Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
740 postów 332 komentarze

Bajkowe mocarstwo

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czy wiara w polskie imperium z przeszłości jest czymś więcej niż anachronicznym myśleniem życzeniowym?

 

Prawie milion kilometrów kwadratowych, terytoria od Estonii po Mołdawię i od Śląska po Smoleńsk (co z tego, że przeważnie nie w tym samym czasie...), „hołd carów ruskich” (nieważne, że byłych), szum husarskich skrzydeł (wkrótce utopionych w błocie Żółtych Wód i Korsunia, wyskubanych pod Batohem, jadących w szwedzkim kondukcie albo opadających w kolejnych wojnach domowych). Polskie Imperium. Polska Mocarstwowa. Marzenie nie tylko nieziszczalne, ale i niestety w rzeczywistości nigdy nie zaistniałe...

 

Brak trwałości

 

Z prawdziwym Imperium mamy bowiem do czynienia wtedy, gdy uzyskane czynniki przewagi są trwałe, a tych - ustrojowych, ekonomicznych i militarnych Rzeczpospolita nawet w pozornym „szczycie swej potęgi”, czyli w okresie największego zasięgu terytorialnego, na początku XVII wieku - nie posiadała. Przeciwnie, okazało się, że osiągnęliśmy wówczas granice wzrostu, ostatnia już próba wygrania rywalizacji z Moskwą o dominację na Wschodzie, a więc autentyczne podwaliny potęgi - nie zakończyła się sukcesem. Rozpoczął się systematyczny regres naszej pozycji geopolitycznej i znaczenia międzynarodowego, a elementy rozkładu wpisane w system polityczny i społeczny Rzeczypospolitej ulegały systematycznemu wzmocnieniu.

 

Podobnie zresztą wcześniejsze (jak się okazywało - akcydentalne) przejawy potencjału państwa polskiego (polsko-litewskiego) nie były punktami węzłowymi historii, pozwalającymi przejść mu w stadium imperialne. Momentem takim nie był np. Grunwald, natomiast przełomową, a w każdym razie symboliczną (w sensie negatywnym, niestety) rolę można przypisać zbliżonej czasowo, a rzadko w polskiej historiografii wspominanej bitwie nad Worsklą, w której wojska polskie nie wsparły wystarczająco (mając ku temu powody polityczne) księcia  Witolda  w jego planach odmiennej od moskiewskiej organizacji obszaru eurazjatyckiego (czy raczej dostępnej wówczas jego części). Przed laty już (na łamach „Myśli Polskiej) opisywałem zamykające się kolejno przed Polską drzwi do mocarstwowości: najpierw nieodzyskanie własnych czynników siły - czyli całości Corona Regni Polonia ze Śląskiem i Pomorzem na czele, a następnie słabo zauważalne przez współczesnych, a opacznie, czy wręcz przeciwnie interpretowane przez potomnych konsekwentne zawracanie z dalszej drogi na Wschód, czyli ku nowym źródłom imperialności, zaczęte właśnie Worsklą, a spięte choćby symbolicznym odwrotem mających posiłkować Polaków wojsk rosyjskich dowiadujących się o klęsce pod Korsuniem. Braku tych potencjalnych zachodnich, czy trwałych wschodnich czynników potęgi w żaden sposób nie mogły zrekompensować chaotyczne działania zastępcze, czyli nieskoordynowana aktywność  Jagiellonów na obszarze środkowo-europejskim, czy potem wciągnięcie w zawirowania bałtyckie. Były to już nawet nie namiastki mocarstwowości, ale po prostu rozpraszanie sił. Stąd też dobrymi symbolami naszego snu o imperium nie są ani mapki pokazujące maksymalny zasięg wewnętrznie skłóconej, wyjałowionej dynastii jagiellońskiej, ani rachityczne postępy Polaków i Litwinów nad Bałtykiem. Imperium mogliśmy mieć przede wszystkim na dwa sposoby: albo  jednocząc w jednym państwie całość ziem polskich, i/albo pokonując Moskwę, ale pokonując tak, by zająć jej miejsce. Obu tych zadań zaś zrealizować nie umieliśmy lub nie mogliśmy.

 

Nagrobne kamienie i uchylane drzwi


Przy braku trwałych czynników mocarstwowości – utrwaliliśmy aż nadto wiele katalizatorów upadku upadku. Po  Piastach nie wygenerowaliśmy żadnej narodowej dynastii i sprawnego ustroju, które były wówczas warunkami drogi do mocarstwowości. Następnie doszły błędy fundamentalne, o charakterze tak wewnętrznym, jak i rzutującym na pozycję międzynarodową Rzeczypospolitej, które przesądziły o klęsce tego projektu, wśród nich tak fundamentalne, jak:

 

  • stopniowa emancypacja Prus,

  • dalsze wyrzekanie się możliwości operowania na Wschodzie, czego smutnym symbolem stała się Unia Brzeska, wymyślona niewiele przed tak nas łechcącym obrazem mapy „największej Rzeczypospolitej” i ostatecznie niwecząca jego pozornie optymistyczny wydźwięk,

  • konsekwentne funkcjonowanie Polski, a następnie całej Rzeczypospolitej jako Paradis Judaeorum, co wiązało się z umacnianiem zabójczej dla państwa tkanki społeczno-ekonomicznej.
     

A wszystko to były zjawiska widoczne już i sygnalizowane w swej fatalności w całym dwustuleciu między Grunwaldem a Kircholmem, a więc przez bodaj nasz jedyny w dziejach tzw. „Złoty Wiek”! Jak nieprawdziwy jest obraz „Polski Mocarstwowej” jako czegoś więcej, niż tylko potencjalnej możliwości – tak jednak i nieprawidłowy jest fatalizm widzący w historii Rzeczpospolitej tylko jedno, nieuchronne i niezmienne pasmo upadku (choć faktycznie – jest to też szczególnie długi w historii nowożytnej przykład poglądowy ciągu narastających i potęgujących się wzajemnie błędów politycznych). Mówiąc prościej – nawet nie przeistaczając się w imperium, Polska nie musiała bezwzględnie upaść, przeciwnie, nawet w najtrudniejszych chwilach zachowywała pewną zdolność do uratowania przynajmniej części swego potencjału i stanu posiadania (że ostatecznie żaden ratunek się jednak nie powiódł – a to już faktycznie był dowód wyjątkowej konsekwencji naszych i nie tylko naszych przodków!). Podobnie też raz zamknięte wspomniane drzwi do imperialności niekiedy znów się uchylały – a to po wygaśnięciu przedwcześnie zestarzałych i przekwitłych Jagiellonów istniały możliwości przynajmniej oglądnięcia się za nową, trwałą dynastią własną (niektórzy badacze wskazują w tamtym okresie choćby na...  Hohenzollernów,   Gryfitów, a niewiele później nawet na... Piastów), a to można było włączyć element polski do innego projektu imperialnego, nadając mu bliski interesom polskim charakter (czy to w wydaniu  Habsburgów, Rurykowiczów,  Wazów na moskiewskim tronie czy  Romanowych na tronie polsko-litewskim), a to wreszcie można było jednak starać się boczną ścieżką nadrabiać zaległości i zbierać ziemie polskie (sięgając po pojawiające się raz na jakiś czas w orbicie polskich monarchów księstwa śląskie). Ostatecznie jednak elity polityczne nie zdecydowały się na żaden z tych wielkich, śmiałych i potencjalnie przełomowych projektów, zaś te kojarzone dziś częściej z niespełnioną wizją imperialną marzenia, snute przez  BatoregoWładysława IVSobieskiego, czy – o czym się pamięta rzadziej –  Augusta II  -pozostawały najczęściej tylko w sferze „gdybyż tylko się udało...”, czyli w ulubionym miejscu polskiej świadomości historycznej i politycznej. Gdyby się więc udało – Polska/Rzeczpospolita można by i była Imperium. Ale nie wyszło.

 

Konrad Rękas

 

 

KOMENTARZE

  • Autor
    *5
    Dyziów oderwanych od rzeczywistości jednak nie brakuje. Ktoś spałował ten tekst, śniąc o Międzymorzu :)

    Świetny tekst!

    Pozdrawiam!
  • no sorki
    po piastach mieliśmy chrześcijaństwo. i zgodnie z naszą tradycja narodową powstanie antychrześcijańskie, prawomyslnie zdławione :) a gdyby to przyszli muzułmanie , którym wiele nie brakowało? dzis dla proroka obcinalibyscie głowy. eee, no fakt, holokaustu by nie było bo zydzi dogadali się z muslinami....
  • @czerwony baron 23:37:21
    chcesz prawdy? trza byo całą bliskowschodnią swołocz rozpindolić :) nawet żyd na patykach mówił że narody północy są czyste... 1 przykaznie żydów mówi nie bedziesz maiał BOGÓW...... znaczy są inni bogie, znaczy są wkurwieni że ich dzieci dały dupy jakims żydom!!!
  • autor
    Raczej trudno zgodzić się z tezą autora
    Popatrzmy na mapę Europy z XVII wieku zobaczymy na niej takie potęgi jak Turcja i Moskwa.

    http://www.andrzejgrych.pl/wp-content/uploads/2012/03/Europa-w-II-po%C5%82.-XVII-w..jpg

    Tu trzeba zauważyć, że w wojnie z tymi mocarstwami mieliśmy zarówno przegrane jak i wygrane bitwy.
    Warto też odnotować, że Moskwę dwukrotnie zajmowały wojska polsko –litewskie, że faktyczna okupacja Moskwy przez te wojska trwała w drugim przypadku aż dwa lata.
    Takie mocarstwo jak Francja okresu Napoleona utrzymało się tam jedynie trzy miesiące, a potęga Niemiec hitlerowskich ledwie dotarła na jej przedpola.
    Rzeczypospolitą w pierwszym rzędzie zniszczył brak rodzimej dziedzicznej dynastii, co dość skutecznie wykorzystywały państwa sąsiednie, nieudolne rządy ostatnich monarchów, kiepskiej jakości jakby to dziś powiedzieć elit politycznych, ogólne warcholstwo, rozprzężenie, itp.
    Ale że w czasach Batorego i później byliśmy mocarstwem to nie ulega wątpliwości i nie było to bynajmniej bajkowe mocarstwo.
  • @Oświat 14:11:18
    Ja opiszę to inaczej.
    Gdyby przyszło mi cofnąć się w czasie aby żyć, wybrałbym końcowe lata panowania Króla Łokietka. I mógłbym być chłopem, bądź rzemieślnikiem, jak wskazuje moje nazwisko. To był początek wzrostu Polaków. 300 lat pędu ku wielkości. Szansa dla każdego.
    Książka mojego dzieciństwa to "Jadwiga i Jagiełło" Karola Szajnochy (wtedy we fragmentach).
    Chcecie wiedzieć dlaczego i w jaki sposób Polacy stali się wielkim narodem? Polecam lekturę.
    Dodam tylko, że książka ta była podstawą dla H. Sienkiewicza gdy pisał "Krzyżaków".

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii
  • @Oświat 14:11:18
    Po pierwsze z mapy wynika, że byliśmy państwem obszarowo dużym, a nie że silnym. Czy jednak samo terytorium jest czynnikiem wystarczającym dla bycia/uznania za mocarstwo? Zwłaszcza, że z ówczesnego punktu widzenia tak ładnie dziś malowane ziemie ukrainne to było bo prostu wielkie połacie niczego, ledwo zarysowanego na mapach.

    Nadto - czy można 10-letnie panowanie, dodatkowo z początku zaabsorbowane przede wszystkim wojną domową - nazwać "czasami"? Przecież czasowo to mniej niż epizod...

    Po trzecie wreszcie - niby czego miało dowodzić zajmowanie Moskwy (a ściślej wpuszczenie do niej przez miejscowych)? Jaki to miało wymiar polityczny, zwłaszcza trwały, poza łechtaniem współczesnej próżności?
  • @wiedzajestwksiążkach 15:02:56
    Lepiej by ci było w czasach Jana III Sobieskiego.
    Możesz poczytać w odcinkach
    ,,Miecz króla Jana”
    https://wiernipolsce.wordpress.com/?s=Miecz+kr%C3%B3la+Jana+odc.1
  • @chart 16:07:57
    Jasne, że mapy pokazuję tylko wielkość obszaru.
    Nie zgodzę się natomiast, że ziemie Ukrainy to tylko wielkie połacie niczego, ledwo zarysowanego na mapach. Ponoć te połacie niczego mogły wystawić 40 tyś żołnierza, więcej niż Litwa (15 tyś.) i nieco więcej niż Polska (30 tyś.)
    To ziemie bogatej i ludnej Rusi Kijowskiej.
    Potęga Rzeczypospolitej zaczynała się wraz z koronacją Władysława Jagiełły i skończyła w okresie wojny północnej, trwała zatem coś około 200 lat.
    Zajecie Moskwy nie wynikało z przypadku czy z zaproszenia, lecz właśnie z siły gospodarczej i militarnej Rzeczypospolitej. Jeśli bojarzy moskiewscy prosili na tron syna Zygmunta Wazy to też nie z przypadku czy z miłości do Polaków lecz z musu, z uznania naszej w tamtym czasie potęgi i przewagi pod każdym względem.
    Jeśli wojska rosyjskie szturmowały Pragę i wkraczały do Warszawy, zajmowały Berlin ( dwukrotnie) to też nie brało się to z przypadku czy na zaproszenie lecz w wyniku siły państwa i jego armii
  • @chart 16:07:57
    (a ściślej wpuszczenie do niej przez miejscowych)? Jaki to miało wymiar polityczny….

    Miało to spore znaczenie. Dopiero w 1632 r król Władysław IV zrzekł się pretensji do korony carów moskiewskich.
    A to oznaczało że aż przez tak długi okres czasu miał pretekst do wojen zaczepnych z Moskwą, samą Moskwę roszczenia Władysława IV stawiały tym samym w dość trudnym i niepewnym położeniu.
    W końcu obecne święto narodowe Rosji to wynik tamtych zdarzeń, zwanej przez Rosjan wielką smutą, można rzec najgorszego okresu w dziejach Rosji, za sprawą mocarstwa bajkowego czy rzeczywistego?
  • @Oświat 17:09:43
    Bez urazy, ale to wszystko przyczynkarstwo i potencjalne zadatki pozwalające na dalsze umacnianie i mnożenie potencjału, a nie mocarstwowość.
  • @Oświat 16:13:13
    Lepiej by mi było jako komu?
    Ja pisałem, że najlepiej dla Polaków było za czasów ostatnich Piastów i Jagiellonów.
    I gdybym mógł, chciałbym żyć w tych czasach. Nie dla siebie. Dla potomnych. 300 lat wzrostu, bez większych wojen i najazdów.
    Wielkość i potęgę kraju powinno się mierzyć pokoleniami, które wzrastają w spokoju i względnym dobrobycie.

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii
  • @wiedzajestwksiążkach 20:24:56
    "Wielkość i potęgę kraju powinno się mierzyć pokoleniami, które wzrastają w spokoju i względnym dobrobycie." - :-) nic dodać nic ując.
  • @Stara Baba 20:33:20
    Dziękuję.
    Możemy polegać na sobie, tworząc podwaliny pod przyszłość?
    Jednoczy nas myśl: "Wielkość i potęgę kraju powinno się mierzyć pokoleniami, które wzrastają w spokoju i względnym dobrobycie" ???

    P.S. Od czegoś trzeba zacząć. I z kimś.

    pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

    Tuz z Talii

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930