Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
743 posty 333 komentarze

Czysta gra

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Tzw. afera w FIFA a tzw. kryzys demokracji.

 

Łatwość podpuszczania części tzw. opinii publicznej na zjawiska tak oczywiste, jak korupcja czy doping w sporcie - to poniekąd inny objaw tej samej naiwności, która inną grupę trafi na polu wiary w politykę czystą, ze szczególnym uwzględnieniem tzw. prawdziwej demokracji.

 

Citius...

 

Jak wiadomo, u swego starożytnego zarania sport miał być oficjalnie namiastką wojny, ale w istocie służył zastępowaniu całej polityki tym, którzy zajmować się nie powinni, czyli ogółowi. Mechanizm zapoczątkowany w Grecji doprowadzono do takiej perfekcji w Rzymie i Bizancjum, uzyskano tam nawet system partyjny – nie mający jednocześnie nic (no, prawie nic...) wspólnego z faktycznym sprawowaniem władzy w państwie. Stronnictwa kibicowskie były wprawdzie pewnym faktem politycznym, czasem w jakiś sposób (najczęściej zamieszkami) wpływały na sytuację wewnętrzną, częściej – bywały elementem rozładowywania i kontrolowania emocji społecznych, a więc służyły temu samemu, czemu dziś służą i sport, i polityka, tyle, że – przynajmniej w teorii – rozdzielone i odrębne.

 

Teoria ta zresztą istnieje głównie w głowach hołdujących już to jednej, już to drugiej aktywności zastępczej, dlatego chyba fanów sportu tak złości „mieszanie do niego polityki”, zaś oddanych kibiców demokracji – irytuje porównywanie interesujących ich zmagań do jakichś gier i zabaw. Tymczasem obie branże są sobie wciąż bardzo bliskie, stanowiąc nadal formę rozrywki, biznesu i mechaniki społecznej, służącą prawdziwie rządzącym i czasem tylko, a przeważnie pośrednio – na nich wpływającą.

 

Dość oczywisty dowcip i dysonans polega na tym, że fani jednej kibicowskiej aktywności – często tę drugą uważają za zastępczą, i oczywiście odwrotnie. Fakt, że polityk bywa kibicem, a zapalony kibic politykiem nie zmienia faktu, że nawet angażując się w obie zabawy śmiertelnie poważnie – dany delikwent przeważnie chyba jednak uważa, że jedna jest poważniejsza od drugiej (niesłusznie), a przynajmniej, że rozgrywają się one na różnych płaszczyznach (jeszcze niesłuszniej, jak już wyżej wskazano).

 

...Altius...

 

Kibic sportowy uważa przeważnie politykę że rzecz brudną, niezrozumiałą, sprzedajną, niehonorową, bez jasnych zasad, a właściwie bez stałych reguł w ogóle, poza pędem do dominacji i dochodów. Ze swej strony zaś sport, a zwłaszcza ukochaną dyscyplinę – widzi jako czystą rozgrywkę fair play, w zdrowym duchu rywalizacji, w której liczy się udział, choć oczywiście można też czasem pomóc szczęściu, by wspomóc swoich, bo ważne jest także poczucie wspólnoty. Taki oddany pasjonat zawrze świętym oburzeniem i uzna za obraźliwego durnia każdego, kto sport ma za bezmyślną rozrywkę, nudną i przewidywalną do poziomu blokującego wszelką przyjemność odbioru, a w dodatku napędzaną wyłącznie pieniądzem i chęcią użycia, w tym zwłaszcza interesami kreatorów i praczy pieniędzy, koncernów chemicznych, rynku reklamy i mediów, a często także pobudzających skrajne emocje polityków.

 

Kibic polityczny, zwany w Polsce moherem dowolnej opcji – wierzy, że ma wpływ. Że wspiera tworzenie większego dobra, pomaga wcielać w życie określone idee, że oddziałuje na rzeczywistość i zmienia ją w zakresie niepojmowalnym dla jakiegoś gbura przed telewizorem i na stadionie. Oczywiście, zdarza się, że taki oddany widz dostrzega, że obecnie system, czy jego w nim rola tak nie wyglądają, stanowi to dla niego jednak asumpt do jeszcze większego zaangażowania i głębszej wiary, że jest jakaś demokracja prawdziwsza, polityka czystsza, patriotyzm patriotsiejszy etc. W przeciwieństwie do fanów sportu – ci polityczni wydają się częściej przeglądać na oczy, odkrywać fikcyjność swego wpływu na rzeczywistość, pojmować swój czysto przedmiotowy status w procesie sprawowania władzy, a nawet deklaratywność i dekoracyjność całej politycznej fasady systemu rządów, na dowolnym ich w zasadzie poziomie. Wtedy przeważnie idą na mecz.

 

...Fortius

 

Obudzić się z wiary w czysty sport jest jak się okazuje trudniej, niż z marzenia o czystej polityce. Zwłaszcza, że choć oba przedmioty uwielbienia są stricte zastępcze, to jednak łatwiej zaakceptować w tej roli właśnie rozgrywki sportowe, a ponadto jako rozrywka wydają się one prostsze i mniej wstydliwe, niż zamiłowanie do polityki, zawsze nacechowane podejrzeniami o interesowność i złą wolę. Nie mamy nic przeciw absurdalnym dochodom piłkarzy, tymczasem o wiele rzędów mniejsze oficjalne zarobki polityków we wszystkich - budzą tylko szczerą złość.

 

W sporcie denerwuje nas raczej budzenie ze snu, niż same sny (i w tym przypadku w polityce jest podobnie, choć równie łatwo jest zdrzemnąć się znowu). Stąd też szmerek zadowolenia i satysfakcji odczuwany w związku z aferą korupcyjną w FIFA. „A dobrze im tak, złodziejom!” - to zdecydowanie dominujący komentarz. Podobnie też zgodne jest uznanie, że milionowe transakcje, opiewające na organizację turniejów, czy wygrywanie meczów to coś w oczywisty sposób nagannego. I sumie nie sposób się dowiedzieć dlaczego tzw. ogół tak uważa! Przecież federacje sportowe to w istocie wielkie przedsiębiorstwa rozrywkowe, mające dostarczać widowni odpowiedniej dawki napięć, wzruszeń, rozrywki, gniewu, szczęścia, słowem regulować gospodarkę hormonalną podobnie, a może i mocniej niż Hollywood i Bollywood razem wzięte. Czy z ręką na sercu nawet najszczerszy, najprawdziwszy i najczystszy ducem kibic może przysiąc, że nigdy nie podejrzewał światowego footballu (a także siatkówki, hokeja, boksu – zwłaszcza zawodowego itd.) o bycie lepiej maskowaną odmianą Wolnej Amerykanki? Czy najbardziej zapalony kibic MMA, gdy już schrypł od krzyków, nie zadał sobie w duchu prześmiewczego pytania o „wibrującą pięść”  Pudziana? Czy po kolejnych aferach dopingowych nie kiwamy przy grillach głowami „no tak, wiadomo, że wszyscy biorą...!”?

 

Bo przecież tak naprawdę wiemy i jedno, i drugie. Że i sport zawodowy (nawet ta jego część, która dla odróżnienia nazywana jest amatorską), i polityka to przecież fikcje – rozrywka i gra pozorów. Oczywiście, może dzielić nas wiara i przekonanie która z tych branż bardziej, która w jakim stopniu, niektórzy mogą nadal formułować oceny czy to źle, czy dobrze. Ale zasadniczej oczywistości wszystkie te różnice podejście nie zmienią. A oczywistością tą jest, że  to wszystko przecież nie jest na poważnie.

 

Tzn. poważne są zaangażowane (a poniekąd – tworzone) pieniądze, poważne interesy, niekiedy poważne cele czy to maskowane, czy osiągane. My jednak, kibice, traktowani jesteśmy tak właśnie, jak dzieci, jak ktoś mało poważny, od taki sobie element interaktywnego teatru.

 

Oczywiście, nie musi nam to odbierać przyjemności smakowania poszczególnych widowisk, ani psuć zabawy w odgadywanie ich sensu. Ot, np. patrząc na ostatnią aferę FIFA możemy uśmiechać się, że nagle do walki o czysty football rzuciło się państwo, w którym nawet nazwa ta oznacza coś innego, niż w reszcie świata. Że tym razem już jawnie sport i polityka pokazały swą łączność – bo awantura o  Blattera okazała się poniekąd kolejnym elementem rozproszonej wojny Zachodu ze Wschodem. Ponadto zaś znowu skorzystano z okazji, żeby z pozycji państwa-Lewiatana pobiadolić nad quasi-suwerennością federacji sportowych, jawiących się jako pozostałość, kiedy państwa nie były ani jedynymi, ani najważniejszymi podmiotami politycznymi i nosicielami suwerenności. FIFA to z tej perspektywa następca cechów, mafii i gildii (aktorskich...?), a co zabawne starcie Lewiatan vs. Właściciel jakieś formy aktywności społecznej od państwa niezależnej, rozgrywa się w momencie historycznym, kiedy państwa też już w istocie suwerenami nie są, tracąc tę rolę na rzecz korporacji. Sport i polityka, polityka i sport, rozrywka i pieniądze, gra toczy się na naszych oczach i co z tego, że nie rozumiemy jej reguł, ani nie znamy zawodników. W końcu to nie o to chodzi w byciu kibicem. W końcu najważniejsze jest, żeby mecz trwał dalej.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Jaki kryzys, jaka afera? Normalka.
    "Że i sport zawodowy (nawet ta jego część, która dla odróżnienia nazywana jest amatorską), i polityka to przecież fikcje – rozrywka i gra pozorów."

    Sport i polityka czyli rozrywka i gra pozorów nie są fikcją. To wszystko dzieję się naprawdę i na poważnie, można powiedzieć - śmiertelnie poważnie. Tak naprawdę od czasów rzymskich nic się nie zmieniło. Już wtedy wybudowano w Rzymie gigantyczny stadion zwany areną śmierci, gdyż rywalizacja ówczesnych gigantów sportu zwanych gladiatorami toczyła się na smierć i życie. Dzisiaj ekwiwalentem życia są pieniądze, wielkie pieniądze. To cena jaką się płaci by lud nie żądał głów i krwi. Lud bowiem potrzebuje podniety, działania na wyobraźnie, by oderwać się od polityki, która z kolei jest śmiertelnie ważną grą dla innego rodzaju zawodników. Ci zawodnicy zwani politykami w odróżnieniu od sportowców nie potrzebują widzów i świadków, chcą mieć spokój by w zaciszu gabinetów i kuluarów tępić się wzajemnie w walce o władzę i bogactwa wytwarzane przez swoich poddanych. Sport urósł do rangi świeckiej religii szczególnie piłka nożna, FIFA to stolica apostolska, a Sep Blatter to były jej papież. Do organizowania globalnych imprez potrzebne są wielkie pieniądze, tak zresztą jak i Watykanowi, by zapewnić niezbędną oprawę każdemu swiętu, które czasem mają również wymiar globalny. Wielkie Pieniądze na pokrycie kosztów różnorakich projektów i przedsięwzięć Stolicy Apostolskiej zdobywa Instytut Dzieł Religijnych, tak pięknie bowiem nazywa się Bank Watykański. Ten bank pieniądze zdobywa w różnoraki sposób, wiadomym jest że prał pieniądze mafii, posiadał udziały w interesach nie zawsze chwalebnych, które papież oficjalnie potępiał, a które zapewniały potężne dochody, np w przemyśle zbrojeniowym czy antykoncepcyjnym. Co tu się zatem dziwić instytucjom świeckim, które nawet nie ogarniają całej swojej potęgi a są zarządzane przez zwykłych ludzi podatnych i żądnych korzyści. Kto w dzisiejszym rozpadającym się świecie, podobnie jak to było u schyłku Imperium Rzymskiego żyje uczciwie? Uczciwy w demokracji biedę klepie, aby więc przetrwać i związać koniec z końcem musi kraść, oszukiwać na podatkach, wyłudzać itd itp. Każdy! To wszystko dzieje się na poważnie, a afery i kryzysy weszły już na stałe do potocznego języka i na nikim nie robią już wrażenia. Jeśli oczywiście nie wymienia się sum. Te bowiem, szczególnie jeśli wielkie zawsze działają na wyobraźnię.
  • fifa-o co chodzi?
    Odpowiedź jest prosta jak drut. Nie o przegnanie Blattera tutaj chodzi lecz Putina. ameryka robiąc z igły widły rozkręca rozróbę mającą na celu rewizję przyznanych wcześniej organizacji dwóch najbliższych mundiali, w 2018 Rosji i w 2022 Katarowi. Zagrożeni extradycją do USA działacze FIFA puścić łatwo mogą farbę o paru milionach zachęty materialnej dla FIFA z każdego przyznanego turnieju bez wyjątku. Powolny hegemonowi wasal zastępujący Blattera zarządzi unieważnienie wyborów i ponowne głosowanie.

    W ponownym głosowaniu nieskalany dłużej korupcją nowy wybór FIFA na pewno nie padnie ponownie na Rosję. O to się już Barack z nowym zaciągiem swoich wasali w FIFA zatroszczy. Jego wasal brytyjski już zresztą usłużnie zgłosił gotowość do przejęcia organizacji mundialu odebranego Rosji. Byłaby to słodka zemsta Obamy na odchodnym za upokorzenia jakich doznał ze strony Putina, takie jak przygarnięcie Snowdena i ujawnienie olbrzymiej skali inwigilacji obywateli USA przez NSA, totalnej kontroli internetu, czy zapobieżenie jeszcze jednej amerykańskiej agresji na Bliskim Wschodzie.

    Jedno jest jasne. W roku 2018 będziemy mieli miłościwy spokój od katastrofy zwanej dwiema kadencjami pierwszego czarnoskórego prezydenta USA. Drugi nie pojawi się prawdopodobnie prędzej niż za kolejne 200 lat. Mundial 2018 natomiast gdzieś się odbędzie a neokońska klika NWO w Waszyngtonie w swoich intrygach wykorzysta nawet to aby podkopać Rosję i Putina. To ostatnia przeszkoda na ich drodze ku New World Order i jedyna realna siła zdolna przeciwstawić się hegemonowi. Liczy na to że odebranie organizacji mundialu Rosji podkopie zaufanie do jej prezydenta który akurat na kilka miesięcy przed Mundialem 2018 ma rozpisane wybory prezydenckie. Podobnie jak instygowany przez USA bojkot olimpiady w Soczi amerykańska intryga w FIFA stanowi próbę zdyskredytowania Putina i osłabienia jego szans na ponowny wybór.

    Czy prowokacja się powiedzie? Zobaczymy. Amerykańscy mąciciele wojenni nie ustają w wysiłkach sprowokowania Rosji do szerszego konfliktu ale igrają przy tym z ogniem. Waszyngton może forsować swoje kukły gdzie chce, łącznie z Ukrainą, ale Putin to nie Blatter a Rosja nie FIFA.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031