Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
955 postów 506 komentarzy

Dać małpie brzytwę

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

O sprzeczności między demokracją przedstawicielską i bezpośrednią oraz sposobie jej pokonania.

 

Ponieważ referendów w Polsce zbyt wiele nie było, a te, które organizowano służyły z reguły innym celom, niż tylko prostemu udzielaniu odpowiedzi na konkretne pytania (z wyjątkiem, niestety, referendum akcesyjnego) – pojawiły się grupy obywateli przekonanych, że właśnie jakaś forma „demokracji bezpośredniej” jest właśnie tym, co zbawi naszą ojczyznę.

 

Nie ma referendów bez silnej władzy

 

Generalnie właściwie od odzyskania niepodległości w 1918 r. tak się właśnie Rzecząpospolitą rządzi, kopiując, albo przynajmniej proponując kopiowanie cudzych rozwiązań, bez specjalnego zrozumienia ich kontekstu historycznego i ustrojowego – a także wywoływanych następstw. Podstawowym faktem, który umyka nawet najbardziej zadeklarowanym zwolennikom częstego odwoływania się do bezpośrednio wyrażanej woli ludu – jest oczywista wszędzie na świecie korelacja:  referenda mogą być narzędziem względnie efektywnym wyłącznie w realiach silnej władzy państwowej.  Niekoniecznie centralistycznej, niekoniecznie jednoosobowej – ale sprawnej, czego dowodzi choćby tak chętnie przywoływany przykład Szwajcarii, a więc państwa federalnego (choć z konfederacją w nazwie) opartego na zasadzie konsensualnego, ale własnego rządu i rozbudowanego samorządu. Jeszcze II RP można było zbudować trochę podobnie (może bez tego consensusu międzypartyjnego...), co postulowali u zarania niepodległości konserwatyści, jednak zgodny front endecji, socjalistów, wolnomularzy itp. zaoordynował u nas centralistyczną demokrację przedstawicielską, przeniesioną wprost znad ówczesnej Sekwany, z rozdwojoną, a przez to niesprawną władzą wykonawczą. Przy paru różnicach – system ten nieco przypomina naszą obecną sytuację ustrojową, co tym bardziej pokazuje problem z prostym przekalkowaniem instytucji częstego i szczegółowego referendum na grunt Polski.

 

Tym bardziej, że Szwajcaria to jednak wyjątek, także ze względu na ewolucję swej państwowości. Modelowo zaś referendum współistnieje przede wszystkim z dyktaturą albo praktyką władzy nader przypominającą rządy jednostki.  Głosowanie powszechne było historycznie mechanizmem uwiarygodnienia i legitymizacji władzy jednostki pozbawionej innych przymiotów legalizacyjnych  (tj. przede wszystkim królewskiego pomazania). Nieprzypadkowo referendum to immanentna cecha bonapartyzmu, czyli ukoronowanej rewolucji, tyranii oglądającej się wciąż przez ramię na wolę ludu. Do referendum odwoływał się też chętnie budujący własną odmianę bonapartyzmu  de Gaulle, aż to właśnie głosowania ludowego użyto, by go od władzy odsunąć i to w momencie, gdy zaproponował on decentralizację władzy, przy jej jednoczesnym oparciu o elementy nawiązujące do dawnych propozycji korporacjonistycznych. Ponieważ zaś jednocześnie element demokratyczny, partycypacyjny, miał zostać przeniesiony z polityki do ekonomii – jego przeciwnicy posłużyli się ludowładztwem, by proces ten zablokować (charakterystyczne, że od tamtej pory władze V Republiki, nawet post-gallistowskie, bardzo ochłodły w entuzjazmie do stosowania mechanizmu referendum w sprawach innych, niż wymuszane wspólnotami europejskimi...). To zresztą równie ważna nauka dla zwolenników „demokracji bezpośredniej”. Nie tylko nie istnieje ona sama, bez silnego przywództwa państwowego, ale też dotyka ją oczywiste ograniczenie:  „bawcie się państwem i ustrojem, ale władzy korporacji nie tykajcie!”.

 

Władza silna, czy tylko centralistyczna?

 

Ważniejsza od pytań referendalnych zaproponowanych przez prezydenta  Dudę  pozostaje więc kwestia – czy on sam i jego obóz polityczny są nie tylko chętni (bo to jasne), ale i czy są w stanie wprowadzić w Polsce władzę nie tylko silną, ale i sprawną? Oczywiście, zwolennicy PiS przytakną,  myląc siłę i sprawność z dążeniem do omnipotencji i centralizmu. Faktem też jednak jest, że akurat pisowscy zwolennicy referendów, choć kieruje nimi zapewne teraz czysty utylitaryzm, cele wyborcze i chęć do kopania obecnemu rządowi – pasują do psychologicznego profilu niektórych „bonapartystów”. Wymarzony (a nawet opisany w dokumentach programowych) system organizacji państwa wg PiS to bowiem wszechwładza urzędników i polityków, uszeregowanych i odpowiedzialnych pionowo. W takim zaś państwie faktycznie raz na jakiś czas można obywateli o coś zapytać – bo i tak całe wykonanie i interpretacja odpowiedzi należałaby do aparatu.

 

Problem polega bowiem na tym, że rozbudowane, pozbawione samorządu, elementów subsydiarności i komplementarności  państwo PiS-u może i byłoby zwieńczone władzą przekonaną o swojej sile – ale z pewnością nie byłaby to władza sprawna. Już nawet bez odwoływania się do kontrowersyjnego przykładu PRL i PZPR – ale warto przypomnieć w tej sytuacji dylemat tych konserwatystów, którzy po 1926 r. zdecydowali się udzielić mandatu zaufania sanacji uważając, że jaka by nie była – lepsza dla państwa jest władza silna. Perspektywa 13 lat rządów piłsudczyków zweryfikowała jednak ten wybór negatywnie. W okresie tym bowiem umocniono tylko rządy biurokratyczne, z samej swej definicji niesprawne, bo nieelastyczne i niezdolne do efektywnego reagowania zwłaszcza w zmiennych realiach ekonomicznych i międzynarodowych. W tym kontekście historycznym zestawienie: upowszechnienie instytucji referendum + wzmocnienie władzy centralnej przez PiS również i dziś nie równałoby się pożytkowi dla państwa.  Fałszywym państwotwórstwem jest bowiem rozdzielanie pomysłu od jego realizatorów.

 

Kto za zabijaniem dzieci?

 

Odwoływanie się do woli ludu ma jednak implikacje nie tylko ustrojowe, choć równie poważne. To czynnik praktyczny jest szczególnie istotny w warunkach polskich. Jednym z głównych postulatów „opozycyjnych”, z założenia w sposób oczywisty zbawczych dla Polski – jest pomysł zmiany ustawy o referendum poprzez zniesienie uprawnienia Sejmu do decydowania o rozpisaniu referendum na wniosek obywateli. Zwolennicy wprowadzenia obligatoryjności referendum na wniosek obywateli - muszą mieć jednak świadomość, że za zasadą – idzie konkret. Otóż nie ma wątpliwości, że po zmianie przepisów i uniemożliwieniu Sejmowi wrzucania do kosza pół miliona podpisów, pierwszym referendum, jakie się odbędzie - będzie to o ZNIESIENIE obecnego (i tak kulawego) ZAKAZU ABORCJI. I co gorsza – przy nastawieniu mediów i przesunięciu nastrojów społecznych – może to być referendum przegrane.

 

W ramach obecnie obowiązującego kompromisu trudno sobie wciąż jeszcze wyobrazić większość sejmową, która naruszyłaby aktualne zasady ochrony życia (choćby dlatego, by nie narażać się hierarchii duchownej, a także w ramach naturalnego dla partii władzy orbitowania wokół centrum, niechętnego rewolucyjnym zmianom w żądną stronę). Obligatoryjne referendum rozwiązałoby jednak ręce centowym kunktatorom, oglądającym się dotąd trwożliwie na biskupów i proboszczów. Radośnie przerzucono by odpowiedzialność na obywateli urabianych od 26 lat w imię rzekomej „wolności”.

 

„No ale przecież o to właśnie chodzi w demokracji!” - powie ktoś. Otóż nie, demokracja to tylko jedna z możliwych form rządu, potrzebnych do zapewnienia podstawowych wartości, w tym i prawa do życia. Igrając ze źle rozumianą i jeszcze gorzej ukierunkowaną „demokracją bezpośrednią” - łatwo te wartości naruszyć, a nawet zniszczyć. Czy naprawdę wszyscy zwolennicy jednego z wielu cudownych rozwiązań mających z miejsca uratować naszą ojczyznę, jakim miałoby być obligatoryjne referendum – są gotowi wziąć tę odpowiedzialność na swoje sumienia?

 

Dyktator – jedyny sojusznik

 

Spór między demokracją przedstawicielską a bezpośrednią pokazuje wyraźnie systemową sprzeczność, a w dodatku dotkliwy dysonans między oficjalną ideologią ludowładztwa, a jego. Skoro bowiem ogół słyszy i wierzy, że rządzi – to wymaga i złości się, gdy ktoś otwiera mu oczy na faktyczne relacje rządzących i rządzonych. Fałsz i absurdalność demokracji ujawniają się więc w momencie, w którym teoretycznie jako zasada miałaby triumfować. Cóż, to problem traktujących tę zabawę poważnie, mającym zdrowszy ogląd sytuacji pozostaje powtórzyć raz jeszcze, że  pragnąc upowszechnienia referendum – trzeba opowiedzieć się przeciw demokracji przedstawicielskiej, a za dyktaturą.  Dla tej pierwszej bowiem głosowanie ludowe jest tylko konkurencją i zagrożeniem. Dla drugiej zaś – może być elementem legitymizacji, formą uwiarygodnienia, czynnikiem mitotwórczym – słowem, wymierną korzyścią i interesem. Referendum to broń trzymana wspólnie przez obywatela i dyktatora – przeciw tyranii „demokraty”. Jeśli jednak dyktatora brak – dłonie obywateli są zbyt słabe, by narzędzie takie utrzymać i skutecznie nim operować.

 

I znowu bowiem – referendum bez silnej władzy, które po nie sięga w sprawach naprawdę ważnych i możliwych do ogarnięcia przez tzw. ogół – zamiast elementem wzmocnienia państwa staje się czynnikiem jego destabilizacji. Można się brzytwą ogolić, można poderżnąć gardło. Pamiętajmy o tym zanim po niskich podatkach i zmianach ordynacji – bezwzględne ludowładztwo okaże się kolejnym cudownym lekarstwem dla Polski.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Minus 5
    Sam bełkot. Silna władza - mokra woda itp.
  • ja pamietam2 refe renda
    Czy chcialbys jesć czarny chleb na d Morzem Białym ?
    Czy chcialbys jesć biały chleb nad Morzem Czarnym ?

    i

    wszyscy do chazarunii .
  • Przed 6 września w Sanhedrynie wielkie poruszenie
    To że brzytwa może zabijać, nie znaczy że w każdej łazience powinien siedzieć policjant. Mam nadzieję, że Pan też to dostrzega.

    Praktyka referendalna będzie się rozwijała, choć wtajemniczonych to boli. Zmieniać się będą relacje organów kontrolnych (parlamentów) do organów wykonawczych (rządów). Tak jak zmieniają się relacje mediów wertykalnych do horyzontalnych.
    Najłatwiej doświadczenie referendalne i konieczne dla nich kompetencje społeczne zdobywać w praktyce wspólnot lokalnych. I to się dzieje i bardzie działo i w Polsce i w Europie, poprzez różne formy "budżetów obywatelskich".
    Szczęśliwie zarówno poprzedni Prezydent jak i obecny, wyczuwają te wyzwania modernizacji Polski i dali nam szanse, sprawdzić siłę obywatelstwa.
    Oczywiście wiele w tym nieporadności a nawet mistyfikacji, ale teraz skupmy się na wykorzystaniu uchylonych drzwi a nie na spekulowaniu o zagrożeniach.
  • @Andrzej Madej 06:40:09
    Witam!
    Pana zdanie można pisać dużymi literami:

    "Teraz skupmy się na wykorzystaniu uchylonych drzwi, a nie na spekulowaniu o zagrożeniach".

    Serdecznie Pozdrawiam
    Klub Polskiej Demokracji Kwantowej Warszawa Wrocław
  • Naród bez własnej TV bedzie rolowany w bambuko !! tak jak dzisiejsze
    Naród bez własnej TV będzie rolowany w bambuko !! tak jak referendum
    6 września ! jest totalnie ZAMILCZANE ! przez żydowsko-mafijne media
    !
    wczoraj oglądałem studio wyborcze w TVP ! na 20 jakiś lewych komitetów , 2 komitety wydały z siebie głosy NA NIE ! +Kukiz na tak !! !
    Słowianie ! widać że cała para żydowskiej mafii idzie by OŚMIESZYĆ I ZNIECHĘCIĆ LUDZI DO GŁOSOWANIA W REFERENDUM 6 WRZEŚNIA !
    !
    Kukiz też się nie wysilił ! marnie to widzę !!!
    !
    !
    Ireneusz Tadeusz Słowianin lach ! 42 % frekwencja w referendum na zatwierdzenia Konstytucji z 1998 r ! pytam czy jest ta żydo-faszytowska konstytucja Kwaśniewskiego JEST WAŻNA ????? !!!!!
  • @ele 09:14:07
    https://www.youtube.com/watch?v=59ZvJ131OZ8
    Kukiz marzy repolonizować Polskę, i upodmiotowić Polaków, ale „Chcieć można mieć złotą gęś na łańcuchu”.
    Chcieliśmy wcześniej w Solidarności 1980 roku „Dobrobytu dla polskich dzieci”, ale w wyniku naszego pustego chciejstwa, polskie dzieci zaczęły uciekać z Ojczyzny.
    Dawni Wojownicy i obecni wojownicy nic nie zrobią, wszystko się rozejdzie bez dobrego systemu, działającemu skutecznie przeciwko bałaganowi, który Kukiz nazywa systemem:)))

    Ale, pomysł Kukiza na: decyzje oddolne i upodmiotowienie Polaków, a ich mężowie zaufania, konstytucja dla obywateli, czy ok!
    https://www.youtube.com/watch?v=F4qS6ylCOCE

    Serdecznie Pozdrawiam
    Klub Polskiej Demokracji Kwantowej Warszawa Wrocław
  • @goodness 08:35:03
    Tak ...
    w rameczki i nad łóżeczko ...
    Pozdro :)
  • a niby dlaczego
    "Już nawet bez odwoływania się do kontrowersyjnego przykładu PRL i PZPR"
    - PRL i PZPR miałyby być kontrowersyjne?
    Czyżby dlatego, że odbudowali Polskę z ruin? dali każdemu pracę i osłony socjalne?
    każdemu szansę na mieszkanie komunalne? że nie odbierano rodzicom dzieci z powodu biedy?

    A do czegóż to dążą dziś ci wszyscy patrioci?

    Czy nie do tego, by każdy Polak miał w kraju pracę?

    Czy nie do tego, by każdy Polak miał prawo do mieszkania?

    Czy nie do tego, by były osłony socjalne, urlopy płatne i zatrudnienie na czas nieokreślony?

    Czy nie do tego, by rodzice mieli realne prawa do własnych dzieci?

    Tego wszystkiego dokonano po wojnie dzięki pracy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, kierującej krajem i kontrolującej działanie administracji.
    Za PRLu człowiek nie był bezradny wobec samowoli urzędów. Wystarczył telefon/skarga wniesiona do sekretarza Partii w zakładzie pracy i sprawa była sprowadzana na właściwe tory.

    Oczywiście, Polsce potrzebna jest silna władza, najlepiej w postaci jakiejś partii narodowej z silnym przywódcą. Gdyby sprawność takiej partii była choć w połowie taka jaką miał PZPR, to odrodzenie Polski mogło by przybrać realny kształt.

    Dlaczego teraz nie jest możliwe naprawienie szkód poczynionych przez solidurnowatość?

    No a jak to zrobić?
    Jak przyznać, że praca była, ale ludzie jej nie chcieli? I teraz nagle to zrozumieli i tego ponownie chcą?
    Musieli by wówczas przyznać, że PRL był dobrze zarządzanym państwem. A takich odważnych w myśleniu to u nas jak widać nie ma.
    Co ma wyjść z takiego postępowania, że chce się mieć prawo do pracy i je jednocześnie zwalcza?
    Prawo do pracy to prawo do pracy. I system polityczny nie ma żadnego znaczenia.
    Tak samo ma się sprawa z zatrudnieniem na czas nieokreślony. W PRLu po 2-miesięczym okresie próbnym personalna przynosiła papiery do podpisania i już było się zatrudnionym na stałe. Nie trzeba było stawać na głowie żonglując pomidorami i jednocześnie śpiewać raperskie kawałki. Konstytucja gwarantowała prawo do pracy i tyle. I PZPR pilnował, by prawo to było przestrzegane.
    Czy na tym polega kontrowersyjność PZPRu?
    Czy może na tym, że nawet wysocy urzędnicy partyjni mieszkali w zwykłych mieszkaniach?
    Czy może na tym, że pobory partyjniaków nie były wyższe niż tych bezpartyjnych?
    Przeproście, Rodacy, za szkalowanie Ojczyzny - PRLu. Wtedy wasz los się odmieni. A tak to idziecie w zaparte i chcecie czegoś, co jednocześnie krytykujecie i odrzucacie jako "zbrodnicze".
    Żadna energia kwantowa nie pomoże, jeśli ludzie mają śmietnik w głowach.
  • @nana 16:52:47
    Witam!
    Wreszcie energia kwantowa pomoże wprowadzić kolory do Polityki.
    Każdy będzie widział kolor energii osób w służbie narodu, stanowiących prawo, egzekwujących prawo i będziemy widzieli, jaki kolor energii Nas broni.

    Szara TV niemodna i szara polityka też:)))

    Serdecznie Pozdrawiam
    http://m.neon24.pl/f88297ebfc42ec4e16b2fa36148c6ca4,1,1.jpg
    Klub Polskiej Demokracji Kwantowej

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30