Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
955 postów 506 komentarzy

Przebłyski przy burzeniu Bastylii

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

14 lipca nieuchronnie skłania wielu kolegów-reakcjonistów do dedykowania pamięci nieszczęsnego Ludwika XVI dzisiejszym przywódcom, którzy cofają się przed użyciem siły wobec rewolty.

 

OK, kwestia to do przemyślenia dla rządzących, choć sprowadza się do kilku spraw ważniejszych niż tylko banalne „czy zawsze należy strzelać do zrewoltowanego tłumu”. Przy okazji 14. lipca warto zastanowić się nad genezą rewolucji i to głębiej, niż tylko międląc bezpośrednie katalizatory, w rodzaju przegranej z Anglią, encyklopedystów, czy afery naszyjnikowej. Nie - warto po raz kolejny zauważyć, że nie byłoby rewolucji we Francji - gdyby wcześniej nie zaistniał tam absolutyzm. Jest dzieckiem  Richelieu  i  Ludwika XIV  –  Robespierre!

 

Centralizm, zniszczenie więzi - WZAJEMNYCH zależności - między monarchą, "pierwszym szlachcicem", a resztą stanu drugiego, stopniowe ograniczanie roli ziem na rzecz stolicy - wszystko to szykowało grunt pod rewolucję, której wystarczyło usunąć już tylko jeden, przeszkadzający element - Króla. Zostając władcą absolutnym - monarcha stawał sam wobec równie absolutnego wroga. I przegrywał.To ciekawy paradoks, że tak jak absolutyzm zabił w końcu Francję - tak jego elementy faktycznie mogły na drugim krańcu Europu uratować Rzeczpospolitą. Nie ma bowiem... absolutnych lekarstw, skutkujących na każdą dolegliwość i w każdych warunkach. Trucizna dla jednych - bywa lekiem dla innych...

 

Czy tak musiały zdarzenia biec, czy można się było zatrzymać na reformach Richelieu bez fiskalizmu  Mazariniego, zostawić prywatną rozwiązłość Ludwika XIV bez nadania libertynizmowi i relatywizmowi ideologicznego wymiaru albo powstrzymać całą finansową spekulatywność XVIII stulecia? Widać nie, skoro tego nie zrobiono. Ktoś mógłby uciec w pozorny banał, a w istocie błąd, że "zatem państwo nowożytne ma w sobie pierwiastek zagłady". Nic podobnego. Państwo nowożytne konsekwentnie przechodzi kolejne etapy swych przemian, których najdoskonalszą emanacją w jednej odnodze były stalinowskie Sowiety, a my dziś jesteśmy świadkami kształtowania konwergentnie doskonałego ideału, czyli omnipotentnego e-imperium Stanów Zjednoczonych.

 

Z drugiej strony zwłaszcza oczywiście zbawienny wpływ silniejszej władzy na losy Rzeczypospolitej Szlacheckiej każe części następców Szkoły Krakowskiej bronić nie tylko (słusznie!) absolutyzujących prób w Polsce (np.  Augusta II), ale i niesłusznie rozgrzeszać absolutyzm francuski (niesłusznie). Oczywiście, ktoś z tego kręgu mógłby powiedzieć: "ale bez centralizacji i silnej władzy Francja uległaby sąsiadom, zwłaszcza w warunkach habsburskiego okrążenia". Po pierwsze jednak - centralizacja na kształt francuski i faktyczny antytradycjonalizm nie wydają się niezbędnymi warunkami wzmocnienia władzy. Po drugie - to przecież Francja stanowiła jednak pionierski wzór dla przekształceń innych państw w oświeceniowej Europie. Czy naśladowałyby one Wersal, gdyby... go nie było? Po trzecie zaś, a'propos geopolitycznych implikacji budowy absolutyzmu we Francji - to proces ten dał asumpt do pierwszej z trzech wielkich prób samo(?)unicestwienia tego wielkiego narodu, dokonywanych w odstępach stuletnich. Oglądając się na poprzednie lata wojen - każdorazowo po ok. półtorej dekady XVIII, XIX i XX stulecia Francja o mało nie traciła całkowicie zdolności do przetrwania jako naród. Jak gdyby ktoś regularnie dokonywał upustu krwi i energii nacji mającej teoretycznie potencjał do zaproponowania alternatywnej organizacji geopolitycznej Europy, niż tylko statystowanie w boju Oceanu z Kontynentem.

 

„Ale Ludwik XVI powinien był strzelać!” - słyszymy znowu i często piszący to myślą nie tyle o tym gorącym lecie w Paryżu, ale i o petersburskiej zimie 1917 r. , a może nawet o Kijowie 2014 r. , czy  Tsiprasie negocjującym teraz z KE. Wszystko bardzo ładnie i pięknie. Tylko nieśmiało przypominam, że kiedy ten, który w lipcu 1789 r. prosił brata, żeby strzelać - sam 41 lat później taki rozkaz wydał, to nie było komu go wykonać. Jasne, można powiedzieć, że to przez tamten błąd - ale takie pieklenie się w duchu "ale czemu ich wszystkich nie wymordowali!" bez oglądania się jak doszło do danego kryzysu nie ma większego sensu. Nb. żeby zostać przy czynniku ludzkim - to dla losów monarchii francuskiej w XVIII wieku charakterystyczne jest, że zawsze przedwcześnie umierali ci akurat Delfinowie, którzy rokowali pewne nadzieje na odwrócenie biegu dziejów. A więc u steru w takich właśnie, kryzysowych momentach stają niby jednostki przypadkowe – ale jednocześnie predestynowane do podjęcia akurat określonego typu decyzji.

 

Dowcip polega na tym, że kiedy współcześnie jakiś polityk staje przed dylematem - no, nazwijmy to, katechonicznym... - to przecież sam jest produktem systemu, który premiuje jednak kompromisowość, umiejętność ustępowania w określonych sytuacjach i świadomość, że wszelka aktywność jest w istocie częścią większego systemu, nawet jeśli głosi się jego zaprzeczeniem czy przeciwieństwem. Ma więc w sobie gen, który utrudni mu, jeśli nie uniemożliwi podjęcie określonego rodzaju decyzji. W przypadku Ludwika XVI, który przecież takiego procesu selekcji uniknął - pozostaje stwierdzenie, że został w najbardziej tragicznym tego słowa znaczeniu ŹLE WYCHOWANY.

 

Dziś takim źle wychowującym mechanizmem jest sama demokracja partyjno-medialna i istniejący geopolityczny ład światowy. Dopiero zdruzgotanie pierwszej za pomocą zmiany drugiego – uczyni zaprezentowany na wstępie dylemat realnym do rozstrzygnięcia. Wcześniej nie strzelą ani Ludwik XVI, ani Karol X, ani  Mikołaj II, ani  Janukowycz – ani Tsiprasnie postawi się  Merkel. Ani też Polska nie będzie wolna.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30