Gorące tematy: Wybory 2020 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
997 postów 541 komentarzy

Przewalutowany hejt

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie udało się z górnikami, nie wzbudzono nienawiści do lekarzy – ale jednej z głośnych ostatnio grup społecznych reszta narodu szczerze nie znosi i odczuwa wyraźną satysfakcję.

 

 

„A po co oni brali te kredyty, kapitaliści jedni?! Cwaniakować chcieli, dobrze im tak!” - nastawienie tzw. szarego Polaka do frankowiczów wydaje się być jednoznacznie negatywne. Ci, którzy wzięli kredyty w złotych i skorzystali na kolejnych obniżkach stóp wydają się szczerze radować, że gorzej powiodło się odważniejszym, ryzykującym zobowiązania w obcej walucie. Cóż, jest ryzyko – jest zabawa. Liberałowie nie lubią zadłużonych – bo przecież wiedzieli co robią, więc czemu zawracają głowę? Socjaliści też za nimi nie przepadają, bo pachną kapitalizmem, braniem spraw we własne ręce no i kombinowaniem jak tu stracić najmniej (jakby to była jakaś wada i ktoś postępował inaczej...).

 

Oczywiście, robienie sprawy narodowej ze wzmocnienia się franka wobec euro to też gruba przesada, jednak w sprawnie działającym państwie – faktycznie nie byłby to problem polityczny, bowiem zadłużeni, uważając się za wprowadzonych w błąd przez banki – mogliby dochodzić swych praw w sądach. U nas jednak wymiar sprawiedliwości działa podobnie, jak i reszta organów publicznych, a więc kredytobiorcy nie widzą innych możliwości, niż kołatać o wsparcie do wszystkich możliwych instytucji. To z kolei potęguje zniecierpliwienie i złość pozostałych „to mamy spłacać ich długi?!” - denerwują się. Przez 25 lat zabito w Polsce elementarny solidaryzm, wizja w pełni zatomizowanego (czyli w zasadzie nieistniejącego społeczeństwa) łączy dziś i zwolenników władzy, i opozycji, i milczącą, niegłosującą większość. Czy to wyznając wiarę w liberalne zasady w rodzaju „chcącemu nie dzieje się krzywda”, czy też popadając w alienację – Polacy faktycznie nie chcą sobie nawzajem pomagać.

 

W dodatku żyjemy w kraju, w którym pojęcie na temat ekonomii jest więcej niż mgliste, stąd kredyt (wbrew nazwie) zapewne większość Polaków zapisałaby w bilansach w pozycji „ma”, a nie „winien”. Oczywiście inaczej rzecz się ma w momencie, kiedy sami zmuszeni jesteśmy się zadłużyć – kupując mieszkanie, samochód, czy choćby sprzęt RTV na raty. Innych dłużników odruchowo traktujemy jednak jako bogaczy, cwaniaków, ogólnie krętów, którzy wspólnie bankami uczestniczą w jakichś niejasnych szwindlach. Czy to mści się brak „prawdziwego” kapitalizmu w historii Polski, przez co nie przyzwyczailiśmy się do mechanizmów finansowych, wgryzionych w samą istotę cywilizacji zachodniej (nb. to właśnie w dużej mierze rozstrzyga o naszej przynależności do Wschodu, jakkolwiek byśmy tego faktu nie wypierali i negowali)? Przed laty podobną nienawiść odczuwano wobec rolników wpędzonych w pułapkę zadłużenia jedną arbitralną decyzją  Leszka Balcerowicza. Choć przecież długi narosły nie z winy kredytobiorców, a dlatego, że jednego dnia o kilkaset procent (do tysiąca) podniesiono oprocentowanie pożyczek, a rolnicy przecież nie kupowali sobie perkusji i wczasów Bułgarii, tylko sprzęt i środki produkcji – ówczesny hejt stworzył w końcu „Samoobronę”, kiedy w końcu rolnicy zrozumieli, że nikt się o nich nie upomni i muszą zrobić to sami. Z czasem przyszła refleksja, że ich problem – jest tylko jednym z wielu, składających się na patologię, zwaną III RP.

 

Dlaczego tym razem nie jest podobnie, a więc czemu 800 tysięcy frankowiczów nie jest w stanie się zorganizować i od kilku już lat pokornie bierze w skórę? Hiszpania i Chorwacja załatwiły sprawę orzeczeniami sądowymi, Węgry – ustawowo. U nas prawodawcy i sędziowie rozkładają bezradnie ręce w tradycyjnym „to się nida zrobić!”, bo kredytobiorcy, poza oczywistym swym oczywistym, zasadniczym problemem wciąż nie stanowią wspólnoty, nie potrafią określić swego interesu innego niż same rosnące raty. Obrażają się na państwo, oczekują współczucia – ale nie chcą zrozumieć, że zły jest cały system, cała opcja wyprzedaży banków, cała polityka walutowa i gospodarcza, a nie tylko ich własna umowa kredytowa.

 

Wbrew pozorom bardzo łatwo byłoby zaradzić problemom frankowiczów bez obciążania budżetu państwa, choć faktycznie np. aktem prawnym minimalnie tylko ograniczającym i tak ogromne zyski banków. Dlaczego? - jak zapytałby każdy liberał i produkt ćwierćwiekowej indoktrynacji w Polsce. Bo jesteśmy społeczeństwem (narodem, jeśli ktoś woli), a więc hydraulicznie można i należy regulować problemy w jego obrębie, wobec którego międzynarodowa finansjera jest przecież ciałem obcym i wrogim. „A jak ja wpadnę w kłopoty, to mi też państwo ma pomagać?!” - oburzą się ortodoksi. Owszem, w granicach rozsądku i w nawiązaniu do skali problemu – po to przecież państwo wymyślono, co przyznają przecież nawet najwięksi minarchiczni ortodoksi. Zwłaszcza, że przecież zmniejszenie stopnia niezależności zglobalizowanych, apatrydzkich banków – jest także państwowym (narodowym, społecznym, jak kto woli) interesem Polski. Niezależnie od tego jak bardzo prywatnie nas cieszy, że nielubiany sąsiad ma kłopoty ze spłatą zaciągniętego kredytu.

 

Konrad Rękas

 

 

KOMENTARZE

  • Słuszna uwaga
    co do stanu solidaryzmu narodowego w Polsce, co się dziwić że udało im się skłócić poszczególny grupy społeczne skro ja byłem świadkiem przed strajkowego wiecu rolników, którzy podejmowali decyzję o skali i sposobie protestów. Nagle w trakcie obrad okazało się że jedna grupa rolników do strajku nie przystąpi bo żyje z produkcji mleka a w momencie podejmowania decyzji strajkowej grupa ta uznała że wiedzie jej się dobrze i nie poprze strajku kolegów rolników producentów trzody chlewnej którym akurat działo się źle. Dlatego tak łatwo nami sterować bo większość myśli tylko o sobie i własnych sprawach.
  • @Autor
    "Polacy faktycznie nie chcą sobie nawzajem pomagać."

    A szanowny Autor poprzez pomoc rozumie jedynie to, by się zebrać do kupy i zabrać komuś innemu - a innego zawsze można wskazać - "międzynarodowa finansjera jest przecież ciałem obcym i wrogim.".

    Widać Polacy takiej pomocy nie uznają za właściwą i mają dosyć "rozkułaczania".
  • @programista 07:44:40
    A niby czemu nie zabierać innym? Przecież Inni tak właśnie robią...
  • @chart 12:56:09
    Bo zabieranie, jako przejaw przemocy, szkodzi wszystkim - niszczy podstawy wzajemnej współpracy, a przez to ogranicza podział pracy co powoduje spadek wytwarzania wszelakich dóbr.

    Finansjera nikogo do siebie siłą nie sprowadza - ludzi sami dobrowolnie do niej przychodzą po kredyty, zamiast zabrać się do pracy.
  • @Miksa 00:13:45
    Frank i gnIda czyli Siły Po(d)stępu

    Pytanie : Czy tanie kredyty hipoteczne we frankach( czyli pod zastaw nieruchomości ) plus obecny megaskok cent franka to przypadkiem nie wieloletni plan koszernych finansistów, na sfinansowanie z kieszeni Polaków, setek tysięcy mieszkań, na mający nastapić „powrót” 3mln hebrajskojęzycznych żydów z Israela,( co deklaruje dziś oficjalnie Ruch Żydowskiego Odrodzenia w Polce, maja stronę, manifest, prócz tego postulują, hebrajski jako współurzędowy, a wszystko finansowane z podatków Polaków. Juz dzisiaj wiele tysięcy hipotecznych kredytobiorców po kolejnych podwyżkach ceny franka nie jest w stanie spłacić tego kredytu wraz z odsetkami i mimo że powpłacali po 200tyś zł będa musieli oddać bankom swoje mieszkania jako spłatę kredytu, który wraz z odsetkami niejednokrotnie przekracza już cene samej nieruchomości. Po obecnym numerasie ze skokiem ceny franka ( o 30-50% ) problem będzie miało 700tys kredytobiorców z rodzinami. Mogą stracić mieskania. W ten oto sposób pracą , energią, wysiłkiem, ponad miliona Polaków zostały wybudowane setki tysięcy mieszkań w Polsce, które w ciagu kilku miesięcy moga przejść w posiadanie banków. 50% tych frankowych mieszkań dotyczy miasta Warszawy, ulubionego obok Krakowa, Wrocławia i Łodzi, miasta przystani dla w/w „powrotu” żydów z Israela. Nb. cóż to za powrót jeśli dotyczy 3mln urodzonych w Israelu nieznajacych języka polskiego ale za to hebrajskojęzycnych osób. Warto nadmienić, że wiele nowych apartamentowców budowanych jest w centrach w/w miast kosztem śródmiejskich historycznych placów zieleni, parków i skwerów, w Krakowie wycięto 30tyś drzew a we Wrocławiu 70tyś. A w Warszawie idą taśmowo pod nóż kolejne skwery i parki a nawet …boiska szkolne. Widać, że nowi lokatorzy, czyli międzynarodowe banki, na skutek przejęcia nowobudowanych w III RP, za pomocą kredytu frankowego, mieszkań, zaprogramowali dla swych klientów najlepsze lokalizacje w centrach najwększych polskich miast, kosztem wycinania resztek zieleni czyli kosztem utraty standardu zdrowia i życia Polaków. Jak widać żydzi już mają tzw. Muzeum Żydów Polskich z wymyśloną 1000letnią historią żydów na naszych terenach ( czyżby to byla siedziba Nowego Rządu/Sejmu Judeopoloni a nawet Judeoeuropy z Judeoukrainą ?) – mieszkania – też mają, jeszcze mają dostać na zagospodarowanie się , godne Nowej Szlachty„drobne” 65 mld USD, w ramach ich tzw. powojennych roszczeń względem Polski( nb. nie mają one ŻADNYCH podstaw prawnych ).Zobacz na Yuotubie wykłady ST. Michalkiewicza na ten temat.Zwiastunem, jutrzenką czyli medialną podkładką pod te roszczenia jest „polski” ale silnie antypolski film P.Pawlikowskiego „Ida”, utrwalający „jedwabieńsko-grossowski” wizerunek Polaków, mordujących żydów aby przejąć ich majątki. Film ten wbrew swej przeciętnej artystycznej wartości( widownia w Polce poniżej przecietnej) rozdęty przez światowe żydostwo do ostateczności jak medialny balon, morzem festiwalowych nagród ,pędzi, haha, ku Oskarowi.Mamy więc totalpakiet Żydowskiego Desantu na Polskę. Czyż nie po to, w lutym 2011 rTusk wraz z CAŁYM rządem wyjechał na tajną naradę do Telawiwu i do dziś nie wiemy co tam uradzili? Czy nie po to także odbyła się rewizyta w Polsce całego żydowskiego parlamentu , w styczniu 2014 r, który zorganizował sobie regularne obrady , całkiem jak u siebie ? Oficjalnie powodem obecnych i przyszłych kłopotów kredytobiorców frankowych jest nagła decyzja centralnego banku Szwajcarii o uwolnieniu kursu franka. Pytanie: skąd nagłość tej decyzji, która jak słyszymy dla samej Szwajcarii nie jest korzystna a prezes centralnego banku Szwajcarii na konferencji prasowej zdawał się nie rozumieć sam własnej decyzji .Tak był skonfundowany i nieprzekonywujący. Czyżby dostał jakiś nakaz z Wyższej Centrali.
  • @programista 13:09:13
    Nie da się zmienić świata tworząc utopię w jednym tylko i to małym jego kawałku. Liberalizm tak jak komunizm - żeby się sprawdzić w działaniu musiałby ogarnąć ludzki ród. A do tego czasu samobójstwem jest testowanie go, czyli praktyki czystego wolnego rynku na tak małym obszarze, jak Polska. Nie może być tak, że np. silniejsze gospodarki stosują preferencje, dopłaty, dotacje, ochronę rynku - a my ogłosimy, że tak nie robimy, bo to niesłuszne i psuje współpracę. Podobnie z frankowcami - jasne, w idealnym świecie doszliby swych racji w sądzie. Ale nie żyjemy w świecie z bajek i dlatego potrzebne są rozwiązania polityczne. A że np. kosztem międzynarodowego kapitału? Cóż, nie zbiednieje od tego, a ryzyko też ma wkalkulowane w działalność. Nie tylko bowiem kredytobiorca, ale i kredytodawca muszą liczyć się z ryzykiem, prawda?
  • @chart 12:56:09
    "A niby czemu nie zabierać innym? Przecież Inni tak właśnie robią..."

    grab zagrabione, jak tow. Lenin zalecał
  • @chart 14:05:00
    Największy wzrost bogactwa tworzą ludzie, którym się nie przeszkadza działać. Bo takie działanie powoduje użycie zbiorowej wiedzy jaką ci ludzie posiadają. Bo takie działanie powoduje wykorzystanie dużo większej liczby możliwych szans na wytworzenie nowych rzeczy, na nowe sposoby podziału pracy.
    Wprowadzenie liberalizmu przynosi zawsze korzyści ludziom przebywającym na tym obszarze - bez względu na to czy sąsiedzi do wprowadzili czy nie.
    Obawiać się że "silniejsze gospodarki stosują preferencje, dopłaty, dotacje, ochronę rynku" to znaczy lekceważyć wiedzę i umiejętności własnych obywateli, to znaczy uważać się za mądrzejszego od nich wszystkich razem wziętych.
  • @programista 14:32:03
    Niech się Pan nie gniewa, ale to komunały i ogólniki...
  • błędem jest, że w Polsce udzielano kredytów w obcej walucie
    W Polsce powinna być złotówka i nic poza tym. Jedynie w rozliczeniach z zagranicą może być waluta obca.
    Jak można mieszkać na polskiej ziemi za szwajcarskie franki? Albo za dolary? czy Polacy są w stanie zrozumieć, do czego prowadzi ich chciwość? Co to znaczy, że taniej jest wspierać pośrednio gospodarkę Szwajcarii? a u nas mieszkać i pracować???
    Polacy mają obowiązki wobec własnego państwa - w pierwszym rzędzie. Jeżeli własne państwo chcą jeszcze mieć.
    I jeżeli dla Polski jest niekorzystne, by Polacy brali kredyty w obcej walucie, to Polacy powinni brać kredyty wyłącznie w złotówkach. I zrezygnować z plazmy na ścianie albo innych niekoniecznie potrzebnych rzeczy. Gdy się chce jak najwięcej mieć, to trzeba być gotowym na zapłacenie za to. A nie najpierw chcieć, a potem płakać, że się nie daje rady tego spłacić. Należy żyć zgodnie z własnymi możliwościami, a nie według wyobrażeń o własnych możliwościach.
    W Szwajcarii nikomu do głowy nie przychodzi brać kredyt w złotówkach.
  • @chart 16:19:46
    Komunały i ogólniki jak każda logika.
    Komuniści usiłowali jej zaprzeczyć praktycznie ponad 40 lat, ale jak widać przykład dalej jest zbyt mało wymowny.
  • @partyzant 22:23:24
    Jak na dłoni to widać, że państwo przeszkadza uczciwym a współpracuje z mafiami. Widać co warte są obietnice dotyczące zbawczej roli panstwa.

    Ktoś najpierw musi stworzyć cokolwiek by było co grabić - sama grabież nigdy niczego nie stworzyła i nie stworzy.
    Tak samo jak żaden epitet niczego nigdy nie udowodni.
  • czy byłem wprowadzony w błąd?
    cyt."faktycznie nie byłby to problem polityczny, bowiem zadłużeni, uważając się za wprowadzonych w błąd przez banki – mogliby dochodzić swych praw w sądach."

    Nie rozumiem w jaki sposób kredytobiorcy byli wprowadzeni w błąd? Wziąłem w tym czasie 60tys Euro kredytu i dokładnie wiedziałem, że nawet jeżeli kurs wzrośnie o 1000% to nie mam w umowie żadnej klauzuli która by mnie chroniła.

    Nie rozumiem też logiki, która każe myśleć w ten sposób, że jeżeli ktoś wziął kredyt w PLN i teraz stracił pracę, albo dostał obniżkę w związku ze zmianą kursu franka - bo np. jego firma sprowadzała podzespoły ze Szwajcarii i przez to zbankrutowała, albo nawet dlatego, że zima zbyt ciepła a produkuje części do pługów śnieżnych, to taki ktoś nie mogąc spłacać kredytu straci mieszkanie, a "frankowicz" dostanie pomoc pomimo, że wcześniej płacił przez wiele lat o 20% niższą ratę.

    Co różni te dwie sytuacje? Tylko to, że pomoc "frankowiczom" jest bardziej chwytliwa medialnie dla polityków od pomocy komuś tracącemu pracę.

    Jednak żaden polityk nie "pomoże" kosztem banków lecz kosztem podatników. Nawet gdyby to tak wyglądało, to drugą ręką wyrówna systemowi bankowemu straty kosztem wszystkich.
    System bankowy okrada wszystkich regularnie na o wiele większe sumy, bo żaden kredyt nie jest udzielany z oszczędności nabytych od ludzi po rynkowej cenie lecz ze zrabowanych poprzez kreację pieniądza. I gdyby politycy chcieli ludziom pomóc kosztem systemu bankowego, to by ten system zmienili. Nie zrobią tego, bo żyją z nim w symbiozie i wspólnie od siebie zależą.

    Instytucjonalna pomoc tego typu - to znaczy naprawiająca czyjąś niefrasobliwość, nieodpowiedzialność, błąd... jest właśnie niszczeniem Narodu. Bo uczy ludzi, że można tak postępować i nie ponosić konsekwencji. I z pokolenia na pokolenie ludzie coraz bardziej skłaniają się do niefrasobliwości, nieodpowiedzialności.
    Ilu ludzi np. zadłuża mieszkania na ogromne sumy, zalegając z czynszem po 100 czy 200 zł miesięcznie, a jednocześnie wydają na alkohol, wakacje i inne rzeczy które niezbędne do życia nie są? Bo tak się (często od pokoleń) nauczyli, że zawsze się spada na cztery łapy, bo mamy przecież "solidaryzm społeczny" - czytaj przymusowy.

    Ja jakoś na to niszczenie jestem odporny. Zupełnie nie potrafię tak myśleć. Kiedy brałem kredyt, to w każdym banku najdokładniej wypytywałem o możliwość wcześniejszej spłaty i cały czas szacowałem co zrobię jeżeli z jakiś powodów nie będę mógł spłacać rat, czy będzie możliwość sprzedaży mieszkania z przejęciem kredytu albo jednoczesnej spłaty, tak żeby odzyskać co się da, albo wynająć i przenieść się do mniejszego albo do rodziców itp...
    Nigdy nie myślałem tak jak inni, że mieszkanie na kredyt jest moje a o spłaty niech się martwi bank albo państwo.

    Może jestem odporny na wyniszczenie. ale ludzie nie zawsze są.
    A Naród wyniszcza się nie zabierając mu ziemie, budynki czy pieniądze. Naród się niszczy degenerując ludzi. Ucząc ich nieodpowiedzialności, lenistwa, bezmyślności, rozrzutności... co właśnie robi nasze państwo, a ludzie nierozumiejący tego jeszcze je dopingują.
  • @programista 19:26:54
    Nie o to chodzi. Sęk w tym, że takie mądrości ludowe, w rodzaju "a najlepiej ludziom pozwolić się bogacić" mają się nijak do rozwiązywania konkretnych problemów, takich jak ten opisany w tekście.
  • @chart 01:09:37
    Te ludowe mądrości wskazują, by rozwiązania problemów nie szukać na drodze grabieży, gdyż długoterminowo przyniesie to gorsze problemy niż ten który jest obecnie.
    Zarówno frankowicze jak i banki mają ten sam problem i są na równi za niego odpowiedzialni. Dlatego muszą się ze sobą dogadać w kwestii strat jakie każda ze stron weźmie na siebie.
  • @partyzant 23:55:19
    O jakich obecnych "liberałach" szanowny Pan pisze?
    O tych utrzymujących kopalnie z których ich kolesie wyprowadzają ile mogą, o tych z armią urzędników i pełnomocników od wszystkiego, o tych od koncesji, zezwoleń czy płac minimalnych, o tych co się boją napisać jednoznacznych przepisów podatkowych by nie zabierać łapówek urzędnikom, o tych utrzymujących obowiązkowy ZUS?
    To przecież bezpośrednia kontynuacja tego PRL-u, z tymi samymi niezmiennymi partyjnymi szczytami.
  • @programista 07:39:55
    Oczywiście, że tak by było najlepiej i w świecie idealnym zapewne doszłoby do tego bez ingerencji sądów i prawodawców. Ale ponieważ żyjemy w świecie rzeczywistym, nie w Nibylandii i banki wykorzystują swoją pozycję wobec klientów (co nie jest niczym zdrożnym, ani dziwnym, tak po prostu jest) - stąd też postulat uzyskania takiej równowagi przy wsparciu zewnętrznym.
  • @chart 09:05:14
    Właśnie tylko w Nibylandii będą naiwni, liczący na to iż przyjdzie zewnętrzne wsparcie właśnie do nich, do tych słabszych i wspomoże ich w konflikcie z bankami. Jeżeli banki są silniejsze to na pewno będą miały środki na zapewnienie sobie jeszcze lepszego wsparcia.
    Dlatego też namawianie frankowiczów do wejścia na drogę siłowego rozwiązania problemu skazuje ich na własną porażkę.
    Bo droga siłowa sprowadzi się do grabieży pozostałych obywateli większymi podatkami.
  • @programista 09:23:18
    "Bo droga siłowa sprowadzi się do grabieży pozostałych obywateli większymi podatkami".

    To u nas już banki nakładają podatki? Ciekawe...
  • @chart 13:56:10
    Czyżby szanowny Autor pierwszy raz spotkał się z określeniem wsparcia banków przez państwo? Ciekawe ...
  • @programista 14:45:00
    A co to ma do rzeczy?
  • @chart
    A istota sprawy leży w fakcie, że na kredytach frankowych banki oszukały 700.000 Polaków wpisując do umów niedozwoloną klauzulę przeliczania złotówek na franki. Bezprawną. Najkrócej mówiąc umożliwia ona praktycznie dowolne naliczanie przez bank nielegalnych „zysków” kosztem kredytobiorcy. Stwierdził to oficjalnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów kilka lat temu nakazując wykreślenie jej z umów. A to w praktyce oznacza, że umowy w tym kształcie są nieważne w części dotyczącej przelicznika na franki i mogą być traktowane jedynie jako umowy zawarte w złotych. I to jest JEDYNA sprawa, której domagać się powinni oszukani kredytobiorcy. Wielu z nich wytoczyło bankom procesy właśnie o ten jeden fakt. Chodzi o to, by przed sądem zmusić banki do przestrzegania polskiego (i europejskiego) prawa. O nic innego. Bo dotychczas banki całkowicie ignorują obowiązujące prawo i decyzję UOKiK. Owszem, w nowych umowach tej klauzuli nie stosują, niektórym klientom podsuwają aneksy, by zamaskować swoje złodziejstwo, ale nadal łopatami ładują gigantyczne zyski ze swego gangsterskiego zapisu w 700.000 umów kredytowych. Bo widzą bierność Rzeczpospolitej i bezradność jej obywateli. Znam przynajmniej dwa przykłady samobójstw wśród swych znajomych, którzy nie dali rady spłacić kredytu. W obu przypadkach zostały żony z dziećmi i co najgorsze z długiem.. Tam nie było - o ile mi wiadomo -franków, tylko złotówki, ale tak jest obecnie z pożyczką, szczególnie gdy to jest kwota rzędu kilkuset tysięcy złotych, rozłożona na 30 lat. Inna polityka (w drugą stronę) była za tzw. komuny, któres tak naprawdę nigdy nie było. Przynajmniej ludzie wtedy nie popełniali samobójstw z powodu zadłużeń. Koleżanka wzięła kredyt we "frankach" na samochód, samochodu już nie ma, bo obecna tandeta japońska Yaris się zużył, był za drogi w naprawach, sprzedany za grosze, a kredyt jeszcze spłaca, apłatę kończy w grudniu 2016, koszt zakupu tego auta w kredycie wzrósł dwukrotnie!!! Dlaczego nie mówi się o tym, że w najgorszej sytuacji są ci co pobrali kredyty we frankach, złotówkach na mieszkania, domy których mieć nie będą, bo "developer" czytaj złodziej " zbankrutował" czyli zwiał z ich pieniędzmi, a im pozostawił dziurę w ziemi, lub miejsce na mapie. Ci w zł to im chociaż zadłużenie nie rośnie choć dla nich to słaba pociecha, to tragedia, dla frankowców tragedia bo ich zadłużenie wzrosło, o ok. 100%!!! I nad nimi się nikt nie lituje, nie mówiąc o jakiejśś pomocy/czyli anulowaniu zadłużenia. W USA developer dostaje pieniądze z banku przyznane kredytobiorcy dopiero po odbiorze technicznym domu/mieszkania przez bank, to bank odbiera klucze i wręcza kredytobiorcy, po tej czynności /odbiorze, zamieszkaniu, kredytobiorca zaczyna spłacać kredyt, na stałym oprocentowaniu. Developer buduje za swoje/kredyt, nigdy nie dostaje pieniędzy klienta przed, lecz po. Interes jego klienta jest chroniony przez bank. Także kredytobiorcy nie interesuje spadek cen nieruchomości, gdy nie wydolny oddaje nieruchomość bankowi, która jest zabezpieczeniem, traci tylko spłacone raty i jest wolny od długów. Nie to co u nas jedynym kraju na świecie, że po stracie nieruchomości pozostaje z długami.
  • @partyzant 23:32:41
    >Następny fakt to taki że w CHF mieli zdolność kredytową której w PLN nie mieli , to była ustawka a co z tego wyniknie zobaczymy."

    W 2006 nadzór bankowy rekomendował ;

    "3.1.4. Rekomenduje się, aby bank w przypadku udzielania kredytów w walutach obcych analizował zdolność kredytową klienta przy założeniu, że stopa procentowa dla kredytu walutowego jest równa co najmniej stopie procentowej dla kredytu złotowego, a kapitał kredytu jest większy o 20%."

    Podniosła się wrzawa ze strony potencjalnych chętnych na te kredyty. PiS wtedy ich bronił;

    "Niekorzystnym skutkiem „Rekomendacji S” może być sytuacja, w której znaczna część średnio zarabiających Polaków nie będzie w stanie uzyskać dostępu do kredytu z powodu gwałtownego wzrostu jego kosztów. Wprowadzanie sztucznych ograniczeń tamujących naturalny rozwój rynku kredytów nie służy polskiej gospodarce, a już na pewno nie służy obywatelom. Po wejściu w życie tych zmian nastąpi dalsza monopolizacja rynku usług bankowych, a konsekwencje odbiją się na kieszeni klienta. Zalecenie Komisji Nadzoru Bankowego doprowadzić może także do niemożności udzielania kredytów walutowych przez mniejsze banki, które, ażeby utrzymać się na rynku będą zmuszone do podwyższenia oprocentowania kredytów we frankach , co może oznaczać dla nich utratę większości klientów, a w skrajnych przypadkach bankructwa."


    Z tego wynika, że PiS, który teraz tak broni frankowiczów brał w tej ustawce udział.

    Co do rat kredytu to masz rację. To nie ma znaczenia, bo rata zawsze była niższa od złotówkowej, dopiero teraz nieznacznie ją przerosła. Kurs franka wzrósł dwukrotnie, ale trzeba też wziąć pod uwagę inflację i wzrost płac w PLN.


    A jeżeli chodzi o spadek wartości nieruchomości w stosunku do kwoty kredytu, to oczywiście to jest problem dla tych, którzy chcą spłacać wcześniej lub nie mogą spłacać rat i jak słusznie Kula Lis pisze zabezpieczenie powinno wykluczać dalsze dochodzenie należności.

    Natomiast trzeba pamiętać, że kredyty we frankach największą popularność miały w latach 2004 - 2007.
    A ceny wzrosły skokowo w roku 2006 i 2007.
    A obecnie ceny są porównywalne z tymi w 2006

    Więc ten problem mają jedynie ci, którzy wzięli kredyty w górce, czyli przed 2008 rokiem a nie wszyscy czy większość.
    Branie kredytu w momencie, kiedy cena w krótkim okresie skoczyła dwukrotnie na 100% wartości, to chyba nie jest racjonalne działanie. I teraz za to płacą.
    Zresztą nie jestem pewien czy w 2007 i 2008 banki jeszcze dawały na takie wysokie LTV. Rekomendacja nadzoru również o tym mówiła.


    I jeszcze ciekawy komentarz na stronie PiS z 2006 roku pod oświadczeniem Gosiewskiego, który świadczy o nastrojach w tych czasach;

    Edessa - 3.07.2006, 17:40
    Zróbcie coś z tym!!! Niech już Balcerowicz tak się mocno nami nie martwi, przecież każdy ma prawo wyboru gdzie i jakie chce zawierać kredyty.Naprawdę "oni" zamykają szczególnie ludziom młodym drogę do własnego "M"

    http://www.pis.org.pl/article.php?id=4415

OSTATNIE POSTY

więcej
  • EKONOMIA

    Ekonomia – wiedza tajemna?

    Podatki mają być niższe, kwota wolna od podatku wyższa, darmowa służba zdrowia bardziej dostępna i oczywiście jednocześnie w pełni prywatna (razem z oświatą). Oto krótki kurs przeciętnej wiedzy ekonomicznej Polaków... czytaj więcej

  • POLITYKA - POLSKA

    NATO? Lubimy, ale nie wierzymy

    Przed kilkoma tygodniami szalenie interesujące wyniki badań przedstawił amerykańska think tank Pew Research Center (finansowany przez ważny ośrodek neo-konstwa, The John Templeton Foundation). czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Wojna o węgiel

    Kwestia “rosyjskiego węgla” stała się nagle tematem kampanii wyborczej w Polsce, dodatkowo uwypuklonym przez tyleż intensywnie, co szybko wygaszone przez rząd protesty górnicze. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
242526272829