Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
741 postów 332 komentarze

Co drugi akapit

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czy naprawdę polityka w Polsce musi sprowadzać się do wyboru między złodziejami a wariatami i być kłótnią usatysfakcjonowanych z niezadowolonymi?

 

Podczas prezydenckiej kampanii wyborczej  '90  Jacek Fedorowicz  jeździł po Polsce z programem, w którym żartował mniej więcej równo i na przemian z głównych kandydatów –  Lecha Wałęsy  i  Tadeusza Mazowieckiego. Podczas jednego z takich wieczorów przerwał w pewnym momencie skecz i z niewinnym uśmiechem zwrócił się do sali: „Przepraszam najmocniej, ale mam wrażenie, że państwo jakby żywiej reagowali co drugi akapit....

 

Czasem też mi się tak wydaje przy niektórych komentarzach o naszej politycznej rzeczywistości wewnętrznej. - To w końcu jesteś za PiS-em, czy za PO?! - denerwują się niektórzy czytelnicy, jakby nie wiedzieli, że przecież ani za jednymi, ani za drugimi. Nawet nie o to chodzi, że wspieranie którejś z tych partii uważam za błędne rozwiązanie dla Polski. To w ogóle nie są rozwiązania – to objawy jednego z wielu polskich problemów, tj. w tym przypadku całkowitej fasadowości, fałszywości polityki w III RP.

 

Szlachetne świry...

 

Nie w tym jednak rzecz. Faktycznie, nieco lepiej rozumiem, a w każdym razie staram się zrozumieć motywacje kierujące wyborcami PiS, niż te które skłaniają do głosowania na PO czy .Nowoczesną. Niezależnie bowiem od kierujących nimi błędów w postrzeganiu i ocenie rzeczywistości – ci pierwsi na swój nieporadny sposób starają się przynajmniej wyrazić swoje przekonanie, czy częściej odczucie, że coś z Polską jest nie tak, że sprawy nie idą w dobrym kierunku. A jest to pogląd, którego nie sposób nie podzielać o ile ma się więcej niż dwie szare komórki w mózgu.

 

Z drugiej jednak strony aż banalne w swej oczywistości (acz niedostępne wielu tzw. elitom III RP) spostrzeżenie, że coś chyba poszło nie tak - samo w sobie niewiele wnosi, bowiem w samą logikę polityki wewnętrznej minionego przeszło już ćwierćwiecza wpisany jest „system zmianowy” - a więc że zawsze system ma w zanadrzu zapasową ekipę na wypadek, gdyby liczba niezadowolonych przewyższyła ilość usatysfakcjonowanych rzeczywistością. Tak Wałęsa zastąpił Mazowieckiego, kanalizując opór przed nadmiernymi obciążeniami tzw. reform, solidarnościowa centroprawica przyszła po liberałach, socjal-liberałowie z SLD po post-Solidarności, a ostatnio PiS po PO. Słowem każdorazowo kolejni (a często ci sami...) polscy niezadowoleni udzielają błędnej odpowiedzi na dobre pytania, w dodatku firmując w ten sposób szereg pobocznych dla wielu głosujących, ale jednak ważących na losach Polski kwestii i pomysłów fatalnych (zwłaszcza na polu międzynarodowym, czy kontynuacji jednorodnej co do zasady polityki ekonomicznej i finansowej ćwierćwiecza). Co więcej, cyniczne traktowanie wyborców oburzonych często sprowadza się do wyciągania z nich i wzmacniania najgorszych instynktów, pospolitego szurostwa, agresji, radykalizmu głoszonego i objawianego dla samego radykalizmu. Słowem urealnieniu wrażenia, że  jedyna alternatywa dla polskiej polityki to albo wariaci, albo złodzieje. Sami zainteresowani – owi niezadowoleni, godząc się poniekąd na taką dychotomię - okazują się więc jednak per saldo często winniejsi tego co się z Polską dzieje, zwłaszcza, że ci drudzy to co robią – czynią przede wszystkim z głupoty.

 

...cwaniakujący głupcy

 

Druga grupa z uporem maniaka wyrażała bowiem dotąd na każdym kroku zadowolenie z kształtu III RP, narzekając dopiero teraz, kiedy w ogóle mówi się o jakichkolwiek zmianach. Pal diabli jakich, ale obecnie protestujący po prostu w ogóle nie chcą zmian, bojąc się ich i nie rozumiejać, uważając, że dotąd było byczo albo przynajmniej, po niewolniczemu, że „grunt aby gorzej nie było!”. Staram się więc wprawdzie zrozumieć przynajmniej „strach przed radykalizmem” jako motor działania niektórych wyborców formacji i kandydatów demoliberalnych (czyli w przeszłości m.in. Mazowieckiego, UD, KLD, UW...), choć jednocześnie widzę w nim przejaw lenistwa umysłowego, a w najlepszym razie egoizmu i egocentryzmu. O ile bowiem w pełni przyjmuję tłumaczenie „wybieram jak wybieram – bo mi jest dobrze”, o tyle na osobę twierdzącą, że głosuje jak wyżej bo to lepsze dla Polski – po prostu muszę patrzeć jak na idiotę (a w najlepszym razie jak na nieudolnego kłamcę).

 

Coś jednak jest na rzeczy – skoro obóz demoliberalny w Polsce zawsze uważa, że ma mnóstwo powodów do odczuwania wyższości wobec reszty społeczeństwa. Oto jako pierwszy i jedyny hołdował jedynie możliwemu planowi ekonomicznemu dla Polski! Cóż, wprawdzie okazało się, że w efekcie ćwierć wieku wdrażania jego założeń doszło do likwidacji całych sektorów gospodarki i powstania ogromnych obszarów biedy, nierówności i wykluczenia – nie znaczy to jednak bynajmniej, że jakaś ciemnota miała wówczas rację krytykując przyjęte rozwiązania – tylko, że po prostu tak wysokich kosztów NIE DAŁO SIĘ PRZEWIDZIEĆ i NIKT, proszę to bardzo dokładnie zapamiętać! - NIKT (czyt. nikt poważny, szanowany i z lepszego towarzystwa) po prostu nie mógł przewidzieć co się wydarzy w wyniku tej czy tamtej likwidacji, prywatyzacji czy kolonizacji!

 

Obóz demoliberalny zawsze też wywodził swą mądrość i wyjątkowość z opierania o ludzi wyjątkowych, niezwykłej wręcz, sprawdzonej i powszechnie uznanej mądrości, szanowanych w całym znanym wszechświecie. I w żaden sposób nie kwestionuje tego naturalnego związku, że typowy wyborca demoliberalny w ostatnich wyborach głosował (a obecnie w jeszcze większej masie deklaruje oddanie głosu) na partię całkowicie anonimową, złożoną z no-namów, mających problem z poprawnym wysłowieniem się po polsku, słowem bardziej znikąd niż kiedykolwiek był  Stan Tymiński i znacznie poniżej poziomu intelektualnego i kultury słowa takiego choćby  Leppera. I znowu – nie ma tu mowy o żadnej pomyłce. Jeśli powiem demoliberałowi raz powiedziano, że program jest słuszny – to jest i był słuszny, choćby dawał jak najfatalniejsze efekty. Jeśli ktoś jest powszechnie znanym autorytetem – to jest i koniec tematu, choćby nie słyszał o nim ani sam wyborca, ani żaden inny okulawiony kundel w okolicy. I żadna siła nie odbierze ekspertowi tytułu eksperta, który w żaden sposób nie zależy od tego czy ekspert ten zna na poziomie gimnazjalnym historię Polski i świata, czy jej nie zna. Cóż, reasumując - jak mówi znane ludowe porzekadło: przecież gdyby głupi wiedział, że jest głupi, to by głupim nie był...

 

Między więc tymi dwoma światami – trzeba jakoś zachowywać dystans (niekoniecznie w każdym momencie równy) a przede wszystkim zdrowy rozsądek i własny ogląd sytuacji, godząc się z tym, że raz jeden, raz drugi akapit komentarza podobać się będzie bardziej. A przede wszystkim – jak zawsze: myśleć trzeba. Myśleć.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Szkoda...
    Widać, że Pan nie jest inżynierem ani projektantem. Za dużo bicia piany.
    To są wariacje (w sensie muzycznym) na temat "jestescie barany", ja to widzę lepiej.
    Brak logicznego wywodu i konkluzji. Jeżeli cos z tego jest, to bardzo słabo wyartykułowane.
    Szkoda... Mimo wszystko czytam pańskie blogi chętnie, chociaż pozostaje niedosyt...
  • Jaki system, tacy ludzie: wyborcy, wybrańcy; obywatele...
    Jacy wyborcy, wybrańcy; obywatele, takie efekty...
    Jakie efekty, taki system...

    Konstruktywna alternatywa: racjonalny system - http://www.wolnyswiat.pl/racjonalnyrzad/

    System racjonalny opiera się na racji z racjonalnego punktu widzenia, a więc po całościowej analizie, takim wnioskowaniu, czyli dogłębnie, a więc rzeczywiście, etycznym, dalekowzrocznym, a zatem i odpowiedzialnym rozumowaniu. I nie ma absolutnie żadnego znaczenia kto to tak wykazał (czy np. magister, profesor, docent premier czy np. sprzątaczka analfabetka)!!!

    NIEZMIENIALNE/WIECZNE/PODSTAWOWE PRAWO
    Prawa, przywileje, w tym dostęp do zasobów zależą wyłącznie od potencjału, wkładu w wspólne dobro, więc gdy są one negatywne, to taki osobnik nie ma żadnych praw, przywilejów, a zatem i dostępu do zasobów!

    PRAWO UNIWERSALNE/NADRZĘDNE (PUN) - OBOWIĄZUJĄCE ZAWSZE, WSZYSTKICH I WSZĘDZIE
    Wszystko, a więc stan jednostek, sytuacja społeczeństw, stan środowiska, przyrody, zasobów/Natury musi być w coraz lepszym stanie. A więc unormowania prawne, zachowanie, postępowanie, działania muszą być uzasadnione wyłącznie logicznie, dogłębnie, a więc rzeczywiście, etycznie, a więc i dalekowzrocznie, czyli jednocześnie odpowiedzialnie. Czyli nie wolno kierować się emocjami, naśladownictwem, instynktem stadnym, głosem większości, utopijnymi, w tym religijnymi dogmatami/wymysłami, ryzykować, narażać bez najwyższej konieczności i w stopniu absolutnie zasadnie niezbędnym A więc nie wolno dopuszczać do rozmnażania się ludzi o niekorzystnym, szkodliwym potencjale, do przerostu populacji*, szkodzić, niszczyć, wypaczać, demoralizować, wynaturzać, zaśmiecać, zatruwać umysły, uszkadzać psychik; szkodzić zdrowiu; przyczyniać się do uszkadzania, niekorzystnych zmian w genach; obniżać potencjały; degenerować; pogrążać.

    Każdy, kto łamie którąkolwiek część Prawa Uniwersalnego/Nadrzędnego (PUN) jest wyjęty z pod wszelkiego prawa, czyli także bez względu na zajmowane stanowisko, posiadanie immunitetu, unormowania międzynarodowe itp., i każdy ma nie tylko prawo, ale i obowiązek podjąć wszelkie współmierne, efektywne - skuteczne - działania, celem zakończenia łamania PUN, a inni są zobowiązani do udzielenia w tym celu wszelkiego potrzebnego wsparcia, pomocy. Za wskazanie łamiącego prawo PUN, za doprowadzenie do zakończenia łamania tego Prawa, udzielenie w tym celu wsparcia, pomocy należy się wysoka nagroda i honory. Łamanie prawa PUN jest, odpowiednio, zbrodnią przeciwko przyrodzie, ludzkości/Naturze i podlega jak najsurowszemu osądzeniu przez odpowiedni organ prawny.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930