Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
739 postów 328 komentarzy

Macedonii droga donikąd

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nic nie jest proste w Macedonii (może poza kuchnią i architekturą).

 

Nawet z perspektywy bałkańskiej – obejmującej przecież i stopniowy zanik federalnej płaszczyzny państwowości bośniackiej i ciągłe wybuchy agresji w Kosowie – macedoński, permanentny i przewlekły konflikt, którego kolejnym przejawem był szturm parlamentu i dalsze przeciągnięcie międzypartyjnego i międzyentycznego klinczu, nieskutecznie niedawno przełamywanego próbą ukonstytuowania się koalicji socjaldemokratyczno-albańskiej - tworzy sytuację w praktyce bez dobrego wyjścia.

 

Państwa trwa przypadkiem?

 

Po pierwsze -  krajem od lat rządzi bezpośrednio amerykańska ambasada, faktycznie cały czas w rękach obamowo-clintonowych. Po drugie - poza tym Macedonią nie rządzi nikt,  państwo w praktyce nie funkcjonuje, co... nie tylko sprawdza się na co dzień, ale nawet w niczym nie przeszkodziło w walce z klęskami żywiołowymi, które w ciągu ostatniego roku nawiedziły ten kraj (z potężną powodzią włącznie). Po trzecie – zarówno teoretycznie rządząca dotąd WMRO prowadziła  politykę bezsensownie i bezcelowo pro-zachodnią, jak i oczywiście agenturą amerykańską pozostają partie albańskie – DUI i DPA (co ani WMRO nie przeszkadza poza tym w korupcji i typowym dla Europy Środkowej kapitalizmie partyjnym, ani Albańczykom w snach o Wielkiej Albanii). Miejscowi socjaldemokraci to - jak niemal wszędzie na Bałkanach - stronnictwo drżących, bez cienia śmiałej i odmiennej od jedynie słusznej wizji geopolitycznej i systemowej. Innymi słowy - poza permanentnym kryzysem partyjno-politycznym i coraz to kolejnymi wyborami - dla Macedonii nie ma dobrego scenariusza. To państwo istnieje (?) nadal tylko dlatego, że w nawale ważniejszych spraw nie wydano jeszcze innych rozkazów – a być może dlatego, że obejmują one bardziej złożony scenariusz. Rozpad Macedonii, jej podział (faktyczny czy formalny, np. w oczywisty sposób nieskuteczną metodą bośniacką) albo realna somalizacja/ukrainizacja - wydają się tylko kwestią czasu.

 

Patriotyzm na pokaz

 

Traf (?) chciał, że do ostatnich zamieszek, sprowokowanych działaniami układu socjaldemokratyczno-albańskiego, który przynajmniej usiłuje zachowywać się jak większość parlamentarna i wybrał  Talata Xhaferiego z DUI na przewodniczącego Zgromadzenia Republiki – doszło akurat po wizycie w Skopje...  Donalda Tuska, który na początku kwietnia zdążył wyrazić swoje zadowolenie z wychodzenia Macedonii z kryzysu politycznego bez przemocy. No i jak to prezydent Europy – wykrakał. Zamieszki, w których mimo (a może raczej wskutek) udziału środowisk narodowych i antyalbańskich w oczywisty sposób dopatruje się inspiracji WMRO - wybuchły pod modnym ostatnio hasłem „obrony przed kolorową rewolucją, Sorosem” no i „zamachem stanu”, w tym przypadku albańskim. Sęk w tym, że chętnie grająca na nucie patriotycznej WMRO - sama przecież z obopólną korzyścią współrządziła krajem z udziałem... Albańczyków, z samym Xhaferim włącznie, który w rządzie lidera WMRO,  Nikoli Grujewskiego  był ministrem obrony. W tym sensie więc  kryzys macedoński przypomina (mimo gwałtowniejszego przebiegu i naprawdę przelewanej krwi) sytuację w Polsce – że również nad Wardarem obie strony sporu politycznego i rywalizacji o władze w praktyce nie różnią się kierunkiem, z którego przyjmują rozkazy.  Nieco tylko uproszczając ostatnie wydarzenia - WMRO, jako takie ichnie PiS posługuje się do walki z „układem” socjaldemokratyczno-albańskim tamtejszymi odpowiednikami naszego ONR-u, przede wszystkim jednak czyni to dla pokrycia bankructwa własnej polityki, korupcji i nieudolności – co z punktu widzenia przyszłości Macedonii nic dobrego i tak przynieść przecież nie może

 

Zachodnie prowokacje


Amerykanie i Unia Europejska mogłyby bowiem już dawno kazać rozdzierającej Macedonię mafii czwór-partyjnej dogadać się, zamiast teraz słać wyrazy oburzenia i ubolewania czy to z KE (ustami  Frederiki Morgherini  i  Johannesa Hahna), czy z kwatery głównego NATO (za pośrednictwem nadającego się przecież raczej do jątrzenia, niż do pacyfikowania sekretarza generalnego Paktu, Jensa Stoltenberga). Z jakichś jednak powodów – być może nie tylko przez przeoczenie i lekceważenie, macedoński chaos wydaje się być nie tylko tolerowany, ale i z upodobaniem podtrzymywany. Jak bowiem można inaczej odbierać niby to ultymatywny ton oficjalnego nacisku amerykańsko-unijnego na prezydenta Gjorge Iwanowa, który dotąd odmawiał desygnowania na premiera lidera socjaldemokratów Zorana Zajewa  pod pretekstem naruszania przez nową koalicję konstytucji Republiki (w związku z przyjęciem albańskiego postulatu nadania językowi albańskiemu statusu równorzędnego z macedońskim) – a teraz złagodził ton, wymagając jedynie ogólnej deklaracji poszanowania ustawy zasadniczej, co trudno uznać za żądania wygórowane w stosunku do kandydata na szefa rządu. W sytuacji, gdy swego stanowiska bynajmniej nie łagodzi jednak WMRO i mniejsze organizacje radykalnie narodowe – pole konfliktu rozszerza się, zamiast zawężać, a sytuacja coraz wyraźniej ma znamiona prowokacji. Prowokacji, w której po raz kolejny straszy się Macedończyków wojną domową (jak 16 lat temu) i/lub rozbiorami republiki.

Nierozwiązany problem

 

Przypomnijmy – będącą przecież jednym z ośrodków narodowego oporu Bułgarów przeciw wielowiekowej okupacji tureckiej, Macedonia parokrotnie w ciągu ostatnich 100 lat łączyła się z niepodległym państwem bułgarskim, jednak od dekad już scenariusz ten jest całkowicie niemal nierealny. Pomińmy, że najpierw to również z Sofii musiałoby być rządzone normalne państwo, a nie taka sama kompradorska kolonijka, jak III RP. Przede wszystkim jednak faktem jest, że historycznie drugim (po stworzeniu tożsamości bośniackim Muzułmanów) "sukcesemTity  było wyprodukowanie odrębności dotychczasowych górskich Bułgarów i przekucie go w poczucie narodowe macedońskie i to w oparciu właśnie o silną propagandę... antybułgarską. Z Macedończyków zrobiono więc coś w rodzaju Ukraińców, którzy może w innych realiach nadawaliby się do konfederacji z Bułgarami - tylko, że takie warunki nie zachodzą... Ponadto zaś, choć dyplomatycznie tradycyjnie najtrudniejsze pozostają relacje Skopje z Atenami – to faktycznie główny i najważniejszy pozostaje problem albański.

 

W latach 90-tych Macedonia szczyciła się byciem najbardziej pokojową republiką (b.) Jugosławii w okresie, kiedy jeszcze sprawy te można było jakoś uporządkować nie rzucając się szczególnie w oczy. Wówczas jednak tego nie zrobiono, w efekcie czego liczba Albańczyków w republice jeszcze wzrosła aż do stanu, w którym w 2001 r. z powodzeniem zaatakowali oni siły macedońskie, działając pod wyraźną już opieką Zachodu. Nikt, a już najmniej sami Albańczycy, nie uznawał kończącego tamte walki porozumienia z Ochrydy za trwałe i obowiązujące nawet w sytuacji, gdy liczba ludności albańskiej w Macedonii stale rośnie. Dziś czy to na pokojowe, czy nawet na skutecznie militarne rozwiązanie ich kwestii – może już być zwyczajnie za późno. W ostatnich latach, zamiast szykować się na nieuchronny powrót do tej kluczowej sprawy - WMRO zabawiało się uprzykrzaniem życia miejscowym Serbom i prawowiernym prawosławnym, zrozumiale teraz sceptycznym (wraz z całym północnym sąsiadem) wobec patriotycznych uniesień oficjalnego Skopje. Również chaotyczne gesty Grujewskiego, który po dekadach stania w przedpokoju UE i NATO - nagle próbował demonstrować względną niezależność opowiadając o możliwości uczestnictwa Macedonii w nowej polityce energetyczne południa Europy z udziałem inicjatyw rosyjskich – nie wydają się szczególnie wiarygodne i mogą być tylko rozpaczliwą próbą wciągnięcia Moskwy w kolejny front rozproszonej wojny światowej.

 

Kolejny front III wojny światowej

 

Osobiście uważając Macedonię za swój drugi ex aequo ulubiony kraj europejski (rzecz jasna po własnym a obok Szkocji i Białorusi) – obawiam się właśnie, że istotnym celem podtrzymywania kryzysu w tej republice nie jest wyłącznie utworzenie Wielkiej Albanii z jednej, a podtrzymanie skorumpowanych rządów WMRO z drugiej strony (choć oba takie skutki uboczne mogą rzecz jasna w Macedonii wystąpić). Chociaż  w rzeczywistości Rosji nic do tego konfliktu i Kreml nie raz już okazywał swoją słabość, brak efektywnego zaangażowania i désintéressement sytuacją na Bałkanach w ogóle, a w Macedonii szczególności – to (zgodnie z ogólną zasadą wciągania i rozpraszania sił przeciwnika) oczekiwaniem prawdziwych podpalaczy ze Skopje może być właśnie uzyskanie pojawienia się w grze czynnika rosyjskiego. I wcale, a wcale by to sytuacji samej Macedonii i Macedończyków nie ułatwiło, można się niestety spodziewać. Szanse na przetrwanie bowiem niewielkie, o zyskach mowy być nie może – a straty tak czy siak niemal pewne. I niech to będzie nauczką dla obywateli tych wszystkich państw, którym wmawia się, że wystarczy być prymusem integracji europejsko-atlantyckiej i mieć wyłącznie pro-zachodnie główne partie polityczne. Kto będzie następny?

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLSKA

    Przekręt Ziobry

    Który lobbysta motoryzacyjny dał w łapę ministrowi sprawiedliwości za wyczyszczenie wtórnego rynku aut w Polsce? czytaj więcej

  • POLSKA

    Pał/jac

    Jedno jest pewne. Jeśli nawet naprawdę ktoś kiedyś rozwali Pałac Kultury - to przecież nie dlatego, że to "relikt komuny", tylko ze względu na łapówkę od jakiegoś banku czy developera za warte miliardy miejsce w centrum Warszawy. czytaj więcej

  • POLSKA

    Murzyn niepodległości

    Marsz jak to marsz – przeszedł sobie. Wprawdzie próbuje się na siłę kreować wokół niego aurę skandalu – tymczasem MN po prostu wypełnił swoją rolę jako forma świętowania historycznej różnicy czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930