Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Zabójstwo Adamowicza Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
857 postów 406 komentarzy

Jak zniszczono Teatr w Budowie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Gierek zbudował - Palikot rozwalił, czyli inwestycje kulturalne po lubelsku.

 

 

Kłamstwem jest twierdzenie obecnych władz województwa lubelskiego, że "po 40 latach dokończyły Teatr w Budowie"i. Wprost przeciwnie, mając w ręku gotowy plan i kosztorys faktycznego dokończenia tej inwestycji - koalicja PO-PSL (pod patronatem Palikota i niestety przy udziale części PiS-u...) zdecydowała się ZBURZYĆ jedną z największych scen w Polsce i postawiła na jej miejscu nie wiadomo co - ale na pewno nie teatr.

 

Zbudujcie nam cokolwiek

 

Mamy do czynienia z ewenementem nawet jak na himalajskie standardy polskich absurdów. Oto bowiem kazano zaprojektować, a następnie wybudować gmach - nie mając pomysłu odnośnie jego przeznaczenia. Tłumacząc najprościej: przeważnie zleceniodawca ma jakiś pomysł, woła więc do siebie architekta i mówi mu: panie S., tu są pieniądze, zbuduj mi pan za nie dom, oborę, fabrykę, teatr, ubojnię dla cieląt* (niepotrzebne skreślić). I architekt jak umie – tak buduje. W Lublinie jednak niczym  Bronek Talar w serialu „Dom” - „chromolą sanację i budują po nowemu”. Wzięto więc architekta S. i tak mu powiedziano: mamy te oto miliony i nazwę, której nikt nie rozumie. Pan wymyśl co tu zbudować... I tak się też stało. W ten sposób miejscu teatru - czyli czegoś ze sceną, mechanizmami scenicznymi, rękawami, wrotami, garderobami dla artystów, określoną dostępnością, a także akustyką i widocznością dla widzów -  wzniesiono CÓŚ.

 

Zalecenia były - jak się okazuje proste: ma się jakoś kojarzyć z kulturą, a - i mieć to wielkie, puste, no tę, salę z tymi deskami w środku. I tak zbudowano. W starym, zburzonym budynku były jakieś wielkie drzwi z boku - ale w nowym okazały się niepotrzebne, bo to przecież nie teatr, tylko CSK, więc po co dekoracje na scenie? Po co obok sceny takie puste miejsce, przecież to z widowni nie widać? Więc scena jest z jednym tylko rękawem. W starym budynku były jakieś pokoje i śmiesznie dużo łazienek, ale nikt nie wiedział, że to się nazywa garderoby i czasem się przydaje, więc w CSK już ich nie ma. Zamiast tego jest dziura między dwiema ulicami, bo i tak jest tam za dużo miejsca, z którym nie wiadomo co robić. Tą dziurą - "Aleją Kultur" - będą sobie teraz chodzili występujący na nowej wielkiej scenie, o ile nie zapomną kart magnetycznych, bo inaczej nie wejdą i nie zgrają.

 

Co jeszcze zniszczono

 

O zniszczeniu sceny obrotowej nie warto już nawet mówić, żeby zrozumieć co zrobiono któryś z decydentów musiałby być w teatrze nie tylko na wyborach miss czy balu sportu. Znowu, tłumacząc laikom (takim jak kolejni marszałkowie, którzy jednak okazywali się odporni na wiedzę) - zasadniczym nieporozumieniem jeśli chodzi o scenę obrotową, jest rozumienie przez nią samego stalowego mechanizmu. Tymczasem chodziło o całą konstrukcję budowlaną umożliwiającą nie tylko ruch samej sceny (a nie tylko nakładek na nią - jak będzie teraz), ale także operowanie kilkunastoma zapadniami, tworzącymi przestrzeń sceniczną. Polecenie nie brzmiało więc "wyrzućcie to stare żelastwo!" (jak się wydawało np. marszałkowi  Hetmanowi  z Peezel), tylko "zalejcie betonem unikalną konstrukcję i zróbcie byle co".

 

Nie mówimy zresztą o przypadkach, ale celowym i świadomym dziele destrukcji, bo już na etapie projektowania i budowy NOWEGO gmachu – przedstawiciele inwestora i sam architekt dalej „chromolili sanację” opowiadając, że teraz w teatrach dekoracje to przeżytek, bo wystarczą multimedia – więc nie ma magazynów by je przechowywać. Przeżytkiem są też własne pracownie krawiecki czy stolarskie, bo przecież kostiumy można do każdego spektaklu oddzielnie kupować na wolny rynku – więc zniszczono nawet już istniejące pomieszczenia pracownicy Teatru Muzycznego, który wracając na „stare śmieci” (bo dotychczas użytkowaną część od ul. Skłodowskiej tylko zdewastowano, a nie zburzono) – ma teraz mniej powierzchni, a miejsce na pracownie musi wynajmować komercyjnie „na mieście”.

 

Wyrzućcie wszystko!”

 

Przykładów podobnej bezmyślności jest więcej. Identycznie jest z brakiem akustyki wielkiej sceny, ze zniszczeniem jej (wraz z ograniczeniem przestrzeni) w sali Filharmonii Lubelskiej, z dewastacją sali Teatru Muzycznego (pozbawienie lóż widoczności), z wyrzuceniem sprzętów obu instytucji (bo nikt w Urzędzie Marszałkowskim nie wiedział np. co to są pulpity orkiestry, więc uznano je za niepotrzebne). Z usunięciem systemu inspicjenckiego operetki, w związku z czym artyści Teatru będą słyszeć wołania na wielką scenę, ale sami będą się zwoływać szkolnym dzwonkiem. Z zamurowaniem pomieszczenia, które miało być studiem nagrań Filharmonii. Słowem z efektami jednej decyzji – że o kształcie budynku nie decydował ani g... się znający zamawiający (czyli kolejni marszałkowie, od  Zdrojkowskiego z PiS, przez Grabczuka  z PO, wspomnianego Hetmana – po dostającego te cały kram w spadku nieszczęsnego kolejnego ludowca  Sosnowskiego), ani fachowcy – tylko jakiś zadufek z poziomicą, pyszny, bo chroniony przez wielki gust artystyczny samego  Janusza P., przez lata niekwestionowanego guru  i sponsora (za cudze pieniądze) lubelskiej pseudo-kultury.

 

To wszystko są jednak tylko (?) elementy wyjątkowo żałosnego kabaretu, zrozumiałe w sumie tylko dla zainteresowanych artystów i świadomych widzów. Z kolei dziwactwo estetyczne, jakim jest CSK - to pewnie kwestia gustu, choć forma jaką nadano nowemu obiektowi i resztkom po starym fatalnie rzutuje też na ich funkcjonalność. Dość spojrzeć na równie cudnej urody Lubelski Park-Naukowo-Technologiczny, tego samego autorstwa. Tak, tak, to ten budynek, co to wszyscy myślą, że on się ciągle buduje, a to tak ma być. On też nie nadaje się do niczego, też każdy wchodząc tam ma odruch szukania kasku, jak to na budowie, to on grał w klipach wyborczych Palikota. Przede wszystkim jednak przez ostatnie 3 lata grał tam Teatr Muzyczny - i stąd wiadomo, że surowy beton, ulubiony materiał architekta Stelmacha, którym wykończono też (dosłownie) Centrum Spotkania Kultur – pyli się, chłonie dźwięk, ale przede wszystkim wilgoć, w efekcie czego przesusza powietrze i praktycznie uniemożliwia prace artystów.

 

Kolejny aspekt tej paranoidalnej historii zniszczenia Teatru w Budowie – to kwestia placu Teatralnego, przedstawionego lublinianom do wierzenia jako ósmy, ba, pierwszy cud świata! Tymczasem przyglądając się tej pustej, ciemnej, betonowej przestrzeni warto zauważyć, że zanim psuje z PO-PSL wzięli się do dzieła - była tu ulica Radziszewskiego, której udrożnienie rozładowałoby nieco korki na Łopacińskiego i Sowińskiego (na szczególnie zatłoczonym lubelskim Miasteczku Akademickim). No ale wadza jak zwykle wiedziała lepij!

 

Budować trzeba z sensem

 

Dyskusja na te wszystkie te tematy jest oczywiście mocno spóźniona – bo nikt nie chciał słuchać rzeczowych argumentów kiedy jeszcze Teatr w Budowie był do uratowania. Kiedy (co było już zaczęte) wystarczyło wydać kilkadziesiąt milionów złotych, by mieć w tym miejscu nowoczesny, funkcjonalny teatr wielki wraz z infrastrukturą i użytecznym dla lublinian otoczeniem. Zamiast tego stracono kolejne lata, zburzono istniejący, wymagający tylko dokończenia gmach i wydano 4 razy więcej na CÓŚ. I jeszcze wszyscy mamy się teraz z tego cieszyć...

 

Na tym właśnie polega problem. Wszelka dyskusja jest tłumiona banałami w rodzaju "no ale przecież CÓŚ zrobili! teraz to łatwo krytykować! W Polsce to się nikomu nic nie podoba!" - itp. Tymczasem wydano setki miliony złotych - i pytanie, czy zrobiono to gospodarnie i z sensem jest jak najbardziej na miejscu. Równie uzasadnione jest pytanie  czy faktycznie wykorzystano niepowtarzalną szansę stworzenia w Lublinie naprawdę znakomitej infrastruktury kulturalnej - czy zbudowano co bądź. Niestety, okazuje się - że właśnie to drugie.

 

Prawda jest bowiem taka, że panowie Janusz Palikot, Jacek Sobczak, Krzysztof Grabczuk, Krzysztof Hetman - nie dokończyli Teatru w Budowie. Zburzyli go, na jego miejscu budując pomnik swojej niekompetencji, marnotrawstwa i zwykłej pychy. I tylko tak przechodzą do historii wielcy tfuuurcy CSK! Propagandowo-markietingowe chwyty nieszczęsnego dyrektora Centrum, Piotra Franaszka (też politycznego nominanta PO) starającego się, jak to mówią w branżowym żargonie, „upiec ciasteczka z piachu i gówna” - niczego już w tym zakresie nie zmienią...

 

Konrad Rękas

 

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • do tumana
    Czy to ty budowałeś to coś? Dlatego obniżyłeś ocenę artykułu do 1
    ja za ten prawie teatr proponuję-- -0.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031