Gorące tematy: Wybory 2020 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
997 postów 541 komentarzy

Ani państwo, ani rynek, czyli polityka zdrowotna

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Straszenie „prywatyzacją w służbie zdrowia” ma równie mało sensu, jak zapewnianie, że tylko rynek uratuje polską opiekę medyczną.

 

 

Przed laty drugi filar ubezpieczeń zdrowotnych miał stanowić istotne, a z czasem nawet dominujące uzupełnienie systemu finansowania służby zdrowia w ramach reformy 1998 r. W prywatnych ubezpieczeniach widziano ścieżkę do bezbolesnego wzmocnienia opieki medycznej prywatnymi placówkami na poziomie poradni i szpitali – czyli marzono o dojściu do systemu, który ostatecznie sprawdził się w podstawowej opiece zdrowotnej. A jak wyszło – wiadomo. Zawirowania polityczne kolejnych lat, zmiany rządów, kołowrót wizji polityki zdrowotnej – wszystko to dotknęło także potencjalnych alternatywnych wobec NFZ płatników. Polacy nie są zadowoleni z publicznej służby zdrowia – ale boją się i jej prywatnego zamiennika.

 

Naiwne (?) początki

 

Pieniędzy w systemie ochrony zdrowia jest za mało – to wiedzą już wszyscy. I było ich za mało od samego początku, tzn. od wydzielenia obowiązków płatniczych poza budżet państwa (początkowo do kas chorych) w latach 90-tych, pod rządami niesławnej koalicji AWS-UW. Wprowadzona wówczas składka zdrowotna od początku miała nie pokrywać całości kosztów – co jedni tłumaczyli dążeniem do ich racjonalizacji, inni zaś traktowali jako metodę do  typowo polskiej prywatyzacji przez upadłość – tyle, że poradni i szpitali. Oczekiwano też, że – skuszeni obowiązującą ulgą podatkową na prywatne ubezpieczenia zdrowotne – podatnicy skłonią się ku coraz szerszemu korzystaniu z drugiego filaru, co z kolei zachęci podmioty ubezpieczeniowe do coraz mocniejszego wchodzenia w branżę, do otwierania własnych placówek leczniczych oraz prywatyzacji na zasadach rynkowych włącznie, co z kolei wzbogaciłoby ofertę i system sam by się w końcu naprawił.

 

Sęk w tym, że tu jest Polska, a więc co ma pójść źle – to pójdzie. Z czasem odpis podatkowy zniknął, usamorządowione kasy chorych zastąpił dziwaczny twór w postaci Narodowego Funduszu Zdrowia – niby nie budżetowego, ale jednak państwowego, a więc zainteresowanego raczej odbieraniem już przyznanych pieniędzy i mnożeniem etatów, a nie dywersyfikacją płatności (a więc i wpływów). Słowem – pieniędzy w medycynie nadal jest za mało (no chyba, że w kopertach...), kolejki do specjalistów się nie skurczyły, za to długi szpitali urosły. Obecne pomysły sprowadzają się zaś do: wtórnego upaństwowienia bez dodatkowych pieniędzy (PiS), podniesienia daniny publicznej/składki bez zmiany systemu finansowania (PO), powtarzania, że jest źle i już (.Nowoczesna). Nie decydują więc ani mityczny „rynek”, ani równie mityczna „demokracja”, a tylko i wyłącznie raczej nudna medialna polityka.

 

Więcej na auto niż na zdrowie

 

Pacjentom przyszło więc znowu brać sprawy we własne ręce. W 2014 r. dodatkowe polisy zdrowotne miało w Polsce 1,2 mln osób, a w 2015 r. - już o 230 tys. więcej. Z kolei w Polacy wydali na prywatne ubezpieczenia o 21 proc. więcej niż rok wcześniej i wg Polskiej Izby Ubezpieczeń tendencja wzrostowa może się utrzymać. Co ważne bowiem – aż o 100 tys. zwiększyła się liczba ubezpieczeń wykupionych przez klientów indywidualnych (272 tys. w 2015 r.), a więc poza pakietami gwarantowanymi przez pracodawców. Najpopularniejsze, rzecz, jasna, są polisy gwarantujące szybszy dostęp do specjalistów, do których z puli NFZ są najdłuższe kolejki.

 

Eksperci przekonują, że fakt iż wciąż więcej wydajemy na przykłada na AC naszych aut, niż na własne zdrowia – wynika ze zbyt wysokiej ceny polis. Ubezpieczyciele dopatrują się raczej „problemów systemowych”, tzn mówiąc prościej wiary, że „langsam langsam aber sicher” - prędzej czy później jakoś się dostaną do specjalisty, czy położą się w szpitalu. W ostateczności zaś –  zawsze przecież zostają łapówki i układy, bez których, zaprawdę powiadam wam, żyć by się w Polsce nie dało. System zresztą faktycznie nie zachęca, nie określając koszyka świadczeń, ponad który warto się ubezpieczyć. W dodatku – dodajmy, nie wolno nam za lepsze świadczenie (np. lepszą protezę, czy soczewkę) czy krótszą kolejkę zapłacić z własnej kieszeni – bo tracimy uprawnienia uzyskiwane w postaci już opłaconej składki ubezpieczeniowej. Słowem – nie dość, że nas nie wyleczą, to jeszcze okradną.

 

Jak się zakładać o zdrowie?

 

Na co zwrócić uwagę decydując się na podpisanie umowy na dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne? Cóż, jak wiadomo – ubezpieczenia to rodzaj zakładu, bukmacherki. Mówiąc prościej - zakładamy się z państwem: po pierwsze o to, że dożyjemy 67. roku życia. Jak dożyjemy - wygrywamy i państwo oddaje nam z puli do której dokładaliśmy. Umrzemy dzień przed - państwo wygrywa i rozdaje pieniądze innym. Podobnie z ubezpieczeniem zdrowotnym - jeśli zachorujemy, najlepiej na coś drogiego, np. na raka z przerzutami - to wygrywamy i państwo oddaje nam z puli więcej niż wpłaciliśmy. Mamy pecha, jesteśmy zdrowi jak konie - przegrywamy i dokładamy do puli innym. Na rynku prywatnym wygląda to o tyle podobnie – że polisę najłatwiej uzyskać osobom stosunkowo najmniej jej potrzebującym. Wiedzę na temat naszego stanu zdrowia ubezpieczyciele czerpią z nader szczegółowych ankiet, które zmuszeni jesteśmy wypełniać przed zawarciem umowy - „w zamian” uzyskując często np. wydłużoneokresy karencji, w których jako ubezpieczeni nie będziemy korzystać z pełnej ochrony ubezpieczeniowej pomimo opłacenia wszystkich składek (w przypadku prowadzenia ciąży karencja może wynosić nawet... rok). Niektóre świadczenia są też z góry wyłączone z zakresu refundacji. W innych przypadkach – ściśle określone są limity korzystania z, powiedzmy - wizyt lekarza w domu ubezpieczonego czy wykonywania badań na specjalistycznym i kosztownym sprzęcie. Na wszystko to warto zwrócić uwagę przy szukaniu odpowiedniej polisy, ale też wskazuje na tendencję do ograniczania ryzyka przez graczy obecnych na rynku. Bez zachęt podatkowych łączna wartość ubezpieczeń zdrowotnych stanowi niecałe 9 proc. tego, co rocznie wydajemy na ubezpieczenia AC – co tylko potwierdza naszą skądinąd zdrową skłonność do ryzyka, jak iście „murzyńskie” podejście do samochodów jako wyznacznika pozycji społecznej, ważniejszego nawet od zdrowia.

 

Co po NFZ

 

Nie w tym jednak rzecz – bo to wbrew zapowiedziom rynek (prawda, że ograniczony i regulowany) nie spieszy się zaspokajać realnych potrzeb pacjentów. Istniejące szpitale prywatne (poza nader nielicznymi przypadkami) w istocie są poszerzonymi AOS-ami (poradniami) wykorzystującymi luki systemu dla maksymalizacji zysków i ograniczania kosztów, przede wszystkim przez ograniczenie się do tańszych i prostszych przypadków, przy odsyłaniu pozostałych do publicznej służby zdrowia. W dodatku zaś, w stylu wziętym z socjalistycznych pogadanek - „prywaciarze” znakomicie znaleźli się w obecnym układzie, potrafiąc kupować się sobie intratne kontrakty w NFZ niekoniecznie z pożytkiem dla pacjentów. Jakoś bowiem zacny przykład weterynarzy, POZ i dentystów (ten ostatni zresztą nie do końca prawdziwy, bo i oni lubią luki i patologie systemu...) - nie działa.

 

Oczywiście, prawdziwy doktryner odpowie, że patologia ta zniknie wraz z likwidacją obowiązkowej składki oraz publicznego lecznictwa jako takiego – jednak wątpliwość wydaje się zasiana, a nawet zdrowo (nomen omen) zakiełkowana. W dodatku doprowadzenie przez PO do ostatecznego absurdu dawnego pomysłu Leszka Balcerowicza, że skoro całą gospodarkę w Polsce udało się sprywatyzować przez upadłość, to czemu nie powtórzyć tego manewru w służbie zdrowia – znacząco podważyło zaufanie pacjentów/ubezpieczonych/podatników/obywateli (jak zwał, zwał, kiedyś mówiło się po prostu Polaków...) do medycyny niepublicznej.

 

W obecnej sytuacji jednak nie ma się co obrażać, ani kłócić z realiami – te zaś są takie, że  propozycje rządu PiS niczego pozytywnego dla służby zdrowia i opieki medycznej w Polsce nie wnoszą, bo ani nie usprawniają organizacji, ani nie przynoszą więcej pieniędzy. Równie jałowe są pomysły opozycji, nie mówiąc o utopii, że rynek załatwi wszystko. Z pierepałek ostatnich prawie dwóch dekad wynikają jednak dwa oczywiste fakty: po pierwsze, że do systemu należy dolać pieniędzy; po drugie – że  dywersyfikacja płatności to jedyna wyobrażalna metoda, by uzyskać cel nr 1. Od lat rozsądni ludzie powtarzają, że konieczna jest nie 101 „reforma służby zdrowia”, tylko jedna, prosta naprawa ubezpieczeń zdrowotnych, na początek przez wzmocnienie czynnika społecznego, powrót (?) do systemu kas chory, także spółdzielczych i ułatwienia dla ubezpieczeń prywatnych (powrót do ulg i odpisów), a więc i wzmocnienie prywatnego sektora w służbie zdrowia, nawet w obecnej, niedoskonałej formie, acz bez obecnych, mocno pozarynkowych preferencji. Tylko system komplementarny, mieszany: państwowo-prywatno-społeczny może w miarę harmonijnie zafunkcjonować, zarówno ograniczając obecne błędy i ograniczenia, jak i minimalizując zagrożenia, jakie radośnie zafundowaliby nam kolejni doktrynerzy – lub/i złodzieje.

 

W potencjalnie pozytywnej zmianie politycy oczywiście będą przeszkadzać. W końcu są w tym organizmie – niczym wirusy... A my musimy sami być szczepionką.

 

Konrad Rękas

 

KOMENTARZE

  • Wirus polityczny?
    nie, niestety nie bo cały proces kręci się teraz miedzy lekarzami a urzędnikami ministerstwa o to kto i ile oraz jak szybko zrobi "dużą kasę".
    My wam tego nie zmienimy to wy na tym zarobicie i mnie w prywatnej klinice wyleczycie ,a może i coś jeszcze . Połączmy to dodatkowo z firmami farmaceutycznymi i mamy po prostu spokojny biznes. Pacjent?? ach, ten to jak nie tu to tam, ale i tak zapłaci bo chce żyć . Piszę nie na zasadzie domysłu lecz pewnej wiedzy . Rozmowy prowadzone na spotkaniach w środowisku (zwłaszcza po doooobrej kolacji) dla niejedzącej zbyt dużo osoby jest sennym koszmarem o podchodzącej białej damie i braku możliwości ucieczki . Popatrzcie teraz dookoła jak wielkie pieniądze robi się na NIEREFUNDOWANEJ Boleriozie . Przerabiam na sobie . Zdrowia życzę.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • EKONOMIA

    Ekonomia – wiedza tajemna?

    Podatki mają być niższe, kwota wolna od podatku wyższa, darmowa służba zdrowia bardziej dostępna i oczywiście jednocześnie w pełni prywatna (razem z oświatą). Oto krótki kurs przeciętnej wiedzy ekonomicznej Polaków... czytaj więcej

  • POLITYKA - POLSKA

    NATO? Lubimy, ale nie wierzymy

    Przed kilkoma tygodniami szalenie interesujące wyniki badań przedstawił amerykańska think tank Pew Research Center (finansowany przez ważny ośrodek neo-konstwa, The John Templeton Foundation). czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Wojna o węgiel

    Kwestia “rosyjskiego węgla” stała się nagle tematem kampanii wyborczej w Polsce, dodatkowo uwypuklonym przez tyleż intensywnie, co szybko wygaszone przez rząd protesty górnicze. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
242526272829