Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
727 postów 324 komentarze

Koniec trasy?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W przededniu wyborów prezydenckich Ruch Narodowy wydaje się przechodzić drugi poważny kryzys organizacyjny od czasu pamiętnych, acz raczej żenujących WikiLeaks.

Tym razem jednak chodzi nie o kwestie towarzyskie – ale strategiczne, zatrącające wręcz o tożsamość ideową formacji.

 

 

Po co powstał RN?

 

Jak łatwo sprawdzić – o możliwości powstania formacji politycznej na bazie Marszu Niepodległości pisaliśmy na długo przed ogłoszeniem inicjatywy, firmowanej pierwotnie przez  Przemysława Holochera  i  Roberta Winnickiego. Raz, że konspiracja wokół powstania przyszłego RN była tak głęboka, że o pomyśle tym nie słyszeli chyba tylko rycerze śpiący pod Giewontem, a dwa – że był to krok po prostu naturalny, niczym powołanie ROP po wyniku  Olszewskiego  w '95, czy Platformy Obywatelskiej po sukcesie  Olechowskiego  w 2000 r. Tyle tylko, że tamte ugrupowania stworzono właśnie dla zdyskontowania uzyskanych rezultatów wyborczych, a Ruch Narodowy... No właśnie, po co powstał Ruch Narodowy – tego od samego początku nie byli pewni sami jego założyciele.

 

Pomimo tej, dość zasadniczej różnicy (czym innym bowiem jest 100 czy nawet 150 tysięcy maszerujących raz do roku luźnych sympatyków – a czym innym setki tysięcy faktycznie oddanych głosów), losy RN nieco jednak przypominają taktyczne zabawy we wczesnej PO. Jeśli bowiem pamiętamy genezę Ruchu – to łatwo stwierdzić, że za burtą ugrupowania znaleźli się jego pierwotni akuszerowie, tj. wspomniany już Przemysław Holocher oraz  Ryszard Opara, bez którego funduszy i kontaktów maszerujący chłopcy utknęliby jeszcze na początku marszu. Z dawnych tenorów pozostał jedynie Winnicki, któremu jednak daleko do roli Donalda Tuska. Przeciwnie, jego pozycja w kierownictwie partii staje się coraz bardziej marginalna w stosunku do wysuniętych na plan pierwszy  Artura ZawiszyKrzysztofa Bosaka  i  Mariana Kowalskiego. To ten nowy tercet egzotyczny wziął zdaje się na siebie zadanie pogrzebania inicjatywy po paśmie dotychczasowych niepowodzeń wyborczych.

 

Przeciw politykierstwu

 

Z krytyką obecnego kierunku działania RN wystąpił aktualny kierownik generalny ONR,  Aleksander Krejckant. W tekście pod celowym, a znamiennym tytułem „Naszym honorem jest wierność!”1 zarzucił on swym kolegom z kierownictwa Ruchu „wybujałe ambicje”, które doprowadziły to sytuacji, w której Ruch „utracił dynamizm, utracił świeżość”. Krejckant pisze: „Ruch Narodowy poszedł drogą ciągłego zbierania podpisów, występów w telewizji i populistycznych happeningów, pełnych pustych deklaracji. (…) Aktualnie partia RN, nie dysponuje ani zapleczem eksperckim, ani antysystemowym przekazem. Śmieszne sojusze z liberałami i ludźmi skompromitowanymi osadziły cały statek na ideowej mieliźnie. (…) Równolegle w partii RN już oficjalnie zaczyna triumfować ideowe warcholstwo. Umizgi do liberałów są z jednej strony obrzydliwe dla każdego nacjonalisty, a z drugiej świadczą o marnej wierności idei narodowej u tych, którzy je czynią”. Wreszcie pada zarzut najcięższy: „ZDRADA”, sprowadzająca się do oddawania spraw fundamentalnych za kilka jedynek na miejscach wyborczych, co zdaniem kierownika ONR jest ni mniej, ni więcej, tylko prostytucją.

 

W dyskusję, wywołaną wystąpieniem lidera środowiska bądź co bądź emblematycznego dla Ruchu – włączył się sam kandydat RN na prezydenta, Marian Kowalski, który nie widząc, że swym ofiarnym startem po prostu odwala brudną robotę dla Zawiszy i spółki, wyraźnie dał się ponieść emocjom, z wykrzyknikami w rodzaju „nigdy nie wybaczę..., uważam ich za zwykłych zdrajców i ludzi bez honoru..., moje obrzydzenie budzi...” - skierowanymi do kolegów, którzy zdecydowali się poprzeć innych pretendentów w wyborach prezydenckich. Nie jest bowiem tajemnicą, że spora grupa aktualnych i byłych ONR-owców i Wszechpolaków zaangażowała się w kampanię  Grzegorza Brauna  uznając, że ostatecznie mówi on to samo co Kowalski, tylko znacznie ostrzej i z jasnym wskazaniem wroga, nazwanego po imieniu, co kandydatowi amorficznego RN przez gardło przejść po prostu nie może.

 

Narodowy z nazwy

 

Problem z Ruchem polega bowiem od początku na tym, że jest on narodowy tylko z nazwy i może z instynktu sympatyków, natomiast z pewnością nie ze szczerych przekonań swych liderów, cokolwiek oni sami by na ten temat mówili. Zawisza to ultramontanin, który leżeniem krzyżem i szkaplerzem chce odpokutować grzeszne myśli, wyrywny charakter i wrodzoną pazerność; Bosak – produkt szkoły  Giertycha, zgodnie z którą liczy się socjotechnika i wejście na niej do głównego nurtu polityki; Kowalski - przedziwny konglomerat sprzecznych „prawd” i poglądów, w którego głowie żadna nowa informacja nie kwestionuje prawdziwości pozyskanej wcześniej, naraz więc jest za Olszewskim i  JKMLepperem Wildsteinem, Kościołem Nowego Przymierza i Matką Boską,  Dmowskim Piłsudskim, a wszystko to wyrzuca z siebie pod dyktando dwóch poprzednich, szepczących „Marian, tylko nie przesadź! Marian, tylko nic o Żydach, bo nas do TV więcej nie zaproszą!”. Nic więc dziwnego, że np. niektórzy ONR-owcy pod taką czapą duszą się, czując wyjątkowo nie na miejscu i nie w swoim sosie, nie każdy bowiem ma takie zdolności adaptacyjne, jak jedyny w gronie ścisłego kierownictwa RN z grubsza przypominający endeka Robert Winnicki.

 

Wbrew pozorom problem nie dotyczy tylko taktyki i przyjętej frazeologii. Na tym samym portalu http://kierunki.info.pl na którym swe przemyślenia przedstawi Krejckant – z krytyką wmontowywania RN w plan budowy szerokiego frontu neo-liberalnego wystąpił Adam Seweryn, kierownik Sekcji Naukowo-Szkoleniowej ONR, zaznaczając, że „Obóz Narodowo-Radykalny jest przeciwny zarówno liberalizmowi, jak też socjalizmowi. Jednym z naszych najważniejszych celów na najbliższe lata jest stworzenie programu społeczno-gospodarczego inspirowanego myślą przedwojennego ONR-u i społeczną nauką Kościoła Katolickiego, a także wartościowymi elementami twórczości niezwiązanej ze środowiskiem narodowym2. Chodzi więc o coś więcej, niż spór czy RN ma być klubem kolekcjonerów wlepek, maszerujących z okazji narodowych rocznic – co krytykują zwolennicy aktywności wyborczej, albo czy ma sprzedać swoje półtora procenta poparcia za powrót do Sejmu pojedynczych liderów – co potępiają ruchowi fundamentaliści.

 

Formacja czy elastyczność?

 

W RN znowu rozgorzał, a raczej nigdy w pełni nie wygasł stary spór o kształt programowy organizacji, a więc czy ma być taką trochę młodszą, trochę bardziej krzykliwą centroprawicą (jak chcieliby obecni wodzowie, którym otwierałoby to drogę do niemal dowolnej koalicji wyborczej i sejmowej), czy też ma szukać odpowiedzi co to znaczy być ruchem narodowym, narodowym ośrodkiem polskiej myśli politycznej w drugiej dekadzie XXI wieku. Podstawowym i zasadniczym problemem, który zresztą spowodował, że od formacji odsunęło się wiele osób początkowo życzliwie obserwujących jej powstanie – jest fakt, że Ruchowi nie udało się połączyć dwóch ról tzn. zachować formacji endeckiej przy jednoczesnym elastycznym dopasowaniu się do wymogów współczesnej dynamiki politycznej.

 

Kryzys, jałowy bieg, w którym znalazł się obecnie RN - może dać asumpt do dwóch scenariuszy. Z jednej strony może skłonić kierowniczą trójkę bez sternika do jak najszybszego zwinięcia flagi i wkomponowania rozpadającej się partii w szerszy blok, np. z kuszącym takim rozwiązaniem Przemysławem Wiplerem. Z drugiej – reszta formacji, pozbawiona balastu wyborczego, może wrócić do swej ulubionej pracy formacyjnej, co jednak może grozić postępującą dekompozycją i ponową fragmentacją wciąż mało zżytego środowiska. Oba te warianty, występując łącznie mogłyby w sumie cieszyć krytyków oczywistych słabości RN, który był wszystkim, tylko z pewnością nie formacją endecką i niepotrzebnie tylko zajmował (a raczej jeszcze zajmuje) całkiem ładną nazwę. W sumie jednak nie byłoby się z czego cieszyć, bo dla młodzieży entuzjastycznie zaangażowanej w Marsze, cieszącej się, że kol. Kowalski „znowu komuś dowalił” itp. - byłaby to lekcja niezasłużenie bolesna.

 

Z poprzedniej, związanej ze śmieszno-żałosną historyjką ujawnionych fejsbukowych ploteczek liderów – nie wyciągnęli oni żadnych pożytecznych wniosków. Czy inaczej będzie z obecnym, wewnętrznym, ale już przecież publicznym sporem – można wątpić znając osobowości zainteresowanych. Na razie jednak nie jest to koniec marszu – raczej, by zostać przy tej symbolice, zagonienie na most. Można z niego spaść, a można przebić. Wybór należy do RN.

 

Konrad Rękas

 

 

1http://kierunki.info.pl/2015/04/aleksander-krejckant-naszym-honorem-jest-wiernosc-2/

2http://kierunki.info.pl/2015/04/adam-seweryn-narodowy-radykalizm-mlota-na-socjalizm-i-liberalizm/

KOMENTARZE

  • chazarski ruch narodowy
    jest tak "potężny" ,że chazarskie aj waje z onetu trąbią o poparciu. Jest tak "grozny" ,że ponoć /takie wersje rozpuszczane są w necie/Kopaczka elewatorowa nakazała majstrować przy peselu i blokować glosowanie Polakom za granicą .
    To tylko potwierdza zaangażowanie chazarów w tym "ruchu" .
  • @ Autor
    Dzięki za szczegółową i wiarygodną analizę. Pochodzę z endeckiej linii i 20-30 lat temu już to przerabiałem, jeszcze za senioratu i starego Giertycha. Widzę, że jeśli chodzi o mechanizmy i dylematy ideowe, to się niewiele zmieniło. Pozdrawiam przyjaźnie i z szacunkiem BJ (5*)
  • autor
    Właściwym komentarzem jest stwierdzenie:
    RN - jest do d...

    Przynajmniej w tym wydaniu.

    Jeśli miałbym poprzeć Zawiszę, Bosaka, czy Winnickiego - to po ich wyczynach - prędzej mi ręka uschnie.
    Kowalski jest bardziej autentyczny ale i tak na nim też wisi odpowiedzialność za Holochera.

    W sumie - RN nie wprowadził żadnych nowych, twórczych wartości. Na ich "nawalankach" niczego się nie zbuduje.
  • @Krzysztof J. Wojtas 18:03:27
    "W sumie - RN nie wprowadził żadnych nowych, twórczych wartości. Na ich "nawalankach" niczego się nie zbuduje."

    Może wyjście jest takie jak napisał Autor:


    "Nie jest bowiem tajemnicą, że spora grupa aktualnych i byłych ONR-owców i Wszechpolaków zaangażowała się w kampanię Grzegorza Brauna uznając, że ostatecznie mówi on to samo co Kowalski, tylko znacznie ostrzej i z jasnym wskazaniem wroga, nazwanego po imieniu, co kandydatowi amorficznego RN przez gardło przejść po prostu nie może."

    Taki mały kryzys przywództwa, który kampania prezydencka może pomóc rozwiązać.

    Ukłony
  • @"Ałtor"
    Wpis trochę rozpolitykowany moim zdaniem, ale ważny i trochę wyjaśniający. Ciekawe czy to w ramach spontanicznej krytyki, czy może NEonowy odcinek walki politycznej z konkurencją ;-)

    Dzięki - 5*

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031