Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
713 postów 321 komentarzy

Katastrofa lotnicza

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie udało się. Z regionalnego dla Lubeslzczyzny lotniska w Świdniku wciąż lata mniej pasażerów, niż obiecano Komisji Europejskiej starając się o sfinansowanie inwestycji.

 

Nieosiągnięcie założeń zbyt optymistycznego – jak się okazało – planu funkcjonalnego będzie kosztować co najmniej 24 miliony złotych, które trzeba będzie zwrócić do programów operacyjnych. Politycy znowu obiecują – tym razem, że uda im się trochę stargować kwotę „kary”, o ile jednak wszyscy dotąd wypinali piersi po ordery za rzekomy sukces Portu Lotniczego – tak dziś nie wiadomo kto właściwie zawinił. A może nie ma jednej winnej osoby czy instytucji, tylko po prostu wszyscy ponosimy nieuniknione dodatkowe koszty inwestycji, o której od początku było wiadomo, że długo (a może wcale) nie będzie na siebie zarabiać?

 

Marszałek ma warianty

 

Lubelski marszałek,  Sławomir Sosnowski  (PSL) ma ostatnio zszargane nerwy panoszącym mu się po urzędzie CBA, ślimaczącym Centrum Onkologii, afrykańskim pomorem świń i nienasyconymi apetytami kadrowymi partyjnych kolegów, dlatego pytania o sytuację finansową lotniska wyraźnie dodatkowo go denerwują. - My już wydaliśmy te środki i nawet jeśli będzie zwrot, to do Programu i my sobie zrekompensujemy poniesione wcześniej wydatki – tłumaczy nieco zawile szef samorządu województwa mając na myśli nadkontrakcję na Drodze Wojewódzkiej 808, czyli fakt, że nawet jeśli coś się odda – to przecież wcześniej dostaliśmy więcej, niż pierwotnie planowo. Sama kwota 24 mln zł też marszałkowi nie straszna – bo przecież mogło być gorzej! - Natomiast wiemy, że na pewno nie będzie zwrotu ok 40 mln, których pierwotnie od nas żądano – zapewnia Sosnowski. Czy jak uda się to uzyskać? - Trochę usztywnia nam się ministerstwo – przyznaje marszałek dorzucając jednak szybko: - Ale i na to mamy kilka wariantów!

 

Opozycja ma zastrzeżenia

 

Słowem dokładnie nie wiadomo co się dzieje, ale po staremu – dla władzy byczo było jest i będzie? Opozycja jest jak zwykle innego zdania. - To było do przewidzenia! Obecne władze Portu zamiast skupiać się na rzeczach ważnych, wolą organizowanie kosztownych wycieczek, jak słynna już na cały kraj czerwcowa wizyta w Izraelu. Na posiedzeniu październikowej Komisji Rewizyjnej SWL pan prezes Wojtowicz przyznał ze osiągnięcie poziomu rentowności potrwa jeszcze kilka lat (obecnie to ponad milion pasażerów rocznie). A co gorsza ta granica jest płynna i wciąż się przesuwa, za rok może to być już 1,5 lub 2 mln pasażerów. Wierze, że „wzmocniony” zarząd o nowego wiceprezesa oraz rada nadzorcza portu, w tym m.in. o  Waldemara Pawlaka  i  Henryka Smolarza odwrócą ten niekorzystny dla portu, a w istocie dla lubelskich podatników stan rzeczy. Bo jeśli tak się nie stanie, to konsekwencje, w tym finansowe mogą być w przyszłości dużo bardziej poważne. Mam nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie – szydzi, ale i ostrzega sejmikowy radny  Marek Wojciechowski z PiS.

 

Spółka ma to w nosie

 

W tej sytuacji nieodmienny spokój zachowują tylko władze spółki Port Lotniczy Lublin S.A., które wobec nadmiaru problemów postanowiły udawać jeszcze głupsze niż są. - Stroną nie jest spółka tylko Województwo Lubelskie, które posiada dokumenty oraz pełną wiedzę w tej sprawie. Nie wiemy o jakie poziomy miałoby chodzić, o jaki plan funkcjonalny ani o jakie terminy – upiera się rzecznik PLL  Piotr R. Jankowski, który widocznie nie pamięta, że plan użytkowo-funkcjonalny lotniska stanowił integralną część wniosku do Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnegooraz Budżetu Państwa w ramach Regionalnego Programu OperacyjnegoWojewództwa Lubelskiego na lata 2007-2013 i zakładał, że poziom przewozu 400 tys. pasażerów rocznie uda się osiągnąć już w 2014 r. - kiedy to nie udało się osiągnąć nawet 200 tys. Oczywiście, niemal co miesiąc biuro prasowe spółki zarzuca lubelskie media opracowanymi skrzętnie danymi , w których lotnisko przekracza normy – które jednak wcześniej... samo na odpowiednio niskim poziomie sobie ustaliło. Takie realizmu brakowało jednak na etapie planowania całego przedsięwzięcia, kiedy prognozy i przewidywania podrasowywano, byle tylko dostać upragnioną dotację. Póki co zaś, od stycznia do końca października 2016 r. z usług lotniska skorzystało 327 tys. podróżnych – czyli znowu, prawie połowę tego, co zakładano wcześniej (choć nie tego, co obiecywano ostatnio, znając już kryzysową sytuację Portu).

 

Nie ma też nawet nie miesiąca, ale tygodnia, by sukcesami PLL nie chwalił się szef rady nadzorczej spółki, Jacek Sobczak (były wicemarszałek województwa z ramienia PO),chętnie przypisujący sobie całość zasług przy powstaniu lotniska, jednak nie poczuwający się do żadnej odpowiedzialności za jego porażki. „A jednak się kręci!” - pisze i woła polityk komentując niemal każdego nowego pasażera lecącego do i ze Świdnika. Zwrotu 24 mln zł komentować jednak nie chce. - Skomentuję jak rzeczywiście dojdzie do zwrotu... - ucina Sobczak wszystkie próby dyskusji o zagrożeniach dla Portu i... nie przestaje kręcić.

 

Co dalej? Władze PLL nie mają innego pomysłu, niż robić to, co do tej pory, czyli... niewiele, jak widać po skutkach. - Port lotniczy podejmuje szereg działań z obszaru tzw. airline marketingu, typowych dla branży, w której działa. Trwają rozmowy i negocjacje z  przewoźnikami. Jednak, jak zwykle w przypadku takich pytań, nie informujemy o szczegółach, ze względu na obowiązującą nas klauzulę poufności prowadzonych rozmów. O nowych połączeniach i wszelkich zmianach w istniejących, zawsze pierwsi informują przewoźnicy – bawi się w sfinksa rzecznik Jankowski. Jednym z poprzednich takich „dyskrecjonalnych” dogadań się z nie najpoważniejszym bynajmniej przewoźnikiem, CARPATAIR – zajmuje się już Centralne Biuro Antykorupcyjne. Zarząd Portu nadal jednak widać uważa, że herbatka zrobi się słodsza nawet bez cukru, wystarczy tylko odpowiednio długo ją mieszać...

 

Lublinianie mają zapłacić

 

W sprawie lubelsko-świdnickiego lotniska każdy ma swoją prawdę. Jedni powiedzą, że musiało ono powstać, tak duża była bowiem presja społeczna, a i politycy Lubelszczyzny tęsknili do jakiejś odpowiednio wielkiej inwestycji – bo to i splendor duży, i zarobek przy okazji też nie mały. W tej sytuacji co obiecywano, a co wyszło – nikogo nie powinno chyba dziwić. Zwłaszcza, że prawdziwe dane na ilu pasażerów faktycznie może liczyć Świdnik – znane były już 12 lat temu kiedy, kiedy zapadały pierwsze decyzje lokalizacyjne lotniska. Że dane te trochę użytek Komisji Europejskiej podkolorowano – też dla nikogo chyba tajemnicą nie było. W końcu aplikującym o „środki unijne” i wędkarzom nikt chyba wierzyć na słowo nie powinien... Rację jednak mają i ci, którzy wskazują, że kolejne zarządy spółki PLL – a żaden nie jest bez winy – zachowywały się, jakby kierowały znanym i uznanym lotniskiem gdzieś w europejskiej metropolii, które nie musi robić nic, by pozyskać klientów, nowe linie lotnicze i ustanowić atrakcyjne połączenia. Obecny kryzys i groźba zwrotu pieniędzy – to w dużej mierze skutek takiego spoczęcia na laurach i założenia, że hucznie otwarty i po cichu zamknięty jakiś rumuński samolocik to to, co naprawdę lubelskich pasażerów interesuje. I za takie właśnie, porzucenie trudnego, ale przecież obiecującego dziecka – odpowiedzialni powinno czuć się i lubelscy samorządowcy, i przede wszystkim mocno przypadkowi biurokraci i politycy powoływani od sasa do lasa i z PSL do władz PLL. Bo teraz ich zaniedbania mają już wymierną cenę – co najmniej 24 mln zł.

 

Port Lotniczy Lublin został w swoim czasie przez polityków wskazany jako "wielki cel" wszystkich mieszkańców regionu (i był czas, 10 lat temu, gdy sam to swoim samorządowym następcom podpowiadałem). Jednak z legendy trzeba było przejść w porę do rzeczywistości - a to oznacza także twarde ekonomiczne realia, niekorzystne dla nowych, małych lotnisk, nie tylko w Polsce. PLL pozostaje kosztowną ekstrawagancją, a nie motorem rozwojowym Lubelszczyzny, co wmawiano mieszkańcom naście, czy nawet parę lat temu. Fakty zaś są takie, że po pierwsze - klientem lotniska nie jest bynajmniej pasażer - tylko linia lotnicza. Z punktu widzenia spółki istotne jest pozyskanie odpowiednich przewoźników. Jednak - jak sama nazwa wskazuje - tanie linie starają się być tanie, m.in. przez twarde negocjowanie niskich opłat lotniskowych, a więc nie są dla samego portu klientem szczególnie atrakcyjnym, choć wpływają na zwiększenie potoków, zatem są szybszą metodą wypełnienia założeń programów funkcjonalnych, z reguły pisanych zbyt optymistycznie w nadziei uzyskania finansowania na budowę itd. Innymi słowy, kluczowe w biznesie lotniskowym i lotniczym jest to, że... jest to biznes. Tymczasem wszystko, co chociaż otarło się o tzw. "fundusze unijne" w Polsce spada do kategorii między "propaganda", a "wielki zbiorowy obowiązek", co zarządzania bynajmniej nie ułatwia. A jeśli do tego mętnego obrazu dołoży się fatalny, partyjny dobór kadr (jak ostatnie głośne powołanie czołówki PSL, z ex-premierem Pawlakiem do rady nadzorczej lubelskiego lotniska) - to skutki są tak opłakane, jak właśnie w PLL...

 

Polacy mają problem

 

Nie bez znaczenia są też same koszty, windowane do idiotycznych rozmiarów właśnie przez względną (dla swoich...) dostępność finansowania. Kiedy w 2006 r. opuszczałem lubelski Sejmik (choć starając się o reelekcję uzyskałem ponad 5 proc. głosów właśnie z programem antykorupcyjnym i wprowadzającym jaki taki ład w inwestycjach) – budowa lotniska była wyceniona na 140 mln zł. Dwa lata później inwestycja kosztowała już 400 mln zł. Podobnie słynny nie tylko w Lublinie Teatr w Budowie (czyli gmach, którego wznoszenie rozpoczęto jeszcze za Gierka) - gotów był do dokończenia za 40 mln zł, a po 9 latach podchodów budowlanych, pochłonął ostatecznie ponad.. 200 mln zł. I nikt nie może na poważnie wmawiać, że w ciągu dwóch lat tak podrożały materiały budowlane i wykonawstwo. Po prostu,  kiedyś łapówki stanowiły do 20 proc. wartości inwestycji. A w ramach "funduszy europejskich" - buduje się za 20 proc. tego co na kwicie, a reszta idzie do podziału.

 

 

Wróćmy jednak do naszej katastrofy lotniczej. Powtórzmy raz jeszcze: jakkolwiek by to głupio dziś nie brzmiało - 13, 10, 6 lat temu opowiadano, ze na lubelskie lotnisko będą przylatywać milionerzy ze swoimi kapitałami i miejscami pracy, że PLL zarobi krocie na współpracy z tanimi liniami (sic!). A nie, że latać ze Świdnika będą gastarbajterzy, aż ktoś w końcu zgasi światło - najpierw na samym lotnisku, a potem w całym województwie i na Ścianie Wschodniej...

 

I tak to się kreci - rozwój po polsku, rozwój po lubelsku...

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • statystyka
    http://www.ulc.gov.pl/_download/statystyki/2016/II-kw/wg_portow_lotniczych_2kw_2016_v1.pdf
  • Poronione pomysły
    Pociągi zlikwidowane, drogi jak za Ćwieczka, ale lotniska budują...
    Jest takie powiedzenie: jak umiesz liczyć, to licz na siebie. A nie na jakąś współpracę w ułudnej przyszłości z bliżej niesprecowanymi przedsiębiorstwami. Zawsze jakieś obietnice dalekich miraży na horyzoncie, a pieniądze idą do prywatnych, złodziejskich kieszeni kosztem nas wszystkich, którzy zostajemy z długami, bo figa z makiem to by było bardzo wiele.
  • @alcest 09:00:59
    "nie ma czegoś takiego jak "koszty" w tym sugerowanym sensie. Pieniądze wydane na budowę tego lotniska trafiły do ludzi"

    Oczywiście, dlatego sensem inwestycji publicznych jest wykopywanie rano wielkich dołów, które wieczorem są zasypywane.
  • @alcest 09:00:59
    Jest kilka przykładowych lotnisk w Polsce, które powstały tylko dlatego, że poprzednia władza widziała w nich swój prywatny interes. Interes doskonale opisany przez K.R. jak się buduje za fundusze europejskie. Lotniska te to - Gdynia Oksywie (WSI nie udało się przeskoczyć układów w Brukseli), Radom, Modlin, Lublin.
    Aby na siłę uzasadnić naiwnym idiotom (czytaj większości) operatorzy lotnisk (samorządy) dopłacają liniom lotniczym aby zechciały na te lotniska latać.
    Jest nawet jedna linia lotnicza zarejestrowana w Polsce, która na tym doskonale żeruje. Lata po kraju oferując bilety za kilkanaście złotych, bo resztę dopłacają jej złodzieje podatków (czytaj samorządy).
    Jak zgłoszono się do tej firmy aby wyczarterować lot na trasie gdzie normalnie operuje, to oświadczyła, że jedno miejsce kosztuje 1000,- (jeden tysiąc) PLN. Normalnie bilet powrotny na tej trasie bez żadnej promocji sprzedaje za 100-200 PLN. W promocjach nawet po 51 PLN.
    Tak więc szanowny Alceście, wielu naiwnych musi być ograbionych przez złodziei aby niewielu mogło sobie polatać.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLITYKA

    The South just fell again...

    Skonfederowane Stany Ameryki z reguły budzą ciepłe odczucia na polskiej prawicy. Bo potomkowie Kawalerów, bo rycerscy, bo przegrani, bo trochę rasistowscy (to ostatnie nieprawda, ale i tak kojarzy się niektórym miło). czytaj więcej

  • POLITYKA

    Czipsy, proszek do prania, demokracja

    Przez dekady zachodniej demokracji posługiwano się przede wszystkim mechanizmem kontynuacyjnym. czytaj więcej

  • ŚWIAT

    Burza nad Azją2?

    Chociaż teoretycznie głową państwa mongolskiego pozostał polityk tej samej Partii Demokratycznej – zwycięstwo Chaltmaagijna Battulgi może stanowić krok w stronę poważnej zmiany geopolitycznej na Dalekim Wschodzie. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031