Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
705 postów 321 komentarzy

Homoseksualny antysemita zbiera znaczki

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

"Homoseksualizm? Nie podnieca mnie to..." - to najzdrowsza postawa wobec uporu w upolitycznianiu tej kwestii.

 

 

Walka o d... ważniejsza od walki o ogień”?

 

Jak mówił nieodżałowany porucznik  Zubek  o prostytucji: robienie zagadnienia z kilku upadłych kobiet nie przysparza powagi naszej ojczyźnie. Nie inaczej jest i z kwestią jakichś nieco pochylonych mężczyzn.  Tylko żyjący z tego działacze "gejowscy" i im podobni "anty-" upierają się, że to akurat ukierunkowanie popędu płciowego określa człowieka.  A niby czemu to wydumane założenie miałoby być słuszne, skoro ten sam człowiek może być też filatelistą, antysemitą, zwolennikiem niskich podatków zainteresowanym przede wszystkim żeglarstwem? Czemu właśnie sex miałby kogoś (każdego!) determinować?

 

Oczywiście, odpowiedź w kategoriach ideologicznych jest znana i popularnie, acz błędnie nazywana "marksizmem kulturowym". Faktycznie, w pewnym momencie stało się jasne, że ludzi przestał już określać trafnie opisany m.in. przez  Marksa stosunek do środków produkcji. Na gwałt zaczęto więc szukać jakiejś innej determinanty, poza powszechną i oczywistą czyli poziomem konsumpcji. W efekcie niektóre środowiska, w uproszczeniu mówiąc - trockistowskie (w tym liberalne, liberalizm - jak wiadomo - jest bowiem tylko wyższą formą trockizmu) umodziły sobie, że teraz będzie SEX, a skrzyżowane młot i sierp zastąpi... no, wiadomo co zastąpiło.

 

Różnica polega też na tym, że mimo pozornie podobnego punktu wyjścia - nowo kreowany podmiot rewolucyjny wcale jednak... rewolucyjny miał nie być, władzę (zwłaszcza w nadbudowie) zdobywając entryzmem i raczej odgórnie, mafijnie (a więc znowu ulubionymi metodami określonej szkoły ideologicznej). I - prawdę mówiąc - po nic. Bo poza wyniesieniem do rangi ponadpaństwowej zasady pewnego naturalnego u niektórych grupek towarzyskich kumoterstwa - dla reszty ludzkości dokładnie nic pożytecznego z tego dziwacznego konstruktu nie wynika. A zatem - naprawdę nie ma się czym podniecać...

 

Każdemu jest do twarzy w sukience?

 

Zresztą zdaje się, że nie robi tego i większość zainteresowanych, którzy w przeciwieństwie np. do takich cyklistów, wegan, biegaczy i innych podejrzanych typów z własnego hobby robiących zjawisko o planetarnym wręcz znaczeniu nie zawracają innym głowy i nie twierdzą, że Ziemia jako całość będzie lepszym miejscem, jeśli wszyscy sobie trochę popedałują czy strzelą sojowe mleczko.

 

Zupełnie inaczej rzecz się jednak ma z gejowskimi moherami, bo i takich przecież nie brakuje – jak w każdej niemal kwestii zatracającej o międzyludzkie interakcje. I nie chodzi już nawet o przypadki tak ekstremalne, jak pożenione (pomęzione) ze sobą lesbijski, szprycujące żeńskimi hormonami adoptowanego chłopczyka, oficjalnie by go wyzwolić spod „tyranii biologicznie zdeterminowanej płci”, a w rzeczywistości po prostu z nienawiści do męskości jako takiej. Oto głupkowate telewizje młodzieżowo-muzyczne emitują programy, w których prezenter zaczynając od zastrzegania swego sceptycyzmu wobec homoseksualizmu próbuje swoich sił jako Drag queen, by pod koniec audycji dojść do wniosku, że w sumie „mógłby spróbować sexu z mężczyzną tej samej płci” i w ogóle strasznie to wszystko fajne i urocze. No to już jest łowienia naiwnych na poziomie żenująco prymitywnym – ale jak się wydaje do pewnego stopnia skutecznym. Takie zdarzenia pokazują jak zły i szkodliwy jest wszelki moheryzm – nie wyłączając przy tym i własnego środowiska, z którego się w danym przypadku wywodzi...

 

Tak ukierunkowany i z premedytacją realizowany proces nie ma w istocie żadnego końca i nie zna żadnej bariery. Przecież na początku chodziło tylko o to, żeby sobie z niektórych z tych nieszczęśników nie robić nieprzyzwoitych żartów – a skończyło się (póki co...) dziwadłem w Sejmie RP, a może być tylko gorzej. Dziś nie można sobie wyobrazić żadnego momentu, kiedy da się powiedzieć STOP. Feminizm, amerykańska pseudo-pruderia, czy instrumentalny antyklerykalizm, choć udają ochronę kobiet przed upodmiotowieniem, dzieci przed molestowaniem, a społeczeństw przed pornografią i seksualizacją – wszystkim tym zjawiskom w istocie służą i tylko je ułatwiają. Wprowadzenie w przestrzeń publiczną afirmowanych kolejnych parafilii seksualnych – jest w tej sytuacji tylko kwestią czasu i to wobec całkowitej bezbronności zwykłych ludzi.

 

Zwłaszcza w Polsce wciąż słabo zdajemy sobie sprawę, że polityczna poprawność nie jest śmiesznym epizodem amerykańskich lat 90-tych, z którego na Zachodzie już wszyscy się śmieją, a po wygłoszeniu tych obowiązkowych komunałów na kołek swobodnie opowiadają kawały o blondynkach, pedałach i Żydach. Nie, P.C. istnieje, ma się świetnie i jest imprintowana w umysły kolejnych pokoleń, wraz z bezmyślnym poglądem, że wszystko jest względne, za wyjątkiem oczywiście kilku automatycznie powtarzanych pojęć-kluczy, w rodzaju właśnie „tolerancji”, „demokracji”, „praw człowieka”, „bycia sobą” no i „wolności”.

 

A kiedy już będę wolnym człowiekiem...”

 

Na marginesie - "wolność" była hasłem dziecka rewolucji, romantyzmu. Poeci romantyczni bezwzględnie jednak wyznawali pogląd różniący ich w teorii (choć niekoniecznie w publicznych deklaracjach!) od rewolucjonistów. Otóż ci przeważnie zakochani w sobie samych egocentrycy wiedzieli doskonale, że cała ta "wolność" ma sens i wartość tylko jako dobro ekskluzywne. "Wolność powszechna" odbiera całemu pojęciu jakiekolwiek znaczenie, bo "wolna" ma być wybitna, wyjątkowa jednostka, a nie jakiś przymuł, który nawet nie wie co to znaczy. Podobnie rzecz się ma i z fetyszami kolejnych epok: autoekspresją, "byciem sobą" itd. W wersji egalitarnej hasła te są tylko krępującą parodią, co widać zarówno we współczesnych szkołach, "clubach", jak i... polityce.

 

Niestety, czy tego chcemy czy nie – a zwłaszcza, skoro nie chcemy – zostaliśmy „wyzwoleni” i proces ten postępuje, choćby niezależnie od swoich zainteresowań seksualnych większość nie odczuwała żadnej skłonności do partycypowania w nim. Rozgrywa się on zresztą na poziomie nie tylko politycznym, na który samobójczo pozwolono go wprowadzić, zaś chaotyczna, często agresywna i równie... moherowa pseudo-obrona tylko zaszkodziła. Chodzi o mechanizmy świadomościowe, w których zdrowy rozsądek i poczucie normalności już dawno zostały posłane na deski i wyliczone do zera.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930