faktycznie podjęły dialog z opozycją, zastrzegając jednak, że wewnętrzne problemy zamierzają rozwiązywać same.

 

A przy okazji administracja  Ilhama Alijewa  zastanawia się jak dołączyć do nowokształtującego się porozumienia rosyjsko-tureckiego i jak wkomponować w nie własne priorytety, jak TANAP – Gazociąg Transanatolijski.

 

Dla USA Azerbejdżan pozostaje wprawdzie kluczowym sojusznikiem na flance tak Rosji, jak i Iranu, ale samodzielność prezydenta  I. Alijewa  i jego niska dyspozycyjność w stosunku do bieżących zagrywek dyplomacji amerykańskiej nie raz już bywała problemem we wzajemnych relacjach. Co więcej, oświecony autorytaryzm dynastii Alijewów nie bardzo przystaje do ideologicznych wzorców Waszyngtonu, a to one wszak wyznaczają status kolonialny „partnerów Ameryki”. Z kolei nad Morzem Kaspijskim narasta krytyka polityki amerykańskiej stosującej – zdaniem Azerów - podwójne standardy, tj, konfrontacyjnej wobec Rosji w sprawie Krymu i Donbasu, a przed lata odmawiającej Baku równej stanowczości w kwestii Karabachu,.

 

Pomimo fiaska poprzednich prób „demokratyzowania” Azerbejdżanu na siłę, Amerykanie nadal nie rezygnują. W ostatnich tygodniach ich zamiary wyraziła m.in. rzeczniczka Departamentu Stanu USA  Jen Psaki  krytykując poszanowanie praw człowieka w Azerbejdżanie. Reakcja Baku była jednak tradycyjnie stanowcza. Szef służby prasowej ministerstwa spraw zagranicznych Azerbejdżanu Hikmet Hadżijew odciął się nazywając amerykańską krytykę „elementem starań o celowe upolitycznienie praw człowieka i przekształcenie je w narzędzie nacisku”. - Azerbejdżan nie potrzebuje porad w zakresie praw człowieka, w naszym kraju wszystko jest z nimi w porządku, w przeciwieństwie do samych Stanów Zjednoczonych – zauważył H. Hadżijew.

 

Na wszelki wypadek Azerowie postanowili pokazać, że umieją rozmawiać jak „Azer z Azerem”. W Międzynarodowym Centrum Prasowym w Baku doszło do spotkania Ali Hasanowa, szefa wydziału spraw społecznych i politycznych administracji prezydenta Azerbejdżanu, jego zastępcy Tahira Sulejmanowa  oraz Elmana Paszajewa  z przedstawicielami głównych partii opozycyjnych: liderem Partii Demokratycznej Sardarem Dżalaloglu, przewodniczącym Partii Liberalno-Demokratycznej Fuadem Alijewem, przywódcą Partii Klasycznego Frontu Ludowego Mirmahmudem Miralioglu, przewodniczącym Wielkiego Stworzenia Fazilem Mustafą, szefem partii "Umid"I gbalem Agazade, szefem partii "Wahdat" Tahirem Kerimlim, przewodniczący stronnictwa "Azadlig" Ahmadem Orujem, przewodniczącym Partii Narodowej Niepodległości Jusifem Bagirzade, przywódcą Solidarności Obywatelskiej Sabirem Rustamkanlim  i liderem Partii Ruchu Odrodzenia Narodowego  Farajem Gulijewem.

 

Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew wielokrotnie podkreślał, że dla pełnego rozwoju kraju konieczne są reformy polityczne” - podsumował spotkanie A. Hasanow dodając do tego zapewnienie, że zmiany ustrojowe stanowią konieczne uzupełnienie rozwoju gospodarczego kraju. Czy jednak mamy do czynienia z kapitulacją wobec żądań amerykańskich? Azerska opozycja jest wyjątkowo rachityczna, nawet jak na standardy post-sowieckie, a co więcej – przeważnie przyjmuje wyznaczone jej miejsce w systemie polityczno-ustrojowym republiki. Być może więc jest to raczej ruch wyprzedzający, mający wytrącić broń z ręki zwolennikom zewnętrznie sterowanej demokratyzacji Kraju Ognia?

 

Ta zaś wciąż pozostaje scenariuszem trudnym do wykluczenia w sytuacji, gdy główny (nawet przed USA) partner Azerbejdżanu, Turcja, normalizuje swe stosunki z Rosją, a docelowo staje się głównym partnerem energetycznym Federacji na odcinku południowym. Zgadzając się na budowę rosyjskiego gazociągu, władze tureckie jasno zadeklarowały, że partnerstwo z Rosją wydaje się Ankarze korzystniejsze, niż maż odkładanego na święty nigdy wstąpienia do UE. Przeciwnie, stając się południowo-europejskim i śródziemnomorskim centrum dyspozycyjnym gazu – to Turcja wspólnie z Rosją są w stanie dyktować warunki Europie.

 

W tym kontekście należy zauważyć, że powstanie tureckiego hubu gazowego nie tylko nie jest sprzeczne z interesami Azerbejdżanu, w tym przede wszystkim z budową Gazociągu Transanatolijskiego, ale przeciwnie – może dać nowy impuls tej inicjatywie. Ruszająca w przyszłym roku inwestycja, której ukończenie planowane jest na 2018 r. TANAP była prezentowana, jako element energetycznego okrążania Rosji alternatywnymi sieciami dostaw. W obecnych realiach – może jednak stanowić sworzeń węzła, jaki Azerowie, Turcy i Rosjanie wspólnie zaciągną na potrzebach energetycznych Zachodu. No chyba, że mechanizm „demokratyzacji” zadziała wcześniej...

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Turk Stream
    Oops, mały wstrząs tektoniczny… Stająca na baczność przed waszyngtońskimi podżegaczami wojennymi EU odniosła swój kolejny sukces. Tym razem udało się jej wykończyć gazociąg South Stream. Ponad 3,600 kilometrowa rura miała być gotowa w 2016. Idąc pod Morzem Czarnym na Bałkany i dalej do Austrii transportować miała rocznie 63 mld m3 gazu. Złowrogi Gazprom miał mieć w niej 50% udziału, włoski ENI 20%, francuski EDF 15% i niemiecki Wintershall 15%. Miesiące piętrzenia trudności, podsycanych stałym „nie” z Waszyngtonu, przeciął sam Putin. Jeśli EU nie chce mieć South Streamu to go mieć nie będzie.

    I zrobił to w niezłym stylu (Westliche South-Stream-Partner überrumpelt vom Projekt-Stopp) – podmorska rura zostanie położona mimo wszystko i niewiele z początkowej inwestycji $5 mld Gazpromu zostanie zmarnowane. Tyle tylko że zamiast do Bułgarii rura pobiegnie teraz do Turcji – stąd „Turk Stream”. Ma to w dodatku głębszy sens biznesowy. Turcja jest i tak drugim, po Niemczech, największym klientem Gazpromu, dużo większym niż Bułgaria, Węgry i Austria razem wzięte. Dodatkowo Rosja w dużym kontrakcie towarzyszącym rozbuduje turecką energetykę nuklearną.


    http://dwagrosze.com/wp-content/uploads/2014/12/turkstream-640x387.png

    Zapomnij więc o nieszczęśliwym Nabucco, od długiego już czasu w stanie śmierci klinicznej, i zapomnij teraz o jego zawetowanym przez USA konkurencie South Stream. Pogrążonej w politycznym paraliżu Europie zostaną w perspektywie dwa węzły gazowe – jeden niemiecki na końcu Nord Streamu oraz drugi turecki. W obu nadal ten sam gaz rosyjski dla tej samej Europy. Tyle że zamiast zależności od Rosji brukselskie półgłówki będą teraz zależeć i od Rosji i od Turcji razem, oraz same martwić się będą musiały o dalszą dystrybucję.

    Gazociąg do Turcji pozbawi kraje bałkańskie i centralnej Europy nie tylko łatwego dostępu do gazu ale także tysięcy jobs (głównie w Bułgarii) oraz intratnych opłat tranzytowych. Wszystko to, zamiast do EU, popłynie teraz do Turcji. Z alternatywną drogą gotową tranzyt rosyjskiego gazu do Europy centralnej przez rozpadający się ukraiński bantustan długo nie potrwa.

    Ameryka ze swoimi europejskimi wasalami wyciągnęła Ukrainę z orbity wpływów rosyjskich. Rosja odpowiedziała na to wyciągając Turcję z orbity zachodu. Kto wygra na tym a kto przegra stanie się już wkrótce jasne nawet dla najbardziej zakutych głów w Brukseli. Ekonomicznie biorąc Ukraina jest beznadziejną czarną dziurą, w którą EU będzie musiała pompować tony kapitału długo po tym kiedy amerykańscy mąciciele się z niej w końcu wyniosą.

    Turcja jest natomiast wschodzącym regionalnym mocarstwem, lewarującym swoją kluczową geopolityczną pozycję statusem progresywnego, niezależnego państwa islamskiego. Kraj staje się ważnym węzłem energetycznym między wschodem a zachodem. Azerska ropa od lat płynie rurociągiem Baku-Tbilisi-Ceyhan. Dojdzie teraz do tego gaz rosyjski. Nie ominie Turcji też gaz transportowany planowanym gazociągiem trans-kaspijskim z Turkmenistanu. W końcu na turecką współpracę liczyć muszą plany saudyjskiego gazociągu przez Syrię.

    Słowem, Turcja jest w pozycji rozdającego karty. Po nieudanym mezaliansie z EU kraj grawituje teraz w kierunku członkostwa w SCO, za czym lobbuje Rosja. Szansa jest dobra że Europa, wbrew swojej retoryce „dywersyfikacji” źródeł energii, w sektorze paliw kopalnych znajdzie się w jeszcze większej niż poprzednio zależności od SCO. Taki zdaje się będzie finał słuchania szatańskich podszeptów amerykańskich makerów NWO stręczących Europie ukraiński balast, sankcje na Rosję i potrzebny jej jak psu piąta noga

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930