Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
739 postów 328 komentarzy

Z kim robić interes “Polska”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Oczywiście dylematy małych, ideowych czy racjonalnych środowisk politycznych nie interesują nikogo, poza nimi samymi.

 

Dywagacje odnośnie prawidłowego nastawienia prawdziwej opozycji wobec zabaw “patriotów” i “demokratów” są też trochę niczym dylematy wróbelka, zastanawiającego się czy może opuścić nóżkę, bo przecież gdy niebo spadnie - to kto je przytrzyma?

 

Antypolski constans

 

Pytania, teorie i postulaty bywają jednak publicznie formułowane, choćby i na FB, niekiedy zaś i w konkretnym działaniu, czy choćby przynoszeniu takich czy innych transparentów na różne wiece czy to „na precz!”, czy „na vivat!”. W związku z tą dezorientacją warto więc zauważyć, że suflowana w niektórych kręach taktyka "z każdym, byle przeciw PiS-owi" jest tak samo błędna jak popularne gdzie indziej hasło "nawet z PiS-em, byle przeciw liberałom". Obie te postawy kwestionują bowiem podstawowy i jedynie słuszny pogląd o komplementarnej szkodliwości bipolu politycznego w Polsce, wyrażony twierdzeniem:  wprawdzie bieżąca szkodliwość poszczególnych składowych bipolu bywa zmienna, ALE SUMA TEJ SZKODLIWOŚCI JEST STAŁA.  Dlatego właśnie żadne trwałe, a nawet prawdę mówiąc bieżące i „taktyczne” przyłączenie się do którejś ze stron nie jest ani właściwe, ani wskazane, ani zresztą w praktyce możliwe. Zabawa ta bowiem rozgrywana jest raczej we własnym gronie, ewentualnie przy użyciu amatorów, nikogo jednak z własnymi kartami i jakim takim pojęciem o co naprawdę toczy się gra – do stolika się przecież nie zaprosi.

 

Kalendarz wyborczy w Polsce pokazuje wyraźnie, że głównymi polami tych gierek będą przez najbliższy rok kwestie samorządowe – dla mniejszych środowisk będące raczej abstrakcją, zarówno ze względu na skalę, obnażającą bezlitośnie braki kadrowe prawdziwej opozycji. Bodaj jeszcze poważniejszą blokadą pozostaje, o dziwo – pewna hermetyczność tematyki samorządowej, wynikając z jej... powszedniości. Mówiąc prościej: niezależne portale internetowe pełne są myślicieli mających częstokroć nader interesujące spostrzeżenia na temat systemu podatkowego, sojuszy międzynarodowych, czy ustroju państwa – którzy jednocześnie nie mają bladego pojęcia z kim rozlicza się lekarz, do którego chodzą albo kto kupuje autobusy, którymi jeżdżą sobie od biblioteki do biblioteki. Trzy lata temu takie właśnie kręcenie nosem na problemy dnia co innego doprowadziło do porażki wyborczej korwinistów, którzy otwartym tekstem mówili, że chcą tylko do Sejmu likwidować podatki, a nie do jakichś tam sejmików, czy rad miast.

 

Dwie drużyny do jednej bramki

 

Brak zrozumienia dla specyfiki samorządowej tylko ułatwia sytuację wielkim partiom i umożliwia im kontynuowanie ich ulubionej gry polaryzacyjno-antagonizacyjnej. I jak każdy taki mecz – jest to „spór”obopólnie korzystny. Już widzimy jego przejawy – bo przecież kampania wyborcza do samorządów trwa. Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie przedstawia się jako „alternatywa dla skorumpowanych lokalnych elit”, czego przejawami są m.in. akcja anty-reprywatyzacyjna w Warszawie, czy wznawianie co jakiś czas haseł zmiany ordynacji wyborczej. Z kolei opozycja, siłą rzeczy skupiona wokół prezydentów dużych miast i marszałków, jako jedynych dawców posad i pieniędzy – inspiruje i wspiera ich wystąpienia właściwie przeciw każdemu pomysłowi rządowemu, czy choćby czemukolwiek, co się z polityką PiS kojarzy, czego szczególnie dziwacznym przykładem był apel/deklaracja w sprawie przyjmowania imigrantów, podpisany właśnie przez prezydentów m.in. Wrocławia, Poznania, Rzeszowa czy Lublina.

 

To jest mechanizm samonapędzający się, zatem z jednej strony przeciwnicy imigracji odruchowo wobec takiego ruchu (choć faktycznie pozbawionego znaczenia) nabierają skłonności do popierania rządu, podczas gdy jego przeciwnicy, niezależnie od poza tym wyznawanego światopoglądu – udzielają na kredyt poparcia polityce „otwartych drzwi”, jako antyrządowej. Przykład takiego sprzężenia mieliśmy też przecież podczas protestów przeciw reorganizacji sądownictwa. Wielu ich uczestnikom wystarczało, że są przeciw znienawidzonemu Kaczyńskiemu i było to ważniejsze od tego co w ten sposób popierają czy próbują chronić.

 

W samorządach maszynka ta ma już w ogóle czysto użytkowy charakter, kampania wyborcza (jak już wspomniano) trwa bowiem w najlepsze, a przy każdym takim wystąpieniu zawsze jest szansa, że jakiś wróg PiS-u się ostanie i dorzuci swój głos do puli ochrony obecnych włodarzy Polski lokalnej. Tymczasem  przekształcenie elekcji 2017 r. w plebiscyt za i przeciw rządowi, co byłoby na rękę i władzy, i sejmowej „opozycji” - zmiażdży jakiekolwiek siły lokalne i niezależne,  uniemożliwiając powstanie realnej alternatywy, która nie tylko mogłaby, teoretycznie zaistnieć, ale przede wszystkim przedstawić jakieś rozwiązania prawdziwych problemów polskich województw, miast i gmin, borykających się z ogromnymi kosztami zadłużenia, przerostami biurokratycznymi oraz mnóstwem niepotrzebnych inwestycji, zrealizowanych „za pieniądze unijne”, z którymi nie ma dziś co zrobić, a które kosztują miliony.

 

Dlatego właśnie gdy jednych kusi „idźmy pokibicować rządowi, bo nie chce imigrantów” albo „chce pogonić sędziów”, inni zaś nagle się budzą z rozważań nad Czwartą Pozycją i wołają, że np. prezydent Gdańska postawił się IPN i nie chce dekomunizować ulic, dać mu wódki! - mimo wszystkich skłonności,  nie mieszajmy się do tego!  Nawet jeśli jednym PiS wydaje się groźniejsze, bo właśnie rządzi, a więc siłą rzeczy szkodzi bardziej, drudzy zaś uważają, że skoro jest okazja „docisnąć demoliberałów”, to trzeba korzystać – zostawmy ich samym sobie. Oczywiście, można być też zupełnie pewnym, że cały czas, który pozostał do wyborów samorządowych zostanie w środowiskach prawdziwie niezależnych całkowicie zmarnowany, bo tu jest Polska, a więc co może pójść źle – to pójdzie. Co równie oczywiście nie oznacza jednak, że nie należy próbować.

 

Sapieha i Reymont

 

Dla wszystkich zaś zainteresowanych dołączaniem się, czy choćby pokazywaniem u boku jednej czy drugiej bandy, tak siak szkodliwej dla Polski – warto przypomnieć złośliwą przypowieść  Cata-Mackiewicza o udziale chadeków w antypiłsudczkowskim Kongresie Centrolewu w Krakowie. Polskie Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji było w okresie międzywojennym partią specjalnej troski tej części episkopatu Polski, która nie przepadała za sanacją, ale nie lubiła też niezależności endecji. Monitorujący (nie tylko z racji miejsca obrad) całe zdarzenie abp  Adam ks. Sapieha, prywatnie  Piłsudskiego  i jego obozu nieznoszący, wydał jednak liderom chadecji jasną dyspozycję: „Jeśli zobaczę wasze sztandary obok flag socjalistów, będzie to ostatni dzień, kiedy będziemy rozmawiać, ale nie ostatni, kiedy ja o was mówić będę”. Polecenie zostało wysłuchane w ten sposób, że chadecy posłusznie nie poszli na wiec, by nie stać koło czerwonych płacht, ale w samym Kongresie Obrony Praw i Wolności Ludu i nieco mniej hucznie organizowanych posiedzeniach jego egzekutywy już udział wzięli, co Cat złośliwie komentował mówiąc, że przecież arcybiskup po drabinie wspinać się nie będzie, by przez okno zajrzeć i rzeczone flagi obok siebie zobaczyć.

 

Otóż wszystkim skuszonym, by ustawić swe transparenty i symbole czy to obok znaków PiS-u, czy KOD-u – warto przypomnieć, że wyborca Polski to nie biskup, może i nie jest zbyt pamiętliwy i spostrzegawczy, ale drabiny nie potrzebuje i pokazywania się z byle kim może nie wybaczyć. Mottem i memento opozycji niezależnej powinien być dialog  Karola Borowieckiego Morycem Weltem, zanotowany w wiekopomnej „Ziemi Obiecanej”. Gdy łapany przez Polaka za rękę Żydziak oburza się „Ale Karol, na interes zawsze jest czas!” - Borowiecki odpowiada fundamentalnie: „Trzeba wiedzieć z kim...!

 

Konrad Rękas

 

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLSKA

    Przekręt Ziobry

    Który lobbysta motoryzacyjny dał w łapę ministrowi sprawiedliwości za wyczyszczenie wtórnego rynku aut w Polsce? czytaj więcej

  • POLSKA

    Pał/jac

    Jedno jest pewne. Jeśli nawet naprawdę ktoś kiedyś rozwali Pałac Kultury - to przecież nie dlatego, że to "relikt komuny", tylko ze względu na łapówkę od jakiegoś banku czy developera za warte miliardy miejsce w centrum Warszawy. czytaj więcej

  • POLSKA

    Murzyn niepodległości

    Marsz jak to marsz – przeszedł sobie. Wprawdzie próbuje się na siłę kreować wokół niego aurę skandalu – tymczasem MN po prostu wypełnił swoją rolę jako forma świętowania historycznej różnicy czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930