Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
739 postów 328 komentarzy

Kolejny rząd kontynuacji

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Centroprawica rządziła już w Polsce trzy razy (w czterech, czy licząc inaczej pięciu rządach) za każdym razem z marnym skutkiem, tak dla siebie, jak dla kraju.

 

Głównie dlatego, że prezentując się jako siła antyukładowa, niosąca za sobą jakąś zasadniczą zmianę jakościową – tzw. prawica post-solidarnościowa nie różni się ani w swej genezie, ani formacji intelekturalno-ideowej, ani powiązań międzynarodowych od pozostałych sił politycznych III RP.

 

Kłopotliwe dziedzictwo

 

Rząd  Jana Olszewskiego  miał być „rządem przełomu”, formowanym w rzekomej kontrze  zwłaszcza do polityki społeczno-gospodarczej realizowanej przez  Leszka Balcerowicza  w gabinetach  Tadeusza Mazowieckiego  i  Jana K. Bieleckiego. Tymczasem ekipa PC-ZChN i mniejszych formacji chadeckich nawet nie podjęła próby zmiany kierunku przemian, czy choćby wstrzymania dokonywanej wówczas w dalszym ciągu złodziejskiej prywatyzacji. Mimo to, zupełnie bez żadnego związku z rzeczywistością, za to w zgodzie z obowiązującą linią propagandową – rząd Olszewskiego, a zwłaszcza jego upadek - stanowią do dziś jeden z mitów założycielskich całego obozu, mający dowodzić jego szlachetnych intencji i dobrych chęci, a nie hipokryzji, nieudolności i braku zdolności kierowania państwem. Co ciekawe zresztą, ZChN-owska część centroprawicy praktycznie od razu odnalazła się w kolejnym rządzie  Hanny Suchockiej, bez krępacji partycypując w neoliberalny wykańczaniu Polski.

 

Tym bardziej również centroprawicowy rząd  Jerzego Buzka  (w którego skład wchodzili także obecni prominentni politycy PiS) w żaden sposób nie może być uznawany za gabinet „dobrej zmiany”, który ponoć dziś tworzy  Beata Szydło pod kierunkiem  Jarosława Kaczyńskiego. Koalicja AWS-UW jest zresztą dla dzisiejszej centroprawicy wspomnieniem krępującym, nie tylko ze względu na jawną wtedy jedność obozu post-solidarnościowego dekomponowania Polski, ale także jako dowód na wspólną genezę PO i PiS-u, partii, które już po rozpadzie AWS zgodnie i z jednej listy, bez żadnych większych różnic programowych startowały chwilę później do sejmików wojewódzkich. W istocie ekipa Buzka-Balcerowicza (a potem i Kaczyńskiego) zmieniała Polskę – ale tylko na gorsze, żeby przywołać choćby nieszczęsną reformę oświaty (dzielnie wtedy wspieraną przez obecnych PiS-owców z  Antonim Macierewiczem na czele, trzymanym w przedpokoju AWS, więc wyjątkowo gorliwym w popieraniu wszystkich, nawet najfatalniejszych pomysłów koalicyjnych). Pod względem społeczno-ekonomicznym była to katastrofa równie wielka, podobnie jak i na płaszczyźnie międzynarodowej. Na obu tych polach kontynuowano płaszczenie się przed oligarchami i przywódcami zachodnimi, w żaden sposób nie reprezentując, ani nie chroniąc polskiego interesu narodowego, a często działając wprost przeciw niemu (co piętnowali nieliczni, by wspomnień tylko pamiętne protesty  Gabriela Janowskiego).

 

Rząd i cała formacja AWS-owska (a raczej ta jej część, która nie przemalowała się na PiS, czy PO) odchodziły w 2001 r. w wyjątkowej niesławie, ponosząc klęskę wyborczą jakiej nie doświadczyła bezpośrednio po okresie swej władzy żadna partia czy koalicja w III RP. A przecież – o czym zbyt rzadko się dziś pamięta,  zwycięstwo Akcji w wyborach 1997 r. niemal powszechnie przyjmowane było jako powiew świeżości  i korzystna odmiana po arogancji i rozpasaniu panującej niepodzielnie lewicy i PSL. Niestety, nie zapeszając wydaje się, że zmęczenie 8-letnimi rządami PO-PSL w bardzo podobny sposób upiększa nastawienie części patriotycznej opinii publicznej wobec nowego rządu PiS.

 

Zmyłka Kansas City

 

Tymczasem przypomnijmy sobie jak było z poprzednimi Radami Ministrów o składach podyktowanych przez J. Kaczyńskiego. Wbrew pozorom nie ma nic ani dziwnego, ani strasznego np. w powołaniu A. Macierewicza na ministra obrony narodowej, bo w końce ludzie głosowali na partię, którą jest wiceprezesem, więc niby czemu nie miałby wchodzić do rządu? Dużo większym oszustwem było skonstruowanie w 2005 r. całej wizji PiS jako obrońców „Polski solidarnej” w opozycji do „liberalnej” - a potem oddanie polityki ekonomicznej państwa w ręce prof.  Zyty Gilowskiej!

 

Sądzenie jaka będzie polityka rządu PiS-u po składzie gabinetu wydaje się równie zwodnicze, jak opieranie się na pomysłach zgłaszanych w kampanii wyborczej. Większość z nich przypomina nieco suplementy diety – to znaczy nie wnosi niczego do rozwiązywania problemów narastających latami. Właściwie poza słusznym pomysłem kontr-reformy szkolnictwa oraz równie prawidłowym, acz mocno spóźnionym i nie stanowiącym póki co elementu większej całości postulatem obłożenia wielkich sieci handlowych podatkiem od obrotów – niewiele więcej o zamiarach PiS-u wiemy.

 

Obniżenie wieku emerytalnego to jeszcze nie reforma ubezpieczeń społecznych, podobnie jak i likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia nie odpowie na pytania jak zmieniać ubezpieczenia zdrowotne by znaleźć dodatkowe pieniądze w systemie ochrony zdrowia. Dobrym pomysłem jest wycofanie się z odrębności Prokuratury Generalnej – bo zamiast być apolityczną (jak populistycznie zapowiadano) o mało nie obaliła ona w Polsce rządu (co z tego, że fatalnego). I tak dalej, i tym podobne – można dyskutować o „500 zł na dziecko”, o „kwocie wolnej”, ale to wszystko nadal nie składa się na jakąś spójną wizję co dalej z Polską. Póki co nadal mamy więc mieć chyba do czynienia z  typowym dla III RP kontynuacyjnym zarządzaniem, w granicach pozostawianych nam w związku z brakiem faktycznej suwerenności gospodarczej i geopolitycznej.

 

Igrzyska międzynarodowe

 

Trochę więcej o tym jaki może być PiS-owska władza mówi nam natomiast ruchliwość prezydenta, który kręci się po Europie nieco chaotycznie, byle tylko dowieść, że „jest aktywny”. Jak się to ma do podejmowania konkretnych decyzji – widzimy na przykładzie pierwszego sporu o szczyt maltański. W ogóle wydaje się, że PiS nie wyciągnął wniosków z poprzedniego okresu swoich rządów, wciąż naiwnie licząc na jakiś „okres przejściowy”, czy sfery, których rząd i prezydent nie będą atakowani. Tymczasem - jak widać z „afer” z Maltą i ministerium Macierewicza – nikt PiS-owi nie zamierza zostawiać żadnego czasu na złapanie oddechu i żadne wołanie „zamawiam!” nie wchodzi w rachubę.

 

To może tylko zwiększyć upór władzy w „osiąganiu sukcesów międzynarodowych”, które to dążenie stoi w jawnej dysproporcji do faktycznej pozycji Polski. Decydenci III RP mogą więc wyżywać się na wszechświatowego znaczenia wizytach w Estonii, gawędzić o pogodzie z prezydentem Francji, czy brylować na mini-szczytach NATO-wskiej drobnicy. W istocie jednak nie ma np. większego znaczenia czy ministrem obrony jest A. Macierewicz czy  Jarosław Gowin, skoro i tak rządzić on będzie co najwyżej swoim gabinetem i tłumkiem generałów, a byle rakiety nie odpali, ani samolotu nie poderwie bez decyzji amerykańskiego nadzoru, czyli jakiegoś pana sierżanta siedzącego przy telefonie w kwaterze Paktu.

 

A mimo to, a może właśnie dlatego, choćby wraz z wyczerpywaniem się pomysłów na to co można by jeszcze odkręcić w kraju – igrzysk na forum zagranicznym może być więcej. W ten sposób łatwiej będzie bowiem pozorować naśladowanie „linii  Orbana”, a przede wszystkim mówić o „rozwijaniu dziedzictwa  L. Kaczyńskiego”, co jest przecież głównym, by nie rzec jedynym celem gabinetu B. Szydło i prezydentury A. Dudy.  Apogeum takich pozorowanych zabiegów będzie zapewne przyszłoroczny szczyt NATO w Warszawie, niezależnie od wyników (?) skazany wręcz na bycie historycznym sukcesem tysiąclecia dla Polski.

 

W oczekiwaniu na ten oczywisty triumf – do polityki nowego rządu można i należy podchodzić ze spokojem, chwaląc jeśli zdarzy się coś dobrego i nie dziwiąc nadmiernie, gdy coś iście po polsku pójdzie jak zwykle źle.  Żaden z poprzednich centroprawicowych gabinetów nie zrobił niczego pożytecznego dla Polski, szkodząc (może poza bezkonkurencyjnym w szkodnictwie rządem Buzka) na poziomie równym innym administrującym naszym biednym krajem w ostatnich 25 latach. W ogóle zresztą prawica post-solidarnościowa nie zrobiła zbyt wiele, mając jakby genetycznie wbudowaną nieumiejętność budowania jakichś trwałych konstrukcji programowych. I nic dziwnego zresztą, biorąc pod uwagę kto zrządzeniem historii pełni obecnie obowiązki prawicy w Polsce...

 

Brak spójnego pomysłu na kierunek polityki państwa (zwłaszcza gospodarczej), „zmiany” zamiast „reform”, po których w zasadzie wszystko w III RP pozostanie takie samo, próby igrzysk na arenie międzynarodowej i może trochę spektakularnych aresztowań w walce z układem i agenturą – to na razie wszystko, czego można spodziewać się po „nowym rządzie”. Słowem – nic nowego. III RP trwa sobie w najlepsze dalej.

 

Konrad Rękas

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • Banderowcy widzą nowy rząd w RP jako sojuszniczy w ich walce
    Tymczasem nastroje elektoratu PIS z prowincji są przeważnie mocno antybanderowskie. Prawda zwycięży.
  • Ktoś powiedział zgadzam się z nim!!
    "Nie sposób tu dziś – dla skromności miejsca – szerzej argumentować i bardziej dowodnie snuć ten czarny scenariusz. Tak czy inaczej, wypływają zeń dwa praktyczne wnioski. Z jednej strony należy utrudnić zwycięzcom tych wyborów odegranie wyżej opisanej skrótowo roli „żyranta” obcego dyktatu. Należy to czynić, trzymając polityków i urzędników zwycięskiego obozu za słowa, których tyle w minionej kampanii o „interesie narodowym” wypowiedzieli. A z drugiej strony – należy stanowczo przeciwstawić się wszelkim akcjom politycznym, które prowadzić mogą do wysadzenia w powietrze tego układu władzy.
    Powiedzmy to wyraźnie: każdy, kto teraz grać będzie na skrócenie kadencji Sejmu, będzie – nieważne, czy z wyrachowania czy z czystej głupoty – agentem cudzego interesu."

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLSKA

    Przekręt Ziobry

    Który lobbysta motoryzacyjny dał w łapę ministrowi sprawiedliwości za wyczyszczenie wtórnego rynku aut w Polsce? czytaj więcej

  • POLSKA

    Pał/jac

    Jedno jest pewne. Jeśli nawet naprawdę ktoś kiedyś rozwali Pałac Kultury - to przecież nie dlatego, że to "relikt komuny", tylko ze względu na łapówkę od jakiegoś banku czy developera za warte miliardy miejsce w centrum Warszawy. czytaj więcej

  • POLSKA

    Murzyn niepodległości

    Marsz jak to marsz – przeszedł sobie. Wprawdzie próbuje się na siłę kreować wokół niego aurę skandalu – tymczasem MN po prostu wypełnił swoją rolę jako forma świętowania historycznej różnicy czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930