Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
744 posty 333 komentarze

Zmieniać Polskę czy pogadać?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jakim cudem przedstawiciele środowisk jawnie deklarujących niewiarę w demokrację wierzą jednocześnie, że zmienią Polskę zasiadając w Sejmie?

 

Paradoks ten miał wymierne, negatywne skutki w postaci porażki KNP w wyborach samorządowych odniesionej niemal celowo, w oczekiwaniu na przyszły „sukces” parlamentarny.

 

Sukces ten ma zaś polegać na wprowadzeniu na Wiejską najmniejszej nawet grupki, a przynajmniej samego JKM, który zyska kolejną trybunę, by nauczać społeczeństwo i rządzących. I o ile w przypadku samego lidera KNP dążenie to ma swoje uzasadnienie – wszak  Korwin  nic innego nie czyni od lat 70-tych, o tyle czegóż to niby chce nauczać towarzysząca mu dzieciarnia – doprawdy nie sposób zgadnąć.

 

Bezużyteczność Sejmu

 

Partie ideologiczne, czy chociaż ideowe – mają pewien problem z ogarnięciem systemu polityczno-ekonomicznego Polski i świata. Wynika to z kierowania się przez nich wizjami oczekiwanego ładu, z wyznawanych „typów idealnych”, a także świadomej opozycji wobec skrajnego pragmatyzmu typowych partii władzy. W ostatniej kampanii rozmawiałem m.in. z prominentnymi „Kolibrami”, ortodoksyjną młodzieżą KNP-owską, tworzącą się kadrą RN. Wszyscy oni przyznawali uczciwie, że nie mają bladego pojęcia co właściwie robi się w samorządach, w istocie nikt z nich nie miał ochoty zasiadać w radach i sejmikach, a spora część traktowała je co najwyżej jako etap przejściowy w drodze do upragnionego Sejmu. Tam bowiem można będzie dopiero dyskutować o wymarzonym obniżeniu podatków w przypadku jednych, a polityce historycznej i odzyskaniu suwerenność w wizjach drugich.

 

Oczywiście takie widzenie pracy parlamentarnej jest łagodnie mówiąc utopijne. To spostrzeżenia banalne, ale po pierwsze –  zakres zadań Sejmu rozprasza się w seriach mało czytelnych dupereli, wynikających z permanentnej sraczki legislacyjnej rządzącej nami biurokracji. Po drugie - „organ najwyższej władzy ustawodawczej” w naszym kraju wcale przecież nie rządzi – ważniejsze pozostają bowiem tak tutejszy aparat urzędniczy, jak i przede wszystkim  właściwy formalnie suweren, czyli Komisja Europejska z przyległościami. Dalej – siedzenie w Sejmie jest przerażająco nudne, o ile nie siedzi się w pierwszych rzędach i to głównych partii, to w zasadzie miało się tę frajdę, że na dożynkach w rodzinnej wsi witali cię pierwszego. Już bowiem nawet funkcja biura podróży została parlamentowi ukrócona, a pieniądze za zasiadanie w nim – pozostają w zakresie marzeń prowincjonalnego nauczyciela albo chłopaka z programu pierwsza praca. Ani więc głos posła czy senatora nie jest specjalnie słyszalny, ani jego wpływ znaczący.

 

Wizja idealnie selektywna

 

Fani JKM mają na to kontrargument – a więc analogię z upadkiem rządu  Suchockiej, którą ówcześni posłowie UPR mogli powstrzymać w zamian za konkretne zmiany gospodarcze zażądane przez Korwina. Jasne, coś takiego może się zdarzyć (podobnie jak i pozytywne następne działań kółeczka Prawicy Rzeczypospolitej w Sejmie V kadencji) w przypadku narastającej niestabilności politycznej, ale tylko może i  trudno całą działalność danego ugrupowania ograniczać do oczekiwania na szczęśliwe zrządzenie losu.

 

Jasne, że JKM wie co robi. On sam ma bowiem wizję nie tyle bieżących zmian w Polsce, co nieustannego zarażania kolejnych pokoleń swych zwolenników programem nierealizowalnym w dającej się określić perspektywie. Korwin to zresztą mówi przecież wprost, choćby przyznając, że np. nie da się jednym ruchem znieść VAT, ale należy taki postulat wysuwać, bo „przecież jest słuszny” (czyli pasuje do modelu idealnego). W tym sensie Korwin mógłby w zasadzie w Sejmie znaleźć się sam i całość zadań parlamentarnych KNP zostałaby spełniona. Gdyby bowiem posłami zostali inni działacze Nowej Prawicy – mogłoby pojawić się parcie na wejście do koalicji rządzącej. A przecież JKM również od lat głosi, że posłowie ministrami być nie powinni. Tego zalecenia niektórzy jego zwolennicy (np. spod znaku pos. Wiplera) też jakoś słyszeń nie chcą.

 

„Te wybory po prostu nie były dla nas. Na szczeblu powiatu czy województwa nie można zmienić Polski – a to jest naszym celem. ” - bagatelizował JKM złe wyniki wyborów samorządowych. Niestety, ale nie ma racji, choć zrozumiałe, że starał się w ten sposób uspokoić i tak napiętą sytuację w partii. Ugrupowanie takie jak Nowa Prawica (ale także RN) może bowiem korzystnie wpływać na działania samorządów (zwłaszcza gminnych), może też kształcić kadry i zachowywać wiarygodność opozycyjną mimo sprawowania władzy w terenie – natomiast możliwości te są niemal całkowicie ograniczone na poziomie parlamentarnym. Do znudzenia należy powtarzać, że  kiedyś zostawało się wójtem, żeby zostać posłem – a teraz zostaje się posłem, aby zostać wójtem.

 

Jaka zmiana?

 

Źle się więc stało, że siły deklarujące zainteresowane zmianami w Polsce (nie tylko zresztą dwie wspomniane wyżej, ale także szeroki zakres środowisk autentycznie antysystemowych) błędnie określiły możliwe do osiągnięcia cele gry politycznej. Wizja 15 młodych chłopców co posiedzenie opowiadających w Sejmie o konieczności obniżki podatków – to bowiem utopia, podobnie jak i 10 kolejnych chłopców machających na Wiejskiej flagami NSZ. Takie myślenie o polityce mi osobiście przypomina zalecenia  Leppera, który zaskoczony skalą sukcesu Samoobrony w sejmikach w roku 2002 miał początkowo tylko dwa zalecenia: robić możliwie często debaty o kryzysie w rolnictwie i demonstracyjnie wychodzić z sali obrad. Coś podobnego chcą chyba robić w swoich branżach koledzy z KNP i RN i pozostaje mieć nadzieję, że może wpadną im do głowy jeszcze jakieś pomysły – bo inaczej nie będą mieli nawet okazji do realizacji tych naiwnych wizji.

 

Na razie mleko się rozlało, samorządówka przeszła, najbliższe wybory prezydenckie nie sprzyjają integracji opozycji (czy „opozycji”), a pomysłów na elekcję sejmową brak. KNP liczy, że tym razem elektorat zorganizuje się i zdyscyplinuje lepiej, niż jesienią „i jakoś to będzie”, na 5 proc. i kilu posłów starczy. Maszerujący będą dalej maszerować, a  Marian Kowalski  kontynuować udawanie Leppera centroprawicy, zatem oba środowiska nadal wydzierać sobie będą promile elektoratu, powtarzając taktykę post-solidarności z 1993 r. (czyli może mnie się uda, a konkurent polegnie). O Rydzyk po staremu będzie straszyć i kusić PiS, a zwolennicy antysystemowej „Zmiany” trwać będą w wahaniach czy starczy im siły, czy nadal skrzykiwać drobne, a bardzo zideologizowane, a przeto niekoncyliacyjne grupki. Na razie więc ku nowemu (nawet, gdyby to miało być przebrane stare) nie idzie.

 

Konrad Rękas

 

 

KOMENTARZE

  • Coś robić:)
    Nic nie można zrobić, gdy brak równowagi na jedną sekundę:)
  • @
    Dobrze, że powoli krystalizuje się świadomość o konieczności likwidacji Sejmu.
    Ogólnie - systemu pośrednictwa przy stanowieniu prawa. Konieczne jest przejście do demokracji bezpośredniej na tym polu przy znacznym wzmocnieniu władzy wykonawczej.
  • @Krzysztof J. Wojtas 15:14:01
    Panie Krzysztofie nie sądzę żebyśmy przeszli tak od razu do DB Na początek można by było doprowadzić do tego aby sejm był bezpartyjny a posłowie byli odwoływani przez wyborców w okręgach jednomandatowych Taki sejm kontrolował by rząd Nie tak jak to jest obecnie że to rząd kontroluje sejm i sam siebie To jest patologia Problem polega na tym że ludzie wierzą że partie za nich wszystko załatwia A przecież partie to mafie żyjące z okradania obywateli
  • @amadeusz2006 19:23:47
    Masz 100% racji. Sejm bezpartyjny jest potrzebny, bo bezpośrednio każdy może się tylko spowiadać, lub głosować:)
  • @amadeusz2006 19:23:47
    Partie - to bandy złoczyńców.
    Jak doprowadzić do ich likwidacji?

    JOW - to gorsze od dżumy.
    Jestem za ukierunkowaniem na obligatoryjne referendum NP. przy 1, 5 mln głosów poparcia.
  • Stała Instrukcja Alta Vendita
    Nie tylko. W XVIII-tym wieku uaktywnili się również żydzi zorganizowani w lożach masońskich i opracowali “Stałą Instrukcję Alta Vendita” [Permanent Instruction of Alta Vendita], która nakreśliła plan "diabolicznej dezorientacji wyższej hierarchii”. Autorami byli Giusseppe Mazzini vel Piccolo Tigre oraz Albert Pike - obaj uznający Lucyfera za swojego boga i zajmujący się okultyzmem.
    "Alta Vendita" była najwyższą lożą Carbonari [Karbonariusze], włoskiego tajnego stowarzyszenia powiązanego z masonerią, i potępiająca Kościół Katolicki. Jezuita E Cahill w książce “Masoneria i ruch antychrześcijański” [Freemasonry and the Anti-Christian Movement] twierdzi, że Alta Vendita “ogólnie miała być wtedy ośrodkiem zarządzającym europejską masonerią”. Karbonariusze byli najbardziej aktywni we Włoszech i Francji, w której zorganizowali Rewolucję. Następnym wielkim sukcesem żydo-masonerii była Rewolucja Październikowa, podczas której i przede wszystkim wymordowano całą rodzinę katolickiego cara Mikolaja II. Katolicką inteligencję Polski wymordowano wiosną 1940 roku. (Kłania się żyd Beria)
    W książce “Atanazy i współczesny Kościół” [Athanasius and the Church of Our Time], bp Rudolph Graber zacytował masona, który oświadczył, że “celem (masonerii) nie jest już zniszczenie Kościoła, ale wykorzystanie go poprzez inflitrację”.
    Inaczej mówiąc, ponieważ masoneria nie była w stanie całkowicie zniszczyć Kościół Chrystusowy jednym ciosem, zaplanowała nie tylko wykorzenić wpływ katolicyzmu na społeczeństwo, ale wykorzystać organizację samego Kościoła jako narzędzie “odnowy”, “postępu” i “oświecenia” – jako środka do realizacji WŁASNYCH zasad i celów. "Modernizacje" opracowane podczas II-go Soboru Watykańskiego były i są wynikiem oraz kontynuacją pomysłów w/w okultystów.

    Smutno i alarmująco się robi, kiedy samo-określający się liderzy (tacy jak Wojtas i Kosiur) współczesnych ruchów narodowych dążących do suwerennej Polski opierają całą swoją filozofię, nienawiść do Katolików, i pomysły na odnowę wzięte prosto ze "Stałej Instrukcji".

    Więcej tutaj: http://www.bibula.com/?p=74239
  • @Zdzich 00:23:17
    Zdzisiu
    Znowu źle spałeś?
    A może masz jakieś niestrawności - bo znowu puszczasz "bąki".

    Znowu - kłamiesz - i zaczyna to być wyrazem katolicyzmu. Podobnie fałszuje np. prof. Bojarski. A przecież tylko prawda może wyzwolić. Wypłyń na głębie, bo na tych płyciznach możesz zahaczyć przyrodzeniem o jakieś kamienie.
  • @Krzysztof J. Wojtas 12:45:25
    Spałem dobrze i nie kłamię. "Bąki" to twój modus operandi.
    Jakby to Ruszkiewicz napisał: "pokaż paluszkiem gdzie jest kłamstwo", zamiast wypisywać tutaj swoje urojenia.
    I, choć na moment odwróć uwagę od mojego przyrodzenia.
  • @Zdzich 17:59:27
    Odwracać uwagę od tego miejsca, gdzie mężczyźni maja przyrodzenie?
    No dobrze. Tam nie ma i tak nic interesującego. Tam chyba nie ma nic.

    Kłamstwo?
    " przede wszystkim wymordowano całą rodzinę katolickiego cara Mikolaja II."
    Car - katolikiem?

    No, no...
  • @Krzysztof J. Wojtas 21:29:19
    Być może powinienem wyrazić się bardziej inkluzywnie: "prawosławnym wyznawcą chrystusowym" jako formy katolicyzmu w Rosji. Oto podstawy:
    Pod koniec XIX w. powstał Rosyjski Kościół Katolicki obrządku wschodniego, gdy na katolicyzm przeszli dwaj księża prawosławni: Nikołaj Tołstoj (1894) i Aleksiej Zierczaninow (1896); wcześniej zaś "wiarę łacińską" przyjęło wielu arystokratów rosyjskich, m.in. książę Iwan Gagarin (1814-88), który został później został jezuitą (jako Józef Ksawery). Wielkie zasługi w szerzeniu wschodniego katolicyzmu na ziemi rosyjskiej miał o. Leonid Fiodorow (1879-1935), mianowany przez unickiego metropolitę Andrzeja Szeptyckiego przedstawicielem na Rosję.
    Sytuacja Kościoła katolickiego znacznie się poprawiła, gdy w lutym. 1903 r. Mikołaj II wydał manifest o tolerancji i swobodnej działalności Kościoła katolickiego. Umożliwił on np. arcybiskupowi mohylewskiemu Józefowi Szembekowi zwołanie synodu, na którym ustalono i przedstawiono carowi potrzeby katolików. A były one wielkie. Np. rozwiązania wymagała sprawa 156 nieuznanych przez władze kapłanów katolickich i obsada 263 parafii pozbawionych księży. W latach 1905-9 z prawosławia na katolicyzm przeszło 233 tys. osób.
    Ważnym wydarzeniem tamtych czasów był I Rosyjski Sobór Katolicki w Piotrogrodzie w dniach 29-31 maja 1917 pod przewodnictwem metropolity Szeptyckiego. Uchwalił on m.in. 68-punktowe "Postanowienia", określające specyfikę rosyjskiego katolicyzmu obrządku wschodniego. Tamten czas, do rewolucji bolszewickiej, był jedynym okresem normalnego istnienia Kościoła katolickiego w Rosji. Istniało wówczas 6 diecezji, w 1921 powstał wikariat apostolski dla Syberii, a w 2 lata później papież utworzył diecezję władywostocką.

    Czy robi to dla ciebie różnicę w akcji "usuwania" wszystkich wierzących w Boga łącznie z pierwszym "żydo-katolikiem" Jezusem Chrystusem?
  • @Zdzich 04:41:16
    Bleblanie.
    Wspominany tu Szeptycki - to ten, który później błogosławił UPA. Dobre rekomendacje.
    "Katolicyzm obrządku wschodniego" - to przecież kościół unicki. Twierdzenie, że car był wyznawcą - jest absurdalne. Można jedynie mówić o pewnej tolerancji.
    A różnice były - bo JPII beatyfikował chyba jednym cięgiem ponad 100 zabitych w starciach z kozakami na tle likwidacji Unitów przez carat.

    Czy naprawdę musi Pan tak kłamać? czy fałsz może być podstawą do budowy przyszłości w duchu nauczania Chrystusa?
    Naprawdę - jestem zażenowany taką postawą. Ani ona polska, ani chrześcijańska.
    Może być katolicka.
    I chyba z takich racji ludzie odchodzą od KRK. Bo jak posolić sól, gdy przestaje być słon?
  • @Krzysztof J. Wojtas 06:23:38
    Zdaje się, że cały świat wg pana to kretyni, idioci, psy, głupcy, i kłamczuchy, których "należy się pozbyć" - Krzysztof J. Wojtas, 14.11.2014 00:16:17
    Cóż, na pana chorobę nie ma lekarstwa. Pozostaje tylko zastanowić się po co i dla kogo pan pisze. Samousprawiedliwienie?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031