Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
719 postów 323 komentarze

“Party like...”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Na Wyspach Brytyjskich, zajętych Brexitem i nieuchronnym już chyba drugim szkockim referendum niepodległościowym – straszak wojenny działa znacznie słabiej, niż choćby w przodujących w tym zakresie Polsce i na Litwie.

A jednak, mimo że miejscowe media bardziej zainteresowane są wyliczaniem w ilu robieranych scenach zagrała nowa dziewczyna księca  Harry'ego, to jednak choćby przejście rosyjskich okrętów udających się na Morze Śródziemne wywołało wyraźne podniesienie aktywności choćby Royal Navy, a także m.in. odwiedziny mikroflotylii norwesko-niemiecko-estońskich NATO-owskich sojuszników. I chociaż atmosfera cięć i kosztów związanych z wyjściem z Unii raczej nie sprzyja zwiększaniu wydatków ponoszonych na zbrojenia – to jednak zwłaszcza po stronie torysowskiej od razu skorzystano okazji by podkreślić, że tylko zakupy m.in. nowych korwet itp. “pozwolą obronić Brytanię przed rosyjskimi okrętami podwodnymi”. Ponieważ jednak np. w Szkocji zestawienie rosyjskiej marynarki wojennej i jej bandery – z miejscowymi barwami daje raczej efekt uzupełniający niż konfliktowy, zaś ruchy antywojenne i rozbrojeniowe są tu wciąż bardzo silne (jednocząc się wokół postulatu odstąpienia od programu TRIDENT i zamknięcia bazy atomowych okrętów podwodnych HMNB Clyde w Faslane) – nie udało się na szerszą skalę wywołać ani “Russian scare”, ani też spotęgować chęci do marnowania pieniędzy na zbrojenia. Początek listopada to zresztą okres, kiedy zarówno Anglicy, jak Szkoci i Walijczycy przypominają maki, na znak pamięci o ofiarach Wielkiej Wojny (i dla wsparcia żyjących weteranów i kombatantów). Nie jest to więc czas szczególnie sprzyjający popularyzowaniu nowego konfliktu. Brytania zajmuje się więc swoimi sprawami, zaś sami poddani królowej wydają się nawet nie myśleć o wysyłaniu swoich synów, by ginęli gdzieś w Pribałtice

 

A jak widzą to sami tak zwani zwykli mieszkańcy Wysp? Miałem okazcję to sprawdzić podczas kolejnego spotkania ze szkocką młodzieżą w jednym z college'ów na północnym-wschodzie tego wypracowującego swoją niepodległość kraju. Tak się złożyło, że właśnie tym razem rozmowa zeszła na Rosję. Punkt wyjścia – zrozumiały i istotny dla uczestniów: nowy przebój  Robbiego Williamsa (“Party like a Russian”)!. Zdaniem 16-21-letnich Szkotów jest on... “obraźliwy dla Rosjan”, bo “na pewno nie wszyscy są właśnie tacy (hałaśliwi, bezczelni, nowobogaccy i "no po prostu, wredni!)". A ilu znają Rosjan? No... nie znają. Ale chcieliby poznać. I wiedzą, że jest  Vladimir Putin! I chociaż jest stary, łysy i wygląda tak... rosyjsko i to trochę straszne co powiedział, że dopadnie nawet rodziny i żony, to... no on jeden na pewno poradzi sobie z terrorystami i porządnie ich zbombarduje!

 

Kiedy ja byłem wieku tych młodych Szkotów i Szkotek –  Sting śpiewał o nadziei, że “Rosjanie też kochają dzieci”, a  Billy Joel  wspominał “Leningrad”. W Polsce irytowało nas przeważnie to wyśpiewywanie nadziei, że Ruscy to tacy sami ludzie jak my itp. sentymentalne pierdoły, kiedy tu się trzeba było wyzwalać, a w ogóle przecież – jak wiadomo – tylko Polacy byli zawodowymi sowietologami, tak jak dziś są domorosłymi rusoznawcami.

 

Po 30 latach zmieniły się piosenki, niepostrzeżenie wróciły czasy zimnej wojny, a jakiekolwiek nadzieje trudno wiązać nawet z naiwnym, ale sympatycznym nastawieniem tej młodzieży. Ma zresztą ona własne problemy z tym dziwacznym światem – mając 16 lat młoty Szkot może iść głosować – ale nie może kupić piwa w pubie. Może już wziąć ślub (i płodzić dzieci) – ale nadal nie może oglądać pornografii. Może wstąpić do wojska i jechać zabijać ludzi – ale nie wolno mu grać w gry, w których to zabijanie tylko udaje. I fakt, że posiada pierwszy, jakże złudny w demokracji przedstawicielskiej “wpływ” - nie powoduje zmiany pozostałych ograniczeń, dla tego pokolenia całkiem istotnych. Czemu więc miałoby coś zmienić bieg spraw jeszcze ważniejszych, ale przecież zupełnie abstrakcyjnych nie tylko dla tych dzieci, ale i dla ich rodziców?

 

I czy dla uratowania jakiej bądź przyszłości nastolatków nie tylko tych żyjących na Wyspach – wystarczy, że nie podobają im się “offensive songs”, za to podoba łysy, ruski dziadek, który umie zrobić porządek z terrorystami?

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930