Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
713 postów 321 komentarzy

La Résistance

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Bywam pytany czemu jestem generalnie pesymistą. Odpowiadam: bo lubię mieć rację.

 

Zwłaszcza, jeśli chodzi o (geo)politykę... Jest bowiem także jasne, że ani "lewactwo", ani "prawactwo" nie uratują Polski. Może to się natomiast udać dzięki zrozumieniu geopolitycznych konieczności dotyczących naszego kraju.

 

Popularnym błędem jest opowiadanie, że "należymy teraz do bloku zachodniego, podlegamy globalnej amerykańskiej hegemonii, więc realizm i racja stanu wymagają od dostosowania". Po pierwsze do znudzenia powtarzać należy, że  znajdujemy się obecnie w swego rodzaju remaku sytuacji sprzed Wielkiej Wojny, zaś w realiach roku 1912 czy 1913 (bo tak to mniej więcej obecnie wygląda) formułowanie alternatywnych programów dla Polski było nie objawem ignorowania zaborczych realiów - tylko pilnym nakazem chwili.

 

Przede wszystkim jednak i ponad wszystko - geopolityka nie jest czymś szczególnie zmiennym i relatywnym, bowiem opiera się na tak stałym fundamencie jak... położenie geograficzne i jego pochodne (jak potencjał danego kraju/narodu, jego sąsiedztwo, zasoby, cechy charakterologiczne itp.). A zatem  nasza przynależność do "Zachodu", zwłaszcza w jego obecnym, pokracznym kształcie - jest czymś nienaturalnym i wymagającym jak najszybszej i całkowitej zmiany!

 

Zagrożenie jest oczywiste. U głębokiego zarania ostatniej amerykańskiej kampanii prezydenckiej powtarzałem, że cokolwiek by się samym upośledzonym nie wydawało - trumpofilia jest tylko kolejną odsłoną zwykłego pier...a polskiego i nie ma żadnych intelektualnych, czy nawet ideowych podstaw. Ponieważ jednak nawet i obecnie pojawiają się próby racjonalizacji tej postawy - wyjaśnić trzeba widać oczywistość.  Z punktu widzenia Polski i naszej przyszłości w perspektywie długofalowej nie ma większego znaczenia, czy Ameryka powali najpierw samotną Rosję, czy też ją uśpi i w pierwszej kolejności rzuci się na równie osamotnione Koreę, Iran i Chiny, Moskwę zostawiając sobie na koniec meczu.  Kwestia istnienia Polski, podobnie jak i biologiczne przetrwanie Polaków wymagają, by wszyscy wymienieni i nie tylko oni zachowali się jak podwórko zastraszone przez większego chuligana. Nieważne jak, podstępem, od tyłu, upijając, podsuwając Maryśkę z naprzeciwka - ale trzeba bandytę osaczyć i solidarnie zatłuc sztachetą, a nie dawać się obtłukiwać po kolei w radości, że pierwszy obrywa ktoś inny.

 

Zaraz! - zawołała ktoś, a święta zasada  Cata, żeby do wojny wchodzić na końcu, przecież to argument za cieszeniem się, że popadło na innych! Sęk w tym, że inaczej niż w czasach Mackiewicza - dziś pokój jest nie mniej zabójczy dla polskości, niż wojna.  Petryfikacja obecnego ładu międzynarodowego, utrzymanie hegemonii amerykańskiej i wszystkich jej cywilizacyjnych, gospodarczych i politycznych pochodnych - oznacza koniec historii narodu polskiego.  Dlatego nie ma co się cieszyć, że zmienia się (być może) kolejność na liście amerykańskich ataków. My znikniemy bez jednej nawet bomby...

 

Z tych właśnie powodów jedno z ostatnich już (niestety...) interesujących pytań odnośnie kondycji i perspektyw narodu polskiego brzmi: czy potencjał przetrwania jest jeszcze w zwykłych ludziach? Bo nie tylko w klasie politycznej (co oczywiste), ale nawet w jakoś tam luźno zainteresowanych i próbujących odnosić się do zagrożeń politycznych, cywilizacyjnych i społecznych - mamy do czynienia z zabójczą nadwyżką fałszywych odpowiedzi na źle zadane pytania.

 

 

Spójrzmy przy okazji na konkret, czyli na wyrażoną w ruchu deklarację „nowej” (?) polityki amerykańskiej. Najpierw Arabia Saudyjska, potem Izrael. Podróż  Donalda Trumpa  miałaby więcej z "misji pokoju", gdyby płynął pod banderą z trupią główką i abordażował napotykane statki... Szybko też zobaczyliśmy pierwsze efekty: 5 zamordowanych i 286 aresztowanych w ataku sił bezpieczeństwa Bahrajnu na Diraz, miasteczko szyickich duchownych w tym okupowanym przez pro-amerykański, pro-saudyjski sunnicki reżim kraju. Król  Hamad  mógł pozwolić sobie na kolejny akt terroru przeciw szyickiej większości nie tylko będąc gospodarzem jednej z największych w regionie baz amerykańskich, mających stanowić zaplecze do inwazji dla Iran. Trump dał bahrajńskiemu reżimowi wprost carte blanche, mówiąc o ustaniu wszystkich problemów utrudniających wcześniej wzajemne relacje. Te problemy - to właśnie prawa i interesy ludności Bahrajnu. I mechanizm ten będzie się zapewne pod obecną odsłoną amerykańskiej oligarchicznej hegemonii tylko na świecie upowszechniał. Na całym świecie – mamy bowiem do czynienia z tyranią o charakterze globalnym, która tylko może zostać przewalczona tylko równie ogólnoplanetarnym oporem.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLITYKA

    The South just fell again...

    Skonfederowane Stany Ameryki z reguły budzą ciepłe odczucia na polskiej prawicy. Bo potomkowie Kawalerów, bo rycerscy, bo przegrani, bo trochę rasistowscy (to ostatnie nieprawda, ale i tak kojarzy się niektórym miło). czytaj więcej

  • POLITYKA

    Czipsy, proszek do prania, demokracja

    Przez dekady zachodniej demokracji posługiwano się przede wszystkim mechanizmem kontynuacyjnym. czytaj więcej

  • ŚWIAT

    Burza nad Azją2?

    Chociaż teoretycznie głową państwa mongolskiego pozostał polityk tej samej Partii Demokratycznej – zwycięstwo Chaltmaagijna Battulgi może stanowić krok w stronę poważnej zmiany geopolitycznej na Dalekim Wschodzie. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031