Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
727 postów 324 komentarze

Nie-niebieska Brytania

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Partie, które wygrały wybory do Izby Gmin – przegrały je. Partie przegrane – nie kryją triumfu.

 

Patrząc na mapę ostatecznych już wyników wyborczych do Izby Gmin z terenu Szkocji odczuwałem deja vu przemieszane z wrażeniem lotu na niewielkiej wysokości. Jeszcze kilka dni temu przemierzyłem ten kraj ze wschodu na zachód i z południa na północ nie mogąc się opędzić od wszechobecnej zwłaszcza w okręgach rolniczych (Borders, okolic Perth i Dundee oraz Aberdeenshire) barwy niebieskiej. Koloru torysów, teraz widocznego też na telewizyjnych wykresach.

 

„Konserwatyści” formalnie wygrali wybory, ale zamiast historycznego sukcesu, który wg sondaży miał przynieść im największą w dziejach przewagę w Izbie (mówiło się nawet o 100, a przynajmniej 80 mandatach) – utracili samodzielną większość, co nieuchronnie skazuję Zjednoczone Królestwo na rząd słaby, prawdopodobną jeśli nie teraz, to wkrótce wymianę premiera i osłabienie pozycji UK w przededniu negocjacji z Brukselą na temat BREXIT-u. Zamiast nową panią  Thatcher –  Teresa May okazała się być Hanną Suchocką torysów, pogrążając własną formację w dalszych spodziewanych rozgrywkach frakcyjnych, nie tylko jak dotąd między przeciwnikami i zwolennikami BREXIT-u, ale także w szeregach tych ostatnich, podzielonych na tych za wersją „soft” i „hard”.

 

W ogóle zresztą wybory na Wyspach okazały się nie tyle rywalizacją między partiami, co w ich obrębie. Przez ostatnie tygodnie wydawało się, że głównym tematem kampanii jest nie to, kto zostanie premierem – tylko czy na czele Partii Pracy utrzyma się  Jeremy Corbyn. W ogóle  jakby wybory ogłoszono dla dekompozycji labourzystów i powtórzenia na Wyspach kontynentalnych sztuczek ze sformowaniem na gruzach lewicy nowego ugrupowana liberalnego, doprawionego lokalnym, post-blairowskim sosem. I stał się cud. Stary socjalista i antyimperialista, kosztem oczywiście siły swego przekazu, ale jednak bez zdrady podstawowych pryncypiów i na bazie autentycznie lewicowej platformy wyborczej – ocalił Labour i tylko o włos, niespełna 2,3 tys. głosów minął się z fotelem premiera, wciąż zresztą będący w jego zasięgu wobec kłopotów technicznie zwycięskiej partii.

 

Te zaś są nieuchronne i co ciekawe, nieodmiennie wiążą się też z  moją ulubioną Szkocją. I znowu, formalnie Szkocka Partia Narodowa pozostaje największym ugrupowaniem na północy, obsadzając ostatecznie 35 z 59 szkockich miejsc w Izbie, nadal też jest trzecią partią w całym UK, ale tracąc aż 21 miejsc, w tym to zajmowane przez legendę SNP,  Alexa Salmonda  oraz szefa frakcji  Angusa Roberstona  – pierwsza minister  Nicola Sturgeon musi odpowiedzieć sobie co poszło nie tak. I zrobić to pilnie, jeśli nie zamierza wycofać się z wezwania do drugiego referendum niepodległościowego, zapewne wiosną 2019 roku. Po swoich szkockich peregrynacjach – służę w razie czego podpowiedzią. Otóż SNP, partia miejskiej inteligencji i niższej klasy średniej – całkowicie nie zrozumiała i nie doceniła jak duża jest determinacja wyspiarskich farmerów (po obu stronach Tweed), by opuścić wspólny rynek, w tym zakres oddziaływania Wspólnej Polityki Rolnej. To na pastwiskach Aberdeenshire, to na polach pod Perth było niebiesko od banerów torysów z jednym hasłem „Stop Indyref2” - czyli za BREXIT-em.

 

Dowcip polega jednak na tym, że akurat „szkoccy” „konserwatyści” reprezentują opcją „soft”, a więc żądają od Londynu... pozostania Brytanii we Wspólnym Rynku. Szefowa miejscowych torysów,  Ruth Davidson, nieprzyjemny bezpłciowy babochłop – już takie żądania wysłała londyńskiej podróbce Suchockiej, strasząc wyodrębnieniem swojej części partii z ogólnobrytyjskiego organizmu. Skądinąd drugim postulatem „konserwatystów” ze Szkocji jest... „zapewnienie ochrony praw małżeństw jednopłciowych w Irlandii Północnej”. Niby nic takiego w szeregach tradycyjnie bardzo pro-gejowskich torysów. Tyle tylko, że za „hard” BREXIT-em oraz przeciw gejowskim związkom „małżeńskim” opowiada się jedyny możliwy koalicjant Teresy May, szefowa Demokratycznej Partii Unionistycznej  Arlene Foster. A to oznacza, że w razie kryzysu rządowego na jednej szali może znaleźć się niezbędne do większości 10 głosów DUP – ale na drugiej będzie 12 „szkockich” torysów, domagających się czegoś dokładnie przeciwnego, niż ich ulsterscy sojusznicy. W takich warunkach stabilnie rządzić po prostu się nie da.

 

Dlatego właśnie wyniki wyborów w Zjednoczonym Królestwie mogą cieszyć. Każda niestabilność w UK osłabia pozycję najbliższego wasala USA, odwraca jego uwagę, zmusza do skupiania się na detalach, relacjach z Europą, interesach rolników, grach frakcyjnych. Bardzo dobre wyniki Sinn Fein w Irlandii Północnej i Plaid Cymru w Walii pozostawiają otwartymi kwestie walki o zjednoczenie sąsiedniej wielkiej wyspy, jak i suwerenność kraju św. Dawida. Jak również, co stwierdzam nie bez satysfakcji, nawet brzydko zaniebieszczona Szkocja - nie przestanie sprawiać kłopotów Londynowi. Zanim, rzecz jasna, w końcu nie stanie się niepodległa.

 

Zatem - see ye efter.

 

Konrad Rękas

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031