Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
718 postów 323 komentarze

Czy wybory prezydenckie zostaną sfałszowane?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Ciekawe, ale na tytułowe pytanie twierdząco odpowiedzieliby zapewne i wyborcy głównej siły teoretycznie opozycyjnej, jak i rzesze zwolenników kandydatów „antysystemowych”, jak i pewna część ignorujących elekcję prezydencką.

 

Pomimo tego pytanie „na kogo głosujesz?” zapewne nie raz zabrzmi przy świątecznych stołach, mniej więcej równie często jak frazy „ten Putin to jednak jest...” oraz „to kiedy masz samolot z powrotem?”.

 

Bezsens z sensem

 

Spośród wszystkich wyborów w Polsce (tzn. w demokracji w ogóle, ale w Polsce w szczególności) – wybór głowy państwa jest jednym z najbardziej pozbawionych sensu. Wynika to przede wszystkim z oczywistej konstatacji, że wybierać można świadomie wyłącznie na jakim takim poziomie wyobrażenia sobie skali zadań stojących przed wybieranym – no i znajomości samych aspirujących do danej funkcji. Praktycznie ogranicza to sens procedur demokratycznych do wyborów większościowych na poziomie gminy (względnie wyborów na sołtysa). Wszystko powyżej, aby zachować jakąkolwiek więź z faktyczną wolą i wiedzą i wyborców - mogłoby mieć co najwyżej charakter wyborów pośrednich, w przeciwnym bowiem razie kończy się oczywistym załamaniem i wiarygodności, i legitymizacji, i efektywności systemu, czyli tym, z czym mamy do czynienia obecnie, ku lamentom luminarzy deklaratywnej demokracji.

 

Oczywiście też od bezpośrednich wyborów prezydenckich demokratolubom trudno odstąpić – są bowiem dekoracyjną kwintesencją doktryny „władzy pochodzącej od dołu”. Nie ma więc sensu łączyć trybu wyboru prezydenta z zakresem jego kompetencji – głosować ma ogół, no bo mimo wszystko oficjalnie ma on wierzyć, że ma władzę, choćby zupełnie rozsądnie wiedział, że oczywiście jej nie ma i mieć nie może. Fikcja więc trwa, choć coraz więcej ludzi całkiem racjonalnie nie bierze w niej udziału instynktownie zakładając, że lepszym (pod względem rezultatów) trybem wyłaniania decydentów mogłoby być np. losowanie przez małpy orzechów z ich nazwiskami.

 

Głosy jawnie głupie

 

Uczestniczenie w tego typu zabawach wywołuje zatem zasadniczy dysonans poznawczy (u przeciętnego wyborcy sprowadzający się do znanej z przygód  Kajka Kokosza konstatacji „ktoś tu  Bugim  manipuluje...”) i może być uzasadniona wyłącznie odniesieniem jakichś realnych korzyści. Na przykład w rodzaju osłabienia, choćby względnego, czy nawet śladowego rozszczelnienia systemu politycznego, uosabianego obecnie przez III RP.

 

W przypadku wyborów prezydenckich (tak, jak zresztą i w przypadku niewiele tylko mniej głupich parlamentarnych...) taki cel taktyczny osiąga się głosowaniem na tzw. „kandydatów antysystemowych”, oczywiście przy podstawowej choćby selekcji kto takie kryterium spełnia (co np. powinno niegdyś eliminować  Palikota – a jak wiadomo, na szczęście tylko raz, nie zadziałało). Z drugiej strony nie należy być przesadnie ścisłym i kryterium to może i powinno być subiektywne, tzn. nie powinna nas paraliżować i zrażać konstatacja, że np.  Marian Kowalski opowiada w zasadzie te same centroprawicowe warianty III RP, co PiS (tyle, że może szczerze), a  Grzegorz Braun, w przeciwieństwie do  Antoniego Macierewicza  szczerze wierzy w zamach smoleński. Nawet jednak głos na kandydatów, z których jeden nie wiadomo dlaczego nazwał się „narodowcem”, a drugi „konserwatystą” i tak wbrew pozorom byłby mądrzejszy, niż trzymanie drżącego ucha przy telewizorze, czy czegoś zbliżonego z grubsza do sensu nie powiedzą np.  Jarubas czy  Ogórek. To, że np. w sprawie kryzysu ukraińskiego wyrywa im się czasem pisk udający rozsądek – to tylko znak, że establishment delegował dwójką z żurnala wyciętą do skanalizowania części zdrowych tendencji elektoratu, a więc nie ma sensu w tym projekcie uczetsniczyć i w oszukiwaniu Polaków pomagać. Ani przecież Jarubas nie przywróci handlu z Rosją (tylko poprze zaostrzenie sankcji i bazę NATO w Białej Podlaskiej...), ani Ogórek nie zrobi nic poza kolejną operacją plastyczną. Nie ma co więc sobie zawracać nimi głowy idąc (?) głosować. Podobnie kiedy już przyjmie się oczywiste przecież założenie, że PiS i PO, to to samo – dalsze dywagowanie czy zatrzymywać  Kaczyńskiego  Komorowskim, czy odsuwać Komorowskiego  Dudą  są zwyczajnie obrazą inteligencji.

 

Dygresja o metodzie

 

Generalnie wybory w Polce, zwłaszcza te pozornie bez sensu, jak prezydenckie (i europejskie) służą policzeniu aktualnie gotowych głosować niezadowolonych i ustalenie jakie hasła do nich trafiają. Tak, aby można im było zaproponować uspokajająco-przejmującą ofertę w jakimś ważniejszym procesie niby-demokratycznym. Tak zużytkowano np. wynik  Tymińskiego, tak szacowano ew. zagrożenia na przykładzie  Leppera  w 2005 r., czy w ostatnim wyścigu do PE (nawiasem mówiąc równie bezboleśnie dla władzy, a dokładnie sprawdzono zdolność Polaków, tych dotąd niezaangażowanych politycznie, do kryterium ulicznego, rzucając nieskonkretyzowany, a drażniący postulat ACTA – poskakali, pokrzyczeli i już wiadomo do czego zdolni są młodzi Polacy. I jest to wiedza dla rządzących krzepiąca). Cóż jednak, tak to już jest, że nawet partyzant czasem musi wyjść z lasu i dać się policzyć.

 

Dobra (?) moneta

 

W tych wyborach można dać się zliczyć na dwa sensowne sposoby. Po pierwsze głosując na  JKM – bo to już dawno nie jest tylko poparcie jego libertariańskich inklinacji (bardziej doktrynerski byłby w takim zakresie głos na mec.  Wilka), ale ogólne wyrażenie sprzeciwu wobec III RP, którego nosicielem stał się dla setek tysięcy akurat Korwin. Drugą taką opcją jest  Kukiz i znowu – nie dlatego, że postulat JOW-ów ma sens, bo go nie ma, tylko dlatego, że piosenkarz jest rewersem JKM, inną twarzą sprzeciwu wobec III RP. Mamy więc monetę fałszywą – z jednej strony czekoladowy orzeł Komorowski, z drugiej Dudo-reszka, po krawędziach Mizeria i Ken – i..., no, nad autentyzmem „antysystemowców” nie miejsce się tu rozwodzić, w każdym razie niektórzy ludzie biorą ich za dobrą monetę. I tę trzeba wrzucić do urny 10. maja, niezależnie od tego co z niej system wyjmie w sytuacji np. ponownej mobilizacji PSL-owskich wójtów, obniżenia diet członków komisji (zmniejszającego zainteresowanie zasiadaniem w OKW) oraz ponownie zgłoszonej nieudolności Państwowej Komisji Wyborczej.

 

Pytanie bowiem nie brzmi tak jak w tytule, fałszywy jest cały system polityczny III RP i tylko podgryzanie go, nadwyrężanie, stwarzanie opcji, że przy okazji różnych przepychanek ktokolwiek powie (a może nawet zrobi!) coś z sensem – jest jedyną racją postpolityki w Polsce. Alternatywą mogłoby bowiem być jedynie czekanie na  Putina na białym koniu, który obaliłby Trzecią Rzeczpospolitą za nas. Niestety, jak wiadomo, na Ruskich nie ma co za bardzo i za często liczyć. Róbmy więc co możemy sami.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • POLACY ZAGŁOSUJCIE NA SIEBIE ZBOJKOTUJCIE WYBORY
    Panie Konradzie ,udział w wyborach to legalizacja okupującej Polskę władzy z nadania w Magdalence Udział w wyborach to KOLABORACJA Z REŻIMEM Polacy nie mają tej świadomości że idąc do urn nie mają nic do powiedzenia Wybory to cyrk w którym przedstawiciele władzy odgrywają role treserów a biorący udział w wyborach obywatele to małpy Dopóki małpy nie zmądrzeją dopóty będą tresowane na potrzeby władzy
  • @ Autor
    dałem +5

    Popieram głos poprzednika: jedyny rozsądny wybór to bojkot wyborów.

    A na tytułowe pytanie należy odpowiedzieć tak, że te wybory już są sfałszowane choćby przez pozbawienie społeczeństwa dostępu do mediów, czyli przez odebrani mu komunikacji społecznej. Nie wspominając o takim zaporowym wymogu, jak konieczność zebrania 100 tys. podpisów (brak dostępu do mediów jest tu poważnym utrudnieniem) oraz pauperyzacja społeczeństwa, a więc brak funduszy ba reklamę, która winna posiadać identyczny wymiar czasowy i finansowy dla każdego kandydata.
  • @Rzeczpospolita 18:55:28
    Proszę o kontakt w sprawie bojkotu wyborów do sejmu Pozdrawiam Stefan Dembowski 513-326-440
  • 5
    "czy czegoś zbliżonego z grubsza do sensu nie powiedzą np. Jarubas czy Ogórek"

    Sporo perełek w tekście które w pełni popieram, w końcu człowiek z głową na karku.
  • @amadeusz2006 18:29:59
    Teoretycznie racja, ale...

    - bojkot jako forma delegitymizacji władzy jest o tyle bez sensu, że ta władza w istocie nie potrzebuje legitymizacji demokratycznej, jest bowiem demokratyczna z nazwy i definicji. Inaczej mówiąc - nie głosują nie zawstydzimy rządzących. Po prostu ogłoszą, że jest nam już tak dobrze, że nie chce się nam chodzić do wyborów.

    - formą obudzenia małp mógłby być tylko bunt, Bitwa o Planetę Małp. Ten się jednak też sam nie wydarzy, a do jego czasu jednak można i trzeba przecież coś robić. Choćby dla ćwiczenia, żeby z wprawy nie wyjść.

    Pozdrawiam świątecznie.
  • Panie Konradzie
    Panie Konradzie, proszę nas nie obrażać - Angol, z ojczyzny jow; dopisek „bo go nie ma” zostaw Pan dla siebie a nie zatruwaj powietrze
  • @resident 18:05:52
    Opozycja antysystemowa, choćby we własnym, ale jednak w jakiś sposób tożsamym z polskim interesie - powinna raczej domagać się ordynacji skrajnie proporcjonalnej, np. z jednym okręgiem obejmującym cały kraj, bez progu (no i bez finansowania partii z budżetu). No, ale wiadomo, że JOW-y to równie uniwersalne lekarstwo na wszystkie polskie bolączki, jak dla innych obniżka podatków albo intronizacja Chrystusa Króla. Cóż, wiara umacnia, ale jednak sama politycznie cudów nie czyni...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930