Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
743 posty 333 komentarze

W ogóle nie chodzi o komunę

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Sprawa "esbeckich emerytur" od lat wraca czkawką. I nic dziwnego, bo to systemowo wręcz droga donikąd. Najpierw zabiorą SB-kom, no bo wiadomo! Potem PO-wcom, bo to zdrajcy! Potem PiS-owcom, bo to świry. Potem rudym, bo czemu nie, skoro można każdemu?

Że to przerysowanie? Nie, to jest elementarna obserwacja i pamięć, że mieliśmy/mamy nie tylko komunę, ale i nieszczęście znane jako III RP. W całej sprawie nie chodzi bowiem W OGÓLE. o milicję, esbecję, komunę itd. Chodzi po pierwsze o to:

CZY WŁADZA MOŻE SOBIE ZABRAĆ LUDZIOM DOWOLNE PIENIĄDZE, NA KTÓRE MA OCHOTĘ?

A towarzysząco: czy da się wciąż ludzi PODPUSZCZAĆ, w mniejszym nawet stopniu akurat antykomuną, a w większym po prostu stawianiem łatwo podkręcanego "pragnienia sprawiedliwości" ponad prawem.

Testowano to także np. na górnikach, czy policjantach.

Czy władza (zachowując formalnie poprawne mechanizmy) może np. ustanowić, że każdy, kto zostanie zatrudniony w publicznej szkole od dnia wejścia w życie tej ustawy - nie będzie miał emerytury w ogóle?

Może, najwyżej spadnie liczba kandydatów do zawodu.

A czy może uchwalić, że wszyscy obecni i przeszli nauczyciele tracą uprawnienia emerytalne? O to właśnie chodzi, żeby dla takich zmian nie było poczucia bezkarności z jednej, a bezradności i zobojętnienia z drugiej strony.

Kiedy pozbawiano praw nabytych m.in. górników czy policjantów przećwiczono samą metodę. Po pierwsze należy odwołać się do "sprawiedliwości", mieszanej jeszcze z "równością". Wystarczy bowiem zakrzyknąć, że "to niesprawiedliwe, że jedni mają!" - i już łatwo o przyzwolenie dla odebrania rzekomego "przywileju". Nie ma znaczenia, że ktoś kiedyś z państwem, z prawem umówił się na jakieś zasady, jakieś warunki. Ważne, żeby nie miał inaczej niż ja!

Druga metoda jest jeszcze prostsza. WYSTARCZY MÓWIĆ NIE NA TEMAT. W przypadku górników, że "węgiel to czarna śmierć" albo że "ci związkowcy to złodzieje". W przypadku milicjantów/komuchów wszystko jest przecież oczywiste! - i już dyskusja sobie płynie z dala od istoty problemu. Jak ciężko bowiem trzymać się jednego tematu rozmowy - widać choćby na przykładzie konwersacji FB...

Że co, że zabiorą tylko złym komuchom i górnikom-nierobom i na pewno na tym koniec? Gówno prawda! ZAWSZE NALEŻY ZAKŁADAĆ NAJGORSZY SCENARIUSZ. Kiedy np. zaczęła się 25 lat temu awantura o lustrację ostrzegano, że skończy to się ujawnianiem także polskiego wywiadu. "Niemożliwe!" - przerywano - "Nikt nie będzie taki głupi!" No i co?

Weźmy prosty przykład, techników diagnostyków radiologii. Nie współpracowali z Sowietami, nie palą opon, nie mają 100 związków zawodowych. Przy którymś szukaniu ludzkiej kasy władza najpierw ogłosiła, że mają pracować więcej za tyle samo, potem, że nie tylko teraz ich praca nie odbywa się w warunkach szkodliwych dla zdrowia, "bo technika poszła naprzód", ale też stracą wszystkie uprawnienia z tego tytułu także ci pracujący w zawodzie 20 lat temu, kiedy jako żywo postęp był mniejszy, a warunki bez wątpienia gorsze. I co? I jajco, protestowali sami zainteresowani, a reszta miała to gdzieś, bo już ZOSTAŁA PRZYZWYCZAJONA, ŻE WŁADZA MOŻE ODEBRAĆ LUDZIOM CO ZECHCE.

A przy okazji oswaja się też nas z myślą, że w sumie żadnych emerytur w obecnym kształcie – nie będzie.

I takie to i prawo, i sprawiedliwość.

KOMENTARZE

  • Lex retro non agit
    Kto może, ten może.
    Prawo I Sprawiedliwość może,
    a jak nie może
    to Pan Bóg im POmoże.
  • Autor
    Czyli ze ma byc jak bylo a to ze rozkradziono majatek narodowy to gruba kreska i przedawnienie.
  • @mac 08:02:16
    .
    Wystarczy tych grubych kresek. Polacy, są przesadnie kreśleni.

    Pierwszą grubą kreskę zrobił dekret Bieruta: oddzielił własność ziemi, od własności domu.
  • @mac 08:02:16
    To poniżej niebieskiego i innych tu bardzo zaboli, oj zaboli!
    Głos oddany!
    Na którą partię polityczną lub ruch społeczny oddał(a)byś swój głos w najbliższych wyborach parlamentarnych? // Termin głosowania: WRZESIEŃ 2017
    Prawo i Sprawiedliwość 67.38%
    Kukiz'15 10.18%
    Wolność 6.44%
    Platforma Obywatelska 4.57%
    Ruch Narodowy 3.03%
    Sojusz Lewicy Demokratycznej 2.2%
    Nowoczesna 1.54%
    Partia Razem 1.3%
    Polskie Stronnictwo Ludowe 0.72%
    Inny komitet 0.71%
    Kongres Nowej Prawicy 0.61%
    Prawica Rzeczypospolitej 0.47%
    Inicjatywa Polska 0.24%
    Twój Ruch 0.22%
    Samoobrona 0.16%
    Partia Zieloni 0.08%
    Unia Europejskich Demokratów 0.08%
    Wolni i Solidarni 0.08%
    Głosów: 10236
  • PO to już przećwiczyła
    Jak Donald z Bronkiem, zajumali kasę na przyszłe emerytury. Tak, Jaro z Ambrożym skroili byłych esbeków. Ja myślę, że skoro to byli źli ludzie, to taniej było ich rozstrzelać, oczywiście po osądzeniu. Emerytur im wtedy płacić się nie będzie.
  • UNIA EUROPEJSKA ORAZ TZW RZAD SWIATOWY TO DALSZE ROZWINIECIE PRAWA PARKINSONA
    Oczywiscie w duzym uproszczeniu. Czy koncem tych procesow ma byc sytuacja ze jednego obywatela [czytaj biorobota] bedzie mial na oku jeden przydzielony z urzedu kontroler . Pamietam jak dzis ze w momencie wdrazania systemow eletkronicznego administrowania mowiono ze spadnie zatrudnienie w urzedach i strukturach wladzy,po kilku latach mamy 5 krotny wzrost.[ Do tego doszly struktury tzw uni ] Ten wpis mozna by rozpatrywac rownolegle z artykulem. pana Wojtasa pt Uprzemyslowienie Zerujace na Rolnictwie[z wieloma tezami pana wojtasa sie nie zgadzam]. Analizujac ten problem trzeba wziasc tez pod uwage postep technologiczny ktory umozliwia wrecz maskuje ten proces i czyni go mozliwym do realizacji jak pisal platon w dziele ,,Panstwo,, napelniania sie miasto nasze cizba i tlumem nigdy dla potrzeby i ruznego rodzaju udawacze nasladujacych ksztalty i barwy..


    Obszerne fragmenty Prawa Parkinsona ze strony cztery asy.com

    Politycy i płat
    nicy podatków uznali (przy sporadycznych okresach
    zwątpienia), że wzrost liczby urzędników jest spowodowany zwiększeniem
    ilości pracy do wykonania. Cynicy, podając to przekonanie w wątpliwość,
    wyobrażali sobie, że przy większej liczbie urzędników niektórzy
    z nich mogl
    i-
    by nic nie robić albo wszyscy mogliby pracować w mniejszym wymiarze
    godzin.
    Lecz ani wiara jednych, ani zwątpienie drugich nie mają z tym zaga
    d-
    nieniem nic wspólnego.
    W istocie rzeczy nie ma w ogóle żadnej współzależności pomiędzy liczbą
    urzę
    dników a ilością wykonywanej pracy. Wzrostem liczby urzędników rządzi
    bowiem Prawo Parkinsona i wzrost ten będzie dokładnie taki sam bez wzgl
    ę-
    du na to, czy pracy będzie więcej, mniej, czy też nie będzie jej w ogóle.
    Znaczenie Prawa Parkinsona polega na tym
    , że jest to prawo wzrostu, oparte
    na analizie czynników rządzących tym wzrostem.
    Ważność tego niedawno odkrytego prawa musi opierać się głównie na danych
    statystycznych, które zostaną podane poniżej. Przeciętnego czytelnika
    bardziej zainteresuje wyjaśnien
    ie czynników stanowiących podstawę ogólnej
    tendencji, którą to prawo definiuje. Pomijając (liczne zresztą) szczegóły
    techniczne, możemy na początku rozróżnić dwie siły napędowe. Dla naszego
    obecnego celu mogą one być reprezentowane przez dwa niemal aksjoma
    tyc
    z-
    ne twierdzenia. A mianowicie:
    1.Urzędnik pragnie mnożyć podwładnych,
    IV
    a nie rywali,
    i
    2. Urzędnicy przysparzają sobie nawzajem pracy, jedni
    drugim.
    By zrozumieć czynnik 1, wyobraźmy sobie urzędnika, nazwijmy go
    A
    ,
    który twierdzi, że jest przepracowany
    . Nieważne, czy tak jest w rzeczywistości
    czy nie. Nawiasem mówiąc, powinniśmy uwzględnić fakt, że owo uczucie (czy
    złudzenie)
    A
    może być po prostu wynikiem spadku energii, co jest norma
    l-
    nym objawem średniego wieku.
    Otóż na owo rzeczywiste czy też rzekome
    przepracowanie istnieją,
    mówiąc ogólnie, trzy możliwe rady.
    A
    może podać się do dymisji; może
    podzielić się pracą z kolegą, którego nazwiemy
    B
    ; może wreszcie poprosić
    o prz
    y
    dzielenie mu dwóch pracowników:
    C
    i
    D
    .
    Jednakże historia nie notuje zapewne
    wypadku, żeby
    A
    wybrał inne
    rozwiązanie niż trzecie. Podając się do dymisji, traci posadę i emeryturę.
    Prosząc o mianowanie
    B
    , urzędnika w tym samym co on stopniu służbowym,
    przysparza sobie tylko rywala do awansu na miejsce opróżnione przez
    W
    ,
    kiedy
    W
    (na
    reszcie)pójdzie na emeryturę. Zatem
    A
    postara się raczej o
    C
    i
    D
    ,
    zależnych od niego młodych ludzi. Dodadzą mu oni znaczenia, a ponadto
    podzieliwszy pracę na dwa oddziały, pomiędzy
    C
    i
    D
    , będzie jedynym człowi
    e-
    kiem ogarniającym całość.
    W tym miejscu należ
    y sobie koniecznie zdać sprawę, że
    C
    i
    D

    w pewien sposób nierozłączni. Mianowanie samego
    C
    byłoby niemożliwe.
    Dlaczego? Ponieważ
    C
    , gdyby był sam, dzieliłby pracę z
    A
    i w ten sposób
    powstałaby niemal ta sama sytuacja, która została odrzucona w
    przypadku
    z
    B
    , tym bardziej rzucająca się w oczy, że
    C
    byłby jedynym możliwym nastę
    p-

    A
    . Podwładnych musi więc być dwóch lub więcej

    w ten sposób każdego
    z nich trzyma w karbach obawa przed awansem drugiego. Kiedy z kolei
    C
    będzie skarżył się na przepr
    acowanie (co z pewnością zrobi),
    A
    , zgadzając się
    z nim, doradzi mianowicie dwóch urzędników do pomocy
    C
    . Ale może uni
    k-
    nąć wewnętrznych sporów tylko wtedy, jeśli doradzi mianowicie dwóch
    następnych urzędników do pomocy
    D
    , którego sytuacja jest zupełnie tak
    a
    sama. Po zaangażowaniu
    E
    ,
    F
    ,
    G
    i
    H
    awans
    A
    jest właściwie pewny.
    Siedmiu urzędników wykonuje teraz pracę, którą przedtem wykonywał
    tylko jeden. I teraz zaczyna działać czynnik 2, ponieważ tych siedmiu stwarza
    sobie nawzajem tyle pracy, że wszyscy są cał
    kowicie zajęci, zaś
    A
    w rzeczywistości pracuje więcej niż kiedykolwiek. Wpływający dokument
    trafia kolejno do każdego z nich. Urzędnik
    E
    decyduje, że ta sprawa należy do
    F
    , ten przedstawia projekt
    C
    , który gruntownie go przerabia, zanim nar
    adzi
    się z
    D
    , ten zaś prosi
    G
    , aby się tym zajął. Jednakże
    G
    właśnie idzie na urlop
    i przekazuje akta
    H
    , który redaguje notatkę. Podpisana przez
    D
    notatka
    wraca do
    C
    , który swój projekt odpowiednio zmienia i kładzie nową wersję
    przed obliczem
    A
    .
    Cóż robi
    A
    ? Byłby całkowicie usprawiedliwiony, gdyby podpisał papier
    nie czytając go, ponieważ ma wiele innych spraw na głowie. Ale wiedząc, że
    w przyszłym roku zostanie następcą
    W
    , musi zadecydować, czy
    C
    lub
    D
    nadają się do tego, by objąć stanowisko po nim. Mus
    i wyrazić zgodę na to,
    żeby
    G
    poszedł na urlop, choć może nie jest jeszcze do tego całkowicie
    uprawniony. Zastanawia się, czy zamiast niego nie powinien pójść
    H
    ze
    względu na swój stan zdrowia. Ostatnio wyglądał blado

    na pewno części
    o-
    wo, lecz nie wyłączn
    ie, z powodu swych kłopotów rodzinnych. Ponadto należy
    V
    rozstrzygnąć problem podwyżki pensji dla
    F
    na okres konferencji oraz
    wniosek
    E
    o przeniesienie do Ministerstwa Opieki Społecznej.
    A
    słyszał także,
    że
    D
    zakochał się w zamężnej maszynistce, a
    G
    i
    F
    nie
    rozmawiają z sobą

    nikt nie ma pojęcia dlaczego. Wobec tego
    A
    mógłby się pokusić
    o podpisanie projektu
    C
    i uważać tę sprawę za załatwioną. Ale
    A
    jest człowi
    e-
    kiem skrupulatnym. Jakkolwiek zaprzątają go problemy, które jego koledzy
    st
    warzają sobie samym i jemu

    problemy stworzone przez sam fakt istnienia
    tych urzędników

    A
    nie jest kimś, kto lekceważyłby swoje obowiązki.
    Czyta więc ów projekt uważnie, skreśla niejasne akapity dodane przez
    C
    i
    H
    i doprowadza dokument do formy nadanej
    mu pierwotnie przez zdoln
    e-
    go (choć kłótliwego)
    F
    . Poprawia błędy językowe

    żaden z tych młodych ludzi
    nie umie pisać gramatycznie

    i w końcu redaguje odpowiedź tak, jak zost
    a-
    łaby ona napisana, gdyby urzędników
    C
    i
    H
    nigdy nie było na świecie.
    Zbyt wiel
    e osób poświęciło zbyt wiele czasu, żeby uzyskać ten sam
    rezultat. Nikt nie próżnował. Wszyscy pracowali jak najlepiej. I kiedy
    A
    opuszcza wreszcie biuro i udaje się w drogę powrotną do domu w Ealing, jest
    już późny wieczór. Pośród gęstniejącego mroku gasn
    ą ostatnie światła
    w biurze, co oznacza koniec jeszcze jednego dnia mozolnej pracy administr
    a-
    cyjnej. Przygarbiony, z gorzkim uśmiechem na ustach
    A
    wychodzi jako jeden
    z ostatnich, przekonany, że siwe włosy i długie godziny przebywania w biurze

    ceną, jaką płaci się za powodzenie.
    Z przedstawionego opisu działających tu czynników student nauk
    politycznych zorientuje się, że urzędnicy administracji muszą mnożyć się
    w większym lub mniejszym stopniu. Jednakże nic jeszcze nie powiedziano na
    temat
    czasu, jaki prawdopodobnie upłynie pomiędzy datą nominacji
    A
    a datą, od której
    H
    nabywa prawo do emerytury. Zgromadzono tu ogromną
    ilość materiału statystycznego i Prawo Parkinsona wyprowadzone zostało
    właśnie z analizy tych danych. Brak miejsca
    nie pozwala na szczegółowe
    badania, ale czytelnika zainteresuje może wiadomość, że rozpoczęto je od
    budżetu Marynarki. Wybrano właśnie Marynarkę Królewską, ponieważ
    o wiele łatwiej określić zakres działania Admiralicji niż na przykład zakres
    działa
    lności Ministerstwa Handlu. Zagadnienie dotyczy jedynie stanu liczb
    o-
    wego i tonażu. Oto pewne typowe liczby. W roku 1914
    Marynarka liczyła
    146000 oficerów i marynarzy, 3249 funkcjonariuszy i urzędników doków
    i 57000 dokerów. W roku 1928 było już tylko
    100000 oficerów i marynarzy,
    62439 robotników, za to liczba funkcjonariuszy i urzędników dok
    o
    wych
    wzrosła do 4558. Co do floty wojennej, to w roku 1928 była ona zale
    d
    wie
    cząstką floty z roku 1914

    20 wielkich okrętów bojowych w porównaniu
    z 62. W t
    ym samym czasie liczba urzędników Admiralicji wzrosła z 2000 do
    3569, tworząc (jak ktoś powiedział) „wspaniałą marynarkę ląd
    o
    wą”. Poniższa
    tabela jaśniej uwidacznia te liczby:
    VI
    Statystyka Admiralicji
    Klasyfikacja
    Rok
    Wzrost lub
    spadek w %
    1914
    19
    28
    Wielkie okręty bojowe
    62
    20
    -
    67,74
    Oficerowie i marynarze Marynarki Królewskiej
    146000
    100000
    -
    31,50
    Dokerzy (robotnicy)
    57000
    62439
    + 9,54
    Funkcjonariusze i urzędnicy doków
    3249
    4558
    + 40,28
    Urzędnicy Admiralicji
    2000
    3569
    + 78,45
    Ówczesna k
    rytyka dotyczyła głównie dysproporcji pomiędzy liczbą
    jednostek floty a liczbą urzędników. Ale to porównanie jest nam w tej chwili
    niepotrzebne. Powinniśmy natomiast zwrócić uwagę na to, że liczba urzędn
    i-
    ków wzrosła z 2000 w roku 1914 do 3569 w roku 1928 i
    że wzrost ten nie
    pozostawał w żadnym związku ze zwiększeniem się ilości ich pracy.
    W gruncie rzeczy bowiem w Marynarce w tym okresie zmniejszono liczbę
    osób o jedną trzecią i okrętów o dwie trzecie. Co więcej, począwszy od 1922
    roku nie spodz
    iewano się nawet powiększenia jej potencjału, ponieważ
    ogólna liczba okrętów (w przeciwieństwie do ogólnej liczby urzędników)
    została ograniczona Układem Morskim podpisanym w tym roku w Waszyn
    g-
    tonie. Mamy zatem 78% wzrostu w okresie czternastu lat, a więc
    średnią
    roczną 5,6% w stosunku do pierwotnej liczby ogólnej. W rzeczywistości
    jednak, jak zobaczymy, stopa wzrostu nie kształtowała się tak równomiernie.
    W tym stadium naszych rozważań musimy jedynie wziąć pod uwagę procent
    wzrostu w danym okresie.
    Czy to
    powiększenie się ogólnej liczby urzędników administracji można
    uważać za zjawisko wyjątkowe, jeśli się wie, że zawsze musi ona rosnąć
    zgodnie z zasadą prawa kierującego jej wzrostem? W tym miejscu można by
    podkreślić, że w omawianym okresie nastąpił gwałt
    owny rozwój techniki
    morskiej. Używanie maszyn latających przestało być domeną dziwaków.
    Zaczęto na szeroką skalę stosować skomplikowane aparaty elektryczne.
    Uznawano łodzie podwodne, jeśli ich nawet nie pochwalano. Mechaników
    okrętowych zaczęto traktować
    prawie jak ludzi. Moglibyśmy więc przypus
    z-
    czać, że w tak rewolucyjnej epoce magazynierzy musieli sporządzać o wiele
    bardziej skomplikowane rejestry. Moglibyśmy nie dziwić się, że na liście płac
    wzrosła liczba kreślarzy, konstruktorów, techników i naukowców
    . Jednakże
    liczba tych pracowników wzrosła tylko o 40%, podczas gdy liczba ludzi
    z Whitehall prawie o 80%. Na każdego nowego nadzorcę lub elektryka
    w Portsmouth przypadało dwóch nowych urzędników na Charing Cross.
    Mogłoby to skłaniać do p
    ochopnego wniosku, że stopa wzrostu personelu
    administracyjnego jest prawdopodobnie dwukrotnie wyższa od stopy wzrostu
    personelu technicznego, i to wtedy, gdy naprawdę użyteczny potencjał (w tym
    wypadku

    marynarze) zmniejsza się o 31,5%. Dowiedziono jedna
    k stat
    y-
    stycznie, że ów ostatni procent nie ma tu nic do rzeczy. Liczba urzędników
    rosłaby w takim samym tempie, nawet gdyby nie było żadnych marynarzy.
    Ciekawa byłoby prześledzenie dalszego rozwoju, w rezultacie którego
    liczba pracowników Admiralicji wzro
    sła z 8118 w roku 1935 do 33788
    w roku 1954. Ale jeszcze lepszego materiału do studiów dostarcza personel
    Ministerstwa Kolonii w okresie upadku imperium. Statystykę Admiralicji
    komplikują pewne czynniki (jak np. oddział lotnictwa morskiego), utrudn
    i
    a-
    jąc przeprowadzenie porównania pomiędzy danym rokiem a następnym.
    VII
    Zwiększenie Ministerstwa Kolonii jest tym bardziej znamienne, że dotyczy
    ono wyłącznie zagadnień administracyjnych. Oto, co pokazuje odpowiednia
    statystyka:
    Statystyka Ministerstwa Koloni
    i
    Rok
    1935
    1939
    1943
    1947
    1954
    Liczba pracowników
    372
    450
    817
    1139
    1661
    Zanim obliczymy stopę wzrostu, musimy zauważyć, że zakres odp
    o-
    wiedzialności tego ministerstwa ulegał w ciągu owych dwudziestu lat licznym
    wahaniom. W latach 1935

    1939 terytoria k
    olonialne zarówno pod względem
    powierzchni, jak i liczby ludności niewiele się zmieniły. Około roku 1943,
    w związku z przejściem pewnych obszarów w ręce nieprzyjaciela, wyraźnie się
    zmniejszyły. Powiększyły się znowu w roku 1947, lecz od tego czasu kur
    czyły
    się stale z roku na rok, gdyż kolonie, jedna po drugiej, uzyskiwały niepodl
    e-
    głość. Rozsądnie byłoby przypuszczać, że owe zmiany w kształcie imperium
    odbiją się na kształcie administracji centralnej. Ale jeden rzut oka na cyfry
    wystarczy, by nas przek
    onać, że liczba personelu stale i nieuchronnie wzr
    a-
    sta. A ten wzrost, jakkolwiek zależny od wzrostu zaobserwowanego w innych
    ministerstwach, nie ma nic wspólnego z wielkością

    ani nawet z samym
    istnieniem

    imperium. Jakie są procenty wzrostu? Pomińmy dla
    naszego
    celu raptowny wzrost personelu towarzyszący zmniejszeniu się odpowiedzia
    l-
    ności podczas drugiej wojny światowej. Zanotujmy raczej stopy wzrostu
    w okresie pokoju: ponad 5,24% pomiędzy rokiem 1935 a 1939 oraz 6,55%
    pomiędzy rokiem 1947 a 1954.
    Daje to średnia wzrostu 5,89% rocznie,
    a więc znamiennie zbliżoną do takiej, jaką stwierdziliśmy już przy wzroście
    personelu Admiralicji pomiędzy rokiem 1914 a 1928.
    Dalsza i bardziej szczegółowa analiza stanu zatrudnienia w ministe
    r-
    stwach nie był
    aby na miejscu w niniejszej książce. Można jednak mieć
    nadzieję, że uda się wyprowadzić wstępny wniosek co do czasu, jaki zapewne
    upłynie pomiędzy pierwszą nominacją urzędnika a późniejszym zaangażow
    a-
    niem dwóch lub więcej jego pomocników.
    Wszystkie nasze
    dotychczasowe badania, zajmujące się jedynie pr
    o-
    blemem wzrostu liczby personelu, wskazują na średnią wzrostu

    5,75%
    rocznie. Ustaliwszy to, możemy teraz wyrazić Prawo Parkinsona za pomocą
    wzoru matematycznego: w warunkach pokojowych w każdej dziedzinie
    ad
    ministracji publicznej można oczekiwać, że wzrost personelu będzie
    zgodny z następującym wzorem:
    n
    l
    k
    x
    m
    2
    gdzie
    k
    oznacza liczbę urzędników szukających awansu poprzez mianowanie
    swych podwładnych;
    l
    przedstawia różnicę pomiędzy wiekiem nomin
    acji
    i emerytury;
    m
    jest liczbą godzin poświęconych na pisanie wewnątrzsłużb
    o-
    wych notatek, przypadającą na jednego urzędnika;
    n
    przedstawia liczbę
    rzeczywistych jednostek administracyjnych, a
    x
    równa się liczbie nowych
    urzędników zatrudnionych każde
    go roku. Matematycy, oczywiście, zrozumi
    e-
    ją od razu, że aby obliczyć procent wzrostu, muszą pomnożyć
    x
    przez 100 i
    podzielić przez wynik z poprzedniego roku (
    y
    ). W ten sposób:
  • @kula Lis 67 09:54:46
    http://www.sokzburaka.pl//user_open/cachefbpics/1452015088365848_2069269536640397.jpg
  • @chart
    Autorze artykulu przepraszam za taka konfiguracje wklejonego tekstu Prawa Parkinsona,nie da sie tego czytac jesli mozesz to jakos zamienic na inna forme zapisu bede wdzieczny Pozdrawiam serdecznie jan
  • @mac 08:02:16
    Dyrektor z BBN służył ludziom Moskwy! "Gazeta Polska" ujawnia teczkę oficera wojskowej bezpieki(sic! co na to PAD?, teraz wiadomo dlaczego Aneksu nie ujawnia i kto za tym stoi!)

    http://niezalezna.pl/imgcache/750x430/c//uploads/news/untitled_1.jpg

    Płk Czesław Juźwik, jedna z najważniejszych postaci w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, był do 1990 r. oficerem komunistycznego kontrwywiadu wojskowego WSW, nagradzanym finansowo za swoje zasługi osobiście przez szefów tej służby. „Gazeta Polska” dotarła do teczki człowieka, który w latach 80. zwalczał wrogów „socjalistycznej Ojczyzny”, a dziś jest jedną z kluczowych postaci w BBN kierowanym przez Pawła Solocha. Juźwik jest dziś ekspertem w Departamencie Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi BBN, a do niedawna pracował jako zastępca dyrektora tegoż departamentu. W BBN był już za szefostwa gen. Stanisława Kozieja ważną postacią, często zastępując go podczas różnych publicznych uroczystości, np. na obchodach 50-lecia Wojskowego Instytutu Medycznego (pod patronatem prezydenta RP) oraz na pokazie szkolenia pododdziałów Związku Strzeleckiego "Strzelec" OSW.

    Za gen. Kozieja płk Juźwik brał m.in. udział w spotkaniu z Generalnym Inspektorem Bundeswehry gen. Volkerem Wiekerem, a także rozmawiał z grupą studyjną amerykańskich nowo mianowanych generałów. Za szefostwa Pawła Solocha - jako zastępca dyrektora Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi BBN - przyjmował w Biurze m.in. grupę oficerów-słuchaczy Wysokiego Kursu Dowodzenia Sił Zbrojnych Finlandii.

    Według informacji „GP” płk Juźwik został też delegowany przez BBN do konsultacji raportu ze Strategicznego Przeglądu Obronnego, przesłanego w 2017 r. do Biura Bezpieczeństwa Narodowego przez MON. Co istotne - bezpośrednim przełożonym Juźwika jest gen. bryg. Jarosław Kraszewski, wobec którego 24 czerwca 2017 r. Służba Kontrwywiadu Wojskowego wszczęła kontrolne postępowanie sprawdzające.

    Jak ujawnia "Gazeta Polska", w 1983 r. Czesław Juźwik podjął decyzję o wstąpieniu do Wojskowej Służby Wewnętrznej, czyli do komunistycznego kontrwywiadu wojskowego. Gdy Juźwik zgłaszał akces do WSW, szefem tej służby był gen. Edward Poradko, który w 1981 r. zastąpił na tym stanowisku Czesława Kiszczaka. Gen. Poradko to zaufany człowiek Moskwy: po II wojnie światowej walczył z podziemiem niepodległościowym, a do 1957 r. - po przeszkoleniu w Związku Sowieckim - był oficerem śledczym zbrodniczej Informacji Wojskowej.

    10 września 1983 r. Czesław Juźwik pisał do szefa Departamentu Kadr MON:
    „Zwracam się do Obywatela Generała z prośbą o przeniesienie mnie do korpusu osobowego oficerów WSW i skierowanie na Kurs Przekwalifikowania Oficerów Wojskowej Służby Wewnętrznej w bieżącym roku.”
    I wyjaśniał:

    „Motywy mojej prośby są następujące: Mój ojciec jest emerytowanym oficerem Służby Bezpieczeństwa. Miałem okazję poznać charakter i specyfikę jego pracy. Wiem, jak bardzo jest trudna i uciążliwa, ale też wiem, jaką potrafi dać satysfakcję”.
    Przyszły dyrektor w BBN deklarował też:

    „Polska przeżywa obecnie trudne chwile. Szczególna rola przypada w tym okresie służbom specjalnym. Od ich działania w znacznej mierze zależy, jak długo jeszcze przeciwnicy polityczni będą wichrzyć w naszym kraju. Jako kandydat PZPR chciałbym być w pierwszej linii walki o socjalistyczną Ojczyznę".
    Więcej na temat zawartości obszernej teczki płk. Juźwiaka w poniedziałkowej "Gazecie Polskiej Codziennie" oraz w najbliższej "Gazecie Polskiej".

    Rzecznik BBN pytany przez nas o sprawę płk. Czesława Juźwiaka odpowiada:

    Szef BBN nie był informowany i nie miał wiedzy, że „płk Czesław Juźwik był w latach 1983-1990 oficerem Wojskowej Służby Wewnętrznej”. Jednocześnie pragnę zaznaczyć, że za osłonę kontrwywiadowczą BBN i przekazywanie tego typu informacji odpowiedzialne są właściwe służby ochrony państwa. Ponadto szef BBN w 2016 r. bezpośrednio zwrócił się do ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, a także ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, o przekazywanie wszelkich niepokojących sygnałów dotyczących zatrudnionych w BBN osób. Dotychczas żadne informacje o takim charakterze nie zostały przekazane.

    Informuję także, że za analizę raportu ze Strategicznego Przeglądu Obronnego odpowiedzialny był dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi gen. bryg. Jarosław Kraszewski, a następnie jego zastępca płk Adam Brzozowski.

    Na pytania skierowane poprzez rzecznika BBN do płk. Juźwiaka nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

    Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska

    Ps..Konieczne ujawnienie Aneksu ! Tam są zagnieżdżone same takie ścierwa. Już dawno mówiłem kim jest PAD i z kim pracuje, wszędzie postżydobolszewickie krety. No to się znów narobiło. Za BBN odpowiada Prezydent Duda. Nikt mi nie powie, że Duda nie wie kogo zatrudnia. Teraz wiadomo kto kieruje Dudą. WSI. No to tam u PADa w dalszym ciągu wsiarze siedzą. Wygląda na to, że PAD betonuje przeszłość, żeby było jak było ? U Dudy takich jest znacznie więcej i nie tylko mundurowych!!! W "Księdze Polaków Uczestników Rewolucji Październikowej" wydanej w Warszawie w roku 1967 na stronie 360: "Juźwik Kazimierz ur. [1895] w Władzimirze nad Wołgą. W Głównym Zarządzie Kwatermistrzostwa Armii Czerwonej od 1918, od 6 II 1918 sekretarz kolektywu partii komunistycznej w garnizonie" itd itd. itd itd....To synuś tego Jóźwika z Gwardii Ludowej, niezła rodzinka...Wszyscy dookoła mówili p.prezydentowi Dudzie, że dobrał sobie złych ludzi do BBN-u. O Jóżwiaku bębnił cały TT. I nic. I jeszcze te 3 weta prezydenta i Królikowski piszący ustawy o sądach to są jakieś jaja.


    Ps..II..."Prezydent Duda gotowany w kryminogennym sosie" - kontrowersje.net. Nie wiadomo skąd biorą się pomysły dot. powoływania prezydenckich doradców.... Jednak skoro plan jest taki, żeby stworzyć kontrę do PiS, to może być różnie, a zaplecze PO, które tak polubiło prezydenta, niestety z wzajemnością /żenada/ jest KRYMINOGENNE z definicji..... Dalej : Wystarczy posłuchać jak prof. Królikowski usiłuje się wyłgać ze swoich intymnych stosunków z mafią paliwową......Wiadomo było że Duda nie da zrobić krzywdy skompromitowanym sędziom i będzie ich krył tym bardziej, że ustawy te pisał prezydentowi taki człowiek który już powinien siedzieć w więzieniu. Pierwsze sygnały świadczą o tym że to będzie bardzo dziwny projekt i jeżeli to miałoby tak wyglądać, to ja osobiście nie widzę możliwości aby Prawo i Sprawiedliwość mogło się na to zgodzić, chcąc jednocześnie pozostać w zgodzie z własnymi planami reform w wymiarze sprawiedliwości. Osobiście podtrzymuję to co napisałem w innym miejscu, że tutaj nie ma miejsca na jakieś półśrodki, albo innego rodzaju prowizorkę. Wszelkiego rodzaju patologie poczyniły już w tym obszarze takie spustoszenia, że po to żeby w przyszłości było spokojniej, te dzisiejsze zmiany siłą rzeczy muszą mieć charakter rewolucyjny, wszelkie inne będą tylko ich protezą.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031