Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
719 postów 323 komentarze

„A czyjeż to imię...”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kolejna rocznica szarży szwoleżerskiej pod Somosierrą daje pretekst do szybkiego rzutu okiem na legendę napoleońską i wciąż występujące polskie do niej nabożeństwo.

 

Otóż problem nie polega na tym, że wzięliśmy udział w nieudanej próbie budowy Europy bonapartystowskiej - tylko żeśmy w porę (tj. ok 1810 r.) cesarza nie porzucili).

 

Po epoce samoukoronowanej rewolucji, zwanej Cesarstwem – mamy swój hymn (będący mimo ładnej melodii trochę jednak piosenką o d... Maryni) z bezpośrednim przywołaniem osoby  Napoleona, było nie było obcego władcy - co jest jednak przypadkiem bezprzykładnym w państwowych pieśniach różnych narodów. Przede wszystkim jednak empire przyniósł nam i wzmocnił liberalną tradycję prawno-państwową, przemieszaną ze skłonnością do rządów pół-amatorskiej soldateski (nieprzypadkowo kult Napoleona podhodowała w Polsce sanacja). Legenda napoleońska wpisuje się też w polską zaślepioną i nieodwzajemnioną miłość do Zachodu, jego opieki i gwarancji. Wreszcie – w swojej wersji poetyckiej odpowiada polskiemu infantylizmowi, estetyzmowi, tym opowieściom o „honorze”, amarantom, ułanom, mazurom.

 

Zachodnia Europa jest geopolitycznie martwa

 

Ustrojowo i ideologicznie Europa napoleońska jest nie do obrony. Mimo pseudomonarchistycznej formy – była to tylko nieudana próba dyktatorskiego utrwalenia programu rewolucji antyfrancuskiej w jej liberalnym – czyli w istocie pierwotnie celowym kształcie. Z punktu widzenia dowolnego społeczeństwa europejskiego (także polskiego) – była (i jest) to ideologia zabójcza, w dodatku oddająca władzę polityczną grupom i kręgom destrukcyjnym dla tradycyjnego ładu.

 

Równolegle zaś – Europa Napoleona była od początku do końca projektem utopijnym. Niektórzy jej współcześni obrońcy – jak choćby nieodmiennie najciekawszy w swych przemyśleniach kol.  Ronald Lasecki  – zdają się odczuwać wyraźny sentyment do antybrytyjskiej polityki Bonapartego, ponadto zaś anachronicznie popierając bonapartyzm jako ostatnie (przedostatnie, jeśli licząc faszyzm) przebudzenie geopolityczne Europy Zachodniej w wersji nie-oceanicznej. Tak oto wychodząc z rozsądnych przesłanek, w oparciu o błędy obserwacyjne, można dojść do zupełnie nieuzasadnionych wniosków.

 

Po pierwsze – Ronald i „anty-atlantyccy” bonapartyści nie chcą zauważać, że geopolityczny pomysł Napoleona sprowadzał się do ciągłego dążenia do powrotu do pokoju w Amiens. Podobnie jak  Wilhelm II Hitler – Cesarz wojował z Anglią tylko po to, by zawrzeć z nią pokój. Czyli, podobnie jak swoi pseudo-kontynentalni następcy - kompletnie nie rozumiał swojej sytuacji geopolitycznej, ani o co toczy się gra! Nadto, ideologia którą reprezentował skutecznie uniemożliwiła mu (znowu jak Hitlerowi) dojście do jedynego możliwego uzupełnienia swojego programu, czyli kondominialnego porozumienia z Rosją (bliskiego za  Pawła I, niemal już niemożliwego za jego syna).

 

I w tym momencie dochodzimy właśnie do punktu, w którym udające rozsądne, ale i tak błędne podejście do bonapartyzmu – styka się z klasycznym polskim zauroczeniem romantycznym. Cezurą, nogawkami spodni czasu, w których Napoleon stracił swoje szanse na bycie czymś więcej niż historycznym celebrytą, zaś Polacy możliwość wzięcia udziału w prawdziwej grze geopolitycznej – był Erfurt.

 

Honor to nie jest pojęcie polityczne

 

W 1810 r. Napoleon zdawał sobie sprawę z niezdolności swojego imperium do utrzymania samodzielnej kontroli nad całym obszarem i Europy Zachodniej, i Środkowej. Wyjście widział w kondominium z udziałem Rosji, której zaproponował m.in. oddanie kontroli nad Księstwem Warszawskim. Rosyjska dyplomacja o wszystkim skwapliwie powiadomiła Polaków, proponując dobrowolną zmianę strony. Głównie właśnie decyzją księcia  Józefa Poniatowskiego  - Warszawa odmówiła i zawiadomiła z kolei Francuzów, dając pokaz niedojrzałości dyplomatycznej i politycznej.

 

Kolejna okazja zmiany niekorzystnego dla Polski układu sił, spowodowanego zbyt długim i kurczowym trzymaniem się poły cesarskiego surduta, jest bardziej znana – to słynna noc księcia Józefa w Krakowie, po odwrocie spod Moskwy, kiedy łapał za pistolet nie wiedząc czy wycofać się z wojskami do Napoleona, czy wracać do Warszawy, co suflowali Rosjanie. Jak wiadomo, Pepi wybrał najgorsze rozwiązanie, bo nawet gdyby sobie „honorowo” strzelił w łeb – szkoda dla Polski byłaby mniejsza.

 

Mówimy bowiem o niemal pewnej szansie utrzymania integralności terytorialnej Księstwa (a więc bez odpadnięcia Krakowa i Poznania), ze znacznie większymi niż w realu możliwościami dalszego rozwoju i rozszerzenia w unii z Rosją. Wszystko to zostało zaprzepaszczono – bo Pepi faktycznie BĘDĄC politykiem, w konkretnych sytuacjach niemal dyktatorem ziem polskich – udawał zarazem, że nim nie jest, popełniał rażące błędy, których w żaden sposób nie może usprawiedliwić odwołanie się do „honoru”. Powtórzmy: sanacyjny Bóg zastępczy, „honor” - to nie jest pojęcie polityczne! Może być elementem propagandy, ew. (ale bardzo ostrożnie!) procesu wychowawczego – ale na pewno nie polityki na poważnie, polityki odpowiedzialnej i opartej o rację stanu!  "Honorowy" to może być podporucznik ułanów, a nie głównodowodzący.

 

Już w 1792 r. podczas tej fatalnej, a im dłużej trwającej, tym gorszej dla Polski wojny – Pepi nie słuchając swego stryja udowodnił, że nie nadaje się na przywódcę narodowego, nie nadaje się nawet na dowódcę (nie rozumiejąc po co i o co walczy). Okazał się po prostu szkodnikiem, co swym dalszym życiem tylko potwierdził (jedna nierozstrzygnięta bitwa raszyńskiego i kampania 1809 r. niczego w tym obrazie nie zmieniają, bo gdyby Poniatowskiego nie było – z równym lub większym powodzeniem dowodziłby Polakami inny generał). Innymi słowy – Pepi był w historii Polski postacią zbędną.

 

Epizod napoleoński dowiódł, że po czasach  Ludwika XIV  – Europa Zachodnia utraciła zdolność do innej niż oceaniczna formy podległości i organizacji geopolitycznej, a więc jakiekolwiek wiązanie nadziei z jakimś jej wybiciem się na samodzielność, wyzwoleniem i powrotem do roli globalnej – jest anachronizmem i naiwnością. A zatem – nie było i nie ma sensu wiązać losów Polski z żadnymi projektami podsuwanymi, czy nawet wymyślanymi przez grupy polityczne zachodniej części naszego kontynentu. A szarża pod Somosierrą, od której zaczęliśmy – mogłaby nas chyba po ponad 200 latach w końcu oduczyć także myślenia o polityce w kategoriach właściwych dla spadającego wciąż z konia kawalerzysty.

 

Konrad Rękas

 

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Śmieszne są te 'gdybaśki" szanownego Autora.
    Bo przecież zaledwie 5 lat później mamy kongres Wiedeński i faktyczne przejście Księstwa Warszawskiego już jako Królestwo Polskie na stronę Rosji. Czyli dokładnie to co szanowny Autor przedstawia jako wizję alternatywną.
    Mija piętnaście lat i wybucha powstanie listopadowe.
    Wybucha mimo lekcji porażki napoleońskiej.
    Warto ten fakt mieć na uwadze oceniając postacie historyczne tamtego okresu i presję ze strony narodu, jakiej byli poddawani.
  • @programista 09:05:10
    ...no i?
  • @chart 09:57:20
    My tu o historii gadu-gadu a nasz okupant ekonomiczny pięknie dba o swoje interesy nawet przy wydarzeniu o znaczeniu marginalnym: http://nikander.neon24.pl/post/135314,pytania-w-sprawach-pryncypialnych

    a notka to 5 x *. Kiedy wygrzebiemy się z tego infantylizmu?...
  • Autor
    Soli trzeźwiących Polsce nigdy nie dość. 5* Pozdrawiam jak zawsze solidarnie. BJ
  • 5*
    O tym niestety milczy pisana pod żydowskie i kościelne wymogi historia Polski, ale dwukrotnie więcej Polaków walczyło przeciw Napoleonowi po stronie Rosji, niż z Napoleonem przeciw Rosji.

    Czy słowiańskie geny (bo nie polityczny racjonalizm - niestety) są równie silne w Polakach dzisiaj, jak wtedy?
  • @
    // nie było i nie ma sensu wiązać losów Polski z żadnymi projektami podsuwanymi, czy nawet wymyślanymi przez grupy polityczne zachodniej części naszego kontynentu //..............no jasne bo najlepiej nam się wiedzie gdy nas nie ma , t zn pod opieką albo w sojuszu z Rosją , wtedy nawet współrządzimy światem
  • @programista 09:05:10
    To posłuchaj Pan tego:
    https://www.youtube.com/watch?v=uvSVAy7X7XM

    Po prostu tracimy KAŻDĄ szansę i wszelkie atuty na własne(?) życzenie.
    Żeby to się zmieniło, musimy mieć wcześniej odrobione lekcje historii, co próbuje zrobić autor, z którym rzadko się zgadzam.
    Tu w pełni.
  • @puuuq 22:23:47
    Za to teraz jako państwo jesteśmy - prowadzimy własną politykę w interesie narodu i państwa i dynamicznie rozwijamy się gospodarczo, przybywa Polaków.

    Z całą pewnością tylko jeden z nas dwóch jest politycznym idiotą, ale wątpię, żeby Komentator potrafił zdobyć się na samokrytyczną refleksję.
  • @AlexSailor 22:32:25 O "programiście"
    "programista" jest genetycznie zaprogramowany na żydowski kapitalizm i na żydowską zachodnią demokrację.
  • 1792 wojna w obronie Konstytucji 3-go Maja
    Zacznijmy, od tego, że wojna Polsko-Rosyjska z 1792, militarnie nie została zakończona. Atak dwóch rosyjskich armii zakończył się zajęciem Wielkiego Księstwa Litewskiego, prawie w całości oraz Prawobrzeżnej Ukrainy i Wołynia. Ale sytuacja z powodów wojskowych była bardziej korzystna dla strony Polskiej. Armia Wielkiego Księstwa Litewskiego mimo porażek nie została rozbita a po wsparciu posiłków z Korony i uporządkowania dowództwa, przeszła do kontrataku. Sprzyjała jej to że, północna grupa wojsk rosyjskich uległa rozproszeniu i nie stanowiła już zagrożenia. Można je było pokonać w kilku odrębnych bitwach.
    Armia Koronna, mając przeciw sobie znaczniejsze siły, też musiała się wycofać, ale okazała się skuteczniejsza w walce. Rosjanie ponieśli znaczne straty, oraz musieli przeznaczyć część sił na okupacje. Istniało możliwość do przejścia do kontrnatarcia.
    Zaczerniejmy od tego, że Prusy były zajęta wojna z Francją, nie stanowiły zagrożenia. Polacy mieli po raz pierwszy w historii pełen skarbiec gotówki (podatki, darowizny i pożyczki), możliwość mobilizacji pospolitego ruszenia (jako oddziały pomocnicze odciążając wojska zawodowe i wzmocnienie zagonów jazdy). Idea monarchii nie była popularna w republikańskim społeczeństwie, więc można było odejść od sprawy konstytucji, osłabiając tym samym propagandę Targowiczan. A sami Rosjanie nie mogli pozwolić na dłuższą wojnę, bo mogli by walczyć ponownie z siłami Szwecji i Turcji, na co nie byli przygotowani.
    Więc Pepi miał tym razem racje. No ale wujowie i stryjowie byli już zainteresowani na co wydadzą pieniądze które zostały zebrane na wojnę. Nie chodziło tu o żołd, zakup mundurów, broni i amunicji.
  • @Daro 01:01:59
    Żeby się nie powtarzać: http://chart.neon24.pl/post/124573,nie-o-tym-powstaniu
  • @Rzeczpospolita 22:44:31
    czyli Ty jesteś "politycznym geniuszem " bo zachęcasz do kolejnego wejścia w objęcia Rosji , zaś wszystko co "śmierdzi dolarem " nadaje się na śmietnik , w tej sytuacji albo jesteś zwykłym kacapem albo na usługach kacapskich czyli należy Cię całkowicie ignorować bo pożytku nie może być z Ciebie żadnego

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930