Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
718 postów 323 komentarze

Zbiorowy Tackleberry

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Po masakrze w Orlando.

 

Niemal po każdym zamachu terrorystycznym w Europie można było usłyszeć (zwłaszcza z jednych ust...), że „w USA byłoby to nie do pomyślenia, bo tam każdy ma broń i zamachowca by zaraz zastrzelili!”. Strzelanina w Orlando na Florydzie (stanie o wyjątkowo liberalnych przepisach dotyczących obrotu bronią i wyjątkowych nawet jak na amerykańskie warunki jej ilościach w rękach prywatnych) jakoś wcale nie osłabiła tego mylnego – jak się okazało – przekonania o wyższości modelu amerykańskiego nad europejskim.

 

Oczywiście, ci już przekonani bronią się „kontrargumentem” w rodzaju „bo to były pedały”, widocznie łącząc homoseksualizm z niechęcią do broni czy nieumiejętnością jej używania, co jednak wymagałoby chyba nieco głębszych badań i sięgnięcia po statystyki (albo choćby po przykład  Ernesta Röhma, używany przez złośliwych, dostosowujących się do poziomu absurdalności tej dyskusji...).

 

Generalnie nie sposób nie zgodzić się z oczywistościami: i że dostęp do broni jest zwłaszcza w Polsce nadmiernie reglamentowany i przeregulowany, a w istocie – na drodze legalnej – niemal fikcyjny; i że odebranie ludziom broni to element przewagi państwa nad jednostką. Równie oczywiste jest też, że broń można i często postrzega się w kategoriach... estetycznych, jako coś atrakcyjnego (również wizualnie), jako przedłużenie męskości, element prestiżu – po prostu szpan. Nic by też nie było złego w poluzowaniu i urealnieniu przepisów dotyczących nabywania legalnej broni – tyle tylko, że nie zmienia to kilku innych, równie samonarzucających się spostrzeżeń. Zarówno banalnych - że broń to nie zabawka i nawet kupiona legalnie do obrony własnego domu pewnie raczej nie byłaby (a w każdym razie nie powinna być) zabierana do klubu (choćby dlatego, że odstrzelenie partnerce/partnerowi palca w tańcu strasznie psuje imprezę...), jak i tych nie dla wszystkich tak jasne, ale równie istotnych.

 

Otóż nie bójmy się przyznać, że spora część pasjonatów broni to po prostu... świry. Jasne, często „pozytywnie zakręcone” w swej kolekcjonerskiej pasji i skłonnościach – ale jednak szury. Takie same jak np. zakochani w nożach, podsuwający je pod oczy lekko zszokowanym przypadkowym widzom, wcale niekoniecznie pragnących słuchać o rodzajach stali czy możliwościach, jakie dane ostrze stwarza przy wiwisekcji. Generalnie większość takich sympatycznych czubków jest raczej nieszkodliwa i wystarczy pilnować, żeby opowiadając o swych pasjach nie łapali za klapy, tudzież unikać zerkania na piankę zbierającą się im w kącikach ust, gdy opowiadają o swoim szaleństwie. Z pozytywów można zakładać, że w przypadku takim jak w Orlando, czy na wyspie Utøya, wobec uzbrojonego szaleńca – tacy oswojeni szaleńcy strzeliliby pierwsi i z wyraźnym entuzjazmem, chroniąc pozostałych. No chyba, że sami padliby ofiarami – wypadnięcia kolejnego trybika...

 

Szury mają bowiem swoje zalety i stanowią nieodłączną część każdego chyba społeczeństwa. Na zbliżonym polu trochę podobnie jest też niektórymi pasjonatami paramilitarki. Choć dziś stała się – przynajmniej deklaratywnie – elementem polityki obronnej państwa, kilka czy kilkanaście lat temu widok przerośniętych dzieci w moro biegających po lasach z plastikowymi karabinami był jednak raczej zabawny. A przecież takie przyjemne świry faktycznie są potrzebne i skierowane na właściwy odcinek okazują się nie tylko nieszkodliwe, ale wręcz potencjalnie użyteczne!

 

Generalnie bowiem częstokroć mamy do czynienia z tytułowym „zbiorowym Tackleberrym”. Wyjaśnienie dla młodszych widzów – wspomniany  Eugene Tackleberry to właśnie świr zakochany w broni palnej, nożach (i motocyklach), mieszkający z mamusią, niemogący zrealizować się w pracy ochroniarza – który ostatecznie wstępuje do „Akademii Policyjnej” i wreszcie może legalnie nosić wielkiego gnata marząc o udziale w strzelaninach. W zdrowym społeczeństwie – tacy hiperaktywni miłośnicy broni i wyżycia się mogą bowiem stanowić jego zaciętych obrońców. W chorym natomiast – są potencjalnym zagrożeniem, sami bowiem mogą w pewnym momencie zacząć strzelać na oślep, czy to ześwirowawszy do końca, czy też mszcząc swoją frustrację. Podobnie i nadmiar skłonności wojskowych – może się świetnie sprawdzić w defensywie narodowej, a może i zostać wykorzystany raczej do sprowokowanie agresji i nieszczęścia dla nacji, jak to zdaje się właśnie mieć miejsce dzisiaj w Polsce...

 

Tak jak bowiem sama broń powszechnie dostępna w rękach obywateli nie zastrzeli wszystkich przestępców i zamachowców, tak i obrona terytorialna, gwardie narodowe, strzeleckie i sokole nie ochronią całego państwa i narodu – jeśli nie będą kierowane sprawną i świadomą ręką, a przede wszystkim umysłem. Bo szur u władzy – to zagrożenie wielokroć większe, niż dowolny świr z automatem na dyskotece!

 

Konrad Rękas

 

 

 

KOMENTARZE

  • false flag
    To kolejna fałszywa flaga.
    Obywatele USA jako jedni z bardzo nielicznych mogą zbrojni przeciwstawić się opresji państwa.
    Robi się więc wiele aby ich rozbroić. Pokazuje się takie przypadki i nagłaśnia od 2001 aby doprowadzić do poprawki konstytucyjnej zabierającej obywatelom USA prawo do broni (dla osłody pozostawi im się pistoleciki).
  • @nonparel 19:51:40
    .....Obywatele USA jako jedni z bardzo nielicznych mogą zbrojnie przeciwstawić się opresji państwa......

    Ale czy wygrać?
    Nie sądzę.

    A jeśli komuś się marzy posiadanie broni by czuć się bezpiecznie to radzę kupić sobie zbroję,… lub nocnik (na głowę) przy mniejszym budżecie.
    Może też chodzić z tarczą i w kamizelce kulo ochronnej.
    Nie trzeba mieć pozwolenia na broń białą, szable, miecze, włócznie, łuki.
    Tego skandynawskiego świra który wystrzelał na wyspie kilkadziesiąt osób sprawny łucznik załatwiłby jednym strzałem z łuku. Łuk to niezwykle skuteczna i szybka w użyciu broń, lekka, poręczna, niezawodna. Sama nie wypali więc i bezpieczniejsza od strzelby

    https://www.youtube.com/watch?v=tWAgxtLyUPo
  • Myśleć trzeba. Myśleć!
    Gość wchodzi do klubu,ma pistolet i karabinek AR15 w cal 0,223 czyli po naszemu w kalibrze KBKS, w dodatku strzelający ogniem pojedynczym z magazynka pojemności 10 lub 25 naboi.By trafić (nie zabić) 100 ludzi w ruchu winien użyć około 300 pocisków, które musi załadować do magazynka. Na to potrzeba nawet na strzelnicy bardzo dużo czasu.Ponadto wziął zakładników (czyli chce rozmawiać) co potwierdzają zakładnicy dzwoniąc do domu. Potem wpada SWAP z bronią maszynową i wszyscy nie żyją. Zupełnie jak 11.09.2001r.Mimo długiego czasu pod klubem nie ma żadnych dziennikarzy ( w USA to absurd)Żadnych zdjęć ofiar i ich ran bo w dotychczasowych zamachach materiały były fałszywe i widzowie skapowali.(Przypomina się nie umiejący strzelać Oswald , jego karabin Karkano i precyzyjnie trafiony Kennedy).
  • Orlando, ciemna strona mocy.
    Przebieg tragedii w pedalskim klubie wcale nie jest taki oczywisty, dla kogoś kto ma trochę pojęcia o broni. Wygląda to w najlepszym razie na tragedię spowodowaną nieudolną operacją działań antyterrorystów SWAD. Może komuś puściły nerwy i chciał postrzelać do pedałów. Obecnie całemu zajściu usiłuje się dobudować ideologie islamskiego terroryzmu.
    Gorzej gdy była to kolejna operacja fałszywej flagi, mająca podkręcać spiralę nienawiści i zagrożenia ze strony muzułmanów.
    Jest mało prawdopodobne by sprawca uzbrojony w karabinek AR-15 (starsza wersja M-16, magazynek 30 szt amunicji) i sześciostrzałowy pistolet Magnum zranił lub zastrzelił ponad 100 osób. Z informacji, przebieg zdarzenia:

    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/orlando-strzelania-i-oblawa-w-lazience,652174.html

    Celem napastnika pierwotnie nie było wystrzelanie wszystkich, doszło tam jedynie do sporadycznych strzałów. W wyniku interwencji policji, sprawcy udało się wziąć 4-5 zakładników. Wynika za ten, że ten gość się bronił nie atakował. Część gości klubu ukryła się w łazience, reszta zapewne uległa rozproszeniu. Policja przystąpiła do negocjacji, była wstanie spełnić żądania porywacza. Jednak SWAT zdecydował się na szturm. Wysadzono ścianę budynku. Otwór okazał się za mały, zatem w ścianę wjechano transporterem opancerzonym. To mogło zająć antyterrorystom max 2-3 minuty. W tym czasie terrorysta wybiegł otoczony zakładnikami, zatem wewnątrz budynku w tych 2-3 newralgicznych minutach ich nie mordował. Inaczej nie zdołał by ukryć się wśród nich. Uciekali by jak najdalej od niego, taka jest psychologia spanikowanego tłumu.
    Jak zatem i kiedy mógł ranić i zabić łącznie ponad 100 osób. Zakładając nawet bardzo dobry wynik, strzelając krótkimi seriami 3 kule na 1 ofiarę, musiał by mieć czas na wymianę trzech magazynków. Gdyby strzelałby pojedynczym ogniem, czas strzelaniny wydłuży się. Każdy cel musi być zidentyfikowany i namierzony. Nawet i tu osiągając skuteczność ognia 75% musi wymieniać magazynki w warunkach skrajnego stresu, gdy ofiary są rozproszone i ukrywają się po klubie. Później jeszcze wdaje się gościu w strzelaninę z SWAT-em i policja. To musiał być Rambo a nie jakiś dwudziestolatek.
    Wobec sprawcy nigdy nie udowodniono działania w grupie terrorystycznej. Prowadzono tylko dochodzenie, które nie dostarczyło wystarczających dowodów.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Omar_Mateen
    Takich dochodzeń i przesłuchań muzułmanów są tysiące. Wystarczy jechać metrem obok innego muzułmanina podejrzanego o terroryzm, a można się spodziewać najścia FBI.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930