Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
715 postów 323 komentarze

Zmiana - ewaluacja

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Gdy przeszło 2 lata temu Mateusz Piskorski zaprosił mnie do Zmiany, zapytałem go jak widzi powody jej powstania i cele, jakie jej stawia.

 

Według niego partia:

 

1. miała uzyskać monopol na, umownie nazywając, rosyjsko-rozsądnej części sceny politycznej;

2. miała uczestniczyć w wyborach parlamentarnych roku 2015, a więc miała być projektem wyborczym, użytkowym.

 

Jak dziś wiemy – obu tych celów nie udało się uzyskać. Ad. 1 pozwolę sobie na niezdyscyplinowaną uwagę, że... dobrze się stało! Uważam bowiem i uważałem wówczas, niezgadzając się z Mateuszem, że na tym etapie cenniejsze i potrzebniejsze są głosy rozsądku brzmiące z rożnych stron (rozbieżne mieliśmy też opinie na temat pilności potrzeby powołania partii, w tym zakresie byłem jednak po prostu gorzej od Mateusza poinformowany). Co do celu drugiego – ponieważ zadecydował czynnik zewnętrzny (zablokowanie rejestracji i bezprzykładna, trwająca do dziś obstrukcja sądowa) nie ani sensu, ani nawet możliwości dociekać na ile był on realny i czy realnie podejmowane działania jego realizację przybliżały czy też nie. A mimo to – i pomimo aresztowania Mateusza, a raczej właśnie w związku z tym – jest głębszy sens w tym, by jego współpracownicy nie rozchodzili się i by funkcjonowali nadal jako jedna formacja

 

Kto to czyta”...

 

Odnośnie jeszcze celu numer jeden – nie został osiągnięty z kilku powodów. Z optymistycznym, bardzo szerokim założeniem początkowym, od początku kolidowały konkretne działania, na czele z przyjęciem bardzo zawężającej, ekskluzywistycznej deklaracji ideowej. Jej autor świadomie tworzył dokument, pod którym – jak liczył – nie podpiszą się środowiska, których osobiście w Zmianie nie widział. Środowiska te przejściowo w partii się znalazły, autor deklaracji nie – natomiast dokument pozostał.

 

Mateusz teoretycznie rozsądnie pytał „a kto to w ogóle czyta”. Niestety, odpowiedź jest ścisła:

  1. zapraszani do partii, często zawiedzeni na wcześniejszych inicjatywach, więc do przesady drobiazgowi albo z natury mocno neurotyczni czy indywidualistyczni, przywiązani do słowa pisanego,

  2. przeciwnicy polityczni, gotowi każdą kontrowersję rozdmuchać propagandowo.

 

Formuła partii od początku była więc zawężającą, a nie szeroką, do czego jeszcze doszła określona praktyka. Zbyt słabo znam relacje personalno-towarzyskie związane z bieżącą działalnością partii, żeby się do nich odnosić, tak w wymiarze przeszłym jak i obecnym – wątek ten więc pominę w ogóle. Dla równowagi warto jednak dodać, że w sferze oddziaływania niezarejestrowanej ostatecznie partii pojawiło się i pozostawało więcej osób i grup (nie wyłączając np. obecnych parlamentarzystów), niż się wielu śledczym, a nawet sympatykom zdawało i zdaje. Jest więc inaczej, niż zaplanowano, co nie znaczy, że na pewno gorzej, zaś pewne zawężające formuły naprawiono i poszerzono w znacznie lepiej napisanym i ciekawym, choć wciąż zapewne nie ostatecznym programie Zmiany, nie-amerykańskiej i... niezarejestrowanej partii politycznej.

 

Robić, być czy trollować?

 

Na dziś mamy więc do czynienia z organizacją kadrową, stojącą przed tradycyjnym dylematem tego typu środowisk:  czy partia ma „coś robić”, czy po prostu BYĆ. Dylemat ten tylko pozornie jest prosty. W istocie bowiem na równie typowe pytanie „co robić?”, zadawane przez członków – szczera odpowiedź powinna brzmieć „wszystko i nic – bo właśnie... przede wszystkim BYĆ. Znajdować się w gotowości”. Nieprzedstawianie jednak oferty konkretnej aktywności nieuchronnie prowadzi jednak do uwiądu i zaniku gotowości, współczesny przeciętny działacz nudzi się szybko i nie chce czekać, aż ktoś krzyknie „za mną!” w kwestii ważnej. Z drugiej zaś strony – na aktywność, którą nazywa „rozdrabnianiem się” też kręci nosem. Jest to do pewnego stopnia dylemat nie do rozwiązania, także przez organizacje większe, starsze czy bogatsze. Partie działają tak, jak czynią to ich członkowie, to banalne, ale jednak prawdziwe – to ludzka aktywność wypełnia dane stronnictwo treścią. Jeśli jest potrzeba i pomysł, by jakieś działania podejmować – po prostu należy to robić, i odwrotnie – musi to być proces naturalny, a nie wymuszony czy nadmiernie wydumany.

 

W obecnym momencie i kształcie  istnienie Zmiany nie jest projektem politycznym sensu stricte – tylko deklaracją ideową i... intelektualną, siłą rzeczy ograniczoną przede wszystkim do kwestii polityki zagranicznej. Sformułowania „prokrelmowska, proputinowska, prorosyjska” są nie do usunięcia z mediów, nawet bez złej woli dziennikarzy – bo wyskakują z każdego reaserchu na temat środowiska, więc będą dopisywane do jego opisu w dowolnym kontekście. Oczywiście, kwestia stosunku do Rosji, nie spędza dziś bynajmniej Polakom snu z powiek, ale - co podkreślać zawsze należy – bynajmniej nie chodzi o jakąś mityczną „prorosyjskość”, tylko o takie  przeorientowanie polskiej polityki zagranicznej, by przyniosła ona ostatecznie odzyskanie przez Polskę niepodległości i zabezpieczenie polskich interesów narodowych, zwłaszcza na polu gospodarki, bezpieczeństwa zewnętrznego oraz tożsamości. Stąd, choć niektórym wszystko kojarzy się z  Putinem  – z poruszania kwestii międzynarodowych i geopolitycznych zrezygnować po prostu nie można, bez nich bowiem sprawa polska nigdy nie ruszy z miejsca, czy raczej z dołu, w którym się znalazła. Mówiąc prościej –   zmiana geopolityczna pozwoli na zmianę polityki gospodarczej, a tylko ta przyniesie prawdziwą zmianę Polsce i Polakom. Nadto, obecnie do kwestii deklaratywnych i programowych, doszła jeszcze kwestia Mateusza, a więc  Zmiana jest, chcąc nie chcąc - przede wszystkim komitetem na rzecz uwolnienia Piskorskiego i tak się też pozycjonuje.

 

W pozostałych kwestiach, ze względu na różne zaszłości, zakres środowiskowy i przyjęte formy i tematy podejmowanych akcji - Zmiana prezentuje się dziś nieco jak kolejna (mówiąc umownie) „grupa na rzecz partii robotniczej”, czyli – paradoksalnie! - zgodnie z eksluzywistycznymi zamiarami pojawiającymi się u jej zarania. W rzeczywistości jednak – nadal jest wewnętrznie zróżnicowana, a co za tym idzie potencjalnie atrakcyjna dla różnych kręgów, czy ewentualnych sojuszników. Przede wszystkim zaś – jako „partia Piskorskiego” - pozostaje wiarygodnym partnerem zewnętrznym. Bywa też nazywana – i w niektórych aspektach jest – partią trollerską, internetowo-fejsbukową, co samo w sobie nie jest niczym złym, natomiast powinno w końcu przynieść za sobą opcję „ZERO zdziwień”, że wszystko co się pisze, robi, pokazuje, żartuje, oburza, flirtuje etc. w sieci – rzutuje na wizerunek partii nie mniej, ale wręcz bardziej niż niby to „poważna” aktywność czy publicystyka. Nie mniej jednak – i dotyczy to bodaj wszystkich środowisk tego typu – naprawdę dla własnego dobra mogłyby się one w końcu określić, czy nie istnieją przypadkiem tylko po to, by jakąś szczególną perwersyjną frajdę sprawić temu czy innemu krytykowi.

 

...bo zostanie tylko PPR

 

Zmiana to więc rodzaj deklaracji ideowej i środowiskowej, a nie partii w rozumieniu klasycznym.  Co do działalności bieżącej, czy oddziaływania na całe grupy społeczne, odnoszenia się do problemów itd. - to zostaje działalność prowadzona dotąd i indywidualna aktywność osób zaangażowanych w projekt. Wizje „a może z rolnikami”, „a może z kibicami” przy całej ogólnej słuszności abstrahują od znaczącej atomizacji społeczeństwa, a więc że członkiem poszczególnych grup dana osoba czuje się często tylko akcydentalnie i zadaniowo, a więc nie zawsze i raczej z trudem odbiera się przekaz pozornie dobrze z targetowany np. „do rolników polskich!”, bo w danym momencie ktoś myśli o osobie raczej o nabywcy na raty kuchni albo użytkowniku danej drogi niż jako o członku tak ogólnie nazwanej grupy społecznej. Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie taki, środowiskowy, branżowy(np. związkowy) kierunek i forma aktywności – wydają się dziś być szczególnie sensowne i rozwojowe.

 

W tej sytuacji może pojawić się pytanie – ale po co w ogóle w takim razie do Zmiany należeć? Powtórzę, po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że jest to równoznaczne z  domaganiem się wypuszczenia z aresztu Mateusza Piskorskiego, a właśnie tego żądać powinien każdy porządny człowiek w Polsce. Po drugie zaś, by wytłumaczyć przyczynę, warto sięgnąć do pewnej kontrowersyjnej analogii historycznej. Jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku zabrakło w polskiej debacie i myśli politycznej ośrodka, który sformułowałby realny program w odniesieniu do Związku Sowieckiego. Oznaczało to, że niemal wszystkie ówczesne polskie koncepcje geopolityczne... pozbawione były realistycznej postawy! Brak ten okazał się szczególnie odczuwalny w dekadzie następnej, kiedy nawet z pozycji państwowych i narodowych – konieczna reorientacja naszej polityki zagranicznej była skutecznie blokowana i powszechnie nierozumiana. W tej sytuacji jedyną siłą, która odnalazła się w zmienionych realiach międzynarodowych (które jednak wszyscy mogli przecież przewidzieć!) - okazali się być komuniści! I nagle rozsądni, a porządni Polacy znaleźli się w sytuacji, gdy chcąc działać dalej dla Polski mieli do wyboru wstąpienie do PPR-u i przyległości albo ostatecznie mozolne i bardzo wsobne próby budowania własnego, ośrodka (jak „Dziś i Jutro”/PAX czy potem ChSS, inne grupy narodowe, konserwatywne i chrześcijańskie w PRON-ie), co jednak aż do końca PRL nie dało wystarczająco zadowalających rezultatów. Na czym zaś polega analogia? Że jest jeszcze pora zorganizować się tak, żeby - kiedy będzie prawie za późno - nie musieć wstępować do PPR. I  Zmiana, czy takie grupy jak Falanga, OWP, Jedność Narodu, Grunwald i kilka innych środowisk (na lewicy w jakimś stopniu np. Porozumienie Socjalistyczne, czy nawet RSS) to właśnie takie opcje (przed?)ostatniej szansy, co w wystarczający sposób uzasadnia ich dalsze istnienie.

 

Dla jasności piszę to wszystko nie „na precz”, ani „na vivat” i bez jasnych recept, bardziej przychylając się do stazy: zobaczmy po sobie co się dzieje i niech każdy robi swoje (nie tylko w wymienionych organizacjach i środowiskach, ale zwłaszcza poza nimi, zwłaszcza w szeroko rozumianym zapleczu społecznym czy zawodowym). Tylko najlepiej – lepiej.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Autor
    Piskorski siedzieć nie powinien - zarzut szpiegostwa tu podstaw raczej nie ma żadnych.

    Natomiast partia Zmiana w takim jak proponowany kształcie jest nam niepotrzebna.
    Jej rodowód nie jest narodowy, a więc i jej "polityczność" wątpliwa.
  • @miarka 17:10:57
    Z tego co wiem mają mu postawić zupełnie inne zarzuty mianowicie udział w walce informacyjnej i manipulowanie opinią publiczną co jest zupełnie niedorzeczne.
  • Ciekawe ilu?
    Zastanawiam się ILU towarzyszy z tzw. ,,Związku Patriotów Polskich'', towarzyszki Wandy Wasilewskiej pisało listy wstawiennicze do towarzysza Koby, żeby puścił wolno polskich oficerów , rozstrzelanych w Katyniu, Starobielsku, Charkowie i Miednoje? Ilu też towarzyszy od towarzyszki Wasilewskiej wstawiło się za rodakami masowo wywożonymi w bydlęcych wagonach na Sybir i do Kazachstanu? I w końcu ilu towarzyszy, dziadków i tatusiów obecnych ideowych spadkobierców swoich przodków słało listy wstawiennicze do towarzysza Bieruta, by nie rozstrzeliwano strzałem w potylicę polskich patriotów po kiblowych procesach, którzy nie chcieli tutaj rządów bolszewickiej hołoty ?
  • Konradzie Rękas.
    Po polsku piszemy: Związku Radzieckiego a nie Związku Sowieckiego. Związek Sowiecki - tak piszą sługusy USA.
    Nigdy nie będzie w Polsce porządnej lewicy narodowej, bo jesteście tacy cieniusieńcy, że aż żal.
    Na Ukrainie, gdzie jest większy terror polityczny niż w Polsce, zatrzymano dziennikarza Rusłana Kocabę pod poważnym zarzutem zdrady stanu.
    Jego przyjaciele swoim działaniem na arenach międzynarodowych doprowadzili do jego uwolnienia.
    A wy tylko pyskujecie bo macie pełne gacie lub - i jesteście na garnuszku obecnych okupantów Polski.
    Kiedy wreszcie Mateusz Piskorski wyjdzie z aresztu, powinien tylko splunąć na was.
  • @Jacek Boki 20:27:30
    A ci Żydzi co spieprzyli do USA i innych krajów, dlaczego nie ujęli się za swoimi braćmi, którzy zginęli w Oświęcimiu? A ci co spieprzyli do Londynu przez Zaleszczyki, dlaczego nie ujęli się za oficerami zabitymi w Katyniu?
    Dlaczego towarzysze i towarzyszki mieli się za kimkolwiek ujmować, skoro ci towarzysze i towarzysze byli wrogami II RP nr 1?
    Nie znasz historii II RP?
  • @Jacek Boki 20:27:30
    Pewnie tylu ilu w POPISie przeciwstawia się banderopitekom na upadlinie . Pozdrawiam. http://0.s.dziennik.pl/pliki/5691000/5691990-jaroslaw-kaczynski-w-kijowie-900-549.jpg
  • @Repsol 21:52:55
    O to już wiem skąd "wielka przemyślność" prezesuńcia... blisko rozporków nos nosi więc dużo może wywąchać..
  • @Olka P. 21:56:40
    Szkoda o tym pisać .Pozdrawiam. https://hubalblog.files.wordpress.com/2016/07/poisp4.jpg?w=676&h=342

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930