Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
739 postów 328 komentarzy

Czipsy, proszek do prania, demokracja

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przez dekady zachodniej demokracji posługiwano się przede wszystkim mechanizmem kontynuacyjnym.

 

Regularne zastępowanie się u władzy „socjaldemokratów” i „chadeków” miało z jednej strony zaspokoić potrzebę wyborczej zmiany, ale budzenia nadmiernych emocji i zapewnieniem, że „weźmiemy z poprzedniego to co najlepsze, uzupełniając to oczywiście naszymi wspaniałymi pomysłami, na które właśnie zagłosowaliście”.

 

System ten sprawdzał się przez dekady, jak wiadomo bowiem pamięć wyborców dorównuje jedynie zdolności planowania polityków, obie zaś nie trwają dłużej niż około kadencji. Dodatkowym bonusem całego układu było też wykruszania się kolejnych zniechęconych odkrywaną pozornością „zmian”, co dodatkowo wzmacniało i potwierdzało słuszność przyjętego rozwiązania. Mniej lub bardziej autentyczne siły kwestionujące sam sens tej wyborczej chybotki – nawet rosnąc w siłę nie były w stanie zdobyć przewagi wystarczającej, by przeważyć wciąż efektywny, choć zupełnie już niewiarygodny bipol „prawicy” i „lewicy”.

 

Sytuacja Stanów Zjednoczonych wydawała się pod tym względem o tyle inna, że sama logika systemu wyborczego, w połączeniu z tradycją teoretycznie powinna uniemożliwić choćby pojawienie się czynnika niezależnego od aparatu obu wielkich partii, które przeszło pół wieku temu przestały nawet przypominać reprezentację odmiennych grup interesu i fragmentów oligarchii amerykańskiej, ostatecznie nabierając cech po prostu doraźnie dobieranych potrzeb lobbingowych rządzącego za pośrednictwem Ameryki światem wielkiego kapitału, Jednocześnie jednak amerykańska wersja systemu była tak skuteczna, bo nie zaniedbywano testowania podatności wyborców amerykańskich na populizm, zakwestionowanie bipolu, słowem antysystemowość w stylu nieco europejskim. Co najmniej od czasów Rossa Perrota, a w praktyce już u bokuRonalda Reagana  aparaty partyjne wiedziały, że muszą w końcu wymyślić coś, co zastąpi europejskie perpetum mobile „zmiana czyli ciągłość” i Wymyślono. Nowy projekt można określić jako „antagonizacja i polaryzacja” i sprawdza się znakomicie nie tylko w warunkach amerykańskich.

 

Tak jak wyborcy partii republikańskiej, szczególnie ci w swoim czasie pod wpływem barci Kochów i ich „partii herbacianej” znakomicie wiedzieli, że Barack Obama  jest kryptomuzułmaninem i synem prostytutki, który sfałszował swój akt urodzenia, żeby ukraść fotel prezydenta USA – tak demokraci nie mają wątpliwości, że ostatnie wybory prezydenckie w tym kraju sfałszował osobiście Władymir Putin, osadzając w gabinecie owalnym mizogina i psychopatę zdecydowanego zniszczyć amerykańską demokrację. Atmosfera znana ze starć Obywateli RP z sektą smoleńską jest tylko przeniesieniem na grunt nadwiślańskiej kolonii cienia żaru, z jaki nienawidzą się i zwalczają szczerzy amerykańscy patrioci z żarliwymi amerykańskimi demokratami. Tak się po prostu łatwiej rządzi  – bo złość i frustracja, która z dowolnej strony mogłaby odkryć prawdę o pozorności całego sporu (a także to, że istnieje tylko jedna warta zauważenia sprzeczność: między rządzonymi a rządzącymi) zostają wypalone w okrzykach, spiskologii czy kryteriach ulicznych, w których zwalcza się jednego przedstawiciela establishmentu w imię zwycięstwo drugiego jego reprezentanta.

 

Fakt, że Polska płynnie przeszła z europejskiej, na amerykańską technologię rządzenia (do której mamy jednak wrodzone predyspozycje) wskazuje z jednej strony na naszą obecną pozycję międzynarodową, gdzieś tak między Kosowem, a Puerto Rico.  Z drugiej zaś, o czym świadczy również dynamika kampanii prezydenckiej we Francji, zwłaszcza przed II turą – wariant antagonizująco-polaryzacyjny może też stanowić naturalny kierunek ewolucji całego systemu zachodniego. O ile bowiem przynajmniej Europa Środkowa, mimo swej niesamodzielności i braku elit teoretycznie przynajmniej zachowała zdolność, by mimo wszystko wygenerować oddolny mechanizm obronny i zakwestionować cały ten teatrzyk – o tyle zachód Starego Kontynentu, po dekadach indoktrynacji - broni się już tak dobrze, jak wcale.

 

I dlatego tak jak latami zachodni Europejczycy łykali bez dyskusji pozorną alternatywę „socjal-” i „chrześcijańskiej demokracji” - tak dziś karnie chodzą w marszach przeciw „faszyzmowi nietolerancji” albo kwestionując tylko fragment systemu, czyli politykę imigracyjną nie chcąc dostrzec, że odrzucić należałoby całą demokrację partyjną i oligrachiczno-korporacyjną wersję kapitalizmu. I czemu mielibyśmy dziwić się Polakom? Skoro jedzą tanie podróbki zachodnich czipsów i piorą gorszymi odpowiednikami zachodnich proszków do prania – to czemu nie mieliby też dawać się nabrać na przetestowane na Zachodzie sztuczki polityczne?

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • @autor
    Niewatplwie stara zasada rzadzenia ,, dziel i rzadz,, odkurzona do nowych standardow sprawdza sie dobrze w jej cieniu procesy o jakie chodzi nadzorca krok po kroku ida do przodu by zaowocowac ,,sukcesem,, pelnej wladzy i kontroli [film,,END GAME,, jako triumf miasta ] . Wykorzystywanie negatywnych ludzkich cech a glownie bezmyslnosci ubranej w kostiumy tzw ,,wyksztalcenia ,,jest jednym z istotnych elementow tej strategi oglupiania.Okreslone cechy ludzi okreslone sposoby zycia powoduja takie a nie inne skutki spoleczne .Pomijanym aspektem tzw ,,rozwoju,, jest ksztalt struktury spolecznej i system organizacji. Sprowadzajac problem do najprostszych pytan nalezalo by zakwestionowac patologiczny i wymuszony rozwoj miast i urbanizacje jako przyczyne problemow nie dajacych sie nigdy rozwiazac w sposob charmonijny. na poziomie poolityki. Pozostaje tylko zjazd po rowni pochylej. Dlatego Teodore Roszk pisal,, ze dezarbunizacja i zatrzymanie wzrstu miast winno byc celem kazdego powaznego prgramu politycznego,, Dalszy wzrost systemow miejskich to dalszy wzrost tysiecy patologi,nie chodzi wiec o to by miast nie bylo ale o proporcje miedzy strukturami duzymii i malymi .Politycy tego aspektu wogule nie biora pod uwage traktujac zastany stan rzeczy jako naturalny i kotynuacjje jako najlepszy sposob na pojawiajace sie problemy. Slowem droga donikad. Trwonienie spolecznych srodkow i energi ludzkiej przebiega w chorym patoogicznym swiecie na tysiace sposobow Platon tak to ujoł- I tak oto miasto nasze napelnia sie cizba tlumem ale nigdy dla potrzeby ruznego rodzaju udawacze jedni nasladuja ksztalty i barwy a inni maja z muzyka do czynienia,i rapsodowie aktorzy i perferumiarze i wytworcy kosmetykow i przyborow toaletowych ........... i cuz tedy sokratesie a nóz musimy miasto nasze powiekszyc wiec ruszyc musimy na wojne i tak oto mamy geneze wojny...... pisal platon. Rozwijamy i powiekszamy wiec zdegenerowane systemy zniewalajac siebie i inych po to by jakas osoba mogla np nakleic sobie 2cm tipsy i taka patologa staje sie norma po przelozeniu na polityke takie osoby narzucily by prawo i obowiazek by takie okreslonej dlugosci tipsy mial kazdy slowem wzrost gospodarczy w góre. ale czy producent tych przykladowych ,,tipsow,, jest zdolny do samorefleksji raczej nie bo jego zycie jest od tego zalezne.wiec czy jest mozliwosc zatrzymania wzrostu miast jako przejaw degeneracji rodzaju ludzkiego watpie,politycy nad tym se nie zastanawiaja a wrecz narzucaja mechanizmy wymuszajace ich dalszy wzrost bo daje im to wiecej wladzy oraz pomocnika ich pomocnikow itd.....[Odbudowanie Piekla ,,Lew Tołstoj,, to swietny opis rzeczywistosci]
  • @autor-niewiele wiec mozna zrobic..
    Poniewz zbudowano nierozumny system w ktorym osoby wymienione w ,,Odbudowaniu Piekla,, Lwa Tołstoja na trwale ulolkowaly sie w strukturach wladzy i zarzadzania,i nie sa juz zdolne do zmiany myslenia,poniewarz falszywe wyobrazenia o zyciu podsuniete pzez wladce ciemnosci szatana diabla przyjeli jako wlasne .Pierwotne przyczyny nie sa juz nawet brane pod uwage jako sposob naprawy swiata .bo wymagalo by krytcznego spojzenia na to jak zyjemy zreszta wekszosci brakuje elementarnej wiedzy by takiej retrospekcji dokonac tym samym kolo sie zamyka -,,, diably wziely sie za rece a na górze slychac bylo plazcz i zgrzanie zebow.,,, Ale mozemy sobie przynajmniej popisac.....


    Niech wiec kazdy sobie odpowie któremu z pomnieszych diablow sluzy

    Odbudowanie piekła
    ROZDZIAŁ I
    Działo się to w czasach, gdy Chrystus głosił l
    udziom swą naukę. Nauka ta była tak
    zrozumiała i stosowanie jej w Ŝyciu tak łatwe, tak
    widocznie uwalniała ludzi od zła, Ŝe
    nie sposób było się jej oprzeć. Nic nie mogło połoŜ
    yć tamy jej rozpowszechnianiu.
    Belzebub $ ojciec i władca wszystkich diabłów
    $ przestraszył się. Wiedział dobrze, Ŝe
    jego władza nad ludźmi skończy się na zawsze, jeśli
    Chrystus nie wyrzeknie się głosze$
    nia swej nauki.
    Był w strachu, lecz nie tracił nadziei i podbu
    rzał posłusznych mu faryzeuszy i uczo$
    nych w piśmie, aby moŜliwie najdotkliwiej obraŜali
    i dręczyli Chrystusa, uczniom zaś
    jego radził uciec i zostawić go samego. Ufał, Ŝe sk
    azanie na śmierć haniebną, naigrywa$
    nie się, opuszczenie przez wszystkich uczniów, wres
    zcie same męki i kara śmierci
    sprawią, Ŝe Chrystus w ostatniej chwili wyrzeknie s
    ię swej nauki, a wyrzeczenie zburzy
    całą jej potęgę.
    Sprawa rozstrzygała się na krzyŜu. Gdy Chrystu
    s zawołał: "BoŜe mój, BoŜe mój,
    czemuś mnie opuścił!", Belzebub wydał okrzyk triumf
    u; schwycił przygotowane kajda$
    ny i włoŜywszy je sobie na nogi, dopasował je tak,
    Ŝeby nie mogły być zerwane, gdy
    zostaną załoŜone Jezusowi.
    Wtem z krzyŜa dały się słyszeć słowa: "Ojcze,
    przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią".
    Zaraz potem Chrystus zawołał: "Spełniło się" i wyzi
    onął ducha.
    Belzebub zrozumiał, Ŝe wszystko stracone. Chci
    ał zdjąć kajdany i uciekać, lecz nie
    mógł ruszyć się z miejsca. Kajdany przywarły do jeg
    o nóg. Chciał wznieść się na skrzy$
    dłach, lecz nie mógł ich rozpostrzeć. I widział Bel
    zebub jak Chrystus w wielkiej światło$
    ści zatrzymał się w bramie piekieł, widział jak wys
    zli z piekła grzesznicy od Adama do
    Judasza, widział jak rozbiegły się wszystkie diabły
    , a nawet jak same ściany piekieł
    rozpadły się bez hałasu na cztery strony świata. Ni
    e mógł znieść tego widoku, więc
    zaryczał przeraźliwie i wpadł w bezdenną przepaść p
    rzez pękniętą posadzkę piekieł.
    ROZDZIAŁ II
    Upłynęło sto, dwieście, trzysta lat. Czasu Bel
    zebub nie liczył. Naokoło była zupełna
    ciemność i cisza. LeŜał bez ruchu i starał się nie
    myśleć o tym, co zaszło, a jednak myślał
    i pałał bezsilną nienawiścią do sprawcy swej zguby.
    Nie pamiętał juŜ i nie wiedział ile setek lat
    upłynęło od tamtego czasu, gdy raptem
    usłyszał nad sobą szmery podobne do tupotu nóg, stę
    kania, krzyki i zgrzytanie zębów.
    Belzebub podniósł głowę i zaczął nasłuchiwać.
    W to, Ŝe po zwycięstwie Chrystusa
    piekło mogłoby być odbudowane, nie mógł uwierzyć, t
    ymczasem zaś tupot, jęki, krzyki
    i zgrzytanie zębów stawały się coraz wyraźniejsze.
    Belzebub podniósł tułów, podciągnął pod siebie
    kosmate nogi z odrośniętymi kopy$
    tami (kajdany ku jego zdziwieniu same z nich opadły
    ) i zatrzepotawszy swobodnie
    rozpostartymi skrzydłami, wydał zwykły sygnałowy św
    ist, którym dawniej wzywał
    swe sługi i pomocników.
    Nie zdąŜył jeszcze nabrać tchu, gdy nad jego g
    łową zrobił się otwór, błysnął czerwo$
    ny ogień i tłum diabłów w wielkim ścisku wysypał si
    ę z otworu w przepaść, i na podo$
    bieństwo kruków obsiadających padlinę, rozsiadł się
    naokoło Belzebuba.

    3
    Diabły były wielkie i małe, grube i chude, z d
    ługimi i krótkimi ogonami, z prostymi i
    krzywymi rogami.
    Jeden z diabłów, odziany w pelerynkę narzuconą
    na ramiona, cały nagi, czarny i
    błyszczący, z twarzą ogoloną i ogromnym, obwisłym b
    rzuchem, siedział w kucki przed
    samym obliczem Belzebuba i przewracając swymi ognis
    tymi ślepiami, uśmiechał się
    bezustannie, machając z boku na bok swym długim, ci
    enkim ogonem.
    ROZDZIAŁ III
    $ Co znaczy ten hałas? $ zapytał Belzebub wskazują
    c do góry $ CóŜ tam się dzieje?
    $ To, co zawsze $ odpowiedział błyszczący diabeł w
    pelerynce.
    $ A czy są jeszcze grzesznicy? $ spytał Belzebub.
    $ O tak, wielu $ odparł błyszczący.
    $ Jak tam z nauką tego, którego imienia nie chcę w
    ymieniać? $ zapytał Belzebub.
    Diabeł w pelerynce wyszczerzył zęby tak, Ŝe po
    kazały się wszystkie jego ostre kły, a
    przez całą zgraję przeszedł tłumiony śmiech.
    $ Nauka ta juŜ nam nie przeszkadza. Oni przestali
    w nią wierzyć $ powiedział diabeł w
    pelerynce.
    $ Jak to? PrzecieŜ nauka ta, poświadczona jego wła
    sną śmiercią, w sposób oczywisty
    ratuje ich od nas $ rzekł Belzebub.
    $ Tak było, dopóki jej nie przerobiłem $ odparł z
    dumą diabeł w pelerynce, uderzając
    ogonem w podłogę.
    $ Jak ci się to udało?
    $ Właściwie nie musiałem nic robić. Trochę tylko p
    omagałem.
    $ Opowiedz w skrócie $ rozkazał Belzebub.
    Diabeł w pelerynce, spuściwszy głowę, pomilcza
    ł chwilę, jak gdyby dla namysłu,
    następnie nie spiesząc się zaczął opowiadać:
    $ Gdy nadszedł ów straszny czas, Ŝe piekło zostało
    zburzone, a ojca naszego i władcy
    zabrakło między nami, udałem się do miejsca, gdzie
    głoszona była ta właśnie nauka,
    która o mały włos nie doprowadziła nas do całkowite
    j zguby. Przyszła mi chęć zoba$
    czyć, jak Ŝyją ludzie stosujący się do niej. I ujrz
    ałem, Ŝe ludzie stosujący tę naukę w
    Ŝyciu, byli zupełnie szczęśliwi i dla nas niedostęp
    ni. Nie gniewali się na siebie, nie
    ulegali urokowi kobiet i albo nie Ŝenili się, albo
    mieli tylko jedną Ŝonę, majątku zaś nie
    posiadali wcale, wszystko było uwaŜane za wspólną w
    łasność, nie bronili się przed
    tymi, którzy na nich napadali, a za złe płacili dob
    rem. I Ŝycie ich było tak dobre, Ŝe
    wciąŜ więcej i więcej ludzi do nich przystawało. Wi
    dząc to, pomyślałem sobie, Ŝe
    wszystko stracone i chciałem juŜ odejść. Oto jednak
    w tym czasie zaszedł incydent sam
    w sobie błahy, lecz mnie wydał się interesujący i p
    ozostałem. Zdarzyło się bowiem, Ŝe
    wśród tych ludzi jedni byli zdania, iŜ wszyscy powi
    nni ulegać obrzezaniu i nie powinni
    jeść tego, co zostało złoŜone w ofierze bogom pogań
    skim, inni zaś uwaŜali, Ŝe takie
    rozgraniczenie jest zbyteczne, i Ŝe moŜna nie stoso
    wać obrzezania i jeść wszystko.
    Zacząłem więc podpowiadać jednej i drugiej stronie,
    Ŝe ta róŜnica zdań jest róŜnicą o
    pierwszorzędnym znaczeniu, i Ŝe nie moŜna ustąpić,
    poniewaŜ chodzi tu o rzecz waŜną
    $ o słuŜenie Bogu. Ludzie uwierzyli mi, a ich kłótn
    ie przybrały ostry charakter. Więc i ci
    i tamci zaczęli gniewać się na siebie wzajemnie, a
    wtedy ja zacząłem im podsuwać
    myśl, Ŝe cudami mogą dowieść prawdziwość swej nauki
    . Jakkolwiek było rzeczą oczy$
    wistą, Ŝe cuda prawdziwości nauki dowieść nie mogą,
    ludzie zapałali taką Ŝądzą, aby
    mieć rację, Ŝe uwierzyli mi, ja zaś urządziłem im c
    uda. Z urządzeniem cudów trudności
    4
    nie miałem. Ludzie wierzyli we wszystko, co potwier
    dzało ich chęć posiadania prawdy
    przez nich jedynie.
    Jedni utrzymywali, Ŝe zstąpiły na nich ogniste
    języki, inni zapewniali, Ŝe widzieli
    samego zmarłego nauczyciela i wiele róŜnych rzeczy;
    imaginowali to, czego nie było i
    niepostrzeŜenie kłamali nie gorzej od nas, w imię t
    ego, który nas kłamcami nazywał.
    Jedni o drugich mówili: "Wasze cuda nie są prawdziw
    e", a tamci odpowiadali: "Nie, to
    wasze cuda są nieprawdziwe, a nasze prawdziwe".
    Wszystko szło dobrze, ale obawiałem się, Ŝe lu
    dzie mogą rozpoznać zbyt ewidentne
    oszustwo i wtedy wymyśliłem kościół. Kiedy uwierzyl
    i w kościół, byłem juŜ spokojny:
    zrozumiałem, Ŝeśmy uratowani, a piekło odbudowane.
    ROZDZIAŁ IV
    $ CóŜ to takiego "kościół"? $ zapytał surowo Belze
    bub, nie chcąc wierzyć, Ŝe jego słudzy
    okazali się mądrzejsi od niego.
    $ Kościół to jest coś takiego, Ŝe gdy ludzie kłami
    ą i czują, Ŝe im się nie wierzy, wtedy,
    powołując się na Boga, mówią: "Jak Boga kocham, pra
    wdą jest to, co ja mówię"; to
    właściwie jest kościół, z tą tylko osobliwością, Ŝe
    ludzie, którzy uznali się za kościół,
    nabierają przekonania, Ŝe są nieomylni, i dlatego n
    ie mogą się juŜ potem wyrzec Ŝadne$
    go, choćby raz tylko wypowiedzianego głupstwa. Twor
    zy się zaś kościół w taki sposób:
    ludzie wmawiają w siebie i w innych, Ŝe nauczyciel
    ich, Bóg, po to, by objawione przez
    niego ludziom prawo nie zostało fałszywie wytłumacz
    one, wybrał szczególnych ludzi, i
    oni to jedynie, lub ci, na których przeleją tę wład
    zę, mogą dokładnie tłumaczyć jego
    naukę. Ludzie więc, którzy nazywają siebie kościołe
    m, twierdzą, Ŝe są w posiadaniu
    prawdy nie dlatego, Ŝe to, co głoszą jest prawdą, a
    dlatego, iŜ uwaŜają siebie za jedy$
    nych prawowitych spadkobierców uczniów samego naucz
    yciela $ Boga.
    W manipulacji tej, podobnie jak w cudach, była
    pewna niedogodność, taka mianowi$
    cie, Ŝe ludzie jednocześnie mogli utrzymywać kaŜdy
    o sobie, Ŝe są członkami jedynego
    prawdziwego kościoła (działo się to zawsze). Nasza
    wygrana polegała jednak na tym,
    Ŝe skoro raz tylko ludzie powiedzieli: "My stanowim
    y kościół" i na tym zapewnieniu
    zbudowali naukę, wtedy nie mogli juŜ zrzec się wypo
    wiedzianych przez siebie słów,
    niezaleŜnie od tego, jak wielkim byłyby głupstwem i
    cokolwiek mówiliby inni ludzie.
    $ Dlaczego jednak kościół przekręcił naukę na nasz
    ą korzyść? $ zapytał Belzebub.
    $ Powód jest prosty $ ciągnął dalej diabeł w peler
    ynce $ ludzie ci uznawszy się za jedy$
    nych tłumaczy prawa boskiego i przekonawszy o tym i
    nnych ludzi, stali się tym sa$
    mym panami ich losu i posiedli nad nimi władzę zwie
    rzchnią. Posiadłszy zaś tę władzę,
    naturalnie urośli w pychę i w większości przypadków
    ulegli zepsuciu, wskutek czego
    wzniecili przeciwko sobie oburzenie i gniew ludzki.
    W celu pokonania swych wrogów,
    nie dysponując innym oręŜem niŜ przemocą, zaczęli p
    rześladować, skazywać na śmierć
    i palić na stosie wszystkich, którzy ich władzy nie
    uznawali. W ten oto sposób samo
    przyjęte stanowisko zmuszało ich do przekręcania na
    uki tak, aby usprawiedliwiała ich
    złe Ŝycie i okrucieństwa, które stosowali wobec swy
    ch wrogów.
    ROZDZIAŁ V
    $ Nauka jednak była tak prosta i zrozumiała, Ŝe ni
    e moŜna było jej przekręcić $ upierał
    się Belzebub, nadal nie mogący uwierzyć, Ŝe jego sł
    udzy byli sprytniejsi od niego.
    $ "Postępuj wobec innych tak, jak byś chciał, aby
    postępowano wobec ciebie". W jaki
    sposób moŜna to przekręcić?
    5
    $ Stosując się do mych rad, posługiwano się w tym
    celu róŜnymi sposobami $ kontynu$
    ował diabeł w pelerynce. $ Ludzie opowiadają bajkę
    o tym, jak dobry czarodziej, ratując
    człowieka od złego czarodzieja, zamienił go w ziarn
    ko kaszy jaglanej i jak zły czaro$
    dziej, przedzierzgnąwszy się w koguta, gotów był ju
    Ŝ zadziobać owo ziarnko, lecz
    dobry czarodziej wysypał na ziarnko całą ćwierć tyc
    hŜe ziaren. I zły czarodziej nie mógł
    juŜ ani zjeść wszystkich ziaren, ani znaleźć tego,
    które zjeść zamierzał. To samo, idąc za
    mą radą, uczynili ci ludzie z nauką tego, który nau
    czał, Ŝe całe prawo polega na tym,
    aby drugiemu czynić to, co chciałbyś, aby i tobie c
    zyniono: ogłosili, Ŝe świętym wykła$
    dem prawa boskiego jest 49 ksiąg i uznali kaŜde sło
    wo w nich zawarte za dzieło Boga $
    Ducha Świętego. Tak więc wysypali na prostą, zrozum
    iałą prawdę taką kupę rzekomo
    świętych prawd, Ŝe stało się niemoŜliwością przyjąć
    je wszystkie i znaleźć pośród nich
    tę, która ludziom jest potrzebna. Na tym polega pie
    rwszy sposób. Drugi sposób, które$
    go oni uŜywali z dobrym skutkiem przez więcej niŜ t
    ysiąc lat, polega na zabijaniu i
    paleniu wszystkich tych, którzy chcą głosić prawdę.
    Obecnie sposób ten wychodzi z
    uŜycia, lecz nie porzucają go całkowicie, bo chocia
    Ŝ juŜ nie palą ludzi próbujących
    ujawnić prawdę, to jednak tak ich szkalują, tak zat
    ruwają im Ŝycie, Ŝe tylko niewielu
    odwaŜa się ich demaskować. Na tym polega drugi spos
    ób. Trzeci zaś sposób polega na
    tym, Ŝe uznając się za kościół, a więc za nieomylny
    ch, uczą, gdy im to jest potrzebne,
    rzeczy wprost sprzecznych z tym, co jest powiedzian
    e w Piśmie: "Ale wy nie nazywaj$
    cie siebie rabbi; albowiem jeden jest nauczyciel wa
    sz, a wy wszyscy jesteście bracia. I
    ojcem nie nazywajcie nikogo na ziemi; albowiem jede
    n jest ojciec wasz w niebiesiech".
    Oni zaś mówią: "Myśmy ojcami, myśmy nauczycielami w
    aszymi". Albo powiedziane
    jest: "Ale ty, gdy się będziesz modlić, wejdź do ko
    mórki swojej i zamknąwszy ją, módl
    się do ojca twego w ukryciu, a ojciec twój, który w
    idzi w ukryciu, odda tobie". Oni zaś
    nauczają, Ŝe trzeba się modlić gromadnie, w świątyn
    iach, przy dźwiękach muzyki i
    pieśni. Albo powiedziane jest w Piśmie: "A ja powia
    dam wam, abyście zgoła nie przy$
    sięgali", oni zaś nauczają, Ŝe trzeba przysięgać na
    bezwzględne posłuszeństwo wła$
    dzom, nie bacząc na to, jakie mogłyby być Ŝądania t
    ych władz. Albo powiedziane jest:
    "Nie zabijaj!", oni zaś nauczają, Ŝe zabijać moŜna
    i trzeba na wojnie i z wyroku sądowe$
    go $ zakończył diabeł w pelerynce, wywrócił ślepia
    i roześmiał się, rozwarłszy paszczę
    po same uszy.
    $ To bardzo dobrze $ rzekł Belzebub i uśmiechnął s
    ię, a wszystkie diabły zawtórowały
    mu głośnym śmiechem.
    $ CzyŜ tak jak dawniej są jeszcze rozpustnicy, zło
    dzieje, zabójcy? $ zapytał juŜ wesoło
    Belzebub.
    Diabły, równieŜ rozweselone, zaczęły mówić wsz
    ystkie razem, chcąc wykazać się
    przed Belzebubem swoją sprawnością.
    $ Nie tak jak dawniej, lecz więcej niŜ dawniej $ w
    rzeszczał jeden z nich.
    $ Rozpustnicy nie mieszczą się w dawnych oddziałac
    h $ piszczał drugi.
    $ Złodzieje dzisiejsi gorsi są od dawniejszych $ h
    uknął trzeci.
    $ Brak nam opału dla zabójców! $ ryczał czwarty.
    $ Nie mówcie wszyscy razem, niech odpowiadają tylk
    o ci, których zapytam $ rzekł
    Belzebub. $ Niech wystąpi ten, pod którego opieką j
    est nierząd i niech opowie, w jaki
    sposób radzi sobie z uczniami tego, który zabraniał
    zmieniać Ŝony i mówił, iŜ nie nale$
    Ŝy patrzeć na kobietę z poŜądliwością. Kto opiekuje
    się rozpustą?
    $ Ja $ odpowiedział bury, przypominający kobietę d
    iabeł z nalaną, oślinioną twarzą, z
    bezustannie Ŝującym pyskiem i na pośladkach przyczo
    łgał się do Belzebuba.
    6
    Diabeł ten wysunął się spośród innych, usiadł
    w kucki, przechylił głowę na bok, i
    machnąwszy ogonem zakończonym miotełką, głosem śpie
    wnym zaczął mówić:
    $ Robimy to według starego sposobu, przez ciebie,
    ojca naszego i władcę uŜytego
    jeszcze w raju, który to sposób oddał w naszą władz
    ę cały rodzaj ludzki, $ i według
    nowego sposobu kościelnego.
    Tak więc przekonujemy ludzi, Ŝe prawdziwe małŜ
    eństwo polega nie na tym, na
    czym zasadza się ono w swej istocie $ na współŜyciu
    męŜczyzny z kobietą $ lecz na tym,
    Ŝeby odziać się w najszykowniejszą nową odzieŜ, pój
    ść do wielkiego, przeznaczonego
    na ten cel gmachu, oświetlonego świecami, przystroj
    onego dywanami i kwiatami,
    następnie wobec ciekawej gawiedzi dokonać przysięgi
    w imię tego, który nauczał: "A ja
    wam powiadam, abyście zgoła nie przysięgali". Wmawi
    amy w ludzi, Ŝe tylko ta cere$
    monia jest właśnie małŜeństwem prawdziwym, Ŝe po ni
    ej ludzie otrzymują specjalną
    łaskę Boga, dzięki której bez Ŝadnego ze swej stron
    y wysiłku nabywają zalety potrzeb$
    ne do zgodnego poŜycia i naleŜytego wychowania dzie
    ci $ i Ŝe kaŜdy stosunek kobiety
    z męŜczyzną, pomimo tych warunków, jest zwykłą, do
    niczego nie zobowiązującą
    przyjemnostką lub zadośćuczynieniem potrzebie biolo
    gicznej, przeto ludzie nie krępu$
    jąc się, oddają się tej przyjemności, krzywoprzysię
    zców zaś manipulacja ta stwarza tylu,
    iŜ o ściganiu ich nikt nie myśli, gdyŜ zabrakłoby w
    ięzień dla skazanych za krzywoprzy$
    sięstwo.
    Podobny do kobiety diabeł o nalanej twarzy, sk
    łonił na bok głowę i zamilknął, jak
    gdyby w oczekiwaniu działania swych słów na Belzebu
    ba.
    Belzebub kiwnął głową na znak aprobaty, a podo
    bny do kobiety diabeł ciągnął dalej:
    $ TymŜe sposobem, nie porzucając dawniejszego, uŜy
    tego w raju sposobu "zakazanego
    dla ciekawości owocu" $ wspomniał diabeł, niedwuzna
    cznie próbując przypodobać się
    Belzebubowi $ osiągamy najlepsze rezultaty. WyobraŜ
    ając sobie, Ŝe mogą zawrzeć
    uczciwy małŜeński związek kościelny po wielu kontak
    tach miłosnych, męŜczyźni
    zmieniają setki kobiet i tak przyzwyczajają się do
    rozpusty, Ŝe czynią to samo i po
    zawarciu małŜeństwa. Jeśli zaś niektóre Ŝądania zwi
    ązane z małŜeństwem kościelnym
    wydadzą im się zbyt krępujące, to urządzają ceremon
    ię po raz drugi, a pierwsza cere$
    monia zostaje uznana za niewaŜną.
    Podobny do kobiety diabeł zamilkł, utarłszy ko
    ńcem ogona ślinę wypełniającą mu
    usta, przechylił głowę na drugą stronę i wlepił mil
    czący wzrok w twarz Belzebuba.
    ROZDZIAŁ VI
    $ Krótko i zwięźle: aprobuję $ rzekł Belzebub. $ K
    to opiekuje się grabieŜcami?
    $ We własnej osobie! $ odpowiedział, wypełzawszy z
    tłumu, okazały diabeł z długimi,
    krzywymi nogami, z wąsami podkręconymi do góry i og
    romnymi łapami, krzywo
    przystawionymi do tułowia.
    Diabeł ten wysunąwszy się jak jego poprzednicy
    do przodu, wzorem ludzi wojsko$
    wych oburącz podkręcał wąsy i czekał na pytania:
    $ Ten, który zburzył piekło $ rzekł Belzebub $ ucz
    ył ludzi Ŝyć jak ptaki niebieskie i
    rozkazywał dawać temu, który prosi, a temu, kto chc
    e zabrać suknię, oddawać i płaszcz
    $ i powiedział, Ŝe aby być zbawionym, trzeba rozdać
    majątek. W jaki sposób nakłaniacie
    do grabieŜy ludzi, którzy o tym słyszeli?
    $ Postępujemy tak samo, jak nasz ojciec i władca p
    rzy obiorze Saula na króla $ odparł
    wąsaty diabeł, w uroczystym geście zarzucając łeb d
    o tyłu. $ Dokładnie tak, jak wtedy
    wmawiamy w ludzi, Ŝe zamiast przestać się wzajemnie
    okradać, powinni pozwolić się
    okradać jednemu człowiekowi, oddawszy mu całkowitą
    władzę nad sobą. I człowiek
    7
    ów i jego pomocnicy i pomocnicy tych pomocników $ w
    szyscy oni grabią naród nie$
    ustannie, spokojnie i bezpiecznie. Zazwyczaj zaprow
    adzają przy tym takie prawa i
    porządki, przy których mniejszość próŜniacza moŜe b
    ezkarnie łupić pracującą więk$
    szość. Jak więc widzisz, ojcze nasz i władco, sposó
    b przez nas stosowany jest w gruncie
    rzeczy sposobem starym. Nowe w nim jest tylko to, Ŝ
    e uczyniliśmy go bardziej ogól$
    nym, zamaskowanym, rozpowszechnionym w czasie i prz
    estrzeni i trwalszym. Bardziej
    ogólny jest przez to, Ŝe dawniej ludzie z własnej w
    oli ulegali tym, których wybierali,
    teraz zaś niezaleŜnie od swej woli ulegają nie tym,
    których wybierają, lecz komu po$
    padnie. Bardziej tajnym sposób ten uczyniliśmy prze
    z to, Ŝe teraz, dzięki wprowadze$
    niu podatków, zwłaszcza pośrednich, okradani swych
    grabieŜców nie widzą, a często
    nawet nie domyślają się samego faktu grabieŜy. Bard
    ziej rozpowszechnionym w prze$
    strzeni sposób ten stał się przez to, Ŝe narody tak
    zwane chrześcijańskie, nie zadowala$
    jąc się okradaniem swoich, grabią pod rozmaitymi dz
    iwnymi pozorami, najczęściej zaś
    pod pozorem krzewienia chrześcijaństwa, te wszystki
    e obce narody, u których jest coś
    do zagrabienia. W czasie zaś sposób ten jest bardzi
    ej rozpowszechniony niŜ dawniej,
    dzięki wprowadzeniu poŜyczek zaciąganych przez orga
    na samorządu lokalnego i
    państwa, co powoduje, Ŝe nie tylko Ŝyjące pokolenia
    , ale i te, które po nich nastąpią,
    mogą być okradane juŜ teraz. Sposób ten bardziej tr
    wałym uczyniliśmy poprzez to, Ŝe
    główni grabieŜcy uwaŜani są za osoby nietykalne, wi
    ęc ludzie, lękając się surowych kar,
    nie odwaŜą się na opór. Pewnego razu w celach doświ
    adczalnych sadzałem jedną za
    drugą najpodlejsze baby, głupie i nieoświecone i ni
    e mające Ŝadnych praw według
    panujących u nich przepisów, ostatnią zaś posadziłe
    m nie tylko rozpustnicę, lecz i
    zbrodniarkę, która zamordowała swego męŜa i prawego
    następcę tronu. I ludzie nie
    wyrwali jej nozdrzy i nie siekli jej batem, jak to
    zazwyczaj robili z zabójczyniami, lecz
    przez wiele lat niewolniczo ulegali jej samej i jej
    kochankom, których miała bez liku,
    pozwalając im pozbawiać ludzi nie tylko majątku, le
    cz i wolności osobistej.
    Tak więc w obecnych czasach jawne złodziejstwa
    , takie jak odebranie przemocą
    wózka z pieniędzmi, konia, odzieŜy, stanowią zaledw
    ie jedną milionową wszystkich
    tych grabieŜy prawnych, popełnianych na co dzień pr
    zez ludzi mających odpowiednie
    moŜliwości. Obecnie, utajona, bezkarna grabieŜ i w
    ogóle pogotowie złodziejskie zor$
    ganizowane jest wśród ludzi do tego stopnia, Ŝe sta
    ło się to głównym celem i przedmio$
    tem gorących poŜądań prawie wszystkich i maskowane
    jest tylko przez walkę złodziei
    między sobą.
    ROZDZIAŁ VII
    $ No cóŜ, bardzo dobrze $ rzekł Belzebub. $ A zabó
    jstwa? Kto opiekuje się zabójstwami?
    $ Ja! $ odpowiedział, występując z tłumu czerwony
    jak krew diabeł z kłami sterczącymi
    z pyska, ostrymi rogami i zadartym do góry nierucho
    mym ogonem.
    $ W jaki sposób zmuszasz do zabójstw uczniów tego,
    który nauczał: "Nie odpowiadaj
    złem na zło, kochaj nieprzyjaciół swoich"? W jaki s
    posób robisz zabójców z tych ludzi?
    $ Robimy to według starego sposobu $ odparł czerwo
    ny diabeł ogłuszającym, bełkotli$
    wym głosem $ wzniecając w ludziach chęć zysku, warc
    holstwo, nienawiść, mściwość,
    pychę; stosujemy równieŜ starą metodę, gdy wmawiamy
    w nauczycieli, Ŝe najlepszy
    sposób oduczenia ludzi od zabójstw polega na tym, Ŝ
    eby sami nauczyciele zabijali tych,
    którzy popełnili zabójstwo. Sposób ten nie tyle daj
    e nam gotowych juŜ zabójców, ile
    przygotowuje ich dla nas. Większą zaś ich liczbę da
    ją nam nowe nauki: o nieomylności
    8
    kościoła, o małŜeństwie chrześcijańskim i o równośc
    i chrześcijańskiej. Nauka o nie$
    omylności kościoła dawała nam dawnymi czasy najwięk
    szą liczbę zabójców. Ludzie,
    którzy uznali się za członków nieomylnego kościoła,
    nabrali przekonania, Ŝe zbrodnią
    byłoby pozwolić fałszywym wykładcom nauki gorszyć l
    udzi, więc ich zabijanie jest
    sprawą miłą Bogu. W taki sposób zabijano całe wiosk
    i i skazywano na śmierć setki
    tysięcy ludzi. Śmieszne wydaje się to, Ŝe ci, którz
    y skazywali na śmierć i palili ludzi
    zaczynających rozumieć prawdziwą naukę, uwaŜali tyc
    h najniebezpieczniejszych dla
    nas ludzi za nasze sługi, to znaczy sługi diabłów.
    Ci zaś, którzy zabijali i palili na sto$
    sach i rzeczywiście byli naszymi sługami, uwaŜali s
    ię za świętych wykonawców woli
    Boga. Tak było w dawnych czasach; w naszych czasach
    wielką liczbę zabójców stwarza
    nauka o małŜeństwie chrześcijańskim i o równości. N
    auka o małŜeństwie daje nam
    przede wszystkim zabójstwa wzajemne małŜonków, nast
    ępnie dzieciobójstwa popeł$
    niane przez matki. MęŜowie i Ŝony zabijają się wzaj
    emnie, gdy niektóre Ŝądania prawa
    i zwyczaju małŜeństwa kościelnego wydają im się zby
    t krępujące. Matki zaś zabijają
    dzieci wtedy, gdy związki, z których dzieci powstał
    y, nie są uwaŜane za małŜeństwa.
    Takie zabójstwa popełniane są stale. Zabójstwa wywo
    łane przez chrześcijańską naukę o
    równości dokonywane są periodycznie, ale za to bard
    zo masowo. Według nauki tej
    wmawia się w ludzi, Ŝe są równi wobec prawa. Ludzie
    ograbieni czują jednak, Ŝe to
    nieprawda. Widzą, Ŝe nie ma równości, gdyŜ grabieŜc
    y mogą grabić bez przeszkód, a
    im nie wolno, więc buntują się i napadają na swych
    grabieŜców. Wtedy to zaczynają się
    morderstwa wzajemne, które dostarczają nam niekiedy
    dziesiątek tysięcy morderców
    jednocześnie.
    ROZDZIAŁ VIII
    $ A zabójstwa na wojnie? W jaki sposób doprowadzac
    ie do nich uczniów tego, który
    uznał ludzi za synów jednego ojca i kazał kochać ni
    eprzyjaciół? $ zapytał Belzebub.
    Czerwony diabeł wyszczerzył zęby, wypuścił z p
    yska strumień ognia i dymu, i
    uderzył się radośnie po plecach grubym ogonem.
    $ Wmawiamy w kaŜdy naród, Ŝe jest narodem najlepsz
    ym na świecie: "Deutschland
    über alles", Francja, Anglia, Rosja "über alles", i
    Ŝe naród ten powinien panować nad
    wszystkimi innymi narodami, poniewaŜ zaś we wszystk
    ie narody wmawiamy to samo,
    więc węsząc ciągle niebezpieczeństwo ze strony sąsi
    adów, narody szykują się stale do
    obrony i pałają do siebie nienawiścią. Im bardziej
    zaś szykuje się do obrony jedna stro$
    na i z tego powodu pała nienawiścią do sąsiadów, ty
    m bardziej szykują się do obrony
    wszystkie pozostałe narody, pałając do siebie wzaje
    mną nienawiścią. Tak oto wszyscy
    ludzie, po przyjęciu nauki tego, który nazywał nas
    zbójcami, stale zajęci są przygoto$
    waniem się do zabijania i zabijaniem.
    ROZDZIAŁ IX
    $ Tak, to bardzo dowcipne $ rzekł Belzebub po dług
    im milczeniu. $ Ale dlaczego ludzie
    uczeni, zabezpieczeni przed oszustwem, nie spostrze
    gli tego, Ŝe kościół sfałszował
    naukę i nie przywrócił jej pierwotnego znaczenia?
    $ Uczeni nie mogą tego uczynić $ odpowiedział pewn
    ym tonem, przesuwając się do
    przodu, matowoczarny diabeł w doktorskiej todze, z
    płaskim, spadzistym czołem, z
    kończynami o zanikłych mięśniach i odstającymi, dłu
    gimi uszami.
    $ Dlaczego?! $ zapytał surowo Belzebub niezadowolo
    ny z pewnego siebie tonu wypo$
    wiedzi diabła w todze.
    9
    Nie pesząc się wykrzyknikiem Belzebuba, diabeł
    w todze siadł z wolna, spokojnie i
    nie w kucki jak inni, lecz na wzór wschodni $ skrzy
    Ŝowawszy nogi o mięśniach w
    zaniku. Potem zaczął mówić bez zająknięcia się, cic
    hym, miarowym głosem:
    $ Nie mogę tego zrobić dlatego, Ŝe ja stale odwrac
    am ich uwagę od tego, co mogą i
    powinni wiedzieć i kieruję ją na to, co nie jest im
    potrzebne i czego nigdy tak naprawdę
    nie zdołają poznać.
    $ W jaki sposób to robisz?
    $ Sposoby są róŜne, odpowiednio do czasu $ odparł
    diabeł w todze. Dawniej wmawia$
    łem w ludzi, Ŝe najwaŜniejszą dla nich rzeczą jest
    znać szczegóły stosunku wzajemnego
    pomiędzy osobami Trójcy, szczegóły na temat pochodz
    enia Chrystusa, jego pierwiastka
    boskiego i ludzkiego, właściwości Boga itp. Ludzie
    uczeni wiele i rozwlekle
    dyskutowali o tym, kłócili się i gniewali na siebie
    . A te dysputy tak ich absorbowały, Ŝe
    wcale nie myśleli o tym, jak mają Ŝyć, więc nie odc
    zuwali teŜ potrzeby wiedzieć, co ich
    nauczyciel mówił o Ŝyciu.
    Potem, gdy juŜ tak zaplątali się w roztrząsani
    ach, Ŝe sami przestali rozumieć, co
    mówią, ja wmówiłem w jednych, Ŝe najwaŜniejszą dla
    nich sprawą jest zbadać i wyja$
    śnić wszystko, co napisał człowiek imieniem Arystot
    eles, który Ŝył tysiąc lat temu w
    Grecji, w innych zaś wmawiałem, Ŝe najwaŜniejsze to
    znaleźć kamień, za pomocą któ$
    rego moŜna wytworzyć złoto i taki eliksir, który le
    czyłby wszystkie choroby, a ludzi
    czynił nieśmiertelnymi. I najmędrsi i najbardziej u
    czeni pośród ludzi skierowali na te
    sprawy wszystkie swoje siły umysłowe.
    Tym zaś, których to nie interesowało, wmówiłem
    , Ŝe najwaŜniejszą sprawą jest
    wiedzieć, czy Ziemia obraca się wokół Słońca, czy t
    eŜ Słońce naokoło Ziemi, a gdy
    przekonali się, Ŝe obraca się Ziemia, a nie Słońce
    i obliczyli, ile milionów mil jest od
    Słońca do Ziemi, ucieszyli się wielce i od tamtego
    czasu z jeszcze większą gorliwością
    badają odległość od gwiazd i nie mogą się nadziwić,
    Ŝe liczba gwiazd jest nieskończo$
    na, choć wiadomość ta jest im zgoła zbyteczna. Opró
    cz tego, wmówiłem im jeszcze i to,
    Ŝe koniecznie powinni wiedzieć, w jaki sposób powst
    ały wszystkie zwierzęta, wszyst$
    kie robaczki, wszystkie rośliny i wszystkie nieskoń
    czenie drobne Ŝyjątka. ChociaŜ i te
    wiadomości nie są im wcale potrzebne i choć jest zu
    pełnie jasne, Ŝe nie będą w stanie
    poznać tych wszystkich szczegółów, gdyŜ róŜnorodnoś
    ć Ŝycia jest nieskończona, to
    jednak na te i podobne badania zjawisk świata mater
    ii ludzie kierują wszystkie swe
    zasoby umysłowe i bardzo się dziwią, Ŝe im więcej p
    oznają rzeczy, których znajomość
    nie jest im pilnie potrzebna, tym więcej wyłania si
    ę rzeczy jeszcze nie poznanych.
    I chociaŜ jest oczywiste, Ŝe w miarę rozwoju t
    ych badań, obszar tego, co pozostaje do
    zbadania, rozszerza się, a przedmioty badania stają
    się coraz bardziej zawiłe i same
    zdobywane wiadomości znajdują coraz mniej zastosowa
    nia w Ŝyciu, to jednak okolicz$
    ność ta wcale nie zbija ich z tropu i ludzie ci, pr
    zekonani w zupełności o wadze swych
    badań badają, głoszą, piszą i drukują, tłumaczą z j
    ednego języka na drugi wyniki swych
    w większości do niczego niezdatnych badań i roztrzą
    sań, a jeŜeli i czasami zdatnych, to
    tylko na pociechę bogatej mniejszości lub na pogors
    zenie połoŜenia większości nieza$
    moŜnej.
    Po to zaś, aby juŜ nigdy nie domyślili się, Ŝe
    jedyną ich rzeczywistą potrzebą jest
    ugruntowanie praw Ŝyciowych, wskazanych w nauce Chr
    ystusa, wmawiam w nich, Ŝe
    nie mogą znać praw Ŝycia duchowego i Ŝe kaŜda nauka
    religijna, nie wyłączając nauki
    Chrystusa, jest to stek błędów i zabobonów, i Ŝe wi
    edzę o tym, jak trzeba Ŝyć zdobyć
    mogą dzięki nauce zwanej socjologią, polegającej na
    badaniu tego, w jak zły sposób
    ludzie Ŝyli dawniej. Tak więc zamiast starać się Ŝy
    ć lepiej według nauki Chrystusa,
    10
    myślą, Ŝe wystarczy zbadać Ŝycie dawnych ludzi, wyp
    rowadzić z tych badań ogólne
    prawa Ŝyciowe i by Ŝyć lepiej, stosować się tylko d
    o tych wymyślonych praw.
    Po to zaś, aby jeszcze bardziej utwierdzić ich
    w błędzie, wmawiam w nich, Ŝe istnieje
    pewien system wiedzy zwany nauką i Ŝe załoŜenia tej
    nauki są niepodwaŜalne.
    Skoro zaś ci, którzy uwaŜani są za działaczy n
    auki, nabiorą przekonania o swej
    nieomylności, wówczas ogłaszają jako niewątpliwe pr
    awdy, róŜne zbyteczne i często
    oczywiste głupstwa, których wyrzec się juŜ nie mogą
    , gdy raz je wygłosili.
    Na tej oto podstawie twierdzę, Ŝe dopóki będę
    wmawiał w nich cześć i słuŜebność
    wobec nauki, którą dla nich wymyśliłem, nigdy nie z
    rozumieją tej nauki, która o włos
    nie doprowadziła nas do zguby.
    ROZDZIAŁ X
    $ Bardzo dobrze! Dziękuję $ rzekł Belzebub i twarz
    jego rozjaśniła się. $ ZasłuŜyliście na
    nagrodę i wynagrodzę was według zasług.
    $ A o nas panie zapomniałeś! $ krzyknęła wielkim g
    łosem zgraja diabłów róŜnokoloro$
    wych, małych, duŜych, grubych, chudych i o krzywych
    nogach.
    $ A jakaŜ wasza profesja? $ zapytał Belzebub.
    $ Ja jestem diabłem ulepszeń technicznych!
    $ Ja $ podziału pracy!
    $ Ja $ dróg i komunikacji!
    $ Ja $ sztuki drukarskiej!
    $ Ja $ sztuk pięknych!
    $ Ja $ medycyny!
    $ Ja $ kultury!
    $ Ja $ wychowania!
    $ Ja $ poprawy ludzi!
    $ Ja $ odurzania się!
    $ Ja $ filantropii!
    $ Ja $ socjalizmu!
    $ Ja $ feminizmu! $ przekrzykiwały się wzajemnie,
    cisnąc się przed oblicze Belzebuba.
    $ Mówcie pojedynczo i nierozwlekle! $ krzyknął Bel
    zebub $ Czym ty się zajmujesz? $
    zwrócił się najpierw do diabła ulepszeń technicznyc
    h.
    $ Wmawiam w ludzi, Ŝe im więcej rzeczy będą wytwar
    zać i im szybciej będą to robić,
    tym będą szczęśliwsi. I ludzie marnując Ŝycie na pr
    odukowanie rzeczy, wytwarzają ich
    coraz więcej, nie bacząc na to, Ŝe rzeczy te ani ni
    e są potrzebne zmuszającym do ich
    produkowania, ani dostępne dla tych, którzy je prod
    ukują.
    $ Dobrze! A ty? $ zapytał Belzebub diabła podziału
    pracy.
    $ Ja wmawiam w ludzi, Ŝe skoro przedmioty wytwarza
    ć moŜna szybciej za pomocą
    maszyn niŜ ręcznie, więc trzeba ludzi przekształcić
    w maszyny; i to właśnie się robi, a
    ludzie przekształceni w maszyny, nienawidzą tych, k
    tórzy to z nimi zrobili.
    $ I to dobrze! Jak u ciebie? $ rzekł Belzebub, zwr
    acając się do diabła dróg i komunikacji.
    $ Ja wmawiam w ludzi, Ŝe zachodzi potrzeba moŜliwi
    e najszybszego przemieszczania
    się z miejsca na miejsce. I ludzie, zamiast ulepsza
    ć swe Ŝycie kaŜdy na swoim miejscu,
    spędzają większą jego część w przejazdach. Są bardz
    o dumni z tego, Ŝe w ciągu godzi$
    ny mogą przejechać 50 wiorst i więcej.
    Belzebub pochwalił i tego diabła.
    11
    Wysunął się z tłumu diabeł sztuki drukarskiej.
    Jego praca, jak objaśnił, polega na
    tym, aby jak największej liczbie ludzi zakomunikowa
    ć wszystkie te paskudztwa i głup$
    stwa, które dzieją się i piszą na świecie.
    Diabeł sztuk pięknych objaśnił, Ŝe pod pozorem
    pocieszenia i wzbudzenia u ludzi
    wzniosłych uczuć, pobłaŜa ich nałogom, przedstawiaj
    ąc je w ponętnej i atrakcyjnej
    postaci.
    Diabeł medycyny wyjaśnił, Ŝe wmawia w ludzi, i
    Ŝ najwaŜniejszą dla nich sprawą jest
    troska o ciało; poniewaŜ zaś troska o ciało nie ma
    końca, więc ludzie troszczący się o
    swe ciało z pomocą medycyny, zapominają nie tylko o
    Ŝyciu innych ludzi, ale i o swoim
    własnym.
    Diabeł od kultury opisał jak wmawia w ludzi, Ŝ
    e korzystanie z tych wszystkich
    przedmiotów, którymi opiekują się diabły ulepszeń t
    echnicznych, podziału pracy, dróg
    i komunikacji, sztuki drukarskiej, sztuk pięknych,
    medycyny $ stanowi coś w rodzaju
    cnoty, i Ŝe człowiek korzystający z tego wszystkieg
    o moŜe być zupełnie zadowolony z
    siebie i nie musi starać się być lepszym.
    Diabeł wychowania wyjaśnił jak to wmawia w lud
    zi, Ŝe mogą, Ŝyjąc źle i nawet nie
    wiedząc na czym polega istota dobrego Ŝycia, uczyć
    dzieci dobrego Ŝycia.
    Diabeł poprawy ludzi opowiedział, jak przekonu
    je ludzi, Ŝe mogą poprawiać innych,
    nie wyzbywając się uprzednio swych złych przyzwycza
    jeń.
    Diabeł odurzania chwalił się, Ŝe naucza ludzi,
    iŜ wygodniej jest szukać zapomnienia
    przez odurzanie się winem, opium, morfiną, tytoniem
    , niŜ uwolnić się od cierpień
    spowodowanych złym Ŝyciem przez poprawę tego Ŝycia.
    Diabeł filantropii powiedział, Ŝe wmawia ludzi
    om, iŜ są dobroczynni, grabiąc na
    pudy i oddając ograbionym na łuty. Dzięki temu nie
    odczuwają potrzeby doskonalenia
    się, stają się niedostępni dla dobra.
    Diabeł socjalizmu chwalił się, Ŝe w imię najdo
    skonalszej organizacji społeczeństwa
    ludzkiego, wznieca nienawiść klasową.
    Diabeł feminizmu dodał, Ŝe dla jeszcze większe
    go udoskonalenia organizacji Ŝycia,
    oprócz nienawiści klasowej, wznieca jeszcze nienawi
    ść pomiędzy ludźmi odmiennej
    płci.
    $ Jestem komfort! $ A ja moda! $ wrzeszczały jeszc
    ze inne diabły, pełznąc ku Belzebu$
    bowi.
    $ Czy myślicie, Ŝem stary i głupi i nie rozumiem,
    Ŝe wszystko, co mogłoby być dla nas
    szkodliwe, staje się poŜyteczne, gdy nauka o Ŝyciu
    jest błędna $ wykrzyknął Belzebub i
    głośno roześmiał się.
    $ Dosyć! Dziękuję wszystkim! $ i zatrzepotawszy sk
    rzydłami wstał. Diabły otoczyły go
    kołem. Na jednym końcu łańcucha był diabeł w pelery
    nce, na drugim diabeł w todze.
    Obaj podali sobie łapy i koło zostało zamknięte.
    Diabły śmiejąc się, krzycząc, gwiŜdŜąc i wymac
    hując nogami, rozpoczęły taniec
    wokół Belzebuba. Ten zaś rozpostarłszy skrzydła zat
    ańczył pośrodku. W górze słychać
    było krzyk, płacz i zgrzytanie zębów.
  • Panie Janie
    .
    @jan 08:37:44

    naturalnie ma Pan rację, że autor Rękas prezentuje pod różnymi nazwami tę samą niezawodną metodę „dziel i panuj”

    - https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/globa/

    stosowaną od prawieków przez każde imperium. Z kolei pan Friedman wyjaśnia szczegóły:

    - https://www.youtube.com/watch?v=UccLAgszLE8&t=6m5s

    Ja pozwolę sobie jedynie przypomnieć, o związku demokracji z przestępczością zorganizowaną

    - http://ziut.neon24.pl/post/133294,pilne-ponaglenie-do-wiadomosci-premier-beaty-szydlo#comment_1327115

    co pan Rękas pominął, aczkolwiek celnie przedstawił metody tych organizacji przestępczych, o których mowa i które kontrolują cały system pieniężny a tym samy legislatywę, egzekutywę i judykatywę.

    Panie Janie, mam wszakże do Pana żal, że Pan cały ten tekst (jan 20.08.2017 10:27:27) tu władował, zresztą nie dbając o należyte jego formatowanie, wystarczył by link do oryginału tekstu. Niech Pan w przyszłości zaoszczędzi nam takich tekstów wg. metody „kopiuj-wklej”, mnie bardziej interesuje Pana własna opinia.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLSKA

    Przekręt Ziobry

    Który lobbysta motoryzacyjny dał w łapę ministrowi sprawiedliwości za wyczyszczenie wtórnego rynku aut w Polsce? czytaj więcej

  • POLSKA

    Pał/jac

    Jedno jest pewne. Jeśli nawet naprawdę ktoś kiedyś rozwali Pałac Kultury - to przecież nie dlatego, że to "relikt komuny", tylko ze względu na łapówkę od jakiegoś banku czy developera za warte miliardy miejsce w centrum Warszawy. czytaj więcej

  • POLSKA

    Murzyn niepodległości

    Marsz jak to marsz – przeszedł sobie. Wprawdzie próbuje się na siłę kreować wokół niego aurę skandalu – tymczasem MN po prostu wypełnił swoją rolę jako forma świętowania historycznej różnicy czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930