Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
743 posty 333 komentarze

Zmowa narodów

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Niechętnie, ale raz jeszcze problem kataloński musi posłużyć do wyjaśnienia pewnych zależności geopolitycznych Polski.

 

 

Po pierwsze – skądinąd urocza jest panika ulegających centralistycznej propagandzie:

 

"Podzielonymi państwami łatwiej będzie rządzić Brukseli/Berlinowi/Waszyngtonowi!"

 

Jasne... A teraz jest, k... ciężko!

 

Rób drugiemu…!

 

Wytłumaczmy to szybko na przykładzie kosowsko-szkockim. Separatyzm albański w Kosowie został wsparty przez Zachód, ponieważ wyrywał z wrogiego obszaru geopolitycznego terytorium mające charakter jednego z makroregionalnych węzłów (czynnik rozporka  Clintona  pomińmy, jako wprawdzie istotną, ale jednak nieco poboczną zmienną). Z kolei w odniesieniu do separatyzmu szkockiego - Waszyngton bardzo zdecydowanie wspiera sprzeciw Londynu, ponieważ niepodległa Szkocja poza NATO oznaczałaby zmniejszenie geopolitycznego obszaru USA, a nadto każde nowe złoże ropy odkryte w szkockiej części Morza Północnego (a właśnie odkryto kolejne, szacowane na co najmniej 5 miliardów dolarów) zdecydowanie skłaniają do zwiększenia obrony demokracji nad Clyde jeśli nie własną, amerykańską armią – to z pewnością siłami Jej Królewskiej Mości.

 

I jakie z tego wnioski?

 

Że należy wspierać separatyzm POZA własnym obszarem geopolitycznym i taki, który wpływa na zmniejszenie się czy osłabienie obszaru geopolitycznego przeciwnika.

 

Proste?

 

Rozpierducha

 

W przypadku katalońskim część polskiej prawicowej blogosfery do znudzenia szuka, czy na niepodległości tego kraju nie ugra czegoś a to Berlin, a to Bruksela, a to  Soros, a to Tel Awiw – podczas gdy inna część internetu szuka uporczywie w Barcelonie moskiewskiego śladu. Tymczasem sytuacja jest w dalszym ciągu po prostu… prosta. Teza "niepodległa Katalonia = secesja Śląska" jest absurdalna, brak bowiem związku przyczynowego. Teza "niepodległa Katalonia - to robota niemiecka/izraelska/Sorosa (a przy okazji także... rosyjska) itd." - jest za słabo uzasadniona i uprawdopodobniona. Zostaje więc (bez urazy za jego prostotę) mój pogląd:  Niepodległa Katalonia = większa rozpierducha na Zachodzie, a skoro im większa rozpierducha na Zachodzie - tym lepiej dla Polski,  zatem...

 

Jeśli już ktoś na siłę i koniecznie chce szukać analogii z III RP, to w działaniach Madrytu wobec Katalonii więcej jest podobieństw do napaści i prowokacji wymierzonych przeciw Marszowi Niepodległości w Polsce, niż do czegokolwiek, co dzieje się na Śląsku.

 

Dalej, analizując ewentualny urobek brukselski należy zauważyć, że sama UE jest czynnikiem geopolitycznie mało istotnym, i czy sobie coś tam w jej obrębie np. Berlin, czy brukselski neo-naród coś tam ugra, czy nie ugra (bo przecież formalne zasady np. głosowań zostałyby przy zwiększeniu ilości podmiotów Wspólnoty te same, a większość decyzji i tak jest podejmowana bez oglądania się na krajowe granice) - to per saldo nie ma większego znaczenia,  dopóki nie obali się samej istoty systemu zachodniego, czyli hegemonii amerykańskiej. Co więcej, obecny impas w Katalonii może mieć ciekawy wpływ na postawę innych ruchów niepodległościowych w Europie Zachodniej, potęgując ich eurosceptycyzm. Znowu też – widać to wyraźnie w Szkocji, czyli drugim najbardziej zaawansowanym w drodze do niepodległości kraju Zachodu, w którym zdecydowanie podnieśli głowę zwolennicy opcji „ani Londyn, ani Bruksela”, co tylko dodało dynamiki chwilowo zdezorientowanemu lawirowaniem partii politycznych ruchowi niepodległościowemu. W ogóle zresztą tak przykład kataloński, jak i szkocki dowodzą, że wiązanie sprawy niepodległościowej z interesem jednej tylko partii politycznej (która przecież z definicji za jedyny cel uznaje samo sprawowanie władzy) jest prowadzącym donikąd błędem. Z czego tak w Barcelonie, jak i Edynburgu coraz więcej środowisk zdaje sobie zresztą sprawę…

 

„Sumienie narodów”

 

Ważną lekcją dla kolegów nieodmiennie wiążących kwestię katalońską z problemem Śląska powinna być postawa Serbów. Mam wśród nich wielu przyjaciół i w pewnym sensie rozczula mnie ich wiara, że eksponując kwestię katalońską - zawstydzą Zachód i "ujawniają" jego hipokryzję w sprawie Kosowa. Zawsze uważałem, że Polaków i miły memu sercu naród serbski łączą szczególnie dwie cechy: naiwność oraz nieodwzajemniona miłość do Zachodu, połączona z wiecznym przecenieniem jego skłonności do ulegania porywom emocjonalnym... Ciekawe, że ziemie polskie i serbskie były najbardziej zniszczone w wyniku I wojny światowej, nieważne już czy wywołanej przez Germanów, czy Anglosasów, nie mniej dla ich gierek – i nikogo to jakoś nie zawstydziło. Polska i Jugosławia poniosły niewspółmierne w stosunku do Zachodu ofiary w II wojnie światowej – i znowu jakoś chmurka zawstydzenia się nie pojawiła. Pod koniec XX wieku doszło do rozbiorów Serbii, a Polska straciła znowu niepodległość – moglibyśmy więc już wspólnie zacząć się zastanawiać, czy z tym „sumieniem Zachodu” – nie popełniamy aby jakiejś fundamentalnej omyłki…

 

Skoro nie możemy ufać nawet naszemu własnemu osądowi sytuacji międzynarodowej – tym żałośniej wyglądają nasze próby przenoszenia naszych lęków na jakąś rzekomo szerszą sytuację międzynarodową i wizje, że oto np. uda się opuścić UE, czyli układ zachodni drogą wspólnej emancypacji państw członkowskich, które zakrzykną nagle, iż dość mają dyktatu amerykańskiego realizowanego za pośrednictwem Brukseli i Berlina. To już prędzej Polska będzie miała prawdziwie polskiego prezydenta, niż się to przydarzy w zachodniej części Europy! Wiara w sojuszników wewnętrznych, w obrębie UE - jest mrzonką, uratować możemy się albo my sami, albo - co bardziej realne - pomóc nam może sytuacja zewnętrzna, np. wojna światowa. A jeśli nawet coś miałoby się dziać W OBRĘBIE realizowanego przez Niemcy zwierzchnictwa amerykańskiego nad Europą - to nie buntem resztek po Hiszpanii, tylko  wyzwoleniem samych Niemiec. Do którego zresztą jest równie daleko, jak i do wyzwolenia Polski.

 

Samorząd – Federalizm - Suwerenność

 

Co więcej, obawiam się (mam nadzieję?), że wychodzenie z UE, przynajmniej w naszym przypadku nie odbędzie się bynajmniej w drodze negocjacji, nieważne, rzeczowych czy nie. Zwłaszcza, że Polska "scentralizowane państwo narodowe" gospodarczo jest dokładnie w takiej sytuacji, niektórzy uważają za immanentną dla mniejszych (czyt. nowych?) organizmów, takich jak potencjalnie Katalonia czy Szkocja. Mówiąc po ludzku – wszyscy jesteśmy igraszką w rękach korporacji, więc albo nastąpi „ostateczny krach ich systemu”, albo naprawdę nie mają aż takiego znaczenia wewnętrzne granice globalnego rynku.

 

Te zaś będą się mnożyć, bo przede wszystkim i po pierwsze etnogeneza nie jest i nie może być ze swej natury procesem zamkniętym. Przez wieki Szkocja, Katalonia, a także np. Bretania, Korsyka, Sycylia utrzymywały swą naturalną, tradycyjną i tożsamościową odrębność, a ich rdzenni mieszkańcy co raz silniej i coraz bardziej zdecydowanie nie czuli się u siebie w bytach państwowych, w których się znajdowali. Nie było jednak trendu do wyjścia ani do dokończenia etnogenezy. Jednocześnie jednak patrząc choćby na współczesną Francję, której forma państwowo-administracyjna została wszak ukształtowana przez rewolucję i od tamtej pory nie uległa wszak per saldo poważniejszym zadaniem – to przecież widać, że jest… patologią, mając wszystkie cechy predestynujące do naturalnej struktury ziemskiej, federalnej, a nie do skarłowaciałego samorządu, jaki mozolnie próbuje się od paru dekad tworzyć nas Sekwaną, Loarą i Rodanem. Nie jest przypadkiem, że to faktycznieNiemcom udało się zbudować nadtożsamość nad odrębnościami, podczas gdy Francja, Hiszpania i Włochy wciąż usiłują zaprzeczać oczywistościom i powstrzymywać nieuchronne. Skądinąd zresztą ową nadtożsamość zbudowali Niemcom sami Francuzi i Anglosasi, podtrzymując taki, a nie inny kształt terytorialny i prowadząc wojny z germańskością jako taką. Niemcy pozostają więc zróżnicowani regionalnie i językowo, ale jednak nie etnicznie, Włosi tylko regionalnie (może poza Sycylią i Sardynią), ale jeszcze bodaj mocniej, natomiast Francja i Hiszpania stoją już przed różnicami faktycznie etnicznymi i nie ma szans, by przed tym zagadnieniem uciekły.

 

Nie ma innego rozwiązania dla jedności Francji, niż federalizm czy powrót do struktury ziem, uznającej, że m.in. Oksytania (a w jej ramach szczególnie Prowansja) czy Alzacja mają prawo do zawaansowanej samorządności, Bretania to w istocie odrębny kraj, swą historią i walką o tożsamość nie odbiegający daleko od dziejów Szkocji, Katalonii, Baskonii czy najbliższej sobie, także językowo Irlandii – a Korsyka to już przecież w ogóle nie jest Francja. Federalizm pozostaje także jedyną szansą na przetrwanie i sensowne skupienie się na rozwoju także Hiszpanii i Włoch. W końcu umówmy się, Sycylia nie jest odrębnym państwem tylko dlatego, że w ogóle nikt tam długo nie uważał instytucji państwa jako takiej, natomiast suwerenne społeczeństwo było całkowicie od włoskiego odrębne.

 

We wszystkich tych trzech krajach na przeszkodzie stoi rzecz jasna „ethos republikański”, czyli coś jak „etyka dyplomacji” – niby istnieć nie może, a wszyscy się na nią powołują. Politologicznie rzecz biorąc blokada ta nazywa się prościej i jest nią jakobinizm, a ściślej jakieś jego współczesne mutacje, niby to „lewicowe” lub „centroprawicowe”. Nieprzypadkowo historycznie to choćby stary monarchizm francuski był właśnie „federalny” czy mniej anachronicznie „ziemski”, zaś słuszne hasło „Precz z Dziwką!” oznaczało także zniszczenie centralizmu uosabianego przez  Mariannę.

 

„Ostateczny krach systemu korporacji”

 

Nieprzypadkowo jednak trend na nowe państwa starych narodów pojawia się niczym wędrujący sześcian w „Cube” – niby prawidłowo, ale niespodzianie. Obecnie tendencja taka jest oczywiście dlatego, że odpowiada to podmiotom silniejszym niż dotychczasowe państwa (co właśnie przeraża niektórych zaskoczonych, że  mapa Europy nie jest bytem skończonym raz i na wieki). Podobnie też jak kiedyś Polacy, potem Albańczycy czy dziś Kurdowie z trendu tego można skorzystać i trudno się korzystającym dziwić, choć można też gderać, żeobiektywnie zwiększa on zniewolenie. Ba, ale narasta ono na dobrą sprawę od średniowiecza, odkąd suwerenna przestała być osoba ludzka i budowane przez nią wspólnoty, a podmiotowość ta przeszła najpierw na państwa – dziś zaś na podmioty ponad i pozapaństwowe.

 

Choćby nawet wpisywało się to obecnie w ogólny pan ewolucji politycznej globu – to w wymiarze małym, mikronarodowym – ruchy takie bywają jednak oddechem i wyzwoleniem, posiadając ewidentną  pasjonarność, której brakuje całemu naszemu współczesnemu, schyłkowemu światu. Dywagacje zatem, czy niepodległa Katalonia, Szkocja etc. są potrzebne np. UE, Berlinowi itd. ignorują fakt, że poziom polityczny nie jest już istotny dla całości planu/mechanizmu ewolucji politycznej świata. Taka Unia Europejska jest już dziś w istocie zbędna, działa bowiem na zajmowanym przez nią terenie wspólny mechanizm gospodarczy/konsumencki, zatem można ją sobie odpuścić. Dla zachowania zaś jednostek w spokoju i zdrowiu psychicznym lepiej dać im coś wywołującego szczersze i żywsze emocje, niż „Oda do Radości”, czy to będzie Marsz Niepodległości, czy „Pieśń Żeńców”, czy Saltire…  Zachowania konsumenckie pozostaną bowiem bez zmian.

 

Wprawdzie do projektu europejskiego jest przywiązana jakaś grupa czerpiąca z niego bezpośrednie korzyści, z otoczeniem ulegającym wcześniej obowiązującej propagandzie. Nie oznacza, że nie ma jeszcze większych i myślących jeszcze dalej w przyszłość graczy i programów. Jeśli Unia siłą inercji przetrwa - szczęście tej grupy. Ale już wiadomo, że nie jest niezbędna, może być mniej lub więcej państewek, systemu światowego to nie narusza. Ten bowiem albo sam się zassie, albo padnie w ramach wojny globalnej. A po drodze przynajmniej się parę flag ładnych wywiesi tu i ówdzie. W końcu, skoro wszyscy nie mogą być szczęśliwi to niech chociaż jakieś grupki mają trochę frajdy…

 

Weźmy Polskę. Odzyskanie przez nas niepodległości było wydarzeniem geopolitycznie nieciekawym, w dodatku samym Polakom odebrało szanse na szybszy rozwój, zwłaszcza społeczno-ekonomiczny. Ale cośmy się nacieszyli to nasze! Dziś natomiast jest przeciwnie - odzyskanie niepodległości jest warunkiem wznowienia rozwoju narodowego i społeczno-gospodarczego Polski i Polaków.  Nie ma więc żadnych powodów, by ten sam proces utrudniać czy obrzydzać innym, zwłaszcza że światowy system zniewolenia w końcu jednak w ten czy inny sposób upadnie. I te narody, które zmianę tę przetrwają – jakoś się będą musiały pozbierać i dogadać.

 

Konrad Rękas

 

KOMENTARZE

  • Zmora "hegemonii amerykańskiej"
    .
    Autor doszedł do "istoty systemu zachodniego, czyli hegemonii amerykańskiej"

    Pozwolę sobie przypomnieć, że nie ma żadnej hegemonii USA, USA są jedynie siłami policyjnymi globalnego imperium.

    - https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/globa/

    A więc to nie USA są hegemonem, już prędzej MWF jest tą siłą, która panuje w imperium globalnym.

    Należy dodać, że jak wybór Trumpa na prezydenta dowodzi, on sam to potwierdza, że chce odtworzyć potęgę USA, tzn. że USA utraciły znaczną część swej potęgi, co można interpretować na podstawie liczb

    - https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/18/386number1/

    obecny rozpad USA jako państwa oznacza, że coraz trudniej jest mu wypełniać swe zadanie wobec MWF, świadczy o tym nie tylko załamanie się operacji destabilizacji BW, ostatnią udaną operacją tego typu była Libia, z kolei Korea może testować USA pod parasolem Chin Ludowych. MWF nie ma co prawda jeszcze następcy do pełnienia tej kluczowej funkcji, ale nie oznacza to, że brak kandydatów.

    U naszego "rodaka" Z. Brzezińskiego można było już dawno przeczytać, że USA zakończą swą rolę gdzieś około 2020 roku.

    Aktualny system nie tylko "odpowiada to podmiotom silniejszym niż dotychczasowe państwa", ale ten system obowiązuje gdzieś od dwóch wieków, globalne imperium trwa prawie tyle samo, z tym, że otrzymało w ostatnich dziesięcioleciach tę nazwę "globalizacja". Globalne imperium jest imperium zbrodni masowych

    - http://pppolsku.blogspot.com/2012/03/lexde.html#Rotsz

    Powyższy szkic jest dość skrótowy, mam nadzieję, że wystarczający do samodzielnej aktywnej refleksji.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031