Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
743 posty 333 komentarze

Czas sądu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jeśli komuś się wydaje, że właśnie zamknął/zamknięto kwestię kresową - to czas wyjść z błędu.

 

Teraz konieczna jest konsekwencja - przyspieszenie i dokończenie śledztw IPN w sprawie zbrodni UPA i innych, postawienie zarzutów żyjącym, a unikającym dotąd sprawiedliwości ludobójcom, wnioski ekstradycyjne - wszystko jedno, skierowane na Ukrainę, do Kanady, USA, Niemiec, gdziekolwiek ci bandyci jeszcze żyją. I równolegle sąd i kary za zbrodnie, które nie ulegną nigdy przedawnieniu ani zapomnieniu.

 

Dlaczego jest tak trudno?

 

Wydarta z gardła rządzącym III RP uchwała ustanawiająca 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP - to bez wątpienia sukces środowisk Kresowych i patriotycznych. Tylko czemu musimy tak się z niego cieszyć, powtarzać „no, wreszcie się udało...!” - słowem mieć świadomość, że ktoś się opierał i że opór też żmudnie, co najmniej przez ostatnie 7 lat trzeba przełamywać?! Zaprawdę, w okresach odwilży pod zaborami łatwiej było wyrwać zgodę na patriotyczną manifestację czy pomnik  Kościuszki  – niż od polskich (ponoć...) władz uzyskać zezwolenie na upamiętnienie pomordowanych na Kresach! Nadal, pomimo powierzchownego, jak się okazuje, przełomu w Sejmie Kresowianie są blokowani w swoich inicjatywach – by wspomnieć tylko o zbywaniu przez sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (już pod obecnymi rządami) wniosku o wsparcie lubelskiego społecznego komitetu budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa Dokonanego na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich przez Nacjonalistów Ukraińskich. Zresztą, o czym mówimy – to obecny rząd nasyła ABW na działaczy kresowych a to szukając... bomb do rozwalania pomników Bandery, a rekwirując każdy kawałek papieru byle tylko zapisane było na nim tak kłopotliwe dla decydentów słowo KRESY. W tak osławionym dla wielu PRL ukazały się jednak fundamentalne „Droga donikąd” czy „Herosi spod znaku tryzuba”, nakręcono „Ogniomistrza Kalenia” i „Zerwany most”, nikt nie stawiał pomników upowcom – za to godnie upamiętniano ich ofiary i to pomimo tego, że właściwie zaraz po słusznej i uzasadnionej Operacji WISŁA rozpoczął się proces infiltracji ośrodków władzy, organów ścigania i środowisk opiniotwórczych przez przedstawicieli mniejszości ukraińskiej i jej skrajnych ośrodków decyzyjnych. Podobny proces zachodził też w szeregach tzw. opozycji – czego skutki widzimy w składzie obecnych pseudo-elit III RP.

 

Polskie „centrum Wiesenthala”

 

Tyle wysiłku kosztowało wyrwanie im z gardła dzisiejszej uchwały, że już padają głosy „a dajmy im spokój, nic więcej się od NICH [czyt. - od tego Sejmu i wszystkich niemal partii] uzyskać nie da”. Ale bierność i odpuszczenie nie jest metodą. Trudno, choć rozmówca jest trudny, choć bardziej liczy się z zewnętrznymi mocodawcami niż z narodowym interesem, chociaż nawet sama uchwała do końca była psuta szkodliwymi rozmętnieniami, a głosowanie dało okazję do haniebnych wystąpień posłów .Nowoczesnej i PO – naciskać trzeba dalej. Teraz kolej na ożywienie przynajmniej 32 już prowadzonych postępowań pionu śledczego IPN i pociągnięcie do odpowiedzialności wciąż żyjących bandytów z UPA dożywających swych dni w aurze bohaterstwa opiewanego przez obecne państwo ukraińskie. Trzeba ścigać ich z determinacją większą, niż wykazywana przez Żydów w stosunku do innych nazistów, bo nie dla zysku – ale dla sprawiedliwości, dla prawdy, dla zadośćuczynienia – i dla nauki na przyszłość. Skoro tzw. polityka historyczna ogłoszona została oficjalną linią rządu – to niech kwestia wołyńska i szerzej kresowa znajdzie w końcu swoje miejsce w przestrzeni publicznej, w podręcznikach historii, w stymulowanej przez czynniki państwowe i samorządowe kulturze. Nie, nie miejmy złudzeń, że sprawi to ten jeden, wymuszony akt prawny, że znikną nader liczni w czołówce politycznej III RP (w tym także, niestety, np. w samym IPN czy w mediach publicznych) krypo-banderofile. To wszystko nadal trzeba będzie uzyskiwać wzmożonym naciskiem obywatelskim.

 

Prawda przed nami

 

Koniec końców nie może bowiem być tak, że tylko Polska i Polacy tak łatwo zapominamy każdą wyrządzoną nam krzywdę, przechodzimy do porządku nad każdym wrogim nam, niszczycielskim działaniem – niezależnie od tego, czy jest w naszym interesie czy nie zawsze dajemy wiarę fałszywym przeprosinom i nie wierzymy, że historia może się powtórzyć. A przecież patrząc na rosnące za naszą południowo-wschodnią granicą pomniki  Bandery  i  Szuchewycza, wiedząc co działo się na Euromajdanie, pamiętając całopalenie niewinnych ofiar w Odessie, prowokacyjne zestrzelenie malezyjskiego samolotu i widząc groby cywilów pomordowanych przez siły kijowskie w Donbasie – mamy już świadomość, że Rzeź Wołyńska może zostać w każdej chwili powtórzona i to na jeszcze większą skalę! Rozliczenie zbrodni banderowskich i skuteczne położenie tamie rozlewaniu się tej ideologii już nawet na obecne terytorium Polski to nie są kwestie historyczne 0 tylko bieżące i przyszłościowe wyzwanie dla państwa. Nawet i przede wszystkim dla tak słabego, nieudolnego i niesamodzielnego tworu, jak III RP. I to wszystko nadal musimy wymuszać. Kolejny krok zawsze jest przed nami.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Infiltracja przez środowiska Ukraińskie
    UB i wiele komunistycznych instytucji było obsadzone wieloma obywatelami II RP, nie polskiej narodowości. Przyczyną było to, że Komunistyczna Partia Polski i jej przybudówki, nie przyciągały wielu Polaków. Za to Żydów i Ukraińców była nadreprezentacja.
    Sama UPA, była nasączona komunistyczną agenturą. Co ułatwiło jej likwidację przez sowieckie służby.
    Wielu tych agentów, przejął Urząd Bezpieczeństwa. Zapewnił też pracę "skruszonym upowcą".
    Nie zapominajmy, że opozycja laicka (Michnik, Geremek, Kuroń i inni) to byli komuniści, którzy albo zostali wyrzuceni lub ich patroni zostali zmarginalizowani w walce o władzę i posady.
    Także, środowiska piłsudczyków, przyjmowały w swoje grono Ukraińców.
  • Można uprawiać słowną ekwilibrystykę, w rodzaju "wyrwania ustawy z gardła"
    W takim przypadku należałoby jednak zapytać, że skoro "środowiska kresowe" były tak skuteczne wobec PiS, w "wymuszaniu", to czemu nie były w tej kwestii równie efektywne, kiedy rządziła PO.
    Fakty są takie, że sporo Polaków wiedziało o tym ludobójstwie od zawsze, ale nie była to wiedza powszechna.
    Ale od jakiś 15 lat mamy do czynienia z nowym medium - internetem.
    Przejmując większość tradycyjnych polskich mediów, niemiecka agentura - ta jawna, która przejęła prasę i portale, oraz ukryta w zarządzie PO i części tajnych służb - niechcący pomogła rozpowszechniać zakazaną wiedzę.
    Środowiska te zwyczajnie przespały rewolucję internetową i zignorowały przekorę Polaków, którzy dodatkowo w latach komuny nauczyli się nie ufać oficjalnym mediom.
    Kiedy więc - via Internet, wiedza na temat wydarzeń na Kresach stała się powszechna, doszło do przekroczenia masy krytycznej.
    Rząd PiS, otwarcie deklarujący polski patriotyzm i przeciwstawiający tą postawę europejskiemu internacjonalizmowi PO, nie mógł opinii społecznej w tej sprawie zignorować, jakkolwiek nie byłoby to wbrew obecnym interesom i układowi sojuszy.
    Więc ustawa o 11 Lipca jest naturalną konsekwencją tej logiki wydarzeń.
    Zatem w zdaniu, że forsowanie zmian trwało "co najmniej przez ostatnie 7 lat" kryje się fałsz i manipulacja.
    Gdyby ostatnie wybory wygrały PO wespół z "nowoczesną", do żadnego "wyrwania ustawy z gardła" by nie doszło.
    Tego stwierdzenia brakuje w powyższym artykule, co sprawia, że jest stronniczy.
    Jak zresztą większość wpisów autora o "psim" nicku.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031