Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
741 postów 332 komentarze

Trzej panowie M.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W gruncie rzeczy Macierowiczowi, Michnikowi i Mariuszowi Kamińskiemu chodzi o to samo.

 

Z jednej strony wyborcy PiS mają trochę racji podnosząc, że ich partia miałaby niewielkie szanse na sformowanie gabinetu z takich swych przedstawicieli, którzy by jakoś szczególnie odpowiadali akurat GW czy TVN. Z drugiej jednak strony trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie tego dokonano. Co więcej zaś, że także kolejne ruchy, od nominacji A. Macierewicza, po ułaskawienie M. Kamińskiego zarówno zaspokajają podstawowe potrzeby elektoratu PiS – jak i pewnym stopniu konweniują z zamiarami establishmentowej opozycji.

 

Prawe to i sprawiedliwe

 

To paradoks, ale tylko pozorny. Tłumacząc od końca – skład nowego rządu, exposé pani premier, wystąpienia prezydenta - wszystko to gwarantuje, że w żadnej istotnej dla przyszłości Polski kwestii: przynależności do struktur europejskich i NATO, uległości wobec polityki amerykańskiej, zasadniczych zrębów struktury kapitałowej polskiej (?) gospodarki, interesów międzynarodowej finansjery (poważniejszych niż te parę groszy z podatku bankowego, czy marketowego) –  zostanie nad Wisłą zachowane status quo. W tym sensie trzej Panowie M. -  Macierewicz,  Mariusz Kamiński Michnik na dodatek – chcą przecież tego samego.

 

Z kolei elektorat PiS wreszcie może wygrzać się w słoneczku nie tylko samej zmianie, ale i nasycać się błogim mruczeniem: „polityka historyczna”, „godność narodowa”, „dobre imię Polski”, „nasze interesy”. Przede wszystkim zaś wyborcy mogą czuć się usatysfakcjonowani w swym  poczuciu sprawiedliwości społecznej, znacznie ważniejszej, bo subiektywnej, niż „zwykła” praworządność.

 

Zrozumienie co jest „sprawiedliwe” z punktu widzenia wyborcy PiS-u - jest kluczowe dla wychwycenia prawidłowości propagandowych zagrań tej partii. Otóż sam  Jarosław Kaczyński  wygrał przecież wybory – bo było to właśnie sprawiedliwe, skoro „brata mu zabili”. Pojęcie subiektywnej słuszności łączy się w tym zakresie z potrzebą zadośćuczynienia za prawdziwe czy wyimaginowane krzywdy. W tym też kontekście można widzieć ułaskawienie M. Kamińskiego, odbierane przez elektorat jako „sprawiedliwa naprawa krzywd za prześladowania, jakich ten patriota doświadczył z rąk układu”. Odwołując się do procedur zgłaszający zastrzeżenia do aktu łaski naprawdę nie potrafią się wczuć w tych Polaków, którzy bez żadnej wątpliwości uważają każdy wyrok za możliwy do kupienia lub podyktowania przez władzę, każdy przetarg za ustawiony, każdy konkurs za rozstrzygnięty przez rozpisaniem. Co ciekawe zresztą w co najmniej wielu przypadkach to ten wiecznie sceptyczny ogół ma rację, a wątpiący popadają w grzech naiwności lub umyślnej ślepoty...

 

Paradoksem prawdziwym jest natomiast, że popadło akurat na M. Kamińskiego, który z J. Kaczyńskim dzieli przekonanie, że to, co czyni – jest z definicji dobre, służy bowiem wyższemu celowi, czyli własnej władzy – bo ta z kolei jest najlepsza dla Polski. Zachodzi tu zresztą interesujący dysonans między deklaracjami tego segmentu elektoratu, który głośno domaga się jakieś hiper-praworządności wyższego rzędu, a z drugiej strony akceptuje, że akurat J. Kaczyński mógłby bez wahania podpisać się pod upoważnieniem wręczonym w „Trzech Muszkieterach”  Milady  przez kardynała  Richelieu: „z mojego rozkazu i dla dobra państwa właściciel tego dokumentu uczynił to, co uczynił”. W tym sensie J. Kaczyński mianował A. Macierewicza i kazał  A. Dudzie  ułaskawić M. Kamińskiemu bo mógł i ujrzał to pożytecznym, a lud PiS-owski zgodnie uznał, że to godne i sprawiedliwe (żartem już na innym poziomie, że zaspokojeniem „patriotycznych” i „prawicowych” potrzeb było akurat powołanie do rządu KOR-owca i ułaskawienie socjal-lewackiego, ateistycznego bojówkarza...).

 

Dlaczego teraz

 

Czemu jednak działania takie, wywołując wszak falę krytyki ze strony głównonurtowych mediów i nie mniejszy wysyp memów – są w istocie po myśli wymieniającej się z PiS-em części establishmentu? Zastanówmy się chwilę, A. Macierewicz i M. Kamiński nie przestraszą przecież własnego twardego elektoratu. Straszyć nimi można natomiast tę dziwną w swych motywach grupę, która chcąc tylko, żeby było lepiej (a w sumie – trochę inaczej) miota się między głównymi partiami nie rozumiejąc, że ciągle powtarza te same błędy. To oni (czy ich starsi odpowiednicy) dali zwycięstwo PO uznając Kaczyńskich za „kartofle”, by po 8 latach uznać nagle za obciachowych  Bronka  i cwaną babę z Radomia. W obu przypadkach zresztą wyborcy ci mieli rację, szkoda tylko, że nie zachowali obu wniosków jednocześnie.... Tę właśnie grupę z czasem będzie można przekonać (bo to w sumie też nie trudne...), że szef MON i koordynator służb to osoby niezrównoważone i na dłuższą metę niebezpieczne dla równowagi państwa. A to właśnie to bagno przerzucające swe poparcie – daje establismentowi niezmienną od 26 lat władzę w naszym kraju.

 

Przy okazji zaś mamy odpowiedź na pytanie dlaczego A. Macierewicz został ministrem, a M. Kamińskim niewinnym człowiekiem już teraz, a nie np. w połowie kadencji. Na razie bowiem nie tylko „wierzący”, ale także ogół wyborców PiS, choćby dla utwierdzenia się w słuszności dokonanego wyboru – jest na etapie „dajcie im szansę... jak możecie krytykować już teraz....! dajcie się wykazać...” itd. Przełknie więc wiele, podczas gdy z czasem zaczną kolejno odpadać, a w każdym razie słabnąć kolejni niecierpliwi, zawiedzeni, oszukani. Co więcej, na tym etapie i B. Szydło, i A. Duda wykonają każdy rozkaz Prezesa. Z czasem może pojawić się u nich refleksja nad indywidualnymi kosztami, na zasadzie „a co ja z tego będę miał/a...? mam jeszcze w miarę niezłe notowania, po co mi tamci....?” i wreszcie „Prezes nie jest wieczny, nie wychylajmy się, ale kto wie, za jakiś czas...!”.

 

Na razie rząd, partia i prezydent rozpisali sobie robotę na mniej więcej rok, tyle bowiem zajmie dojście do realizacji zapowiedzi z exposé i co głośniejszych deklaracji kampanijnych. W międzyczasie zapewne dojdzie też do wyborów samorządowych i rozwalenia Prokuratury Generalnej, no i na pewno – do szczytu NATO w Warszawie. Co będzie dalej – nie wiadomo, perspektywa dłuższa niż rok to zresztą i tak rzadkość we współczesnej polityce w Polsce. Zresztą, przecież zawsze może wybuchnąć wojna i w ogóle nie trzeba się będzie zastanawiać nad przyszłością.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Pisane
    na kolanie po wczorajszyych paru głębszych. Zwykle stać pana na coś lepszego.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930