Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
832 posty 397 komentarzy

Zabić Cielca

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wszystkie dotychczasowe rozłamy w swych kolejnych partiach prędzej czy później JKM tłumaczył tak samo: działaniem służb.

 

Tym razem zarzut ten nie został jeszcze sformułowany wprost, ale już przy zawirowaniach wokół jesiennego Konwentu zwolennicy Korwina powtarzali: „no tak, Prezes zabezpieczył partię przed przejęciem z zewnątrz, ale nie przewidział przechwycenia od środka!”. Przechwycenia przez kogo? - zapewne już wkrótce się dowiemy...

 

Nie bezpieka, lecz realizm?

 

Faktycznie, można by znaleźć pewne podobieństwa procesów, które prowadziły kolejno do powstania Partii Konserwatywno-Liberalnej w roku 1990, Stronnictwa Polityki Realnej w 1995/6 i dekorwinizacji UPR w roku 2009. Czy jednak rzeczywiście w tych zdarzeniach maczała ręce jakaś „neo-bezpieka” - na dziś ustalić nie sposób, jakkolwiek zadeklarowani (aktualni) zwolennicy JKM na pewno w tym momencie zakrzyknęliby „no jak to?!” (podobnie jak smoleńszczycy przecież wiedzą, że to był zamach...). Dopóki jednak za 20 lat jakiś nowy  Korwin  nie zgłosi nowej uchwały lustracyjnej, albo nie znajdzie się cudownie jakaś nowa szafa  Lesiaka  – wątek ten pozostanie w sferze domysłów i oskarżeń.

 

Pozostawmy więc agenturę i razwiedkę ich zawodowym tropicielom i skupmy się nad jakimś prostszym wytłumaczeniem opuszczania JKM przez kolejne grupy współpracowników. Otóż pomimo różnic między kolejnymi rozłamowcami – wszyscy oni na pewnym etapie chcieli „partii normalnej”, czyli korwinizmu bez Korwina. Oczywiście, PKL  Stefana Jarugi Aleksandra Jędraszczyka  chciała być takim „uczciwym KLD”, SPR było w istocie przejęciem UPR (niemal identycznym zresztą z ostatnim puczem w KNP, ruchami Konwentyklu i Straży Praw) przez twardo realistycznych konserwatystów, a UPR stracił JKM na rzecz zwolenników umarkowanej kolaboracji z centroprawicą. Środowiska te różniły się mentalnie, programowo (co wynikało głównie z momentu, w jakim dochodziło do rozłamu), nie lubiły też wzajemnie (w ostatnim przypadku zresztą poprzedników znając tylko z czarnej legendy korwinistów). Nie mniej wszystkie trzy raskoły zdarzyły się, kiedy po pierwsze niektórym przelewała się czara znoszenia ekstrawagancji Korwina, po drugie gdy członkowie kierownictwa uznawali, że znajdują się na krótkiej liście następnej czystki, po trzecie zaś, gdy w końcu pewien krąg zwolenników „konserwatywnego-liberalizmu) orientował się (i przyznawał publicznie), że  ukochanego programu nie da się zrealizować w takim zakresie i taki sposób, w jaki oficjalnie proponuje równie uwielbiany JKM.

 

Program czy ideologia?

 

Wbrew pozorom nie jest to jednak jakaś znacząca różnica percepcji. Otóż Korwin też oczywiście o tym wie,  wysuwa jednak postulaty nierealne, tak w skali makro, jak i mikro – ponieważ realizuje misję edukacyjno-wychowawczą. JKM mówi o tym otwartym tekstem na spotkaniach, np. powtarzając, że „wolnościowcy” powinni domagać się zniesienia VAT, chociaż wiadomo, że nie jest to możliwe w realiach Unii Europejskiej. - Więc tym bardziej będziemy się tego domagać! - woła szelmowsko uśmiechnięty Korwin. I choć może to zostać odebrane jako po prostu argument za opuszczeniem UE – to jest to po prostu jeden z elementów świata rynku idealnego, prezentowanego przez JKM wyznawcom. Faktycznie, łatwiej jest tłumaczyć mechanizm liberalny właśnie w warunkach wyidealizowanych, bez uwarunkowań międzynarodowych, zobowiązań wewnętrznych i szeregu innych okoliczności zaburzających wizję. Słowem choć wiele postulatów JKM można uznać za uzasadnione, celem ich wysunięcia nie jest wdrożenie, ale nauczenie jednych myślenia przyczynowego, innych zaś natchnienie wiarą. W obu przypadkach jednak niektórzy zwolennicy zawsze budzą się z refleksją „ale moment, przecież chyba nie o to, no... nie tylko o to chodzi w partii politycznej???

 

Trzy poprzednie frondy w swych początkowych, entuzjastycznych okresach brały się na poważnie za pogłębianie i urealnianie programów odziedziczonych po JKM. I choć podejścia, i konkretne propozycje różniły się od siebie – to i PKL, i SPR, i UPR z zapałem wyliczały jak spłacać zobowiązania ZUS-owskie, jak stopniowo odchodzić od innych obciążeń fiskalnych (np. ograniczać VAT – oczywiście w przypadku dwóch ostatnich). Czytając dziś publikacje dra A. Jędraszczyka, czy czytając pierwszy program SPR, pisany przez  Krzysztofa Dzierżawskiego, a także zaglądając na fora dyskusyjne UPR-u widzimy to samo odejście od mitów, próby dopasowania pryncypiów do konkretnej sytuacji ekonomicznej tu i teraz tak, jakby naprawdę można było przez Sejm przeforsować jakieś ordoliberalne ustawy. JKM lądując poza parlamentem ostatecznie takich złudzeń się pozbył, wybierając na lata taktykę marszu przez pokolenia, połączonego z intratną działalnością wydawniczą. Tym zabawniejsze wydaje się więc, że ostatni rozłam ma chyba charakter odmienny. To  Korwin poczuł nagle możliwość uzyskania bieżących efektów politycznych, a zaplecze pozbyło się go ze względów anty-pragmatycznych i bardziej pryncypialnych.

 

Nikt się nie spodziewa Hiszpańskiej Inkwizycji!

 

Taktyka wychowywania wyznawców i tworzenia formacji ideowej, która miała zabezpieczyć JKM przez zagrożeniem przez kolejnych oświeconych realistów – ma też drugą stronę. Wierzący gotów jest zabić proroka, a nawet mesjasza, jeśli dostrzeże w nim herezję.  Wszak program jest świętszy od nosiciela, zatłuc więc można nawet samego Złotego Cielca. Systematycznie ograniczając swe zaplecze do największych ortodoksów – Korwin tracił na nich wpływ na rzecz... szerzonej przez siebie ideologii. Paradoks to tylko pozorny, bo partie interesów bywają znacznie spójniejsze od partii idei. W interesach człowiek bowiem przynajmniej wie na czym stoi. A programy można wszak nader różnie interpretować...

 

Skądinąd ciekawym jest, że kolejne nowe inicjatywy Korwina – Platforma JKM, WiP, w sposób szczególny KNP, a obecnie KORWiN - anonsowane są zamiarem poszerzenia kręgu oddziaływania i przyciągnięcia szerszego spektrum, obejmującego np. „liberalnych narodowców”. Sęk w tym, że w istocie wcześniejszy okres działania JKM – to właśnie raczej ekskluzywizm, nie tylko w oparciu o kryterium oddania wodzowi, ale też wg kryteriów ideologicznych. Kto dziś pamięta, że początkowo UPR (tak jak wcześniej Ruch Polityki Realnej) była partią konserwatywno-liberalną, bo łączyła konserwatystów i liberałów, a nie grupowała jakichś „konserwatywnych liberałów”, jak to tłumaczy się dzisiaj. W tym przypadku opinie również są sprzeczne – jedni uważali, że zmiana tego stanu rzeczy to skutek kolejnych rozłamów – inni, że raczej ich przyczyna. Tak czy siak uwalniany okresowo od pracy partyjnej – Korwin dryfował coraz bardziej w ulubionym przez siebie osobiście kierunku libertariańskim (wystarczy sięgnąć do archiwalnych numerów „Najwyższego Czasu BIS” i „LUX-a”, by zobaczyć jak daleko w te rejony JKM się zapuszczał). Kiedy jednak wracał – nabierał pragmatyzmu (oczywiście po swojemu pojmowanego), czego najbardziej znaczącym przykładem była zmiana, do jakiej doszło przed wyborami prezydenckimi w roku 2000. Wykazujący wcześniej umiarkowaną pro-unijność Korwin uznał, że przyszłość formacji należy związać ze spodziewanym perspektywicznie wzrostem nastrojów anty-europejskich, zmienił więc diametralnie frazeologię i w tym postanowienie wytrwał do dziś (jako ciekawostkę można dodać, że startujący w tych samych wyborach  Piotr Ikonowicz przeszedł reorientację przeciwną, z krytyka UE zamieniając się na potrzeby wyborcy w jej zwolennika...).

 

Jakie spoiwo?

 

Obecnie JKM deklaruje, że chciałby wrócić niejako do sytuacji z początków RPR/UPR - co zapowiadał już przy powoływaniu KNP - a więc stworzyć ruch wielonurtowy. A jednak, ten sam pozornie plan A.D. 2015 odróżnia od sytuacji roku 1987 inne spoiwo. „Starą” Unię łączył znacznie bardziej konserwatyzm, koncepcja silnego państwa minimum i sprzeciw wobec jednoznacznie pro-atlantyckiej i pro-brukselskiej orientacji geopolitycznej – niż postulaty wolnorynkowe, traktowane wówczas po prostu jako zdrowo-rozsądkowa oczywistość, a nie jak pismo święte. Dziś po latach nauczania, selekcji, rozkładania priorytetów – JKM może wzywać pod swe sztandary wyłącznie własnych wielbicieli i zadeklarowanych, ortodoksyjnych liberałów, dla których wszystkie pozostałe kwestie to w sumie nieistotne pierdoły i fanaberie prezesa. Nastawienie to zresztą łączy w jakiś sposób i tych pozostałych w KNP, i tych deklarujących ochoczo przejście do KORWiNa. O ile wyborców czy inne środowiska potencjalnie gotowe do współpracy rzeczywiście interesuje co JKM ma do powiedzenia o polityce zagranicznej, organizacji państwa, nawet o wychowaniu młodzieży – to ortodoksi często krzywią się „no co ten stary z tym  Asadem Putinem?!”, „czemu tak mało o podatkach?!” Zachodzi tu dysonans między pozornie bardziej oddanymi sprawie, a powierzchowniej, albo krócej zainteresowanymi przekazem JKM, którzy słuchają jego wielogodzinnych monologów może nie wyłącznie dla takich smaczków, ale na pewno nie przewijając ich. Trochę podobnie jest zresztą, przy całej różnicy poziomów, w Ruchu Narodowym, na którego manifestacje niektórzy przychodzą tylko „na  Kowalskiego”, posłuchać jak to tym razem kol. Marian fajnie dopieprzy rządzącym.

 

Dysonans ten, zrozumienie przez JKM potrzeby wielowątkowości przekazu jako ochrony przed losem  Palikota  i napływ słuchających nie tylko o podatkach – to również jedna z przyczyn ostatniego rozłamu, odróżniająca go od poprzednich. I można by ją uznać za zjawisko optymistyczne, gdyby nie fakt, że KORWiN od KNP różni się póki co wyłącznie nastawieniem do osoby JKM oraz ustaleniem priorytetów, tj. przyjęciem czy ważniejszy jest lider, czy ideologia. Z proponowanego „szerokiego frontu” może bowiem wyjść to co zwykle, a więc zaplecze Korwina poszerzy się (?) co najwyżej tylko o liberalnie nastawionych zwolenników centroprawicy, łączących doktrynerstwo gospodarcze z ograniczeniami myślenia historycznego czy geopolitycznego.

 

Nazwisko JKM (i związane z nim wyniki sondaży) wciąż mają jednak moc przyciągającą, u jego boku pojawił się m.in. ex-europoseł  Dariusz Grabowski  (czyli niepodległościowiec, ale jednak narodowy), stąd mimo obciachu związanego z samym rozłamem – nie można jej szans zupełnie przekreślać. Sam Janusz Korwin-Mikke ma jednak coraz mniej czasu, by tak nauczać kolejne pokolenia fanów, aby i one, i on sam umieli razem wyciągać wnioski z poprzednich błędów, nie skręcając znowu w ślepe uliczki.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Żaden przywódca partii, który chce jej rozwoju nie udaje się do Brukseli
    To miejsce dla emerytów politycznych. Dowiódł tego przypadek Ziobry i Kurskiego, z Brukseli nie da się rozwijać partii. JKM wybrał zarobienie na emeryturę. Tak więc jeśli partia ma przetrwać to musi ją objąć nowy, prężny i charyzmatyczny przywódce JKM to już emeryt.
  • z tym VATem to chyba nie tak - chyba, że autor podeśle linka do realnego
    wystąpienia JKM na Youtube itp. Odnoszę wrażenie że właśnie ostatnio JKM mówi, że VAT należy ograniczyć do min. UE czyli 15%. Natomiast wygląda na to ( przynajmniej z wypowiedzi ) że ostatni rozłam wynika z problemów finansowych - bo KPN nie dostała zatwierdzenia finansów i nie dostałaby dofinansowania.
  • @Zawisza Niebieski 14:04:05
    Problem w tym, że nie ma nikogo nawet w 10% tak "nowego, prężnego i charyzmatycznego" jak JKM.

    I nie sądzę, żeby JKM chciał rozwoju partii.
    JKM chce według mnie realizować cel długookresowy jakim jest przejęcie władzy i stworzenie nowego państwa o ustroju jak najbardziej to będzie możliwe wolnorynkowym, W MOMENCIE kiedy obecny ustrój z hukiem upadnie, nastąpi bankructwo systemu ubezpieczeń, upadek systemu bankowego i walut fiducjarnych itd... Czy on sam tego doczeka, czy wyrośnie ktoś lepszy ma znaczenie drugorzędne.

    Żeby mieć taką szansę trzeba jak najbardziej i jak największą część społeczeństwa oswoić z tym, że ani demokracja, ani społeczna gospodarka rynkowa, opiekuńcze państwo itp... nie są jedyną alternatywą. Że po drugiej stronie stoi monarchia albo republika oraz wolny rynek.
    A jaka będzie sytuacja po upadku obecnego niewydolnego ustroju i co się da zrealizować, to inna sprawa. Może coś na wzór ordoliberalizmu niemieckiego, może chociaż silny ustrój prezydencki a może coś więcej, ale jedno jest pewne; nic się nie da zrobić jeżeli chociaż część ludzi nie będzie sobie wyobrażała innego życia niż w opiekuńczym państwie regulującym każde ich działanie.

    Dlatego partia i jej rozwój, Bruksela, wejście do sejmu są tylko narzędziami, które można zmienić jak nie spełniają swoich funkcji, wyrzucić, jeżeli są niebezpieczne, przekonstruować.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLITYKA - POLSKA

    Polityka zagraniczna dla niezaawansowanych

    To jest kwestia elementarza polityki zagranicznej. Załóżmy na chwilę, że rusofobi mają rację, że polityka rosyjska jest agresywna, zagraża pokojowi na świecie, a Putin to drugi Hitler. czytaj więcej

  • MEDIA

    Zero zdziwień

    Polscy dziennikarze i politycy (gdyby oczywiście myśleli i byli uczciwi) powinni w ostatnich dniach należeć do najbardziej zdziwionych ludzi na świecie. czytaj więcej

  • POLITYKA - ŚWIAT

    Albańczycy, czyli Turcy

    Choć 106 lat niepodległości Albanii to rocznica dla Polaków egzotyczna - powinna jednak przypomnieć jak utylitarny charakter przez ten wiek miały zarówno państwa, jak i całe narody, kreowane i wymyślane przez mocarstwa i stojące za nimi interesy. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31