Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
718 postów 323 komentarze

Saor Alba!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Powraca sprawa rzekomego sfałszowania referendum niepodległościowego w Szkocji z września 2014 r.

 

Tego typu zarzuty od razu po głosowaniu wysunęli najbardziej radykalni zwolennicy wystąpienia z UK, jednak największa formacja opowiadająca się za niezależnością – Szkocka Partia Narodowa uznała niekorzystny wynik plebiscytu.

 

Gdyby mieli „ruskie serwery”...!

 

Teraz wątpliwości zgłosił  Władymir Czurow, przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej Federacji Rosyjskiej. Jego zdaniem wyniki majowych wyborów do Izby Gmin, w których na terenie Szkocji SNP odniosła zdecydowane zwycięstwo, wprowadzając do londyńskiego parlamentu aż 56 posłów pokazują, że poparcie dla idei niepodległościowej jest wśród Szkotów znacznie wyższe, niż odnotowane w referendum 44,7 proc. - To potwierdza nasze stanowisko, że wynik referendum niepodległościowego w Szkocji mógł zostać sfałszowany. Na podstawie prac naszych obserwatorów mamy uzasadnione wątpliwości czy referendum zostało zorganizowane w sposób transparentny – zaznaczył W. Czurow dodając, że dysonans między rezultatami wyborów a proporcjami ujawnionymi w plebiscycie niepodległościowym daje podstawy do wszczęcia postępowania wyjaśniającego. - Nic nie wskazuje, aby w okresie między wrześniem 2014 a majem 2015 r. doszło w opinii publicznej Szkocji do tak znacznej zmiany nastrojów i przesunięcia sympatii – podkreśla W. Czurow. Jednocześnie przewodniczący CKW zauważył też inne manipulacje władz brytyjskich, jak np. dopuszczenie do głosowania w referendum mieszkających w Szkocji obywateli innych państw UE, w tym kilkudziesięciu tysięcy Polaków, którzy poddani wyjątkowo jednostronnej propagandzie opowiedzieli się przeważnie przeciw niepodległości Szkocji.

Referendum kwestią czasu

 

Zaraz po ogłoszeniu wyników referendum petycję kwestionującą jego wyniki i wskazującą na liczne nadużycia i manipulacje w kampanii referendalnej podpisało kilkadziesiąt tysięcy Szkotów. Sukces wyborczy narodowców wzmocnił dążenie do ponownego głosowania, choć oficjalne stanowisko nowej przewodniczącej SNP Nicoli Sturgeon  jest w tej kwestii wstrzemięźliwe. Narodowcy na razie obrali taktykę zdecydowanego punktowania polityki Londynu, a docelowo wyrywania dalszych swobód metodami parlamentarnymi. Jak jednak zapowiedział poprzedni lider, a wciąż niekwestionowany przywódca duchowy SNP, Alex Salmond  – nowe referendum jest w istocie tylko kwestią czasu, przede wszystkim w związku z niewywiązywaniem się przez rząd Davida Camerona  z obietnic zwiększenia kompetencji władz krajowych w Edynburgu – jak również wobec perspektywy planowanego przed końcem 2017 r. referendum w sprawie opuszczenia przez całe Zjednoczone Królestwo struktur Unii Europejskiej.

 

100 flag jak 100 kwiatów

 

Strona rosyjska rzadko dotąd, nawet nieoficjalnie zabierała głos w sprawach integralności terytorialnej państw zachodnioeuropejskich. Tymczasem ruchy separatystyczne i niepodległościowe, idee powstania nowych państw czy przynajmniej federalizacji istniejących organizmów – mają w sobie ogromny potencjał geopolityczny. Tym bardziej, że przeważnie łączą się z inicjatywami pokojowymi i antyimperialistycznymi, a w każdym razie niechętnymi do wspierania przez centralistyczne rządy polityki amerykańskiej. Wizja Europy Stu Flag staje się więc dziś kuszącą perspektywą dla sił zaangażowanych w rywalizację Wschód-Zachód po stronie wielobiegunowości, tym bardziej – że taktyką tą, tyle że wymierzoną w Rosję, Chiny i innych przeciwników – od lat z powodzeniem posługują się przecież Amerykanie. Wolna Szkocja, zjednoczona Irlandia, niepodległe Katalonia, Kraj Basków, Korsyka, Bretania, Fryzja, Flandria, Padania jako nowe (?) punkty na mapie Europy mogą stać się wreszcie (nawet mimowolnie) przeniesieniem Wielkiej Gry na pole Zachodu i elementem ostatecznego mata danego globalnej hegemonii Waszyngtonu, realizowanej m.in. za pośrednictwem jego dezintegrujących się powoli wasali.

 

Rola Polaków

 

W osiągnięciu tego celu wielka może być rola Polaków, coraz tłumniej zamieszkujących m.in. Szkocję. Separatyści sami już zresztą rozumieją jak ważne jest włączenie niemuzułmańskich mniejszości w miejscowe życie polityczne i wytłumaczenie, że tak pożądane przez Polonię lepsze warunki życia – zapewnia im właśnie umacnianie niezależności socjal-narodowego państwa szkockiego, a nie fakt jego dalszej przynależności do Zjednoczonego Królestwa. Im szybciej zrozumiemy, że nasze – naszych rodaków mieszkających w zachodniej Europie – interesy nie są bynajmniej sprzeczne z aspiracjami emancypujących się tamtejszych narodów, a przeciwnie, są z nimi strategicznie wręcz zgodne. Dlatego właśnie - Alba gu bràth!

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • co mi po szkocji
    niech sie facet zajmie fałszerstwami w Polsce, wałęsa został prezydentem przez fałszerstwo wyborcze, cała to solidaruchowa banda to fałszerstwo,
  • @ireneusz 23:25:54
    A Pan Panie Ireneuszu wiecznie naindyczony. Udowodnienie fałszerstwa w którejkolwiek " zachodniej demokracji" rzuca cień na wszystkie inne wybory, w tym także nasze.
  • Do Autora
    Wszystko wszystkim, ale nijak nie mogę zrozumieć zaangażowania Kolegi w secesję Szkocji - cui bono? bo chyba nie w interese zwykłych Szkotow?

    Secesja Szkocji to osłabienie i tak nie najsilniejszego Zjednoczonego Krolestwa, a więc dalsze wzmocnienie roli Niemiec w Europie.

    A co do Alba gu bràth! ( cokolwiek to znaczy, Alba to oczywiscie Szkocja, ale na tym moja znajomosc gaelickiego się kończy ), to gaelicki nigdy nie był językiem dominującym w całej Szkocji, co najwyżej w Highlands, zas Lowlands ( Lallands ) zawsze poslugiwały się Scots.

    Podejrzewam zbyt emocjonalny odbio filmu "Waleczne Serce"

    pozdrawiam
  • @MacGregor 14:03:20
    Gdzie Pan w tym i innym tekście widzi emocje?

    A interes Polski opisałem chyba wyraźnie (także w innych publikacjach). Secesja Szkocji osłabia Londyn, czyli najwierniejszego sojusznika USA, może też ułatwić opuszczenie przez resztę obecnego UK Unii Europejskiej, przyspieszając reorganizację, a być może i ostateczny upadek tego bytu. Wszystko to są geopolityczne zyski dla Polski, pomijając już korzyści dla Polaków już mieszkających w Szkocji.
  • @chart 14:49:11
    Drogi kolego, ja swoją wiedzę o Szkocji czerpię nie z rosyjskich opracowań, tylko faktu zamieszkiwania w pięknej stolicy tego niemniej pięknego kraju, przez parę dobrych lat. Z racji wykonywanej pracy, odwiedziłem setki szkockich domów. Zajmowałem się bowiem najpierw usuwaniem szkód dla firm ubezpieczeniowych, a później, kiedy już zacząłem dobrze rozumieć trudny szkocki akcent - przez niemal dwa lata, wyceną szkód, jako tzw. insurance surveyor.
    Miałem więc możność rozmowy z mieszkającymi tam ludźmi, niezliczoną ilość razy.
    Co mogę o nich napisać, to np to, że mają kompleks małego narodu, wyrażający się w zadawanych co chwila pytaniach - czy ci się tu podoba, czy lepiej jest niż w Anglii.
    Nie lubią Anglików jak diabli, w Glasgow można za angielski akcent zarobić po mordzie, w Edynburgu, który jest bardziej kosmopolityczny, co najwyżej jako obcokrajowiec spotkać się z pytaniem - czemu nie mówisz po szkocku.
    Więc przyswajasz sobie - I can ney, (aj kani) zamiast - I can't, albo - a wee bit (e łii be', przydech), czy - cheerio, zamiast - bye-bye, czy - arse (ars) - zamiast - ass, czy "nej bora" - Ney bother, zamiast - no bother/worries.
    Ale do rzeczy - Szkoci doskonale wiedzą, że więcej z Anglii czerpią, niż do niej wkładają. Wiedzą, że bój o złoża na Morzu Północnym wcale nie jest z automatu wygrany, tym bardziej, że są one coraz dalej i eksploatacja przynosi coraz mniejszy procent zysków.
    BP pompuje teraz najwięcej ze złoża Skarv, któremu bliżej do Norwegii, niż Szkocji. Co prawda Szkoci są wkurzeni, że prowadzi się na nich eksperymenty socjologiczne, jak np. zakaz palenia, najwcześniej wprowadzony w Szkocji, nienawidzą śp.Thatcher, ale doceniają takie rzeczy, jak np. (prawie) darmowe studia, podczas kiedy w Anglii kosztują Ł6-9k.p.a. (tys za rok), czy bogactwo benefitów, na które ich samych by nie było stać.
    W referendum nie było okręgów jednomandatowych, tylko ordynacja proporcjonalna, więc niepodległość nie przeszła.
    Z kolei w wyborach parlamentarnych chodziło im o to, aby wcisnąć jako MP jak najwięcej swoich, którzy będą się w Westminsterze bić o szkocką sprawę.
    Czy tak trudno to zrozumieć - co innego niepodległość, a co innego walka o swoje w ramach działających - wcale nieźle - struktur?
    Zachwalasz swój blog hasłem - "Myśleć trzeba. Myśleć!"
    Więc pomyśl, skoro reklamujesz się jako aż taki mędrzec.
    Londyn to obecnie jedyna przeciwwaga w UE dla Berlina. Paryż się nie liczy, tam nawet arcybiskup katolicki jest Żydem, nie mówiąc o prezydencie tego kraju. Oni robią to, na co im przyzwoli światowa banksterka, która ma co prawda bazę na Europę w londyńskim City, ale jak wiadomo ta grupa nie ma ojczyzny, tylko aktywa. City, tak w ogóle ma autonomię w UK i jego interesy nie są do końca zbieżne z brytyjską racją stanu. Ta znowuż ma paru obrońców w Westminsterze, bowiem brytyjska klasa posiadaczy ma się całkiem dobrze i stać ją na uczestniczenie we władzy jako jej podmiot, a nie marionetka. Zatem podgryzanie Londynu wcale nie oznacza wzmacniania Polski, tylko Niemiec, do których zresztą banksterka planuje się wynieść w razie zagrożenia swoich interesów w UK. Konkretnie do Frankfurtu n/Menem, gdzie zresztą ma już gotowe siedziby na wypadek ewakuacji Brytoli z UE. To jest zresztą głównym straszakiem na Camerona, który nie robi tego co myśli - jak każdy Żyd (z pochodzenia) zresztą - tylko co mu każą nastroje brytyjskiej prowincji.
    UE jest dobra dla banksterki - obniża ryzyko kursowe, więc dziś doją jak mogą - poprzez odsetki na obligacjach. Policz tylko Włochy: dług 132% PKB a 1.8% rocznie i Hiszpanię: 97.7% a 1.9%. Z tych dwóch krajów otrzymujesz 70 mld$ rocznie, czyli jakieś 15% całego PKB Polski. Bez kiwnięcia palcem w bucie i żadnego ryzyka - kursowego, ani niewypłacalności - w strefie euro pieniądz jest reasekurowany.
    UE trwać będzie, dopóki kraje te nie zbankrutują, co stanie się na pewno.
    Ale istnienie Szkocji w ramach UK, czy poza tą unią, nie będzie mieć dla tego faktu najmniejszego znaczenia.
  • @alek.san 16:42:15
    no własnie:

    "Londyn to obecnie jedyna przeciwwaga w UE dla Berlina" - nic dodać nic ująć.

    pozdr
  • @alek.san 16:42:15
    Tak się składa, że w faktycznie jakże pięknej i przyjaznej Szkocji spędziłem w ciągu ostatnich kilku lat wiele miesięcy (acz przeważnie nieco na północ od Pańskiego - jakże urodziwego! - miejsca zamieszkania), stąd też nie poczuwam się do czerpania wiedzy na tematy miejscowe z jednego tylko źródła, ale m.in. tak z kontaktów ze Szkotami, jak i współpracy z miejscowymi ośrodkami. To tak a'propos protekcjonalnego tonu opartego o niewiedzę ;)

    "Ale do rzeczy - Szkoci doskonale wiedzą, że więcej z Anglii czerpią, niż do niej wkładają" - takie (nieprawdziwe) informacje wygrały referendum. Ale ich weryfikacja w świadomości społecznej postępuje. Ważne zaś - aby dokonała się też w umysłach miejscowych Polaków.
  • @MacGregor 17:07:27
    Nonsens. Ani Londyn, ani Berlin nie mają w kwestiach istotnych żadnej samodzielności ni wartości geopolitycznej. To coś powiedzmy między Lincoln, a Bismarck, takie samo znaczenie tych stolic.
  • @chart 19:32:45
    O tak, od górali z Highlands można się bardzo wiele dowiedzieć, bowiem dysponują prawdziwym oceanem wiedzy, a przede wszystkim - nie używają protekcjonalnego tonu *.
    Uważam jednak, że więcej na temat wie sam rząd w Szkocji, który doskonale zdaje sobie sprawę, że ulokowanie tam przemysłu naftowego sprawia, że zbierany tam podatek jest per capita większy, niż w reszcie UK.
    Urywek z opracowania "Scotland's Balance Sheet", wydanego przez szkocki parlament "Total tax revenue in Scotland was
    estimated to be £ 56.9 in 2011-12. This includes an illustrative geographical share of North Sea tax revenue, equivalent to £
    10.6 billion".
    Komuś kto nie zna zagadnienia wyjaśniam - za 20% przychodów podatkowych Szkocji odpowiada baza przemysłu naftowego, ulokowana głównie w Aberdeen.
    Ludzie związani z tym przemysłem to kolejne około 100 tysięcy pracowników i to oni zapewniają sporą część kolejnych 33% dochodów budżetowych Szkocji, z tytułu podatku dochodowego i składek na ubezpieczenie społeczne. Spora część dochodu ulokowanych w Szkocji korporacji - banków, firm ubezpieczeniowych i handlowych, pochodzi z operacji w całym UK.
    Reasumując - różnica w wydatkach porównanych do dochodów jest w Szkocji o parę punktów procentowych niższa niż w pozostałej części UK.
    Ale mają potężny benefit w postaci ulokowania właśnie tam przemysłu naftowego i możliwości korzystania z potężnego rynku w całym UK. Rozwód byłby tutaj bardzo trudny i mądrzy Szkoci o tym wiedzą, a tych jest najwięcej w Edynburgu właśnie. Dlatego Edynburg jest gremialnie za pozostaniem w UK.
    Górale są, jacy są, przekonałem się, że to ludek dość fałszywy.
    Jak pewnie wszędzie na świecie.
    Tyle na temat Szkocji.
    Wypowiedź, jakoby Berlin nie miał nic do powiedzenia w "istotnych kwestiach", eliminuje Cię jako partnera do prowadzenia poważnej dyskusji.
    Albo mało wiesz, albo jesteś germanofilem - w obu przypadkach dyskusja jest bez sensu.
    *Dopóki mają z Ciebie pieniądze.
  • @alek.san 22:44:40
    Pański upór w próbach obrażania rozmówcy też dialogu nie ułatwia :)
  • @chart 23:28:06
    A czemuś taki obrażalski, przepraszam - czemu Pan jest taki obrażalski?
    Proszę wybaczyć pewną szorstkość, jestem człowiekiem dość bezceremonialnym. Niemniej jednak staram się, aby za oceną szły argumenty.
    Po prostu - walę z mostu.
    Jeśli uraziłem - je suis desolee. Po polsku - Pardon.
  • @chart 19:34:57
    Witam ponownie,

    "Ani Londyn, ani Berlin nie mają w kwestiach istotnych żadnej samodzielności ni wartości geopolitycznej"

    Mówimy chyba o dwu róznych sprawach. Londyn owszem, jest amerykańskim pudelkiem w sprawach globalnych, tak jak Francja jest pudlem niemieckim w sprawach europejskich.
    Proszę wszakże zauwazyć, że Polska póki co nie ma interesów globalnych i jesli znikniemy, to zauważą to Węgrzy i czesi, skonsumują NIemcy, a Amerykanie wyslą może jakąs notę dyplomatyczną.

    Nie musimy - i nie powinnismy - wchodzić między ostrza takich szermierzy jak USA i Rosja, ale usamodzielnienie się od Berlina przy np. wsparciu Wlk Brytanii jest już w zakresie naszych możliwosci. Po co mi uniezależnic się od Amerykanow, jesli jednoczesnie będę niemieckim landem?

    A zatem nie robmy polityki od - za przeproszeniem - od d*py strony, nie dzielmy kosmosu i stref wpływów na Pacyfiku, zas do naszych lokalnych celów Wlk Brytania MOŻE być naszym sojusznikiem ( no chyba że będziemy prowadzić z nimi taką politykę jak w 1939 )

    pozdr
  • @MacGregor 17:23:21
    W dalszym ciągu powraca Pan do założenia, że Niemcy czy Wielka Brytania pozostają niezależnymi podmiotami geopolitycznymi, które można w sprawach istotnych dla Polski rozgrywać przeciw sobie. Jest to założenie błędne. Kluczem obecnej niekorzystnej sytuacji Polski na niwie międzynarodowej, gospodarczej, a także wewnętrznej - jest uzależnienie od Stanów Zjednoczonych, którym faktycznie wydaje się obojętne, czy realizują swą hegemonię bezpośrednio, za pośrednictwem Niemiec, czy UE - byle dawała spodziewane efekty. Poza nieistotnym dla spraw polskich marginesem - UK i RFN samodzielne geopolitycznie nie są, ich spory czy różnice zdań, na przykład na temat kształtu UE niczego nie wnoszą, ani nie dają Polakom zmiany ich położenia. Stąd potrzebne są ruchy głębsze, osłabiające hegemonię USA, dekonstruujące UE (i NATO) i w tym należy dopatrywać się szansy dla Polski, nie w XIX-wiecznym myśleniu o mapie świata i Europy.
  • @chart 20:29:16
    "XIX wieczne myślenie" - o narodach europy, o mapie świata i wszystkich innych rzeczach.
    Nie pierwszy raz spotykam się z tą retoryką.
    Może nie wie Pan o tym, ale to tzw. Szkoła Berlińska, czyli połączone wysiłki Instytutu Humboldta, Goethego i paru innych, realizujących wspólną politykę tzw. dyplomacji publicznej i wciskających takie myślenie swoim dobrowolnym - bądź nie, agentom wpływu.
    Odpowiednikiem jest izraelska Hasbara.
    Wierzę, że dokładnie cytując ich motyw przewodni, robi pan to nieumyślnie, nie sądzę bowiem, żeby był pan aż tak perfidny, aby pisać na zlecenie.
    Wbrew temu co pan pisze, to Niemcy są beneficjentem zmian w Europie.
    Tylko u nich drastycznie spadło bezrobocie, wzrosła produkcja przemysłowa, a PKB więcej niż PODWOIŁ się od 2004 roku.
    Stało się to kosztem stagnacji w reszcie Europy, a u nas - upadku gospodarki.
    Dane są na Trading Economics, nie ma sensu ich wklejać.
    Otóż, proszę pana, większości Polaków wisu, czy Niemcom ktoś na to pozwala, czy nie i czy to jest XIX, czy XXII- wieczna wizja Europy.
    Kto patrzy na oczy, ten widzi co zrobili z naszym przemysłem, z naszym wojskiem i korumpując scenę polityczną.
    Doskonale panu napisał MacGregor, ale pańska odpowiedź na jego uwagi jest wykrętna i całkowicie pozbawiona meritum.
    Z tym, że niechcący dał pan sporo do myślenia o swojej działalności

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930