Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
756 postów 335 komentarzy

Gomułka czy Gierek?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Który "Pierwszy" jest pierwszym w świadomości Polaków - i czy zasłużenie?

Przedstawiamy zapis kolejnej wirtualnej dyskusji, której uczestnicy wprawdzie zostali przy swoich zdaniach, ale za to wymienili kilka interesujących (być może) myśli na temat dwóch postaci kluczowych dla historii PRL i ich polityki. Rozmowa odbyła się na kanwie książki  Piotra Gajdzińskiego  „Gomułka. Dyktatura ciemniaków”, a po zagajeniu redaktora naczelnego „Myśli Polskiej”  Jana Engelgarda  - gawędzili sobie  Andrzej Szlęzak, b. prezydent Stalowej Woli oraz red.  Konrad Rękas.

 

Jan Engelgard: Nie, to nie jest solidna, naukowa biografia, to zarys popularny. U autora widać wyraźnie pewną fascynację tą postacią, którą pokrywa co jakiś czas ideologicznymi tyradami i groteskowymi tytułami rozdziałów (nie mówiąc już o głównym tytule), tak żeby ktoś czasem nie uznał, że propaguje "system totalitarny". To jest bardzo denerwująca maniera współczesnych autorów, którzy tak samo jak w czasach stalinowskich dają daninę propagandowego bełkotu w każdym wstępie i w każdym rozdziale.

 

Kuriozalna jest też opinia na okładce  Mariuszu Urbanka, który przekonuje, że Gomułka mógł w 1956 wejść do panteonu narodowego i "wywalczyć wolność", ale musiałby uwolnić się od zależności od "moskiewskich genseków". To bzdurna opinia, oderwana od rzeczywistości,  Imre Nagy tego spróbował i długo nie pożył. Gomułka był mądrzejszy, wywalczył prawie maksimum niezależności jaka była wtedy możliwa. Był jedynym przywódcą Polski, który był w stanie powiedzieć "nie" zarówno  Stalinowi, jak i  Chruszczowowi. Oto jeden z fragmentów książki dotyczący roku 1948, kiedy  Berman  i spółka usuwali Gomułkę ze stanowiska:

 

"Gomułce została jeszcze jedna deska ratunku - Józef Stalin. Wysłał do niego list, a w listopadzie 1948 roku został zaproszony na Kreml. Odbyli długą rozmowę, podczas której sowiecki dyktator namawiał „Wiesława" do wejścia do Biura Politycznego. Polski polityk miał też nadal sprawować funkcję wicepremiera i kierować Ministerstwem Ziem Odzyskanych. On jednak odrzucił tę propozycję; zgodził się jedynie pozostać w składzie KC. Ostro zareagował na to uczestniczący w spotkaniu  Beria, ostrzegając Gomułkę, że „towarzyszowi Stalinowi się nie odmawia". Ale Gomułka to zrobił. To był akt jeszcze większej odwagi".

 

Andrzej Szlęzak:  Nie ma powodów do zachwytów Gomułką. Człowiek ogranicz ony intelektualnie, ideowy komunista (to ciężki zarzut w przypadku głowy państwa), mógł wiele, a skończyło się gospodarczym dziadostwem, najazdem na Czechosłowację i strzelaniem do robotników. Podobnie  Jaruzelski  (też ideowy komunista), który w stanie wojennym mógł wiele, zwłaszcza w gospodarce, a nie zrobił nic.

 

Konrad RękasPan Prezydent jest Czechem? To chyba lepiej, że raz myśmy kogoś najechali, a nie ktoś nas... Strzelanie do robotników miało zaś na celu odstrzelenie przede wszystkim Gomułki, więc był raczej ofiarą, niż sprawcą.

 

ASz:  Najeżdża się, żeby coś zyskać. W najeździe na Czechosłowację niczego ówczesna Polska nie zyskała nie licząc hańby z tego wynikającej. Można się nadal spierać kto wydał zgodę, rozkaz albo sugestię, żeby strzelać, ale to Gomułka doprowadził do kryzysu i nie miał pojęcia jak go rozwiązać. Inna sprawa, że rozwiązanie tego kryzysu byłoby rozwiązaniem tego systemu. Ofiarą to Gomułka był tylko w takim sensie, że nie odkrył intrygi przeciwko sobie. O takiej ofierze mówi się z lekceważeniem, a nie współczuciem.Frajer to chyba lepsze określenie na los Gomułki.

 

KR:  A to zgoda, zmontowali mu intrygę pod nosem. Co do Czechosłowacji natomiast - obiektywnie w interesie Polski było niewypadnięcie CSSR z Bloku Wschodniego i niewzmacnianie w ten sposób RFN, zatem interwencja spełniła także swoje zadanie dla polskiej racji stanu.

 

ASz:  W najeździe na Czechosłowację nie było żadnego polskiego interesu. Gdyby ten kraj wypadł spod sowieckiej dominacji, to mielibyśmy całkiem długa granicę z państwem neutralnym albo z EWG. To byłaby rzeczywista korzyść. Na ile byłoby to wzmocnienie RFN można dyskutować. Ostatecznie Czesi byli i są wrażliwi na pamięć o Niemcach sudeckich.

 

KR:  Stanie się państwem granicznym by się nam opłaciło? A jak? Widzi Pan, podejrzewam, że możemy się przekomarzać długo, zapewne bowiem odmiennie widzimy interes geopolityczny Polski w tamtym okresie. Udział w Bloku Wschodnim był z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego optymalny, interesować nas zatem powinna (z czasem, gdy stała się możliwa, ale przecież nie w '68) wewnętrzna ewolucja Bloku i wzmacnianie w nim pozycji Polski (czemu akurat interwencja służyła), a nie jego rozwalanie i wzmacnianie ośrodków geopolitycznie wrogich.

 

ASz:  Jeśli chodzi o geopolitykę, to w tamtych latach w RFN rządziła ekipa, z którą najłatwiej można było dogadać się co do granicy na Odrze i Nysie. Udział w najeździe na Czechosłowację w niczym nie wzmocnił pozycji PRL-u w bloku sowieckim. Był tylko potwierdzeniem, że Gomułka sowietom nie podskoczy i tego, że dobrze rozumiał, iż Czechosłowacja może być zagrożeniem dla jego rządów. Twierdzę jednak, że przedłużanie rządów Gomułki było sprzeczne z polskimi interesami.

 

KR: Ciekawe. Czemu?

 

ASzRządy Gomułki prowadziły do ekonomicznej katastrofy i technologicznego zacofania o innych problemach nie wspominając.

 

KR:  Mówimy o realiach gospodarki nakazowo-rozdzielczej i planowej, bo inna wówczas możliwa nie była. Czy gierkowskie przeinwestowanie było lepszą drogą (bo przecież omawiamy opcje realnie wówczas dostępne)? Do gomułkowszczyzny zresztą próbowano nawiązywać w latach 80-tych, choć prof.  Bobrowskiego  częściej pokazywano w telewizji, niż realnie słuchano. Polityka Gomułki była ostrożna, a to chyba najlepsze, co mogło nas w tamtej epoce spotkać. W istocie zresztą w 1970 r. czas Gomułki dobiegał powoli końca, z czego zdawali sobie sprawę także jego zwolennicy i pytaniem było raczej, czy po „Wiesławie” nastąpi kontynuacja w wykonaniu  Kociołka, czy liberalizacja a’la  Tejchma. Puczyści grudniowi po prostu zadziałali szybciej.

 

ASz: To nieprawda, że inna gospodarka nie była możliwa.  Kadar  radził sobie o niebo lepiej. Gomułka w niczym nie próbował przesuwać granicy tego co mogło być możliwe. Choćby kwestia dostaw obowiązkowych w rolnictwie, które zniesiono za Gierka. O tym, że polityka gospodarcza Gierka mimo zadłużenia była lepsza dzisiaj już wiadomo. Polityka gospodarcza Gomułki nie była ostrożna, to była polityka ekonomicznego idioty. Cała polityka gospodarcza lat osiemdziesiątych była anachroniczna i czy by wprowadzono pomysły Bobrowskiego (przyznaję, że nie znam ich), czy  Messnera  skończyłoby się tak samo. Gdyby w powiedzmy w 1985 albo dwa lata wcześniej wprowadzono ustawy  Wilczka  byłoby inaczej. Politycznie od strony Moskwy było to już możliwe, ale Jaruzelski to był ekonomicznie tak samo zakuty łeb jak Gomułka i większość trepów wokół niego również.

 

KR:  Polityka gierkowska, pomijając pułapkę kredytową i chaotyczność, brak powiązania z realnymi możliwościami kapitałowymi, infrastrukturalnymi i surowcowymi - przede wszystkim ukierunkowana była na pobudzenie i zaspokojenie potrzeb konsumpcyjnych, którego to procesu nie udało się powstrzymać. Z jednej strony obciążało to gospodarkę (także w związku z dominującą w polskich gospodarstwach domowych skłonnością do tezauryzacji w towarze[i]), jak przede wszystkim przeorało świadomość - aparatu, który przez następne 20 lat kombinował jak się uwłaszczyć i pozbyć niepotrzebnej nadbudowy i władzy politycznej - oraz społeczeństwa, które stało się podatniejsze na manipulacje opozycji.

 

 

 

Gierka bronią głównie jego decyzje w polityce rolnej, w tym zwłaszcza zniesienie dostaw obowiązkowych i faktyczny postęp technologiczny. Dla polskiej wsi zdecydowanie był to w PRL (a i chyba do dziś) czas najlepszy. Drugim sukcesem lat 70-tych – był boom mieszkaniowy, właściwie jedyny w naszej historii, niepozbawiony jednak błędów i niepotrzebnej kosztochłonności (wieżowce…!), typowej dla całej tej dekady[i].

Oczywiście, z dzisiejszej perspektywy dyskusja jest mocno abstrakcyjna.  Ceaușescu ogromnym kosztem ochronił swój kraj przed uzależnieniem zadłużeniowym - i niczego to w sytuacji Rumunii nie zmieniło, poza faktem, że sama zmiana zewnętrznego ośrodka nadrzędnego odbyła się siłowo, a nie finansowo. Również więc pisanie historii alternatywnych dla PRL nie ma większego sensu.

 

ASz:  Nie mam zamiaru pisać alternatywnej historii PRL-u. Tezę, że Gomułka mógł zrobić dużo więcej dla wzmocnienia pozycji PRL-u i rozwoju gospodarczego da się udowodnić, podobnie jak to, że reformy Rakowskiego - Wilczka można było wprowadzić pięć lat wcześniej. A swoją drogą nić tak nie osłabiło "Solidarności" jak liberalizacja gospodarki.

 

KRCo do końcówki lat 80-tych, to faktycznie sytuacja zmieniła się w ich połowie, gdy szerzej dopuszczono tzw. firmy polonijne i przedsiębiorstwa zagraniczne. Ustawy Wilczka tylko już trwający proces komercjalizacji utrwaliły i rozszerzyły. W istocie w okresie rządów Rakowskiego sytuacja ekonomiczna była opanowana, wystarczyło sztucznie nie podtrzymywać hiperinflacji, która budziła taką panikę nie będąc realnie zjawiskiem aż tak groźnym - a ta ostatecznie naturalnie by wygasła. Ten system zaczął w końcu działać, nie było natomiast politycznej i geopolitycznej woli jego utrzymania.

 

A wracając do Gomułki - no tu obaj się chyba zgadzamy, że nasza chata z kraja. Żaden z nas nie jest bowiem komunistą, zatem umielibyśmy wskazać rozwiązania znacznie zgodniejsze z polskim interesem narodowym niż te faktycznie zastosowane przez kolejnych władców PRL. Realnie jednak alternatywą dla Gomułki i to dopiero w 2 połowie lat 60-tych był bodaj tylko powrót  Zambrowskiego  i re-ubekizacja Polski, pod przykrywką "reformatorstwa". A to i państwu, i gospodarce mogłoby to tylko zaszkodzić.

 

ASz:  Alternatywą dla Gomułki byli "partyzanci" z  Moczarem  na czele. Próba przejęcia aparatu przez nich zaczęła się szerzej mniej więcej od 1963 roku. Kulminacja był "Marzec 68", ale w przypadku "partyzantów" Gomułka połapał się w sytuacji i w porę unieszkodliwił Moczara, który dodatkowo nie miał akceptacji Moskwy. Od połowy lat sześćdziesiątych "Puławy" nie były żadnym realnym zagrożeniem. Służyły jako straszak, głównie ideologiczny. Oni też próbowali coś ugrać w "Marcu 68", ale tu rozegrała ich moczarowska bezpieka i z punktu rozgrywki o władzę w KC "Żydy" okazali się pożytecznymi idiotami.

 

KR:  To mit. Generał był lojalny wobec "Wiesława", a działania jego zaplecza miały na celu raczej osłonięcie Gomułki przed atakiem neo-puławian.

 

ASz:  To mit. Tak sytuację przedstawiali sami moczarowcy, zwłaszcza po przegranej. Już od początku lat sześćdziesiątych żadnych "puławian" KC nie było.Tym bardziej nie było neo-puławian.

 

KRNigdy nie należy nie doceniać przeciwników. Zwłaszcza tych, którzy ostatecznie wygrali… Moczarem wstrząsnęła raczej niewdzięczność Gomułki i fakt, że dał on chyba wiarę doniesieniom RWE o rzekomej roli i celach "partyzantów". Oni sami zresztą poszli w rozsypce, co uczyniło ze  Szlachcica  jednym z głównych twórców puczu przeciw "Wiesławowi".

 

Generalnie zresztą tym, co właśnie obciąża Gomułkę, był jego opór (także motywowany względami osobistymi/rodzinnymi) przed dokończeniem procesu de-ubekizacji Polski (a także przed jego wcześniejszym rozpoczęciem, które ostatecznie przynajmniej w MSW i MON nastąpiło dość spontanicznie i oddolnie). To także spowodowało, że część młodszych kadr jakoś tam sympatyzujących z partyzantami - ostatecznie postawiła na Gierka. Ten jednak nie spełnił pokładanych w nim nadziei, sojuszników pozbył się szybko, praktycznie zwinął całą niezbędną dla trwania systemu nadbudowę, a nie niepokojonym partyjnym "liberałom" i rewizjonistom z „opozycji” pozwolił przepoczwarzyć się w nowe formy przetrwalnikowe - z czasem coraz bardziej destrukcyjne i szkodliwe.

 

Samo wspominanie czasów gierkowskich z sentymentem (poza, jak się zgodziliśmy – wsią) niczego na korzyść „Burbonów śląskich” nie rozstrzyga, dla siły ekonomicznej i potencjału rozwojowego narodu nie ma jednak większego znaczenia, czy był baleron w plasterkach – podobnie jak i zewnętrzne objawy indywidualnej konsumpcji nie równoważą obecnego upadku gospodarczego Polski.

 

Czy PRL w wersji gomułkowskiej byłaby efektywniejsza niż w wariancie gierkowskim? Pewnie nie. Czy miałaby więcej cech trwałości? Być może. Czy byłoby to lepsze? W 1989 r. nie miałem wątpliwości, że zachodząca zmiana MOŻE okazać się zmianą na lepsze dla Polaków. Z perspektywy tego jednak, co stało się w latach 90-tych trudno nie żałować, że została przeprowadzona TAK JAK ZOSTAŁA przeprowadzona. I jak to mówił kawał z 1980 r. - na pytanie "co słychać?" odpowiedź tych z dobrym słuchem nadal brzmi: "sardoniczny chichot Gomułki...".



[i] KR:Stosunek obywateli PRL do pieniądza był pochodną dwóch czynników - teoretycznie dużej siły nabywczej złotego, jednak przy ograniczonej dostępności dóbr na wymianę, a po drugie pamięci o niesławnej wymianie pieniędzy. Oba elementy skutkowały tezauryzacją w towarze, co czyniło cały system planowo-nadziałowy fikcyjnym oraz właśnie w dolarach, jako środku nieinflacyjnym. Zdjęcie z ludzi zasadniczej części kosztów życia skutkowało lekceważeniem przez nich własnego pieniądza i uzyskiwanych w nim zarobków, a równocześnie utrwalało sytuację pamiętaną przez wielu z żyjących w tamtych czasach jako gospodarka niedoborów.

 

[i] KR: Jest to swego rodzaju ponury żarcik historii. Głód mieszkaniowy był jednym z głównych katalizatorów niezadowolenia społecznego w latach 80-tych, tymczasem po 1989 r. – sytuacja uległa gwałtownemu… pogorszeniu, a jakakolwiek polityka mieszkaniowa zanikła. Obecnie zaś możemy mówić o paradoksie: tak jak  kiedyś na mieszkanie czekano (marudząc) te 9 lat, tak teraz się na nie przez lat 69 pracuje i spłaca kredyt, a jojczeć nie ma komu…

KOMENTARZE

  • te literaty to papugi systemu
    bełkot tych panów jest sowicie opłacany.
  • @ireneusz 20:07:44
    Odpocznij od komentowania.
  • Szanony Panie Konradzie...
    w pełni się z Panem zgadzam co do Gomułki. Jak wiemy z wypowiedzi Pana Albina Siwaka, Gomułka na zarzuty o pozostawieniu siermiężnej gospodarki dodawał : przede wszystkim, niezadłużonej.

    Zaś co do Gierka, to jak ny tu na niego nie patrzeć, to:
    - każdemu dał pracę. Widział patologiczne skutki bezrobocia i wolał by gospodarka ponosiła koszty rozbudowanej bazy kadrowej, niż koszty (nie tylko finansowe) resocjalizacji bezrobotnych
    - zlikwidował przedwojenny analfabetyzm (razem z Gomułką, który "Tysiącem szkół..." stworzył podłoże) i odbudował wybitą polską inteligencję, przede wszystkim techniczną, która była motorem....
    - wywindowania polskiej gospodarki na 10-te miejsce na świecie...
    - oboje wiemy że można by jeszcze długo tak wyliczać.
    Faktem jest, że za Gomułki i Gierka człowiek był widziany o wiele bardziej podmiotowo niż w tej teraz "odzyskanej" wolności, gdzie chyba już nikt nie ma wątpliwości, że zostaliśmy sprowadzeni do poziomu kapitalistycznego niewolnictwa.

    "Wolnorynkowi" liberałowie się pewnie oburzą, że niby jak to można miec takie "komunistyczne" poglądy.
    Więc niech porozmawiają z pracownikami wyrzucanymi za bramę kapitalistycznych zakładów, którzy "bezczelnie" upomnieli sie o Kodeks Pracy...
    Za tzw komuny, to Kodeksu Pracy uczyli w szkołach i nikt nie musiał się o to upominać, bo po prostu był ten Kodeks bezwarunkowo przestrzegany
  • @ireneusz 20:07:44
    A Ty znowu jak zwykle bełkoczesz. Jeszcze o tej porze jesteś na służbie?
    Płacą Ci chociaż za te nadgodziny?
  • @Jan Paweł 23:01:16
    Faktem jest, że Gierek musiał bardzo ciężko walczyć z sabotażystami gospodarczymi (te słynne już, wybudowane przez niego PGR-owskie tuczarnie trzody chlewnej, zaraz po otwarciu, chorobami, zarazami, doprowadzane do upadku i rozkradzenia. A każdy chyba potrafiłby wskazać jeszcze parę innych sposobów sabotowania gospodarki).

    To Gierek stworzył podstawy do rozwoju Społecznej Gospodarki Rynkowej (tzw małego kapitalizmu - indywidualnej działalności gospodarczej, ograniczonej przez państwo do rozmiarów, nie zagrażających temu państwu).
    To za Gierka powstawali pierwsi prywaciarze, badylarze, sklepikarze, zakłady usługowe itd...
    Czy potrafimy sobie wyobrazić jak wyglądała by dzisiaj Polska, gdybyśmy wtedy Gierkowi rzeczywiście pomogli a nie śmiali się z tego jego hasła: POMOŻECIE? (wtedy Górnicy w Spodku, głośno odpowiedzieli POMOŻEMY. I rzeczywiście pomagali, ale za to w całej Polsce, szczególnie w Warszawie, pod samochody wrzucano im palące się gazety, za to że nie strajkowali, tylko uczciwie pracowali. Warszawa rzucała palące się gazety pod samochody i teraz zapłaciła już 70tyś eksmisji na bruk. A jak wiemy, Warszawę budowała wtedy cała Polska)

    Za Gierka ludzi do tego stopnia widzieli swoje perspektywy, że na potęgę rodzili dzieci i pod koniec epoki Gierka było nas już ok 40mln (teraz szacuje się że znowu nas Polaków, jest tak jak po wojnie czyli ok 26mln) a prognozy mówiły, że w 2000 roku miało nas być już 60! mln...
    Czy Niemcy (amerykańska kolonia) mogły na to pozwolić?
  • @Jan Paweł 23:22:10
    Potrafimy zobie wyobrazić, jak wyglądała by Polska, gdyby na tej państwowej bazie gospodarczej rozwijała się ta indywidualna działalność gospodarcza?
    Polacy wtedy mieli wyjątkową siłę nabywczą, która doprowadziłaby z jednej strony do lawinowego rozwoju tego polskiego prywaciarstwa a z drugiej, odpływ kadry z gospodarki państwowej do tej indywidualnej (coraz lepiej zarabiającej) musiałby spowodować wzrost wydajności i w konsekwencji płac w sektorach państwowych.
    Czy ktoś wtedy marzyłby o kapitaliźmie? o wyjeździe na Zachód? jak to wtedy za Solidarności żeśmy marzyli...
  • @Jan Paweł 23:22:10
    W pełni podzielam Twój pogląd.
    Kto by pomyślał, że nadejdzie taki dzień kiedy przyjdzie mi dużo bardziej cenić Gomułkę czy też Gierka od dzisiejszych przywódców tzw. "wolnej Polski".
    Taki Kaczyński przy Gierku to zwykły polityczny liliput.
  • @autor
    najistotniejszym (ale najmniej spektakularnym) był Cyrankiewicz.
    W sumie ok. 20 lat kierowania rządem....
  • Oj, słabiutko znamy historię i w polityce też nie najlepiej się orientujemy
    (Tytuł komentarza odnosi się do wszystkich do bohaterów opisanej dyskusji.)

    Imre Nagy - kanalia i głupiec współpracująca z syjonistycznym żydostwem. To, co w 1956r. stało się na Węgrzech było pierwszą, nieudaną, próbą demontażu bloku wschodniego, któremu patronowały USA.
    Od lat 1930. żydo-bolszewiccy zbrodniarze byli usuwani ze stanowisk w ZSRR. Była to wielka polityczna gra "pałacowa" realizowana przez J.Stalina.
    W państwach Europy Środkowej proces odsuwania żydo-bolszewickich zbrodniarzy od władzy wystąpił dopiero od 1955r. Był to więc dogodny i jak obawiali się Żydzi, ostatni moment na przejęcie przez nich władzy i rozbicie bloku wschodniego.
    Niestety, ani w ZSRR, ani w pozostałych państwach socjalistycznych nigdy nie zlikwidowano żydowskiej V kolumny z obawy przed międzynarodowym wrzaskiem Żydów i zablokowaniem wymiany handlowej państwom socjalistycznym. Z tego też powodu w PRL nie zdecydowano się powierzyć M.Moczarowi funkcji I sek. PZPR.

    Rezultaty tej krótkowzrocznej polityki ówczesnych władz w państwach socjalistycznych okazują się dzisiaj tragiczne w skutkach.
    Niech będzie przestrogą dla nas wszystkich to, co spotkało nacjonalistycznego przywódcę Rumunii, N.Ceaușescu, który nie chciał dopuścić do żydowskiej rebelii i przejęcia władzy przez żydostwo (został zamordowany w 1989r. przez agentów KGB ZSRR - ?,!) - Międzynarodowy Żyd nigdy nie ma skrupułów w dążeniu do swego celu.
    Jak więc widać tolerancja dla wroga to głupota, za którą płaci cały naród.
  • Czy ten Andrzej Szlęzak jest ograniczony umysłowo?
    Czy to po prostu jakiś wredny żyt?

    Ile mu za ten bełkot płacą?

    Ciekawa jestem, ile on osiągnął w Stalowej Woli i nie mam tu na myśli zysków własnych i ciekawa jestem, co on by osiągnął w Polsce dla Polski na miejscu Gomułki, w rolniczym kraju zniszczonym po wojnie i z wielkim bratem patrzącym przez ramię.

    "Od połowy lat sześćdziesiątych "Puławy" nie były żadnym realnym zagrożeniem. Służyły jako straszak, głównie ideologiczny. Oni też próbowali coś ugrać w "Marcu 68", ale tu rozegrała ich moczarowska bezpieka i z punktu rozgrywki o władzę w KC "Żydy" okazali się pożytecznymi idiotami."

    Poważnie? Żydy okazali się pożytecznymi idiotami, czy może ówcześni studenci, z ktorych część do dzisiaj jest przekonana, że walczyli o wolność Polaków, a nie o władzę dla żydów?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031