Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
713 postów 321 komentarzy

Alegoria

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Rzadko chwalę Najwyższą Izbę Kontroli – bo jest to też instytucja mocno przeceniana i fetyszyzowana w systemie władzy w III RP.

 

Proszę mnie połączyć z NIK!” - straszył minister nieuczciwego burmistrza w arcyzabawnym serialu „Ekipa”. „Ja na was NIK naślę!” - to do dziś popularna groźba, wyrażająca tyleż bezradność, co naiwność i słabą znajomość politycznych realiów.

 

Kwe-kwerenda

 

Pomijając także sprawy wiadome, a typowe, że ktoś, skądś, czyjś, słabości ustawy o NIK, wyjątkową nędzność sejmowego nadzoru – to zwłaszcza w swej misyjnej, edukacyjno-postulatywnej roli (przez obecnego prezesa uroczo nazywanej „kwe-kwerendą”, czy jakoś podobnie), NIK przeważnie jeśli w ogóle – to stwierdza mocno po czasie rzeczy oczywiste, a dla naprawienie kolejnego niedziałającego (bo działać nie mógł...) przepisu – z reguły próbuje pacjentowi, czyli Polsce przepisać jeszcze więcej ustaw, paragrafów i dobrych chęci, nie pomnąc, że przecież zwłaszcza w wykonywaniu prawa, co tu może pójść źle, to pójdzie...

 

No dobrze, ale pomarudziwszy – niekiedy trzeba docenić, że coś ta wojutusiowa Izba może przydać, nawet pisząc banały. Oto NIK pochyliła się była łaskawie nad kolejnym przeoczonym przez radosnych legislatorów i pomijanym przez polityków i urzędników drobiażdżkiem, który nie tylko utrudnia, ale niekiedy wręcz niszczy (schyłek) życia kilku milionom Polaków.

 

Skala zniszczeń

 

Chodzi o z gruntu idiotyczny obowiązek udowodnienia tzw. okresów składkowych wraz z udokumentowaniem wynagrodzeń (np. sprzed lat 40) – który w tym jedynym w swoim rodzaju cyrku zwanym III RP złożono na barki obywateli. I nikt ani nie zipnął, chociaż od kilkunastu lat miliony ludzi z obłędem w oczach lata po miejscach, w których kiedyś były ich zlikwidowane zakłady pracy, żebrze cienia informacji, awanturuje przy okienkach ZUS-owskich. A wszystko by dowiedzieć się, że cały ten idiotyczny zapis, którego absurdalność biła po oczach już w chwili uchwalenia – wymyślono nie tylko dla większego udręczenia narodu, ale by znowu zarobiła jakaś grupka cwaniaków.

 

Zacytujmy zresztą samą informację NIK, bo to i rzadkie, i urocze by instytucja tak dzielnie przeważnie broniąca dokonań III RP – pozwalała sobie na tę parę zdań prawdy:

 

„Reformie emerytalnej z 1999 roku towarzyszyło założenie, że wszystkie potrzebne do wyliczenia wysokości emerytury dokumenty znajdują się w teczkach osobowych pracownika. Na pracodawcy ciążył obowiązek przechowywania ich przez 50 lat. - Niestety to założenie było błędne i doprowadziło do krzywdy wielu ludzi - tłumaczy  Jolanta Louchin, członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Archiwistów Polskich. Lista błędów jest długa. Przede wszystkim nie wzięto pod uwagę, że do wyliczenia emerytury potrzebne będą nie tylko świadectwa pracy (dokumentujące okres składkowy), ale również informacje o zarobkach. Te jednak przechowywane były zazwyczaj w zbiorczej dokumentacji płacowej. Choć i ona podlegała ochronie, trudno było jednoznacznie zinterpretować, przez jaki czas. Ponieważ była dokumentem zbiorczym, różnie obliczano długość okresu ochronnego. W konsekwencji dużym problemem pozostaje przedstawienie ZUS-owi rzetelnej informacji o zarobkach z tych miejsc pracy, które zostały zlikwidowane.  Dokumentacja płacowa najczęściej w tych przypadkach po prostu przepadła. To z kolei znacząco wpływa na wysokość emerytury wielu osób, które pracowały przed 1999 rokiem.

 

Nie wzięto też pod uwagę astronomicznej liczby zlikwidowanych zakładów pracy.  Baza ZUS, która podpowiada, gdzie szukać dokumentów potrzebnych do obliczenia wysokości emerytury, dysponuje dziś informacjami o 23 tysiącach podmiotów - zlikwidowanych lub przekształconych. Tymczasem eksperci obliczają, że to tylko wierzchołek góry lodowej, bo są ich najmniej trzy miliony, choć niektórzy mówią o nawet o pięciu milionach.  Szczególnie lata 90. były dynamiczne pod względem powstawania i upadania firm”.

 

Przetłumaczyć? Powtórzyć?  W ciągu dekady bezprzykładnego rozwoju i transformacji odrodzonej, demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej zlikwidowano nawet do 5 milionów aktywnych (i przeważnie bynajmniej nie jednoosobowych) podmiotów gospodarczych,w większości odziedziczonych po słusznie upadłej, nieludzkiej, niewydolnej i niezgodnej z duchem przedsiębiorczości komunie, a także tych zupełnie nieciekawych, założonych przez samych obywateli podczas autentycznego i oddolnego boomu końcówki lat 80-tych i początku 90-tych. Przy okazji zaś, odkreślają przeszłość grubą kreską i przodując budowie kapitalizmu, także w sektorze nowatorskich rozwiązań emerytalnych – pozbawiono po prostu miliony ludzi prawa do godnej emerytury. Nie niechcący, nie w drodze jakiejś konieczności dziejowej – tylko znowu sprzedając ustawę burej strefie, działającej dzięki temu w majestacie prawa III RP.

 

Ile dali „przechowalnicy”?

 

Co się stało ze świadectwami pracy i informacjami o zarobkach przechowywanymi w tych miejscach? W większości zostały odpłatnie przekazane tzw. przechowawcom.  Jednocześnie na początku nie określono wobec nich żadnych wymagań, ciesząc się po prostu, że ktoś przejął kilometry dokumentacji. W konsekwencji przechowywanie dokumentów stało się interesem, na którym można było szybko zarobić, niekoniecznie przykładając się do tego zadania. Teczki przechowywane były przez ludzi niewykwalifikowanych, w nieprzygotowanych miejscach. Część dokumentacji w ogóle zniknęła, część uległa nieodwracalnym zniszczeniom.

 

Gdy dokumentacja osobowa i płacowa okazała się kluczem do  obliczenia wysokości emerytury, narzucono przechowawcom określone rygory. Część jednak ich nie spełniła i do dziś działa poza prawem - w konsekwencji pozyskane od nich dokumenty są przez ZUS nieuznawane. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdy określone osoby są w posiadaniu dokumentacji, w posiadaniu której być nie powinny, nierzadko czerpiąc z tego zysk. Mimo że od odzyskania tych dokumentów może zależeć godna emerytura wielu obywateli, państwo pozostaje wobec tego problemu bezradne”. O, i to jest dopiero głęboko słuszne, z ducha i praktyki kapitalistyczne i wręcz eschatologicznie sprawiedliwe. Nie dość, że wolny rynek kupił przepis, który pozwolił zarabiać na jednym często podpisie, nie dość że za niewidzialną ręką rynku przyszły i niewidzialne archiwa, które w jakichś starych spichrzach cudownie mieściły miliony ton papieru, to jeszcze jednym, prostym przykładem oddał całą piramidę hierarchii III RP!

 

Urzędnik i polityk mogący wszystko <=============> kapitał kupujący ich usługi i odbijający sobie inwestycję z nawiązką na zyskach ściąganych z hołoty

hołota zależna od obu poprzednich grup, czołgająca się z byle papierkiem za nędzne kilka złotych więcej.

 

Czy to nie cudowna wręcz w swej wymowie alegoria?

 

Oczywiście, jak łatwo zgadnąć nagła troska wykwitu III RP, jaką jest NIK – też nie jest ani przypadkowe, ani bezinteresowne. Teraz na całym tym bałaganie chcieliby zapewne zarobić licencjonowani archiwiści i wyrwać swój kawałek tego truchła, w postaci sutych opłat za przejęcie (najlepiej obligatoryjne i kosztowne) oraz uporządkowanie archiwów i tego co z nich zostało. Tylko polskiej gospodarki, jak i podejścia do stanowienia i stosowania prawa jakoś k... ciągle nie ma kto uporządkować!

 

Konrad Rękas

 

 

KOMENTARZE

  • Świetny wpis!
    Ja też muszę wreszcie ruszyć pośladki i szukać papierów - bo jak to ZUS doradza- czym szybciej tym lepiej należy złożyć papiery do kapitału początkowego.
    A ręce mi opadają, pracowałem w różnych miejscach w kraju, dużo kosztów trzeba poświęcić i jechać a np. w Rzeszowie archiwum, które przechowuje papiery nie ma adresu email aby tam napisać i wcześniej zapytać czy w ogóle są tam moje dokumenty.
  • Kolega o NIKu a ja o sędziach.
    Tajne majątki sędziów Sądu Najwyższego! Aż 15 oświadczeń majątkowych otrzymało klauzulę "zastrzeżone"! Zgodnie z ubiegłoroczną nowelizacją Prawa o ustroju sądów powszechnych, wszyscy sędziowie zostali zmuszeni do ujawnienia swoich majątków. Wszyscy, w tym także sędziowie Sądu Najwyższego. Okazało się jednak, że na 87 sędziów pracujących w SN, oświadczenia majątkowe ujawniło jedynie 41 sędziów. Aż 31 sędziów wykorzystało bowiem lukę w prawie, która pozwoliła im nie ujawniać majątku posiadanego w 2016 roku (w przyszłym roku luka ta nie będzie już funkcjonować), a w 15 przypadkach oświadczeniom majątkowym nadano klauzulę tajności (!). Powstaje pytanie - co takiego oni ukrywają? Nowela ustawy Prawa o ustroju sądów powszechnych, która nakazała ujawnić opinii publicznej majątki wszystkich sędziów w Polsce, weszła w życie 6 stycznia, a nie od 1 stycznia b.r. Część sędziów Sądu Najwyższego (dokładnie 31 sędziów) postanowiła to wykorzystać. Złożyli oni swoje oświadczenia o posiadanym na koniec 2016 roku majątku w terminie do 5 stycznia. Dzięki temu ich oświadczenia nie musiały być ujawnione w tym roku (nowelizacja prawa mówiła bowiem o konieczności ujawnienia oświadczeń majątkowych za 2016 rok złożonych po wejściu w życie nowych przepisów, czyli po 5 stycznia). Ta swego rodzaju "luka prawna" nie będzie jednak obowiązywać w przyszłym roku i ktoś, kto skorzystał z niej teraz (składając oświadczenie majątkowe na stan z końca 2016 r. w terminie do 5 stycznia 2017 r.) nie będzie mógł z niej skorzystać w przyszłym roku, kiedy trzeba będzie złożyć oświadczenie majątkowe na stan z końca 2017 roku. Jest także grupa sędziów Sądu Najwyższego (dokładnie 15 sędziów), która uzyskała dla swoich oświadczeń majątkowych klauzulę tajności "zastrzeżone". W praktyce oznacza to, że żaden normalny człowiek nie dowie się jakim majątkiem dysponował dany sędzia na koniec 2016 roku. Jak to możliwe, że oświadczenia tych sędziów zostały utajnione? Otóż taką możliwość przewidziano w art. 87 par. 6 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych. Zgodnie z treścią tego przepisu na wniosek sędziego, który złożył oświadczenie, podmiot uprawniony do odebrania oświadczenia (w przypadku sędziów Sądu Najwyższego jest to Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, czyli Małgorzata Gersdorf) może zdecydować o objęciu informacji zawartych w oświadczeniu ochroną przewidzianą dla informacji niejawnych o klauzuli tajności "zastrzeżone", jeżeli ujawnienie tych informacji mogłoby powodować zagrożenie dla sędziego lub osób dla niego najbliższych. Co istotne - minister sprawiedliwości jest jednak uprawniony do zniesienia tej klauzuli. Powstaje pytanie - co kryją oświadczenia 15 sędziów Sądu Najwyższego (sędziowie: Bogusław Cudowski, Jan Górowski, Beata Gudowska, Jacek Gudowski, Józef Iwulski, Wojciech Katner, Iwona Koper, Anna Kozłowska, Anna Owczarek, Marta Romańska, Jolanta Strusińska-Żukowska, Maria Szulc, Karol Weitz, Mirosława Wysocka oraz Dariusz Zawistowski), że ich ujawnienie mogłoby powodować zagrożenie dla nich samych lub ich rodzin? Czy minister Ziobro nie powinien jednak podjąć decyzję, aby znieść klauzulę tajności nałożoną dla oświadczeń ww. sędziów Sądu Najwyższego?

    Źródło: Oświadczenia majątkowe sędziów Sądu Najwyższego i inne (Sn.pl)

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLITYKA

    The South just fell again...

    Skonfederowane Stany Ameryki z reguły budzą ciepłe odczucia na polskiej prawicy. Bo potomkowie Kawalerów, bo rycerscy, bo przegrani, bo trochę rasistowscy (to ostatnie nieprawda, ale i tak kojarzy się niektórym miło). czytaj więcej

  • POLITYKA

    Czipsy, proszek do prania, demokracja

    Przez dekady zachodniej demokracji posługiwano się przede wszystkim mechanizmem kontynuacyjnym. czytaj więcej

  • ŚWIAT

    Burza nad Azją2?

    Chociaż teoretycznie głową państwa mongolskiego pozostał polityk tej samej Partii Demokratycznej – zwycięstwo Chaltmaagijna Battulgi może stanowić krok w stronę poważnej zmiany geopolitycznej na Dalekim Wschodzie. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031