Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
741 postów 332 komentarze

Wesołych Zaduszek!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Tak, wiem: we Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny nie zamieszcza się wpisów politycznych... Zapewniam jednak, że - wbrew pierwszemu wrażeniu - ten jest raczej okolicznościowy, niż o polityce.

 

 

Wizyta grupki zapaleńców ze Stowarzyszenia KURSK w Moskwie z punktu widzenia mediów w Polsce pozostaje epizodem albo nieistotnym, albo – w najlepszym razie – dziwacznym i podejrzanym. Tymczasem rosyjskie media, opiniotwórcze organizacje pozarządowe a nawet przedstawiciele władz - poświęcają tym odwiedzinom sporo uwagi i bardzo ciepłych komentarzy (KURSK to ci, przypomnijmy, którzy wbrew wszelkim przeciwnościom starają się dbać o groby żołnierzy sowieckich poległych w walce z Niemcami i pomniki braterstwa broni). Cóż w tym takiego ważnego? A to, że w obliczu obecnej polityce i nastawienia kierownictwa III RP - wywołanie antypolskiego nastawienia w Rosji byłoby igraszką, podobnie jak i wezwanie do jak najdalej idących, oddolnych (czy „oddolnych”) retorsji, ze  zniszczeniem katyńskiej nekropolii włącznie. I sami sobie, tolerując szaleństwo władz III RP - bylibyśmy tylko temu wszystkiemu winni. A jednak strona rosyjska, jej czynniki oficjalne i społeczne decydują się na krok inny, jakże odbiegający od nastawienia po polskiej (?) stronie. Podkreślanie, że nie wszyscy Polacy zwariowali, że inprintowana nam samobójcza i głośna anty-rosyjskość jeszcze nie wygrała - wszystko to stanowi dowód na wciąż  wyciągniętą ku zgodzie z Polakami rosyjską dłoń.

 

Eksponowanie pozytywów, a nie codziennej porcji agresji - wyraźnie odróżnia więc rosyjskie władze i publikatory od ich odpowiedników po stronie III RP, zajmujących się podobną poniekąd tematyką. A dlaczego to jest wpis okolicznościowy a nie polityczny? Bo gdyby nie tacy ludzie jak  Jurek Tyc, jego koledzy z KURSKA, wcale nie taka mała grupa im podobnych, ich starania, no i gdyby nie rosyjskie cierpliwość i rozsądek - to nawet Wszyscy Święci mogliby nie obronić Polski przed jednymi wielkimi Zaduszkami szykowanymi nam przez amerykańskie wojenne jastrzębie i ich polskich (?) lokai!

-------------------------

 

I tyle miało być całej tytułowej refleksji na „Święto Zmarłych”. Tymczasem niewinny ten i w założeniu bynajmniej nie nastawiony na wywoływanie kontrowersji wpis, mimo świątecznego wieczoru – wywołał fejsbukową polemikę, obracającą się wokół jednego hasła: „Ale przecież Armia Czerwona...! Ale PRL...!” I przede wszystkim: „z jednej okupacji w drugą (taką samą albo nawet gorszą!”. Pogląd ten na tyle mocno zakorzeniany w polskiej świadomości polityczno-historycznej, będąc jednocześnie wyjątkowo bzdurnym, że nie można zostawić go bez sprostowania. Po pierwsze i przede wszystkim bowiem – czego i kogo Armia Czerwona nie przyniosłaby na ziemie polskie, to wiadomo też czemu położyła kres. A  przede wszystkim zakończyła pracę pieców Auschwitz.

 

Dżuma i grypa

 

Zestawianie ucisków niemieckiego i sowieckiego jest po prostu anachronicznym, ahistorycznym idiotyzmem! Były one rzeczowo i formalnie tak różne, że o żadnej analogii nawet nie może być w ich przypadku mowy. Powtarzajmy do znudzenia:  jeśli ktoś podający się za lekarza nie widzi różnicy miedzy dżumą a grypą - to lepiej może nie korzystać z wypisywanych przez niego recept?

 

Nie można będąc poważnym historykiem czy politykiem stawiać tezy, że „niemiecka i sowiecka kontrola nad Polską były identyczne”, tylko dlatego, że np. paru skądinąd sympatycznych NSZ-owców za Stalina dostało w d... Bo czy naprawdę jest to zdarzenia tak kluczowe, by przeważyć brak Generalplan OST, łapanek, rozstrzeliwań ulicznych, wspomnianego już Auschwitz itp.?Różnica między okupacją niemiecką a nawet najgłębszym stalinizmem w Polsce była kluczowa: podczas pierwszej represje były zasadą, w drugim okresie – jednak wyjątkiem. Za Niemca dotykały wszystkich i każdy mógł być im poddany, np idąc ulicą wpadając w łapance i zostając rozstrzelany jako zakładnik. Za Sowieta przeważnie już trzeba się było trochę postarać, konspirować, krytykować lub – co się niestety, zdarzało, mieć niewłaściwe zaszłości w życiorysie. Nadal jednak nie była to skala tak masowa, jak to dziś wpiera się masowej wyobraźni. I przede wszystkim - celem wojennym Niemców było fizyczne wyniszczenie Polaków. Ani Stalin, ani tym bardziej PRL takiego celu nie realizowali.

 

To przykre, że dość łatwe do ustalenia fakty wydają się być współcześnie dla niektórych tak szokująco nowe, ale mimo dłuższej perspektywy czasowej – liczba polskich ofiar zbrodni komunistycznych, wliczając w to śmiertelne ofiary „operacji polskiej”, pierwszej okupacji sowieckiej '39-'41, okres po 1944 r., walkę ze zbrojnym podziemiem i stalinizm w Polsce (tj. ok. 200 tys.) – jest porównywalna co najwyżej z liczbą zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów w trakcie i po II wojnie światowej, nie zaś z 3 milionami (nie wliczając w to Żydów) obywateli RP zamordowanych i poległych z rąk Niemców.

 

Dziś nie tylko ludzie urodzeni już po 1989 r. bezmyślnie popadają w śmieszność oskarżeń, nie tylko, że „PRL nie była państwem polskim”, ale nawet, że „Polska Ludowa chciała wynarodowić Polaków”, „wyniszczyła elity” (jakby nie robili tego Niemcy, choćby wykorzystując tworzone przez nas samych okazje, z powstaniem warszawskim na czele). Ciekawe więc w takim razie, że wynarodowienie, wykorzenienie, rozszerzanie postaw kosmopolitycznych - postępują teraz, gdy PRL upadł, a aspirujących do bycia "elitami" jest w Polsce aż nadto – tylko myślących samodzielnie wciąż tak samo na lekarstwo...

 

Gdzie byli (i są) myślący Polacy?

 

Dalej bowiem - nawet jednak pomijając fakt podstawowy i oczywisty, że  nawet "zniewolenie" jest lepsze od zagłady  - to niech rzucający łatwe oskarżenia wobec sytuacji powojennej, odpowiedzą na proste pytanie: a co konkretnie zrobili uczciwi, inteligentni i porządni Polacy (których przecież przed 75 laty nie brakowało) - żeby na bagnach sowieckich nie przyszli rządzić do Polski  BermanMincRóżański i pozostali? Tylko proszę nie odpowiadać, że zostali w lesie, uciekli na Zachód albo mordowali furmanów. Wyraźnie zaznaczyłem - inteligentni i porządni.

 

No właśnie... Polski obóz narodowy, konserwatyści, istniejące przecież ośrodki realizmu politycznego pomimo coraz bardziej narastającej oczywistości, pomimo ostrzeżeń jednostek przebąkujących, że może coś jest na rzeczy, że może trzeba się jakoś określić TAKŻE a nawet przede wszystkim bynajmniej nie w kontrze, tylko w jakimś modus operandi wobec Sowietów - NIKT w porę nie zrobił nic, żeby zastąpić Stalinowi te jakieś ZPP-y i PPR-y, całe to w większości szemrane towarzystwo. I to właśnie powinna być dla polskich polityków (polskich, nie III-RP-owskich) refleksja nie tylko historyczna, ale i bieżąca!

 

Powtarzajmy, powtarzajmy, powtarzajmy! Im gorsze ktoś ma zdanie o PRL, tym bardziej powinien mieć "historyczną pretensję" do tych właśnie wspomnianych tu polskich elit, które nie przygotowały dla Stalina alternatywnej wobec żydowskich komunistów propozycji organizacji sytuacji w powojennej Polsce. A były ku temu możliwości i okazje. Bo przerzućmy choćby karty historii. Kiedy tuż przed wybuchem wojny nie kto inny, tylko zastępca szefa II Oddziału SG, piłsudczyk i prometeista, a więc i zaciekły antykomunista, płk Józef Englicht  zorientował się, że w przypadku konfliktu z Niemcami Polska zostanie całkowicie osamotniona i skazana na klęskę przez siły Zachodu, a co za tym idzie konieczne jest jak najściślejsze nawiązania współpracy, zwłaszcza wojskowej z Sowietami – do dziś jego ocena dokonywana przez historyków mieści się gdzieś tak między „zaślepieniem”, a „zdradą i agenturą”. Dalej, już podczas okupacji, wpadka i śmierć Stefana Sachy, prezesa ZG Stronnictwa Narodowego podczas okupacji, wpisuje się w nieco tajemniczy, a na pewno bardzo niekorzystny dla Polski ciąg eliminowania w polskich kręgach kierowniczych czasu wojny osób świadomych konsekwencji sytuacji geopolitycznej i militarnej, w jakiej znalazła się RP podczas II wojny. Prezes Sacha wpadł w ręce niemieckie wkrótce potem, jak zaproponował zweryfikowanie stosunku podziemia narodowego do perspektywy przyszłego znalezienia się Polski w sowieckiej strefie wpływów. Niestety, wpadka i śmierć Prezesa umożliwiły tylko dalszy regres ideowy i intelektualny części narodowców w stronę dogmatyzmu, uniemożliwiając im twórcze wyciągnięcie logicznych konsekwencji z koncepcji Dmowskiego (ciekawe, że część kolegów, pomimo upływu 73 lat, w dalszym ciągu nie zauważa zasadniczej błędności tamtej linii programowej...). Kolejnym tragicznym epizodem tego nurtu było zamordowanie przez własnych podkomendnych komendanta głównego NSZ, płk. Stanisława Nakoniecznikoff-Klukowskiego  za próbę podjęcia rozmów z PAL-em gen. Juliana Skokowskiego i chęć dostosowania działalności podziemia narodowego do realiów Polski PKWN...

Poza obozem narodowym nie było jednak lepiej.Jedyny upełnomocniony do faktycznej zmiany polskiej postawy geopolitycznej i historycznej gen. Władysław Sikorski zginął również tuż po sfalsyfikowaniu możliwości dalszego wiązania sprawy polskiej z interesami amerykańsko-brytyjskimi. Niestety, gdyby nie lot przez Gibraltar – premier i Naczelny Wódz zapewne ostatecznie trafiłby powrotnym samolotem do Moskwy, wznawiając rozmowy ze Stalinem. Niesłusznie uważający się za następcę Generała Stanisław Mikołajczyk  – wbrew lansowanym niegdyś ocenkom nie był bynajmniej żadnym realistą, a jego działalność i jej skutki w żaden sposób nie mogą być uznane za „klęskę realisty”. Przeciwnie, Mikołajczyk nie dogadal się ze Stalinem w porę (tj. najdalej latem 1944 r.) uznając błędnie, że powstanie warszawskie będzie jego atutem, a nie obciążeniem. Następnie zaś, już w Polsce - chciał tworzyć  stronnictwo czekania na Amerykanów. Innymi słowy - w głupszy i tragiczniejszy sposób powtarzał błędy Sikorskiego (dobrze więc, że sztucznie tworzona w latach 80-tych i na początku 90-tych „legenda Mikołajczyka” całkiem już zdechła, nawet w obrębie ruchu ludowego).

 

A inni, a reszta? Za późno, nie w tej skali. Piasecki? Dzieło niesamowite, z celi śmierci na członka Rady Państwa – ale niemal sam,  dla człowieka takiego geniuszu sukces osobisty nie jest sukcesem, bo osobiste to nie to samo, co ważne  (zresztą wszystko i tak obciążone straszną tragedią rodzinną). Grabski? Mądry człowiek, lecz ćwierć wieku po utracie swego znaczenia politycznego był już tylko cieniem siebie z czasów Wielkiej Wojny czy rządów swego brata. Sikorszczycy z Korpusu Bezpieczeństwa – Organizacji Walki? Za mało, za późno, bez znaczenia. Witos? Niemal pośmiertnie. Bocheński? Jak zwykle głos na puszczy. Kwiatkowski? Wówczas singiel. Wojciechowski? Specjalizacja. Program niekomunistycznej opcji pro-sowieckiej trzeba było mieć w 1939, 1941, najpóźniej w połowie 1944 roku – a nie kiedy Armia Czerwona dochodziła do Łaby!

 

Fetysze

 

Utopia!”, „niemożliwe, w państwie Cudu nad Wisłą!”, „jak to sobie wyobrażasz!” - często słyszę/czytam na takie dość oczywiste przecież dictum (nb. „Jak pan to sobie wyobraża" - to pytanie popularne wśród ludzi bez zdolności analitycznych, inteligencji - lub bez wiedzy...). Cóż, polityka jest sztuką optymalizacji aktualnego położenia przez wykorzystanie faktycznie dostępnych środków. Wystarczy więc rozumieć sytuację w jakiej się znajduje dana społeczność – odpowiednio w niej odnajdując, niezależnie czy dążąc do zmiany, czy utrwalenia. Wszelkie inne względy, np. szczególnie często podnoszone ideologiczne („moralne”, „etyczne”, w istocie „estetyczne”) są wobec tego wtórne. Oczywiście najczęściej podnoszony pozostaje domniemana fundamentalna sprzeczność między interesem Polski, a komunizmem.

 

Tymczasem anty-komunizm rozumiany jako krytyka praktyki czy teorii komunistycznej jest pewną oczywistością umysłową i ideową. Natomiast "antykomunizm" uznawany za wartość samą w sobie, wartą odrębnego kultywowania w oderwaniu od interesu narodowego i racji stanu - to tylko umysłowa aberracja i ideowa ślepa uliczka. Inaczej niż w niemądrej deklaracji zawarł zdolny reportażysta i nudny pisarz  Józef Mackiewicz  – najpierw jest się Polakiem, a antykomunistą (czy nawet komunistą!) już wtórnie i funkcjonalnie!

 

Kolejna bariera rzekomo nieprzekraczalna, a w istocie tylko myślowa – to sprawa suwerenności. I znowu, zacznijmy od początku -  suwerenność Polski zakończyła się z chwilą przyjęcia wywołujących wojnę tzw gwarancji brytyjskich w marcu/kwietniu/sierpniu 1939 r.. Potem liczyło się już tylko przetrwanie, a dopiero w dalszej kolejności jego cena i warunki. Skoro zaś Polska ZACZYNAŁA tę wojnę jako państwo dobrowolnie wyrzekające się swojej suwerenności na rzecz Wielkiej Brytanii, która udzielając tzw. gwarancji – przejęła faktycznie sterowanie polską sytuacją geopolityczną - to niby jak mogliśmy tę wojnę zakończyć, jako Imperium Słowiańskie? Niesuwerenność stała się faktem, pozostawała kwestia jej zakresu, granic, organizacji wewnętrznej i paru innych kwestii. To tylko i aż to mogło być przedmiotem gry politycznej realizowanej przez polskie kierownictwo polityczne czy ośrodki aspirujące do tej roli i ostatecznie rozgrywka ta mogła wypaść dla Polski i Polaków znacznie gorzej, niż tylko sukces osiągnięty ostatecznie przez komunistów. I choć obecna sytuacja RP póki co bardziej przypomina tę z przedednia i z czasów Wielkiej Wojny, to chcący być myślącymi w Polsce już dziś powinni zdobyć się na odpowiedzialną refleksję, by nagle przyspieszona historia nie zaprowadziła ich znów do nowego roku 1944 z wyborem: na emigrację (także wewnętrzną), po stronie przegranej – czy w szemrane, PPR-owskie towarzystwo...

 

--------------------------

 

Po tej przydługiej wycieczce historycznej wróćmy jednak do sprawy pomników. Zgodzić się wypada, że ich powstawanie zawsze w zasadzie wynika z odpowiedniego kontekstu historycznego i politycznego. To samo jednak dotyczy ich znoszenia. Bez urazy, ale nie mówmy poważnie o jakiejś naturalnej i oddolnej potrzebie wymalowania farba grobu krasnoarmiejca, która drzemała sobie w Polakach przez ostatnie 27 lat. Ktoś takie postawy niektórym naszym rodakom inprintował, hodując do wykorzystania w takim momencie historycznym, jak obecny. Wszystko więc schodzi się w jednym punkcie – ahistoryczna krytyka PRL, nagle wskrzeszony „antykomunizm”, taka obrona niepodległości, która nie widzi obcych wojsk, które już w Polsce są, strzegąc najbardziej kryminalnego układu politycznego w naszych dziejach i szykując do konfliktu grożącego narodową zagładą. A do tego wszystkiego dochodzi bierność i milczenie tych wcale nie tak nielicznych myślących Polaków. Wesołych Zaduszek!

 

Konrad Rękas

 

 

KOMENTARZE

  • 5*
    "Gdzie byli (i są) myślący Polacy?"

    Ano np. niektórzy myślący, a co najgorsze wypowiadający to co myślą, są tu:

    https://programwps.files.wordpress.com/2016/10/wiezien-polityczny-mp1.jpg
  • Autor
    Nie zgadzam się z Panem że Józef Mackiewicz to pisarz nudny, gdyby nie to że komuś zależy bardzo żeby stał się "zapomniany" mógłby być kreowany na największego polskiego prozaika XX w., był przede wszystkim do bólu prawdziwy.
    A w kwestii utraty suwerenności przez Polskę to proponuję dokładnie przeanalizować działania Becka w sprawie niemieckich propozycji związanych z tzw. sprawą korytarza w okresie listopad '38 - kwiecień '39 i zastanowić się czy to była tylko głupota czy już agentura, a jeśli agentura to na czyją rzecz ...
  • @Drab61 22:36:24
    J.Beck, Żyd, sławny minister MSZ w IIRP, jako attaché wojskowy RP w Paryżu i Brukseli w okresie 1922–1923 przekazywał Niemcom wszystkie informacje na temat uzbrojenia, które Polska otrzymywała od Francji. Na żądanie Francuzów został wycofany do kraju.
    Tadeusz A, Siedlik „Z historii Polski 1900-1939. Klęska demokracji.” Context 1997

    Rodzina J. i L.Kaczyńskich utrzymywała bliskie kontakty towarzyskie z J.Beckiem.
  • @Drab61 22:36:24
    Oczywiście, odnośnie J. Mackiewicza to moje czysto subiektywne odczucie, a nie polemika literacka. Po prostu - o ile "Bunt rojstów" to kawałeczek świetnej literatury faktu, zaś krótkie formy reportażowe JM to doskonała terenowa robota dziennikarska, o tyle styl książek tego akurat Mackiewicza dla mnie jest nieco nużący. Ale przecież nie w gustach rzecz...
  • @Rzeczpospolita 11:10:55
    ---ZDJĘCIE SYNAGOGI ZROBIŁAM, ale nie potrafię umieścić go na portalu.
  • Autor
    Daje się zauważyć pewien ciąg:

    Hitler zły glina - Stalin dobry glina;
    Stalin zły glina - Gorbaczow/Putin dobry glina.
    Putin zły glina - Obama/Clinton dobry glina
    Clinton zły glina - Trump dobry glina

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930