Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
715 postów 323 komentarze

Odbiorą nam prawo głosu...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

...a my będziemy milczeć?!

Na razie tylko na Wyspach Brytyjskich – ale jak już w przeszłości pisałem, faktycznie wybory i głosowania, w których dotąd uczestniczyła, czy mogła uczestniczyć polska mniejszość w UK kto wie czy nie okażą się z czasem ważniejsze także dla tych, co zostali w kraju. I nie inaczej mogłoby byś w przyszłości – dlatego właśnie rządzący Zjednoczonym Królestwem torysi chcą jednym ruchem odciąć m.in. tamtejszych Polaków od urn wyborczych.

 

PR-awa nabyte

 

Poprawka do Article 50 Bill gwarantująca pochodzącym z Unii Europejskiej rezydentom UK zachowanie ich praw po opuszczeniu Wspólnot Europejskich, która hałaśliwie padła w Izbie Gmin, i właśnie jest równie hucznie procedowana w Izbie Lordów – to oczywiście tylko sztuczka propagandowa Liberalnych Demokratów, mająca poprawić ich notowania zarówno wśród mniejszości, jak i zwolenników REMAIN. Kto zna brytyjską historię polityczną ostatnich 200 lat ten wie zresztą, że wigowie i to, co ich zastąpiło pod zbliżoną nazwą - zawsze znani byli z wybierania sobie takich znajdujących się pod presją grupek, obiecywania im skutecznej reprezentacji w Westminsterze – i porzucania natychmiast po uzyskaniu wyborczego poparcia (w ten sposób w zasadzie przez dwa stulecia zwodzeni byli skutecznie m.in. wyborcy z Walii czy Szkocji, a wcześniej także Irlandii). Teraz wypróbowana metoda stosowana jest na rezydentach, którzy wprawdzie nie mają praw wyborczych do Izby Gmin, ale których poparcie liczy się w wyborach lokalnych – no i którzy pospiesznie walczą o zostanie poddanymi Jej Królewskiej Mości, stanowią więc rozwojowy elektorat na przyszłość.

 

Nie stać ich na wyrzucenie Polaków

 

Dość wspomnieć, że pochodzących z innych państw UE mieszkańców UK jest obecnie ok. 3,3 miliona (z tego 1/3 to Polacy). Jak już zdążyła policzyć New Economics Foundation w apokaliptycznym scenariuszu, gdyby każdy z tych mieszkających i pracujących na Wyspach zniknął z rynku pracy tylko na jeden dzień - kosztowałoby to gospodarkę £328.000.000, tj. 4 proc. PKB kraju. Imigranci stanowią obecnie aż 10,9 proc. ogółu siły roboczej, ale według Obserwatorium Migracji (nie mówiąc, że to po prostu widać) liczba ta zwiększa się skokowo w wybranych sektorach. Przybysze to 31 proc. sprzątaczy, 30 proc. pracowników wytwórni żywności i 26 proc.... pracowników służby zdrowia. Te liczby są używane do straszenie zwolenników BREXIT-u – tymczasem powinny przede wszystkim uspokoić przerażonych „groźbą wyrzucenia” Polaków (po 23 czerwca odnotowano blisko 50-procentowy w stosunku do okresu przedreferendalnego wzrost aplikacji o stała rezydenturę UK). Tymczasem do znudzenia trzeba przypominać – nasza obecność na Wyspach nie wynika z żadnych papierowych brukselskich zapisów, tylko z głodu rąk do pracy i zadyszki brytyjskiego systemu emerytalnego  (i tak jednak stojącego o niebo lepiej niż ten w Polsce).

 

Kłamstwa torysów

 

Co innego jest jednak pracować na Królową – a co innego głosować i mieć wpływ. O ile  nasza pozycja zawodowa na Wyspach mimo BREXIT-u nie jest i nigdy nie była zagrożona, o tyle czym innym są uprawnienia polityczne.  Te „konserwatyści” i ta część laburzystów, która jest za LEAVE – chętnie by m.in. Polakom odebrała. Chodzi nie tylko o rozgrywki międzypartyjne (jak właśnie PR-owska zagrywka liberałów), ale o przyszłość samego Zjednoczonego Królestwa. W tej chwili największym dla niego zagrożeniem (i  szansą dla Polaków) jest IndyRef2, czyli ponowne referendum niepodległościowe w Szkocji (spodziewane jesienią 2018 r.). W przeciwieństwie do głosowania w sprawie BREXIT-u, wg obowiązujących przepisów, podobnie jak i w 2014 roku – powinni móc wziąć w nim udział także rezydenci. Przeciwnie jednak niż przy poprzednim wyborze YES lub NO – tym razem większość Polaków zapewne po pierwsze zainteresowałaby się możliwością wyrażenia własnego zdania, po drugie zaś – poparłoby niepodległość, skoro wiązałaby się z gwarancją utrzymania znanych już i obwąchanych uprawnień uznawanych za „europejskie”.

 

Kampanię przed IndyRef1 cechowała bezczelna wręcz kłamliwość unionistów (zwłaszcza torysów). Polaków oszukiwano, że niepodległa Szkocja „na pewno” znajdzie się poza UE, a więc nie będzie w niej miejsca dla imigrantów, że funt będzie niewymienialny (sic!), że gospodarka się załamie (w kraju, którego częścią pozostają niemal wszystkie, mimo okrajania granic, złoża ropy należące obecnie do Zjednoczonego Królestwa jako całości!), że równolegle zapanuje bezrobocie i znikną zasiłki (chociaż Polacy nie palą się żeby je brać, a to właśnie szkocki rząd, powołany przez Szkocką Partię Narodową - jest przeciw cięciom socjalnym i za zwiększeniem pomocy) itd. Słowem kłamano, kłamano, kłamano – aż coś zostało. Nawet hasło separatystów „break the Union” - tę z 1707/1800, z Anglią – przedstawiano Polakom jako dowód... antyeuropejskiego nastawienia SNP i narodowców. Sytuacja jednak się zmieniła i to o 180 stopni.

 

Głos polski

 

Tym razem, kiedy do ponownego głosowania ponownie dojdzie – świadomi Polacy niemal na pewno zagłosowaliby YES, czyli za niepodległością Szkocji, dla ochrony przed prawdziwymi, czy nawet wymyślonymi niekorzystnymi dla naszych skutkami BREXIT-u. I „konserwatyści” oraz pro-BREXIT-owi labourzyści doskonale o tym wiedzą – i wyciągają z tego wnioski. Na marginesie więc mocno wydumanego sporu o poprawki do Article 50 Bill – przemycona może być sprawa znacznie ważniejsza, a więc taka  "reforma" systemu wyborczego UK, która jednym ruchem odetnie od urn wyborczych rezydentów.

 

Zanim ktoś w kraju wyskoczy z pseudo-nacjonalistyczną uwagą, że „i dobrze, Brytania dla Brytanów, każdy głosuje u siebie!” i tym podobne – trzeba przypomnieć, że i zanim powstały narody, i nawet teraz kiedy się je sztucznie deprecjonuje – wspólnota lokalna jest jednak zjawiskiem pierwotnym i prawo do współdecydowania o niej ma jednak znaczenie kluczowe dla tożsamości i zdrowia wewnętrznego danego społeczeństwa.   Polacy pracując i mieszkając stale np. w Szkocji – mają bezwzględnie prawo do wpływania na jej status polityczny i to nawet pomimo tego, że dotąd z prawa tego często korzystali niemądrze, pod wpływem oszustwa, ze szkodą i dla siebie, i dla kraju gospodarza. Teraz jednak ważnym jest, że ci, których często dotąd nierozważnie niektórzy nasi rodacy popierali: torysi, laburzyści, cały polityczny Londyn - chcą nie tylko uniemożliwić udział polski w kształtowaniu rzeczywistości lokalnej, choćby samorządowej, ale już całkiem zepchnąć Polaków/imigrantów na Wyspach do pozycji podrzędnej i całkowicie zależnej.

 

Kto więc wie, czy wybory lokalne 4. maja nie będą ostatnimi, w których polscy rezydenci będą mogli uczestniczyć – o ile oczywiście głos polski nie zostanie usłyszany w sprawie zdecydowanie (po)ważniejszej niż sama poprawka do Artykułu 50, przeciw której około 1.000 imigrantów i zawodowych protestowało przed Izbą Lordów. Aby jednak ten swój głos zachować – dobrze, żebyśmy okazali, że rozumiemy jego znaczenie i doceniamy, iż jest dla nas ważny. A to można zrobić tylko na trzy sposoby –  naciskając na parlamentarzystów  (w UK wrażliwych na kampanie mailowe, listowe, petycje itp.),  wspierając te siły, których postulaty są zbieżne z polskimi  interesami (jak w Szkocji – właśnie Szkocka Partia Narodowa). No i  głosując w wyborach lokalnych  na kandydatów takich formacji. Mówiąc bowiem brutalnie – Polak startujący w wyborach z list torysów, czy laburzystów polskim interesom szkodzi, zaś wspierając PR-owskie zagrywki liberałów - bynajmniej nie pomaga. Przeszło milionowa mniejszość Polska na Wyspach (ok. 180-tysięczna w Szkocji) może i musi znaleźć poważnych partnerów o zbieżnych z naszymi interesach – a wtedy wreszcie mówić własnym głosem. Bo inaczej nam go odbiorą.

 

See ye efter.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Dziwne to
    Żadni rezydenci, stali czy tymczasowi nie powinni mieć prawa głosowania. Tak jest w Kanadzie, gdzie wyłącznie obywatele mogą brać udział w wyborach - wybierać lub kandydować. Kanada jest kondominium brytyjskim, wydawałoby się więc, że w WB powinno być tak samo.
  • @Lotna 23:41:26
    Pani jest Kanadyjką? Mnie interesują interesy polski i możliwości ich zabezpieczenia i ochrony.
  • @chart 02:57:12
    Jestem Polką mieszkającą w Kanadzie i pomijając interesy Polaków czy innych rezydentów,dziwią mnie przepisy, które pozwalają gościom przestawiać meble w domu gospodarzy, to wszystko.
  • @Lotna 03:10:46
    Europa ,UK nie jest Kanada.Od pewnego czasu istnieja dwie koncepcje: 1.Europa jako panstwo i dlatego przyznano ograniczone prawa wyborcze Polakow-rezydentow na wyspach.
    2.Europa jako federacje niepodleglych panstw.
    W czasie przejscia z jednego modelu na drugi lub Brexitu Polacy moga dostac niespodziewanym rykoszetem i utracic prawa wyborcze w wyborach lokalnych(referendach) a takze stracic wiele innych uprawnien nabytych.
  • @mac 03:55:47
    Dziękuję za wyjaśnienie. Mieszkając tutaj nie zdawałam sobie sprawy do jakiego stopnia granice państwowe w EU zostały rozmiękczone.
    W takim razie postulaty Autora są jak najbardziej słuszne.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930