Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
739 postów 328 komentarzy

Wszyscy Kowalscy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„Na wszystkich frontach - w kraju i poza, Na wszystkich lądach, we wszystkich obozach, W śniegach Norwegii, pod niebem italskim Leżą polegli nazwiskiem Kowalski.

 

 

Kowalski Jan – lotnik w RAF-ie,

Kowalski Józef – co padł w Warszawie,

Kowalski Wacław – był pod Lenino,

Kowalski Stefan – w Holandii zginął,

Kowalski Lech – z 1 Armii,

Kowalski Zygmunt – co bił się o Narwik,

Pod Monte Cassino, nad Lasem Schwarzwaldzkim -

Wszędzie ginął jakiś Kowalski!”

 

Trudno to sobie pewnie dziś niektórym wyobrazić, ale tę piosenkę  Jerzego Jurandotai  wyśpiewywał  Wojciech Siemion  z chórkiem (m.in. w postaci  Janusza Zakrzeńskiego  i  Józefa Nowaka) w 1969 r. Czy dziś ktoś pozwoliłby sobie w telewizji publicznej na podobne oddanie hołdu wszystkim poległym za Polskę?

 

Raczej piórem niż orężem

 

Należy pamiętać, że poza kampanią wrześniową – i do pewnego stopnia końcowymi akordami III Rzeszy,  nasz udział w II wojnie światowej był raczej polityczny, niż militarny. Mit „czwartej armii koalicji antyhitlerowskiej” nie dość, że jest nieprawdziwy, to jeszcze pozostaje tylko mitem, bo choćbyśmy faktycznie zmobilizowali więcej wojska niż Jugosławia i Francja (Chiny litościwie pomijając), to i tak przecież również i ich znaczenie wynikało nie tyle (a w każdym razie nie tylko) z ilości ludzi pod bronią – ale ze świadomości celów u przywódców – a przede wszystkim użyteczności i względnej choćby, czy czasowej zgodności tychże celów z interesami koncertu mocarstw.

 

W tym kontekście niemal wyłącznie mitotwórcze znaczenie mają „polskie” bitwy II wojny światowej, czy chodzi o nasz udział pod Narwikiem, nad Anglią, pod Monte Cassino – czy pod Lenino. Z punktu widzenia stricte militarnego przebiegu wojny –  w każdym z tych miejsc mogłoby Polaków nie być i nie miałoby to większego znaczenia dla losów tego konfliktu. Starcia te miały oczywiście pewne znaczenie dla sprawy polskiej – głównie właśnie jako deklaracje polityczne, stąd jedne okazały się ważniejsze od drugich. Tak więc o ile z punktu widzenia militarnego moglibyśmy niemal wszystkie pominąć (pozostawiając może tylko te, które zadecydowały o naszej klęsce we wrześniu 1939 r. i te, w których nasz udział był przynajmniej zauważalny, zwłaszcza podczas operacji pomorskiej, berlińskiej, czy łużyckiej), o tyle jeśli poddajemy je analizie polityczne – to wszystkie winniśmy brać pod uwagę.

 

Najważniejszy cel – przetrwać!

 

Od tego jednak która racja jest raćsiejsza – być może jeszcze istotniejszy jest czynnik świadomościowy. Banałem jest przypominanie, że jednym z wielkich osiągnięć narodowych po 1956 r. i częściowym choćby przełamaniu stalinizmu w naszym kraju – było doprowadzenie do sytuacji, w której faktycznie  „krew przelana za Polskę miała jedną cenę”, tzn. chociaż symbolicznie i deklaratywnie zaczęto uznawać za równoważny cały wysiłek zbrojny, wyzwoleńczy narodu polskiego. I choćby nie wiem jak trudno było w to uwierzyć – to naprawdę już w latach 60-tych nie było nawet w czynnikach władzy wątpliwości w tym zakresie, a szeregi ZBOWiD-u były otwarte dla (prawie) wszystkich. Jasne, że dziś właśnie o to „prawie” chodzi, o wykluczenie poza tak rozumiane pojednanie narodowe części (ale tylko części!) konspiracji nacjonalistycznej, zwłaszcza tej, która kontynuowała działalność zbrojną po wojnie. Sęk w tym, że przecież środowisko to samo się poza takim „obozem zgody” od początku stawiało, negując możliwość przyjęcia do wiadomości status quo, także geopolitycznego, obejmującego Polskę. Mówiąc brutalnie – zamiast Polskę odzyskiwać, „polonizować”, naprawdę nieliczni uparcie ją negowali. Tym samym w pewnym stopniu (wbrew pewnie własnym marzeniom), czynili podglebie dla współczesnej III RP, która też jest przecież wszystkim tylko nie tym, o co naprawdę walczyli!

 

Wracając jednak do lat wojny - żeby być dobrze pojętym, nie bagatelizując bynajmniej heroizmu i ofiarności żołnierzy PSZ na Zachodzie, ani AP w ZSSR, odwołuję się do zdrowego rozsądku, który podpowiada, że  tak jak Polska utraciła swą suwerenność przyjmując w marcu 1939 r. gwarancje brytyjskie, tak ani przez moment przez następne lata i dekady (praktycznie do dziś dnia) nie jest jej w stanie samodzielnie odzyskać.  Mogła natomiast optymalizować swoje położenie polityczne, także dokonując demonstracji militarnych. Stąd też bez większego znaczenia jest np. i ile wojska generał  Sikorski  uratował po kapitulacji Francji, i że mogliśmy uniknąć zdobywania Monte Cassino (o czym gdzie indziejii), natomiast faktycznie pewien sens miała pozbawiona większej wagi wojskowej bitwa pod Lenino. Per saldo jednak dla Polski albo mówmy o wszystkich tych zdarzeniach, no albo nie mówmy o żadnym, ale wyjaśniając dlaczego. Nie naśladujmy zaś w jednostronnej propagandzie tych obcych narodowi stalinistów, którzy najpierw też podzielili polskie bitwy na „słuszne” i „niesłuszne”, a potem udowodnili, że najchętniej pozbyliby się krwawo wszystkich walczących za Polskę, niezależnie skąd przyszli i w jakim mundurze.

 

Podobnie rzecz się ma z historią okupacyjną.  Za równie szkodliwe dla przetrwania substancji narodowej należy uznawać wszystkie nieprzemyślane i nie wymuszone absolutną koniecznością akcje podziemia, nieważne czy o proweniencji londyńskiej, narodowej, czy komunistycznej. W istocie z niewielkimi wyjątkami – z tak restrykcyjnie rozumianej oceny pod kątem zgodności z interesem narodu i koniecznością jego biologicznego istnienia - obronną ręką wyszłoby chyba tylko Powstanie Zamojskie (w którym zgodnie walczyli zresztą BCh-owcy, AK-owcy GL-owcy i inni). Pomniki wyższe od tych gór za postawę pod okupacją powinni mieć tacy zapomniani bohaterowie, jak  Adam RonikierLudwik Christians, jak herosi codziennego dnia z RGO, PCK, instytucji kościelnych, którzy pozwalali ludziom przeżyć, zamiast wysyłać ich na śmierć, skazując przy tym setki i tysiące zakładników.

 

Wspólny cel – i wspólny wróg

 

Skoro jednak przynajmniej dla potrzeb wychowania patriotycznego młodzieży – przywołujemy przede wszystkim tych walczących z bronią w ręku, dokonujących aktów sabotażu i dywersji – to znowu, traktujmy ich równo, bo przynajmniej intencyjnie wszyscy oni chcieli przybliżyć dzień wyzwolenia, niezależnie od tego jaki ustrój chcieli wprowadzić już po tym dniu. Pamiętajmy też, że w latach 60-tych głosząca program patriotycznego pojednania frakcja „Partyzantów” była w wyraźnej przewadze wobec środowisk, które z represji stalinowskich wyszły osłabione, przetrzebione i ledwie amnestionowane. A mimo to, także we własnym interesie, ale i dla wyższych racji – wyciągnięto rękę i podniesiono tych upodlonych. Czy dziś czując się (przynajmniej pozornie) silniejszymi – to właśnie poczuwający się do dziedzictwa bliższego  Andersowi niż  Berlingowi, nie powinni postąpić tak samo, przynajmniej symbolicznie, uznając całość i jednorodność dziedzictwa walki o Polskę? Wszak wówczas jednoczyło nie tylko podobne doświadczenie – ale i  wspólny wróg, niedobici bynajmniej staliniści, obcy tradycji polskiej w jakimkolwiek jej wydaniu. Czy dziś, na dobrą sprawę, wróg się zmienił? Akurat ci, którzy wciąż usiłują krzyczeć „precz z komuną” przynajmniej to powinni zrozumieć doskonale!

 

Reasumując – bić się potrafi każdy głupi (zwłaszcza jeśli jest Polakiem). Jak, kiedy, z kim i o co się bić – rozumieją nieliczni (zwłaszcza wśród Polaków). Uczyć się powinniśmy właśnie od tych drugich, przynajmniej jeśli mamy ambicję wpływać na dalsze losy naszej ojczyzny. Dla przeciwdziałania nihilizmowi, wynarodowieniu, zobojętnieniu na i tak spatynowane opowieści z dawnych wieków, dodatkowo jeszcze obciążone piętnem podziałów i rozbijania narodu – jeśli już wynosimy na pomniki tych walczących, to w dobrze pojętym interesie narodu – przynajmniej wszystkich. Wszystkich Kowalskich

 

Konrad Rękas

i„Saga rodu Kowalskich”, tekstJerzy Jurandot, muzyka Jerzy Wasowski

KOMENTARZE

  • Kultura pamięci
    Bardzo nam brakuje ukazywania jedności losu Polskich rodzin w dziejach narodu skazanego przez przywódców obu walczących bloków militarnych na polityczny niebyt.

    Pana tekst jest szczególnie cenny, dla uwzględnienia w naszej domowej edukacji historycznej (obywatelskiej), tragicznego doświadczenia programowej eksterminacji (ludobójstwa) od swoich sąsiadów. Bez tej ponurej prawdy, nasz rodowód polityczny traci autentyzm i poddaje się doraźnym "politykom historycznym".

    Uważam, że dzięki cyfryzacji bibliotek pamięci i przyjęciu samokształcenia w rodzinie jako zasady dla "edukacji przez całe życie", wychowanie patriotyczne zacznie wchodzić w zadania domowej edukacji,

    Dzięki za to ujęcie i bądźmy dobrej myśli ...

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLSKA

    Przekręt Ziobry

    Który lobbysta motoryzacyjny dał w łapę ministrowi sprawiedliwości za wyczyszczenie wtórnego rynku aut w Polsce? czytaj więcej

  • POLSKA

    Pał/jac

    Jedno jest pewne. Jeśli nawet naprawdę ktoś kiedyś rozwali Pałac Kultury - to przecież nie dlatego, że to "relikt komuny", tylko ze względu na łapówkę od jakiegoś banku czy developera za warte miliardy miejsce w centrum Warszawy. czytaj więcej

  • POLSKA

    Murzyn niepodległości

    Marsz jak to marsz – przeszedł sobie. Wprawdzie próbuje się na siłę kreować wokół niego aurę skandalu – tymczasem MN po prostu wypełnił swoją rolę jako forma świętowania historycznej różnicy czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930