Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
740 postów 332 komentarze

Tolerusy i normalsi

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Propaganda aborcyjna (tzn. sami nazywają się inaczej i udają, nawet przed sobą, że chodzi im o coś innego, ale przecież rzecz sprowadza się do łatwiejszych skrobanek...) posługuje się dwoma „argumentami”.

 

W intencjach posługujących – są one zapewne nie do odparcia. Pierwszym jest „dziecko bez głowy”, drugim ofiara gwałtu.

 

Kupka komórek

 

„Bezgłowe dzieci” w opowieściach zwolenników łatwej aborcji występują znacznie częściej niż w przyrodzie, bo też przecież nie o realne przypadki zaniku twarzoczaszki chodzi – tylko o tym  łatwiejsze odczłowieczenie płodu. W opowieściach ruchów „pro-choice”, przeważnie pełnych perwersyjnych detali - „dziecko bezgłowy” to już tylko zdehumanizowany strzęp komórek, którego anihilacja jest formalnością i dobrym uczynkiem, rozciągając swoje błogosławieństwo na wszystkie pozostałe przypadki pozbywania się stworzeń ludzkich nieco kompletniej nawet zbudowanych. Fakty i statystki nie pozostawiają bowiem złudzeń – zabija się bynajmniej nie jakieś niezidentyfikowane zbiorowiska tkanek, ale np. dzieci z zespołem Downe'a, jak najbardziej zdolne do życia, tylko kłopotliwe, nieładne, jak się okazuje – niezasługujące na istnienie. Ponieważ jednak często środowiska te niechętnie już dziś przyznają się do dziedzictwa eugeniki – więc pozostaje im przykład „bezgłowia”, wygodny, bo tyleż przerysowany i sugestywny – co służący nadrzędnemu celowi – upartemu powtarzaniu, że  człowiek nie jest człowiekiem, a zatem można i należy go zabić.

 

Zastrzelmy zgwałcone

 

W przeciwieństwie do mającego pewną siłę oddziaływania (i niemal żadnego związku z aborcyjną rzeczywistością) „dziecka bez głowy – drugi „argument”, a więc ciąża z gwałtu – oczywisty wydaje się już chyba tylko najbardziej zaciekłym zwolennikom aborcji dla aborcji, na zasadzie „ale chociaż tego bachora możemy sobie wyskrobać?!”.  Pomysł karania dziecka za sposób i okoliczności jego poczęcia nie wydaje się jakoś szczególnie logiczny, ani humanitarny  nawet zwolennikom zabijania nienarodzonych czy to z pobudek rzekomo rozumowych, czy rzekomo liberalnych. Upierają się przy nim tylko najbardziej zadeklarowani zwolennicy tezy, że przed urodzeniem nie mamy do czynienia z człowiekiem w ogóle, a więc tylko stan emocjonalno-umysłowy matki ma znaczenie, zaś rosnący zbiór komórek tylko niepotrzebnie potęguję traumę ofiary. „Rozumowanie” takie jednak, aby być konsekwentne – nie powinno się jednak cofać przed równie uprawnionym (?) wnioskiem. Co najmniej równie często zapewne u ofiar gwałtów pojawiają się także skłonności samobójcze – czy i w ich realizacji należy bezwzględnie pomagać i służyć ułatwieniami, na zasadzie „no tak, panią zgwałcono, to tragedia, proszę, o to sznurek, może podsadzić do haka?”. A może należałoby wręcz zobligować policjantów, żeby nie zasłaniając się żadnymi klauzulami sumienia na życzenie odstrzeliwali nieszczęsne, znajdujące się w depresji ofiary, żeby już nic nie przypominało im traumy, ani w ogóle niczego?

 

Zaprawdę, tylko dziwny stan oderwania umysłowego i percepcyjnego pozwala „normalsom” dawać się czasem podpuszczać tak absurdalnym, łatwym do przejrzenia i przewrócenia pseudo-argumentom „tolerusów. Tak zwani normalni ludzi, to znaczy ci nie mający wyrobionego zdania w szeregu spraw, zniewoleni rozsiewaną już w szkołach ideologią, że „nie ma jednej prawdy, każdy ma trochę ma racji, nie wolno nic narzucać (no chyba, że w imię nienarzucania)” itd. - często faktycznie dają sobie narzucić obraz rzeczywistości, w której rzekomo niepodzielnie rządzi jak zwykle opresyjny Kościół (przede wszystkim katolicki), zaś nieliczne przyczółki wolności resztkami sił odpierają ataki Ciemnogrodu. Tymczasem przecież wystarczy wejść na dowolne forum, na dowolnym czytanym przecież przez „normalsów” portalu i wpisać (bądź znaleźć, na pewno będzie...) coś w duchu „księża to świnie...” albo „wierzący to faszyści”. A potem można już tylko liczyć – o ile się komuś nie znudzi. Tyle się pojawi pełnych hejtu, absolutnie ślepej nienawiści wpisów i komentarzy. Każdy znał jakiegoś wrednego duchownego, nikt nie może znieść figurowania w księdze parafialnej, oczywiście 105 proc. zna kogoś, kto czytał o kimś, kto słyszał o molestowaniach. Wszystkich brzydzi „bogactwo Kościoła” - i oczywiście przy tym wszystkim, wszyscy ci nienawidzący szczerze wiary i kapłanów lepiej o nich wiedzą i co mówił Pan Jezus, i co powinno się znaleźć w niedzielnym kazaniu i czym w ogóle mają się zajmować wspólnoty religijne.

 

Największa prześladowana mniejszość

 

Na te wylewy nienawiści, na całą jednostronność przekazu i na niemal zupełny brak czynnej obrony ze strony wierzących (reagujących tylko w przypadku zaczepienia na ich własnym, najściślejszym terenie, w rodzaju jakiegoś zboka profanującego procesję Bożego Ciała) - „normalsi” pozostają przeważnie głusi i ślepi, chętniej natomiast przychylając ucha do opowieści o złych czy niewłaściwych postępkach pojedynczych ludzi Kościoła czy wierzących, równie łatwo dając się też wypuścić na niemające uzasadnienia uogólnienia. Za to od ewentualnych skutecznych recept na realne grzechy – wielu „normalsów” (nie mówiąc o „tolerusach”...) odwróciłoby się ze zgorszeniem. Ilu bowiem nawet z zainteresowanych problemem przyznałoby np., że  nie ma żadnego „problemu pedofilii w Kościele” - a jest tylko rzeczywisty problem z... homoseksualizmem w Kościele?  Stąd właśnie słyszy się o molestowaniu młodych chłopców – a już dużo, dużo rzadziej o takich haniebnych praktykach w stosunku do młodych dziewcząt i dziewczynek, a zatem gdyby powrócono do dawnej, surowej selekcji kandydatów do stanu kapłańskiego eliminując z niej homoseksualistów – sytuacja niemal na pewno uległaby drastycznej poprawie?

 

Podobnie rzecz się ma z szeregiem innych tematów, w których ton głośniej, dominującej narracji nadają agresywni „tolerusi”, przy biernej akceptacji „normalsów”. Z takim przypadkiem mamy do czynienia i przy obecnym ataku na ochronę życia od chwili poczęcia, i w dziesiątkach codziennych napadów i zgorszeń, jakimi poddawani są wierni i ich kapłani – w istocie znajdujący się już w roli atakowanej i prześladowanej (póki co głównie werbalnie...) mniejszości w naszym kraju i współczesnym świecie byłej cywilizacji Zachodniej.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • @chart
    Cenię Cię, ale się tak wypowiadam:

    http://oczekiwanie.blog.neon24.pl/post/133948,czy-to-diably-w-ornatach#comment_1335380

    Poza tym, gdyby ZMUSIĆ KK do UTRZYMANIA dzieci, które urodziły się na skutek zakazów aborcji... ZAŁOŻĘ się, że zaczęli by ją PROPAGOWAĆ (księża, nie ludzie).

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930