Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
709 postów 321 komentarzy

Prawdziwe epitafium dla majora „Ognia”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W przypadku „Ognia” zachowuję pewną wstrzemięźliwość w normalnej krytyce „żołnierzy wyklętych”.

 

Oczywiście, po pierwsze i przede wszystkim – cała ta partyzantka (włącznie z tą pod-niemiecką!) niejednokrotnie przynosiła Polakom więcej szkody niż pożytku i do znudzenia trzeba powtarzać, że pomniki wyższe od Tatr powinni mieć w Polsce Ronikier i Christians, a nie ci wszyscy „Kmicice”, „Szybcy”, „Maleńcy” i tym podobni niedobawieni chłopcy, którzy (może poza obroną Zamojszczyzny, a i to nie do końca...) zajmowali się głównie ściąganiem na rodaków krwawego odwetu.  Na dziecinne pytanie „AK, NSZ, BCh czy AL?” - odpowiedź nieodmiennie brzmi więc: RGO, PCK, Akcja Katolicka, słowem wszyscy, którzy życia polskie ratowali, a nie je gubili.

 

Skoro już jednak mówimy o „chłopcach z lasu”, to zauważmy, że:

 

- nieposłuszeństwo wobec „pańskiego wojska” (AK) to jeszcze nie jest zarzut całkowicie dyskwalifikujący. Czasy były niepewne, szło na zmianę i kto ostatecznie będzie „legalną władzą w Polsce” – miało się dopiero okazać. Już nawet pomijając votum separatum części obozu narodowego czy zastrzeżenia sporej części ludowców – to przecież kolejnym kierownictwom walki krajowej nie wierzył nawet... sam generał  Sikorski, nieprzypadkowo zlecając tworzenie własnej, niezależnej od SZP/ZWZ/AK siatki organizacyjnej (vide misja jednej ze zdolniejszych postaci podziemia,  Ryszarda Świętochowskiego, a potem działalność Korpusu Bezpieczeństwa – Organizacji Walki).

 

Nadto, bezkrytyczne przyjmowanie zaleceń „pańskiego wojska” - często nie kończyło się niczym dobrym. Najdotkliwszym tego przykładem jest oczywiście Wołyń – ale przecież gdyby BCh-owcy czekali na AK, to Aktion Zamosc zakończyłaby się terminowo i planowo Himmlerstadtem.

 

Nie, nieposłuszeństwo wobec AK to nie jest jakiś strasznie poważny problem. To, że „Ogień” chciał, by na Podhalu prawem był jego pistolet – to też jeszcze nie tragedia. Trzeba po prostu zmierzyć się z rzeczywistością – lata wojny, liberum conspiro i mentalność zagończykowska sprzyjały takim postawom i nie można zachowywać się, jakby „Oddział Wilk”/”Zgrupowanie Błyskawica”/”Wiarusy” i im podobne - stanowiły jakiś wyjątek. Znowu się powtórzę, ale jak chłopu na podwórko wchodzili zbrojni, zabierali jedynego konia, świnię cudem ukrytą przed Niemcami i jeszcze dziewczyny wymacali – to miał serdecznie gdzieś czy robią to w imię rządu londyńskiego, imperium słowiańskiego czy Polski Ludowej. Kuraś nie różnił się w tym zakresie od innych partyzanckich watażków, więc krytyce można i należy poddać cały ten proceder, a nie tylko jego podhalański przejaw.

 

Przynajmniej próbował...

 

Ogień” wart jest natomiast odrębnego potraktowania przede wszystkim za to, że PRÓBOWAŁ odnaleźć się w powojennej rzeczywistości. Że się to nie powiodło – to oczywiście skutek splotu różnych czynników. Nie tylko osobowości Kurasia, chociaż wielu przyzwyczajonym do roli panów życia i śmierci nie udawało się odnaleźć w zwyczajnej rzeczywistości. Nie chodziło bowiem nawet o to, że była ona komunistyczna – tylko, że pokojowa i uporządkowana. Znaczenie także miało budowanie nowego porządku w Polsce w oparciu o obcych, samemu nieufnych i nie budzących zaufania. Ponadto zaś – komuna postępowała po prostu głupio, eliminując czy występując przeciw jednostkom i środowiskom początkowo zdeterminowanym nawiązać współpracę. To jednak obciąża niepolskie kierownictwo Partii i bezpieki – mniej lub wcale zaś samych eliminowanych, takich jak „Ogień”.

 

Stąd też, w ogóle nie identyfikując się z dziecinadą znaną jako kult konspiry w ogóle, a ŻW w szczególności – zgłaszam zasadnicze zastrzeżenie do stawiania w jednym rzędzie watażki Kurasia i mordercy Rajsa. Ba, uważam nawet, że życiorys „Ognia” mógłby okazać się przydatny w poważniejszej pracy edukacyjno-wychowawczej, wyrywanej z głupkowatego i szkodliwego czarno-białego obrazu polskiej rzeczywistości czasów wojny i powojnia. Skoro bowiem i tak już „się tli”- to niech chociaż będzie z tego jakiś pożytek.

 

Konrad Rękas

 

 

 

KOMENTARZE

  • Podobnie przypadkowo jak powstanie warszawskie warunkami kapitulacji uratowało ludność przed zupelną zagładą
    tak Kuraś/"Ogień"znalazł się przypadkowo jako przeszkoda na jednym z planowanych szlaków aliji ("podniesienia" z diaaspory w ZSRR kandydatow na nowohebrajczyków przez bermaNOWSKI POLSKI DEMOLUD, CZECHOSŁOWACJĘ DO SPECJALNIE NEUTRALIZOWANEJ aUSTRII. Jego zrozumienie, jaka będzie władza miało znaczenie drugorzędne nawet dla niego, gdyż chyba bardziej zdawał sobie sprawę z grożącej mu czystki mentalej za priorytety motywacji jako oficerowi MO/UB
  • to tak jeszcze a propos całej tej nagonce lewactwa
    https://pbs.twimg.com/media/C5Lcy1hWQAA2Oa5.jpg
  • Nie tylko "Ogień".
    Część żołnierzy wyklętych, była MO, LWP i ORMO. Różnie potoczyły się ich życiorysy. Cześć chwyciła za broń od razu, część po tym jak poznali się na władzy ludowej, a część bo nowa władza dała im w kość. Nie wszyscy chcieli walczyć, ale tych co myśleli że, jak będą siedzieć cicho jak mysz pod miotłą, też każąca ręka władzy uderzyła patrz generał "Nil" Fieldorf.
    Co uzyskali żołnierze wyklęci, zahamowali kolektywizacje kraju, bo tam gdzie byli nie powstawały kołchozy, tym samym obronili własność prywatną do śmierci Stalina. Tym samym zawdzięczamy tą namiastkę dobrobytu która sie jeszcze cieszymy (w porównaniu do nie których krajów bloku wschodniego, gdzie dokonano pełnej sowietyzacji).

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31