Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
700 postów 319 komentarzy

Temida jest mężczyzną

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Najzabawniejsze w polskim sądownictwie jest, że część jego przedstawicieli (jak śmieszny, głupiutki dziadunio Strzembosz) szczerze wierzy, że cieszy się jakiś „autorytetem społecznym”, albo że reprezentuje „majestat Rzeczypospolitej”.

 

A nawet jeśli tak nie jest, to być powinno, więc będą udawać, że są popisującymi się sędziami z amerykańskiego filmu.

 

Nie wierzę w żadną reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce, ani żadnej się nie boję. Po prostu. Jakakolwiek zmiana, dowolne potrząśnięcie togami i tak będzie zamerdaniem kijkiem w ścieku, który po chwili wróci do stazy stojącego gówna. Nie ma też większego znaczenia ani jak się będzie sędziów powoływać, ani nadzorować – i tak mówimy o względnie przyzwoitych i nie zidiociałych jednostkach w generalnie chorym systemie i żadne zmiany formalne nie przyniosą przecież jakiejś fundamentalnej zmiany kadrowej, a więc i jakościowej.

 

Kto powinien być sędzią?

 

Nie emocjonując się więc zgłaszanymi pomysłami – wiem natomiast jaka regulacja powinna być niezależnie od całej reszty wprowadzona w zakresie kwalifikacji uprawniających do ubiegania się o zostanie sędzią. Słowem, co powinno być wymagane:

 

  • po pierwsze,  obowiązek odbytej aplikacji w innym zawodzie prawniczym: adwokata (w przypadku sądów gospodarczych także radcy prawnego) bądź prokuratora oraz czynnego praktykowania, np. przez 5 lat w którymś z nich. Żadnych skrótów, osobnych szkół itp.;

  • po drugie –  ukończone co najmniej 35 lat. Żadnych sędziów przed 30-tką.

 

W innej rzeczywistości w grę wchodziłby jeszcze  cenzus majątkowy i uregulowany stan rodzinny.

 

  • po trzecie zaś i bodaj przede wszystkim – powinien być to  zawód ustawowo zamknięty dla kobiet. Inna „inteligencja emocjonalna” (jak kobiety nazywają nerwicę macicy), inny sposób myślenia. Koniec, kropka. Żadnych bab.

 

Przy reszcie można sobie dłubać, choćby jednak poza tym sędziów powoływano przez losowanie wśród członków mafii partyjnych i dzieci prawników oraz dobierano z głupków roku (czyli tak jak teraz) – to te trzy punkty i tak pozwolą choć trochę podnieść poziom bubkownictwa w togach z łańcuchami III Najjaśniejszej.

 

Kto powinien pracować w sądzie?

 

Odnośnie organizacji czy raczej praktyki sądów – jest jeszcze jeden, delikatnej natury element. Jestem szczerym zwolennikiem swego rodzaju akcji afirmatywnej, zachęt do zatrudniania osób niepełnosprawnych itd. ALE...

 

Od wielu już lat właśnie  sądy (obok niektórych sieci marketów) są w ścisłej czołówce zatrudniania osób niepełnosprawnych umysłowo. Nie, to nie płaski żart, proszę się wybrać do wielu czytelni akt, sekretariatów, punktów obsługi. Widzicie? Ktoś powie: „no i super, realizują się!”. Jasne, z pewnego puntu widzenia tak, ale o ile stojąc w ogonku do kasy nigdy się nie denerwuję, że ktoś troszkę wolniej liczy, ale się stara i przeważnie jest bardzo miły – to w przypadku sądu proponuję zastanowić się nad jeszcze jednym aspektem.

 

Oto sąd generalnie dla ludzi jest zjawiskiem, miejscem i przeżyciem ogromnie stresującym. Pochodząc z prawniczej rodziny, notorycznie będąc świadkiem, oskarżonym, oskarżycielem prywatnym, powodem, pozwanym i po prostu pracując w sądzie jako dziennikarz – staram się nie stracić zrozumienia dla odczuć zwykłych ludzi, bardzo często przerażonych i kompletnie nic nie rozumiejących co się wokół nich dzieje, za to wszystko interpretujących na swoją - i sądownictwa... - niekorzyść.

 

Proszę się więc wczuć w taką właśnie osobę, pierwszy raz trafiającą do sądu, nie wiedzącą gdzie pójść, do kogo się zwrócić, nie umiejącą poprosić o pomoc, od wejścia stresowaną bramkami, płotami, ochroniarzami – która trafia przed oblicze w swoim mniemaniu co najmniej Prawej Ręki Sędziego – i widzi osobę z Zespołem Downa czy jakąś formą opóźnienia.

 

To jest pierwsza linia kontaktu z interesantami, reprezentacja i wizytówka sądów w III RP, nie mniej kształtująca ich wizerunek i pierwsze wrażenie niż pani w todze godzinę robiąca sobie koafiurę, żeby wypaść ślicznie w telewizji. Skąd taki biedny, zwykły podsądny ma wiedzieć, czy ta dziwnie mówiąca powolna postać w czytelni to nie jest ten straszny sędzia, który będzie rozpatrywał jego sprawę? I jak on ma się czuć w takim momencie?

 

Jestem za aktywizacją zawodową niepełnosprawnych. Ale takie nagminne zjawisko – to nieporozumienie. To błąd i krzywdzenie zainteresowanych z obu stron sądowych biurek, tylko po to, żeby się jakiś niby zdrowy, ale naprawdę przygłupi bubek mógł poczuć „ALE JESTEM KURNA DOBROCZYŃCĄ...!”. Do tego dochodzą jeszcze „drobiazgi” (?). Za poprzedniego jeszcze ministerium Ziobry wyszło na jaw jak  pokaźny odsetek administracji sądowej może się wylegitymować wykształceniem zaledwie podstawowym  bądź zawodowym, co samo w sobie nie byłoby może takie złe, gdyby osoby te umiały choćby przerzucić te kilka stron akt i ustalić aktualny adres do doręczeń, potrafiły wykonać telefon do stron o trwającej od dwóch tygodni chorobie sędziego wcześniej niż na pół godziny przed posiedzeniem i zapamiętały to samo, co powinno wisieć także na każdym gmachu administracyjnym w Polsce: że W CIĄGU 14 DNI NIE OZNACZA NA 14 DZIEŃ! A bez zbędnej zwłoki – to najlepiej natychmiast.

 

Kwestia praktyki

 

I na dobry początek tyle, nie ma się co szarpać na „ogólną reformę wszystkiego”, która – jak to w Polsce – tak długo jest rozważana, zapowiadana, wałkowana – aż kończy się niczym.  Problemem jest czynnik ludzki oraz jego przygotowanie, a nie procedury.  To jak z sytuacją na polskich drogach: jeśli uznamy, że polscy kierowcy jeżdżą źle - to naturalna refleksja powinna skłonić nas do przekonania, że w takim razie coś nie tak jest z systemem ich kształcenia, a nie - ze na pewno mamy za mało w Polsce przepisów. Podobnie - wiem, prawnikom analogia pewnie się nie spodoba - jest z naszym sądownictwem. Najważniejszy jest czynnik ludzki i dlatego nie widzę łatwej, skrótowej ścieżki reformy czy miejsca na eksperymenty, dłubanie w kpc i kpk, ławy przysięgłych, wybory sądów i tym podobne chwyty pod publiczkę. Błąd - jeśli go stwierdzamy - może, ale tylko może być w systemie edukacji prawniczej, także w psuciu zawodu nadmiarem (a nie niedoborem!) kadry, słowem w generalnej defachowcowizacji bardziej złożonej pracy, nie tylko zresztą w Polsce. Podobnie jak ze sporą częścią stosowania prawa – reszta jest bowiem w dużej mierze kwestią  dobrej praktyki, racjonalnej organizacji i zarządzania,  przy użyciu najpotężniejszych ludzkich instrumentów: rozumu i zdrowego rozsądku.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • Zabrakło mi czegoś,
    całkowitej reformy sądów, czyli dlaczego nie ma nic o ławach przysięgłych, czy wolałby być pan sądzonym za kradzież batonika w usa czy w Polsce ?
  • @provincjał 14:42:20
    Wolałbym nie kraść słodyczy. A o pomyśle z ławami przysięgłych w tekście jest, przyczynkarsko i na końcu, tak i to bowiem i pomysł.
  • Jak Czart to i po czarciemu gada!
    "Temida jest mężczyzną".

    Temida - grecka bogini sprawiedliwości - jest i zawsze była kobietą.
    Czy młodzian przebrany w szaty kobiece byłby w roli Temidy lepszy pozostanie kwestią dyskusyjną. Wchodzą tutaj w grę osobiste preferencje. Uważam, że powinien to być zawód zamknięty dla osobników charakteryzujących się skłonnościami do dominacji i agresji, czyli wszystkich cierpiących z powodu podwyższonego poziom testosteronu.
  • @AgnieszkaS 18:55:23
    Bez możliwości konstytucyjnej równowagi, Czart nagina system w lewą, lub prawą stronę.

    Przysłowie: na pochyłą wierzbę .............itd.
  • @autor
    "po trzecie zaś i bodaj przede wszystkim – powinien być to zawód ustawowo zamknięty dla kobiet. Inna „inteligencja emocjonalna” (jak kobiety nazywają nerwicę macicy), inny sposób myślenia. Koniec, kropka. Żadnych bab."

    Autorze - szok - mentalnie jesteś 300 lat po narodzeniu Mahometa.... na etapie tworzenia szariatu. To nawet nie jest kato-szariat. To jest macho-szariat.

    To mi już bliższy skrajny feminizm. Przynajmniej te rozintelektualizowane babsztyle - skądinąd nie do wytrzymania, bo kto lubi dania tak ciężkostrawne w swym programowym znienawidzeniu kościoła, przy równoczesnym tak naiwnym "otwarciu" na islam - nie rozróżniają na płeć w obsadzie stanowisk. Na tej samej zasadzie bliższy mi mentalnie komunizm - nie rozróżniał wg (niezależnej wszak od nas) narodowości, jaką w spadku po rodzicach dziedziczymy, niż faszyzm.

    Pod względem intelektualnym faszyzm był bękartem Nitzschego z małpą. Ale, o dziwo, przynajmniej początkowo, zafunkcjonował. Pewnie dlatego, że albo małpie podobało się jej "awans" do kategorii dwunożnych, albo dwunożnemu spodobał się tymczasowy "regres" w zbydlęcenie. Jakże to piękne zwierzakiem być.... szczególnie dla facetów.

    Socjalizm natomiast pod względem ideowo-teoretycznym jest nie do ruszenia. Praktycznie: pożal się Boże.

    Praktyka jednak na razie i przeciwko socjalizmowi, i przeciwko komunizmowi przemawia. Nierealny jest. Musiałby znaleźć się ktoś, kto będzie umiał tę zdobycz - myślenie w kategoriach wspólnoty - przekuć na realia i potrafić z tego uczynić WALOR. I tym walorem nie powinny być pieniądze.

    Ale nawet jeśli to ideologia ciekawa intelektualnie (pomijam komunizm rewolucyjny, legalizujący przemoc dla zdobycia władzy, bo to jest zwykłe mordobicie), to tylko dla teoretyków. W praktyce komuniści są egoistami, rzadko kiedy zdolnymi do poświęceń, co zresztą pokazały losy myśli przefarbowanej polskiej formacji komunistyycznej w socjaldemograficzną po 1989 r. Skończyło się Millerem i Magdaleną Ogórek (i dobrze, że tak właśnie się skończyło, bo to chyba najmądrzejsza babka ze wszystkich po telewizorniach gadających, a do tego jeszcze ładna - i tak oto SLD wyszło z twarzą).

    A wracając do sadów....Jedyne, czego pragnę jako podsądny, to SPRAWIEDLIWEGO osądu, a nie sądu sprawowanego przez mężczyznę.

    Wolę mieć dobrze zoperowaną prostatę przez chirurga-kobietę, niż zostać wykastrowany przez jakiegoś macho, to po pierwsze.

    A po drugie - radzę sobie wyobrazić, autorze, że jesteś kobietą.

    Być może sztuczne punkty za preferencje płciowe, gdyby takie weszły (np. dla wyrównania niedoreprezentowalności kobiet wśród sędziów) mogłyby spowodować, że zamiast np. 10% łebskich facetów te etaty przypadłyby 10% średnio kumatych kobiet. Dlatego jestem wrogiem takiej inżynierii - lepsza dla sprawy kobiecej jedna łebska Maria Curie - Skłodowska sądownictwa, niż armia miernot, których wspólnym mianownikiem jest brak męskich, a posiadanie żeńskich organów rodnych.

    Jesteśmy, jako Polacy, bardziej skażeni tępym, intelektualnie absolutnie niedopuszczalnym seksizmem, niż mi się wydawało....

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031