Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
728 postów 324 komentarze

Polska potrzebuje Białorusi

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Na wyniki wyborów na Białorusi oczekiwano z zainteresowaniem przede wszystkim ze względu na dwie zmiany w życiu społeczno-politycznym republiki.

 

Zachodni obserwatorzy (w tym ci kreujący rzeczywistość medialną w Polsce) liczyli po pierwsze, że tzw. opozycji uda się skorzystać ze zmiany ordynacji wyborczej do Izby Reprezentantów. Po drugie zaś – że niepowodzeniem zakończy się lipcowa operacja wymiany pieniędzy, co wywoła wreszcie napięcia społeczne w najspokojniejszym państwie b. ZSSR. Nadzieje (jak zwykle) okazały się płonne, władze w Mińsku wyszły z kolejnej elekcji znów wzmocnione, Białoruś ma stabilny system polityczny – ale faktycznie, 11 września okazał się znaczącą datą dla naszego wschodniego sąsiada.

 

Najuczciwsze wybory w Europie

 

Dokonaną w 2013 r. zmianę ordynacji wyborczej i przejście z systemu turowego na  FPTP  przeciwnicy białoruskich władz chętnie przedstawiali jako dowód rzekomego osłabienia prezydenckiego ośrodka władzy, celowo ignorując, że w prezydenckim i mocno odpartyjnionym systemie władzy na Białorusi, stawianie znaku równości między osobą i urzędem prezydenta republiki, a najbardziej nawet zadeklarowanymi jego zwolennikami ze składu parlamentu – jest  poważnym nadużyciem. Ponadto to przecież w realiach obowiązującego jeszcze cztery lata temu prawa wyborczego – teoretycznie „zjednoczona opozycja”, prezentująca się chętnie zachodniej opinii publicznej jako realna alternatywa dla prezydenta  Aleksandra Łukaszenki  powinna zmiażdżyć w II turze kandydatów bezpartyjnych, w tym zwłaszcza tych rekomendowanych przez ruch „Biała Ruś” - a tymczasem nie potrafiła wyjść poza tradycyjny już poziom skłócenia, braku organizacji i oderwania od realnych spraw białoruskiego społeczeństwa. W systemie większości względnej, gdyby „opozycja” przedstawiała jakąkolwiek siłę – jej zwycięstwo również powinno być formalnością. I oczywiście, jak zwykle – nie było. Przed kolejną żałosną próbą choćby zapozorowania protestów powyborczych w Mińsku, stanowiących wygodny pretekst do zgłoszenia się po kolejne dolarowe wypłaty – stanowi fakt, że przez sito wyborcze przeszło dwoje kandydatów jawnie antyrządowych. W dodatku  nikt, włącznie z obserwatorami zewnętrznymi, OBWE, czy nawet liderami pseudo-partii nie czuje się chyba na siłach, by zakwestionować bodaj najbardziej przejrzystą procedurę wyborczą w Europie! Białoruskie zasady rejestracji, tryb głosowania, liczenie głosów i prace komisji wyborczych – są po prostu modelowe i zawstydzające dla fałszywych demokracji zaprowadzonych w Polsce, na Litwie, nie mówiąc już o Ukrainie. Mówiąc krótko – największy wróg  Baćki  nie miałby się czego czepić. Zwłaszcza, że społeczeństwo białoruskie ewidentnie wybiera tak jak chce, jeśli chce i kogo chce, co zaowocowało nieco większym niż dotąd upartyjnieniem Izby (acz nie przekraczającym 11 proc. składu), co można tłumaczyć większym niż dotąd zainteresowaniem programami stricte politycznymi, w tym tymi ukierunkowanymi na  zacieśnianie współpracy eurazjatyckiej i białorusko-rosyjskiej  (na co wskazują wyniki Komunistycznej Partii Białorusi i Białoruskiej Partii Patriotycznej). Jest to więc kolejny dowód  dużej dojrzałości białoruskiej polityki – i całego narodu.

 

Rubel lepszy niż euro

 

Białorusini równie racjonalnie, jak do kwestii politycznych – podchodzą do kwestii ekonomicznych. Nie mając doświadczeń polskich, ani nie mając powodów, by tak jak Polacy nie ufać władzy – podeszli do denominacji rubla spokojnie. Porównując doświadczenia białoruskie z tym, czego doświadczyły republiki bałtyckie (oraz Słowacja) przy wprowadzaniu euro – widać wyraźnie jak ważne jest utrzymanie własnej waluty, opartej o zrównoważony rozwój wielosektorowej gospodarki. Jej spowolnienie w ubiegłym roku jest mniejsze niż w Rosji, nie mówiąc o Ukrainie, koszty społeczne rozkładają się równomiernie, a restrukturyzacja przemysłu oraz dywersyfikacja handlu zagranicznego postępują planowo.  Białoruś to coraz lepiej funkcjonujący mechanizm społeczno-ekonomiczny, stanowiący wyrzut sumienia dla wszystkich swoich sąsiadów, dla których na różnych etapach historii najnowszej wybierano, niestety, inne scenariusze.

 

Oczywiście, w mediach w Polsce trudno spotkać się z przekazem choćby zbliżonym do dziennikarskiej rzetelności na temat sytuacji na Białorusi. Prawdy polski czytelnik musi szukać sam, jeśli nie włada np. językiem rosyjskim – to u niezależnych blogerów ze Wschodu. „Porównywalnym jest bowiem jak najbardziej obraz życia przeciętnego Białorusina na Białorusi z życiem przeciętnego Polaka w Polsce. I prawdę mówią ci, którzy twierdzą iż mniej się na Białorusi płaci za media, mieszkanie, prąd etc. (…) Tak jakby u nas dbano, a emerytury waloryzowano nie o śmieszne 2, 3, 5 zł , czy jak w zapowiedziach po kilkadziesiąt groszy. Tu jeszcze wspomnieć należy o opiece zdrowotnej, zupełnie dostępniejszej niż u nas. By o samotnych emerytach na naszym podwórku nie wspominać” - rozsądnie porównywała w swoich refleksjach przedwyborczych mieszkająca na Białorusi Polka,  Bożena Gaworska-Aleksandrowicz. Takich głosów nieskrzywionej ideologicznie prawdy w kraju, w którym w ciąż finansowane są antyrządowe media nadające po białorusku - nie jest wiele, ale są i przebijają się do świadomości społecznej wraz z oczywistą prawdą:  Polska rozpaczliwie potrzebuje stabilnej, silnej Białorusi.

 

Białoruś = pokój i bezpieczeństwo

 

Fatalny okres wojny ekonomicznej z Rosją, w której Polska uczestniczy na polecenie Waszyngtonu i w ramach polityki realizowanej przez Brukselę - udowodnił jak wielką szansą dla naszej ekonomii mogłyby być np.  joint-venture realizowane na rynku białoruskim  w sektorach rolnym, spożywczym, czy mechanicznym z udziałem polskiego kapitału, know how i zaplecza surowcowego. Nie tylko jednak tłumaczy ostateczną wstrzemięźliwość mediów w Polsce, a nawet zawodowych „anty-łukaszystów”, którzy z ociąganiem, ale musieli przyznać i że wybory odbyły się rzetelnie, i że Białoruś jest krajem stabilnym. Otóż przede wszystkim  bez Mińska, bez prezydenta A. Łukaszenki prawdopodobnie nie mielibyśmy wciąż kruchego, ale jednak utrzymywanego pokoju w Europie Środkowo-Wschodniej.  Białoruski wkład w utrzymywanie ładu międzynarodowego zaburzonego Euromajdanem i ukraińską agresją na Donbas – jest bezcenny. Nawet obecne władze w Polsce, idące w awangardzie wojennej - muszą czasem to dostrzegać.

 

Wszystko to tłumaczy, czemu neokonserwatywne jastrzębie wojny, które najchętniej wybrałyby od razu  Hillary Clinton  na papieża, sekretarza generalnego ONZ i cesarzową Wszechświata – musiały pokornie schylić głowy i przyznać:  Baćka znowu wygrał.  A dążenie do zdestabilizowania Białorusi może okazać i skazane na niepowodzenie, i zbyt kosztowne. I z tego właśnie powodu, a nie dla dwójki opozycjonistów – wyniki białoruskich wyborów zostaną zapewne tym razem przez Zachód (i nieodmiennie wysługującą mu się Polskę) gładko przełknięte. Bo świat po prostu potrzebuje Białorusi – takiej, jaką ona jest.

 

Konrad Rękas

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • Wybory na Białorusi zdecydowanie „wygrał”… Amerykanin z Florydy
    http://reporters.pl/2243/zenujaca-wtopa-rezimu-lukaszenki-wybory-na-bialorusi-zdecydowanie-wygral-amerykanin-z-florydy-wideo/

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031