Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
727 postów 324 komentarze

Między Piusem a pijusem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wielka jest siła szwarcharakterów! Ponoć jeszcze w czasach przedkinowych nasze prababki kochały się raczej w Bohunie niż w Skrzetuskim i nieprzypadkowo Bruner był nawet bardziej lubiany od Klossa.

 

 

W polityce zresztą bywa podobnie – za komuny widzowie z łezką w oku czekali, aż jacyś winni klęski wrześniowej oficerowie w końcu zaśpiewają „Pierwszą Brygadę”, a na ekranie pokaże się znienawidzony dyktator  Piłsudski albo jacyś faszyści z NSZ (więc zwłaszcza tego pierwszego na wszelki wypadek jednak nie pokazywano za często, co jeszcze bardziej mu pomogło!). Endecy bawili się nb. podobnie – w końcu w takiej np. „Śmierci prezydenta” to nie papierowy  Narutowicz  był fajny, tylko zimno-wspaniały  Haller  i gorąco-entuzjastyczny ks.  Lutosławski  - już nie mówiąc o endeckich bojówkach wołających – w pełnych kinach roku 1977!: „bij komunę!”.

 

Jak wiadomo, zło jest atrakcyjniejsze od dobra (w końcu to drugie trzeba świadomie wybrać) – i w powszechnej współcześnie świadomości – atrakcyjność ta dotyczy także formy, zewnętrznego piękna. „Naziści byli źli, ale dobrze się ubierali!” - głosi znany slogan. Więc teraz twórcy filmowi postanowili „dobrze ubrać” papieża. Serial „Młody papież” zachwycił część tradycjonalistyczno-katolickiego internetu – co widać po niektórych profilach fejsbukowych. Tymczasem  produkcja ta jest "tradycjonalistyczna" tylko w tym właśnie sensie, w jakim "nazistowskimi" wydawałyby się filmy, w których "Niemcom" jest do twarzy w mundurach SS!

 

Pierwszy przykład z brzegu: autorzy filmu - uwaga, SPOILER! - na poważnie (?) np. pochylili się nad problemem homoseksualizmu wśród księży, dając łzawy przykład młodego człowieka zdyskwalifikowanego jako kandydat do kapłaństwa ze względu na domniemanie gejostwa, a który "byłby świetnym księdzem". Kandydat ów następnie zresztą popełnia samobójstwo ostatecznie udowadniając, że nie byłby, nie w tym jednak rzecz. Nie chodzi bowiem tylko o płciowość, ale o istotę kapłaństwa. Odpowiedź na pozornie rozbrajające pytanie "a co ma zrobić mężczyzna, który jest homoseksualistą, a odczuwa powołanie by zostać księdzem?!" jest dokładnie taka sama, jak na "a co ma zrobić mężczyzna, który chce mieć żonę i dzieci - i być księdzem?". Brzmi ona: MA WYBRAĆ.

 

Na marginesie, może to ilość i dostępność współczesnego przekazu - eliminują jego złożoność i skłaniają do podatności na estetyzm formy? Wszak Te same środowiska, które chętnie za swojego uznają "Piusa XIII" - powtarzają np. slogany nie tylko o obrazoburstwie "Ostatniego kuszenia Chrystusa" (co było prawdą dla określonego momentu powstania i odbioru filmu), jego bluźnierczości (prawdziwej tylko przy bardzo subiektywnym rozumieniu pojęcia), ale też o antychrześcijańskim charakterze (co jest już jawną bzdurą).

 

Wróćmy jednak do „Młodego papieża”. Można domniemywać, że jego pomysł nie polegał na przewidzeniu, że komuś naprawdę mogą spodobać się tezy głoszone przez „Piusa XIII”.  Dla typowego, zachodniego odbiorcy – pomysły Kościoła zamkniętego, wygonienia z kapłaństwa gejów, zwrócenia świata do Boga i tylko do Boga itd. - to tylko przerysowanie, opowieść o wampirzym Hitlerze-kanibalu na Tronie Piotrowym.  Jego atrakcyjność ma być zewnętrzna, zapewniona przez „nieziemsko przystojnego” (jak sam się ocenia) Jude'a Law w roli ojca świętego. Polskim tradsom bardziej (? - miejmy nadzieję, że o to chodzi...) podoba się co postać ta opowiada, niż jak wygląda. Chociaż... - przecież fotos z Lawem w tiarze widzieli już pewnie wszyscy jako tako kojarzący aktualności telewizyjne. A więc jednak estetyka, jednak „dobre ubranie” okazują się najważniejsze!

 

Pod przekazem werbalnym „Pius XIII” to przecież jednak produkt płytkiego freudyzmu, człowiek ewidentnie niezrównoważony emocjonalnie, który swoje „tradycjonalistyczne” credo wybiera raczej dość przypadkowo (balansując nad pokazanym w pierwszej scenie alternatywnym, ultra-liberalnym), a przede wszystkim w efekcie traumy z dzieciństwa – UWAGA, SPOILER! - jako porzucone dziecko hippisów, nade wszystko spragnione miłości i tkliwej czułości (co tylko potwierdza zawieszenie w ostatniej scenie serialu...). Innymi słowy - „Młody papież” wywodzi się tej samej tradycji, co dajmy na to „The Wall”, w której koncert/wiec neo-nazistów też wypada zaj...e – ale jest tylko kolejnym stadium alienacji głównego bohatera. Innymi słowy – może i papież jest śliczny, ale nieszczęśliwy (niczym ofiara nałogu...) i trzeba go przytulać, tak jak tych wszystkich pozostałych biednych wariatów: konserwatystów, narodowców, tradycjonalistów, bo oni wierzą w to co wierzą, bo ich ktoś nie tulił w dzieciństwie, a dziewczynki tylko przez chwilę dotykali po nóżce (i to poniżej kolana). Może ktoś z zachwyconych „Młodym papieżem” odnajduje się w tej „diagnozie”, ośmielam się jednak kwestionować jej uniwersalność.

 

Czy jednak w jakiś sposób dyskwalifikuje to sam serial? Ależ skąd! Przecież nawet takie spłaczone i ugłaskane w finale zło – i tak jest atrakcyjniejsze!

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Reżyserem serialu jest włoski ateista
    Jak sam podkreślał starał się zachować kanony sztuki filmu obyczajowego. Nie ma to być obraz jakiejkolwiek formy uprzedzeń czy nietolerancji – mówił Sorrentino. A raczej próba wybadania, ze szczerością i ciekawością, trudów, sprzeczności i fascynujących aspektów duchownych jako ludzi.

    Ta produkcja może być wskazówką jak i problemem dla ludzi KRK. Zwróciło moją uwagę jałowe podejście filmowego papieża do problematyki społecznej. Mimo pewnych wartych rozwinięcia tradycji troski o ludzi pracy z przeszłości. Ale co się spodziewać, kiedy produkcja wymaga donatorów a ci którzy serial sfinansowali nie mają za wiele wspólnego ani z wiarą, także etosem pracy. Zwraca uwagę spotkanie Piusa z premierem Włoch - głupkiem podobnym do ignoranta Matteo Renziego. Przynajmniej co do tej sceny zgadzam się z twórcami. I co ważne, film wskazuje Jana Pawła II, jako tego za którego pontyfikatu Kościół został przygnieciony takim meteorytem, że podnieść się do dziś nie może.
  • zlepek, też trzeba umieć zlepić!
    Schwarzcharakter - bym napisał. Reszta dobrze

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031