Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
743 posty 333 komentarze

Partyjne ulice

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PiS-owski wojewoda lubelski zmieni zarządzeniem zastępczym te ostatnie nazwy ulic, które oszczędzili radni wykonujący przepisy "dekomunizacyjne".

 

 

Spadną tabliczki z nazwiskami  Jana HemplaLeona Kruczkowskiego  i rektora UMCS, prof.  Grzegorza L. Seidlera. Zniknie też ulica 1 Armii Wojska Polskiego.

 

Partyjniactwo

 

Zdaniem woj.  Przemysława Czarnka  (skądinąd prywatnie przesympatycznego…) "fakt honorowania wspomnianej formacji wojskowej w nazwie ulicy sprawia, iż posiada ona charakter nazwy upamiętniającej organizację symbolizującą komunizm". Pan wojewoda jest potencjalnym kandydatem PiS na prezydenta Lublina. Posiada charakter osoby posłusznej organizacji symbolizującej debilizm.

 

Co do nowych nazw - to poznamy je z nowego zarządzenia, wydanego do 2. grudnia. I związany jest z tym pewien paradoks. Otóż, jak wiadomo - na mapie Lublina niezwykle wprost brakuje ulicy czy alei  Lecha Kaczyńskiego  (zdecydowanie, jeden placyk to zdecydowanie za mało!). Żadna ze zmienianych ulic nie wydaje się jednak w pełni godna i reprezentacyjna. Nasuwa się więc pytanie - czy PiS nie straci nadziei na zdobycie władzy w lubelskim Ratuszu, dzięki czemu zrobi lubelakom dobrze np. przemianowując przelotowe trasy, takie jak ul.  Głęboką (będąca w końcu kiedyś aleją PKWN, więc odczynienie tego grzechy było zdecydowanie niewystarczające!) czy Tysiąclecia (w końcu chodziło o komunistyczne tysiąclecie państwa polskiego, a nie słuszne chrztu...) - czy też wojewoda będzie chciał zapunktować szybko w centrali i zamiast typowych ostatnio dla niby to kompromisowego podejścia PiSoIPN "Żołnierzy 1 Armii" - będziemy mieli w centrum kolejną ulicę partyjną.

 

Depolonizacja

 

Absurdalność i szkodliwość tej polityki zmian najboleśniej widać oczywiście na depolonizowanych w ten sposób Ziemiach Zachodnich. Usuwanie tamtejszych śladów polskości pod pretekstem „dekomunizacji” – radość sprawiać może niemal wyłącznie niemieckim rewizjonistom i potomkom przesiedlonych w tamte rejony ukraińskich banderowców. Równie źle prezentują się jednak i inne eksperymenty nazewnicze, promujące nową wizję najnowszej historii Polski – skrajnie niezgodną tak z prawdą historyczną, jak i polskim interesem narodowym.

 

Weźmy choćby decyzje wojewody mazowieckiego odnoście Warszawy i okolic. Zastąpienie organizacji zbrojnie walczącej z niemieckim okupantem i w swej bazie znacznie szerszej, niż poprzedzające ją partyjne bojówki – wyjątkowo nieudolnym politykiem, upamiętnianym tylko dlatego, że ciekawiej zginął, niż żył – to oczywisty skandal, partyjniactwo i gwałt na świadomości historycznej Polaków. Niestety, gwałt w obecnej sytuacji właściwie nie do obrony. Cóż jednak powiedzieć o17 stycznia - dniu wyzwolenia Warszawy (nie, idiotycznej dyskusji o "zamianie jednej okupacji na drugą" prowadzić nie będę) - zastąpiony wyróżnieniem KOR-u, jednej z najbardziej plugawych organizacji pasożytujących na historii Polski? I to ma być polska polityka historyczna? Z tego samego przecież klucza usuwa się z mapy Lublina 1 Armię Wojska Polskiego. Armię, która WYZWOLIŁA Lublin, kończąc blisko 5 lat strachu, ciągłej groźby nagłej śmierci za samo mówienie i myślenie po polsku, do której wreszcie na ochotnika wstępowali następnie żołnierze AK, BCh czy NOW, chcący dalej bić się z Niemcami i zdusić hitlerowskiego gada aż w Berlinie.

 

Nie, opowieść o „sowieckich najemnikach” to nie tylko gnojska obraza dla bohaterów walczących o przetrwanie polskości. To także wołający w niebo absurd historyczny. Niech jeden z drugim oskarżyciel poda mi nazwiska schwytanych w łapankach po 17 stycznia w Warszawie, a wcześniej po 24 lipca w Lublinie, nazwiska zagazowanych. Niech pokażą zamknięte polskie uniwersytety. Wyliczą zburzone przez "nowych okupantów" polskie miasta. Nie, istnieją granice absurdu poza którymi dyskusja nie ma sensu. Dominacja sowiecka nad Polską i żydokomuna to jedno, a okupacja niemiecka jednak to było zupełnie co insze.

 

A jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości – to niech idzie do któregokolwiek lublinianina, który wtedy, w lipcu 1944 r. był w mieście. I niech zapyta co mieszkańcy zastali i zobaczyli, kiedy po wyparciu Niemców weszli na Zamek Lubelski. Jak krew z pomordowanych w ostatnich godzinach okupacji spływała po schodach donżonu, jak pulsowała jeszcze po dziedzińcu, jak w ciemnych strumieniach płynęła ze wzgórza w stronę ruin dzielnicy żydowskiej i polskiego Starego Miasta. I niech zapytają, czy coś takiego powtórzyło się w najczarniejszych nawet dniach stalinizmu.

 

Debilizm

 

Co do innych zmian zarządzonych przez PiS-owskiego wojewodę w Lublinie – cóż,  Hempla broniło dotąd tylko nieuctwo i nieoczytanie poprzednich dekomunizatorów, ale jego los i tak zawsze wydawał się przesądzony - bo odpowiada aż z trzech paragrafów: już pal sześć, że komunista, ale przede wszystkim neo-poganin i antysemita!  Kruczkowski… Za przymus czytania "Niemców" faktycznie należała mu się jakaś kara, ale gdyby eliminować z nazewnictwa wszystkich nudnych pisarzy - to mielibyśmy mnóstwo numerowanych tylko ulic, bo przecież nawet papież by się nie ostał...Co zaś się tyczy represyjności  Seidlera  - opowiadano mi takie zdarzenie:

 

Stan wojenny, dwójka pracowników naukowych UMCS przyłapana na działalności w konspirze. Trwa Senat uczelni, przemawia partyjny docent  Pieniążek. Ton - znany - dla takich czarnych owiec nie ma miejsca na socjalistycznym Uniwersytecie! Wiadomo, że wniosek na koniec mowy może być tylko jeden: dyscyplinarki i wilcze bilety.

 

 Mowa oskarżycielska zbliża się do finału. Nagle drzemiący swoim zwyczajem w pierwszym rzędzie staruszek Seidler przebudza się, podnosi i rzuca głośno: "Tak jest, tow. Antoni ma rację! Dlatego proponuję - po naganie!". A autorytet i plecy ex-rektora są tak duże, że nikt nie ośmiela się nawet pomyśleć o wniosku dalej idącym.

 

Z perspektywy trzeba stwierdzić, że Grzegorz Leopold Seidler okazał się po prostu za łagodny... Gdyby bowiem ci wszyscy komuniści, a nawet Sowieci i tym podobni byli rzeczywiście tak absolutnie źli i diabolicznie wyłącznie źli, jak to się dziś nieświadomej młodzieży tak łatwo wmawia – to by naprawdę nie miał kto dziś zdejmować tabliczek z ich nazwiskami. A gdyby wielu z nich nie było – to ciągle jeszcze obecna ulica 1 Armii Wojska Polskiego wciąż nazywałaby się Litauer Strasse. A w gmachu, w którym dziś urzęduje wojewoda Czarnek – siedziałby jakiś następca gubernatorów  SchmidtaWendler aZörner. A zamiast IPN i PiS w mieście i dystrykcie panoszyłby się SS-Gruppenführer  Odilo Globocnik.

 

Konrad Rękas

 

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031