Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
744 posty 333 komentarze

Sen o własnych majtkach

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jak wiadomo, dojrzały marketing polega na zaspokajaniu takich potrzeb klientów, o których oni sami nie mieli dotąd pojęcia.

 

Ale jeszcze wyższa forma kreowania rzeczywistości rynkowej – to przekonanie odbiorców, że w istocie NIE MAJĄ potrzeb, które dotąd posiadali.

 

I tak – jak dotąd z powodzeniem przekonano pokolenia ludzi na całym świecie, że nie potrzebują wiedzy, bo „wystarczą im umiejętności”. Przekaz ten kształtowali reformatorzy oświaty, popularyzatorzy, media, nawet lubiane seriale, szermujące wpadającym w uszy hasłem „po co ci cosinus?!”. W efekcie wyrosły co najmniej dwa pokolenia ludzi umiejących wykonywać proste czy średnio złożone operacje, zarówno narzędziami ręcznymi, jak i IT, jak i zdolne np. do realizacji stawianych przed nimi zadań nawet korporacyjnych – ale pozbawionych szerzej perspektywy, zdolności logicznego wnioskowania, a także elementarnej wiedzy, zwłaszcza historycznej czy społecznej. Wraz z inprintowaną równolegle doktryną aspołeczną –  uzyskaliśmy klasę wykonawców średniego i niskiego szczebla.

 

Następnie, korzystając z oczywistych przykładów – zaczyna się akurat Polaków przekonywać, że nie potrzebują wyższego wykształcenia „bo nie ma po nim pracy”. Oczywiście, w wyniku poprzedniego eksperymentu – mało kto jest w stanie dostrzec przyczynę tego stanu rzeczy, także tę związaną z... „uczeniem umiejętności”. Przekaz jest jednak na tyle przekonywający, że niektórych dociera – a więc pozostaną bez studiów, z nic nie wartymi „umiejętnościami”, słowem – jako  idealny materiał na proli (co już testują na emigracji, na zmywakach, w roli pomocy budowlanych i sprzątaczek).

 

Teraz będzie się przekonywać Polaków, że nie potrzebują... mieszkań, bo w sumie własne cztery kąty to „przeżytek”. Ułatwi to wykorzenienie, w końcu prol powinien być przerzucalny z miejsca na miejsca,  odciągnie też uwagę od budowania trwałego dziedzictwa, które można by przekazać potomkom – a więc i od samego myślenia o potomstwie.

 

Już na mniejszą skalę i od niechcenia przekonano Polaków, że nie potrzebują m.in. infrastruktury społecznej w miejscu zamieszkania, wolnego czasu spędzanego inaczej niż w galeriach handlowych, normalnego, zdrowego jedzenia, kultury na poziomie czy całego mnóstwa innych rzeczy, bez których kiedyś – jak się wydawało – ciężko by się było obyć, a przynajmniej na których braki od razu utyskiwano. Obecnie zaś przeciwnie – upowszechniane jest raczej „oczywiste zdumienie” jakim to dziwacznym przesądom Polacy ulegają (jak właśnie w przypadku ich nierozsądnego przywiązania do własnego domu jako podstawy egzystencji). Ha! W tej sytuacji pozostaje już rzeczywiście tylko dziwić się czemu nasi rodacy mają też np. własne majtki. Przecież mogliby zadowalać się takimi wypożyczanymi z prywatnych agencji (oczywiście suto dotowanych przez państwo w ramach kolejnych ogólnokrajowych programów rządowych...).

 

Pozorny wyjątek „kapitalistyczny”

 

Ciekawym wyjątkiem od zasady, że w zasadzie niczego nowoczesny człowiek nie potrzebuje (tzn. niczego w rodzaju domu, wykształcenia, rodziny itp., bo już samych przedmiotów, urządzeń, czy usług „potrzebować” ma przecież ciągle więcej i więcej!) - pozostaje natomiast kwestia WŁASNEJ firmy. Tę bowiem, jak wiadomo, powinien mieć każdy – choć przecież w istocie samozatrudnienie, do którego cała operacja „wspierania przedsiębiorczości” się sprowadza jest tylko inną formą organizacji i opłacania pracy w rzeczywistości jak najbardziej najemnej. Kolejna akcja socjotechniczna, tym razem podkreślana przy okazji krytykowania jednodaninowej reformy podatkowej PiS tylko pozornie ma inne cele niż pozostałe operacje dezinformacji i marketingu społeczno-politycznego. Podobnie jak w przypadku pozostałych, pod pozorem podsuwania lepszego, rzekomo bardziej naturalnego rozwiązania podsuwa się mianowicie Polakom (bez)myśl, że znakomicie mogą się bez czegoś obyć – otóż bez elementów państwa opiekuńczego (faktycznie, współcześnie w III RP będącego urągowiskiem z tego pojęcia, upostaciowanym w znienawidzonym ZUS-ie, mało wydolnej służbie zdrowia, opresyjnym fiskalizmie i nadmiernej biurokracji). W całości jednak przekaz brzmi tak: „poradzisz sobie sam, nie potrzebujesz tego wszystkiego!” a w domyśle: „a na nic innego nie będzie cię stać...”. Bo w rzeczywistości chodzi o pozbawienie pracowników resztek osłon i zabezpieczeń, choćby obecnie czysto teoretycznych - i  pozostawienie ich samych sobie wobec tak po dawnemu wszechobecnego acz nieefektywnego państwa, jak i przede wszystkim wielkich korporacji. To one bowiem właśnie wsuwają się w miejsca pozostawiane czy to przez państwa, czy przez ogłupiałe jednostki i one też, wraz z całym światowym systemem gospodarczym pozostają beneficjentami napomkniętych tutaj zabaw ludzką świadomością.

 

Zaprawdę więc, żyjemy w czasach, w których inżynieria i marketing społeczny realizują zadania w tempie i w skali nieznanych wcześniejszym wiekom. A spin doktorów mamy takich, że nawet niedościgniony  Czerepach  powinien z zazdrości własny tupecik spożyć bez popitki – i nawet by nie zauważył, że mu go brakuje! Tymczasem jedynym, czego naprawdę nie potrzebuje współczesny człowiek, a Polak to już w szczególności – są te wszystkie dobre rady bez czego to by się nie mógł obyć.

 

Konrad Rękas

 

 

KOMENTARZE

  • off topicznie
    @Autor
    rozumiem, że Kolega lubi twórczość Harrego Harrisona, w szczególności "Ku Gwiazdom" :)
  • ????
    Autor wie chociaż o co mu chodzi???

    Wyższe wykształcenie i wykształcenie w ogóle - to tylko hasłowe stereotypy.
    Faktem jest skierowanie tłumów ludzi na wyższe uczelnie, ludzi, którzy nigdy nie powinni się tam znaleźć, a tylko po to, żeby ukryć bezrobocie, opóźnić zakładanie rodzin, i zedrzeć pieniądze.
    A to pod pretekstem uzyskania papierka.

    Siedząc nie więcej niż połowę czasu przed komputerem, można byłoby uzyskać wiedzę większą dwukrotnie, za darmo, niż na więcej niż połowie tych wyższych uczelni.

    Natomiast na skutek likwidacji techników dla zdolnych i ambitnych oraz zasadniczych szkół zawodowych w trybie dwuletnim właśnie naprodukowano ludzi na zmywak i poniewierkę.

    Dla uzmysłowienia wyjaśnię, że nasze licea ogólnokształcące i technika były na poziomie zachodnich szkół wyższych, choć już nie uniwersytetów.
    Ale, gdzieżby tam wybitny Zachód je uznał.
    Trzeba było zlikwidować, bo i kosztują więcej niż przechowalnie i atrapy szkół wyższych, i dają przewagę wykształcenia.

    Przykład - polskie licea pielęgniarskie dające wykształcenie lepsze niż zachodnie studia takież.
    No i mamy, to znaczy nie mamy liceów, a mamy kierunek uniwersytecki - pielęgniarstwo.
    KOŃ BY SIĘ UŚMIAŁ.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031