Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
756 postów 335 komentarzy

Wojny Klonów

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jak wiadomo nikt nie jest w Polsce tak przenikliwy, jak były (najlepiej – emerytowany!) premier, nikt nie ma tak świetnych recept na ratowanie publicznych finansów – niż były ich minister.

 

 

I nie ma większych patriotów niż ci, co właśnie utracili stanowiska w rządzie.

 

Już po zupełnie nijakiej babie, z której przez dwa lata podśmiewywali się nawet niektórzy zwolennicy PiS – płakano w niektórych dotąd opozycyjnych środowiskach jak po pożarze Jasnej Góry. Teraz nagle okazuje się, że twardym, narodowo-katolickim rdzeniem rządzącego obozu byli  Antoni Macierewicz  z  Witoldem Waszczykowskim. Jakże strasznie trzeba mieć życie emocjonalne i uczuciowe (a intelektualnego w ogóle), by nagle wybuchać erupcją oddania, tęsknoty i miłości do takich indywiduów?!

 

Beck(a) z Waszcza

 

Znamy takich aktorów zawodowych, których występy nie różnią się pojawienia w filmie naturszczyków. U jednych (np. u nieodżałowanego  Maklakiewicza) to objaw niekwestionowanego talentu. U większości (nazwiska pomińmy) – to kwestia jego całkowitego braku. Tak czy siak jednak jednych i drugich łatwo pomylić dajmy na z grającymi w „telenowelach dokumentalnych”.

 

Otóż Waszczykowski całą swoją amatorszczyzną, niezgrabnością, gafami i nieumiejętnością powiedzenia czegokolwiek spójnego i z sensem – sprawiał wrażenie właśnie gościa złapanego na stawkę godzinową do zagrania w jakichś „Dramatach na złomowisku”, czy czymś w tym guście. Zwłaszcza po dymisji – nagle uczyniło go to dla niektórych sympatycznym. „Swój chłop, nie to co te żydy z MSZ!” – zaczęto powtarzać, jakby Waszczu to był jakiś  Jasio Ulanicki  robiący „Buuuu!” bubkowi z dyplomacji. A jemu to przecież wychodziło niechcący!

 

Waszczykowski to wszak układ z układu, napletek z napletka, atrament wymieszany z gównem – typowy MSZ-owiec, jak wszyscy „szefowie dyplomacji” III RP (może poza jedną  Hogathą  powołaną przez poprzedni rząd PiS) pnący się po szczebelkach środowiska, w którym nawet o obsadzie stanowiska sprzątaczki decyduje zagranica. A tu nagle robią z niego krzyżówkę  Becka  z  Rapackim

 

Zapamiętajmy raz na zawsze –  ministrów spraw zagranicznych mianują w III RP jej zewnętrzni zwierzchnicy i tam nigdy naszego nie będzie, zawsze będą „nasi” (podobnie jak i tradycją jest mianowanie największego świra ministrem finansów i identycznie nie doczekamy się pewnie za naszego życia naprawdę polskiego prezydenta). Oni wszyscy mają i mieli „promocja  Geremka” nawet jeśli nie w papierach – to wżartą w nich samych.

 

Minister nieudanej obrony

 

Z Macierewiczem rzecz jest ciekawsza, nie tylko ze względu na to, że w przeciwieństwie do Waszczykowskiego – to jednak jest ktoś. Interesująca była jednak przede wszystkim zastosowana przez szefa MON forma nomen omen obrony. Jak niektórzy być może pamiętają - w nieboszczce Partii co poniektórzy członkowie Politbiura jako tako się dochrapawszy albo rzeczywiście byli już bezpośrednio podwieszeni pod jakąś ważną grupę na Kremlu, albo przekonująco udawali, że podwieszeni są. A sprawdzać nawet Pierwszym - bywało i niezręcznie, i niebezpiecznie. Teraz jest tak samo, tylko kierunek podwieszenia się zmienił – i na to liczył zapewne Macierewicz eksponując swoje prawdziwe czy urojone bliskie związki z USA w sposób, który nawet najbardziej pro-sowieckim aparatczykom PZPR w życiu nie przeszedł chyba przez myśl w czasach, gdy Kreml zastępował obecny Biały Dom. Na nieszczęście dla ministra – Kaczyński albo go jednak sprawdził, albo zaryzykował,  albo ma mocniejsze podwieszenie – albo wreszcie ten jego rak jest bardziej zaawansowany, niż wszyscy sądzą.

 

Po drugie – Macierewicz prowadził obronę smoleńską. Powracająca wzmożona fala materiałów zamachowych oznaczała, że szef MON cienkim głosem wzywał swych zwolenników: "Ratujcie, WIADOMO KTO chce mnie utrącić u progu Prawdy!". I zainteresowani ludzie odpowiadali na wezwanie – choć przecież dowcip polegał na tym, że w ten sposób ci najbardziej pragnący "ujawnienia prawdy o Smoleńsku" - działali dokładnie PRZECIWKO podaniu jakichkolwiek wiążących ustaleń przez Macierewicza i jego podkomisję – skoro ci czynili wrażenie, że tylko oni mogą „dojść prawdy”, a zatem mogą zostać zdymisjonowani dokładnie dzień po dojściu. I znowu jednak – Kaczyński zagrał va banque uznając widać, że co tam się nie ogłosi – chwała równie dobrze może opromienić  Błaszczaka. Ponadto zaś z góry wiadomo przecież – że czego by nie napisano w raporcie i tak już wszystkich świrów się nie zadowoli, zawsze będzie ktoś mówiący „nie, nie, jednak ukryli ten wątek z laserem! Nie, panie, tam aż 160 zastrzelili, nie tak było…!” – i będzie można tę szurię kanalizować tęsknotą za Macierewiczem: „Ho, ho – Antoni, ten by wszystko wykrył, ale mu nie dali!”.

 

Dziwne, historia polityczna III RP to nie jest jakaś zamierzchła przeszłość bez źródeł – a mimo to wciąż jej obserwatorzy zachowują się, jakby zdarzało się coś nowego. Już w 1993 r. Jarosław Kaczyński bez mrugnięcia okiem pozbył się przecież całego wariackiego zaplecza swojej koalicji PC-Zjednoczenie Polskie, chociaż sam ich przecież nakręcał bardziej, niż gdyby im leki pochował. Ciach, jednym ruchem pozbył się tego wszystkiego, co dziś jest mentalnie Klubami GaPy i tym podobnym tałatajstwem, otrzepał się i stwierdził, że znowu jest europejskim politykiem centrowym. Umówmy się – to naprawdę nie ma przecież znaczenia jakie role grają w III RP poszczególni partyjniacy, zwłaszcza ci post-solidarnościowi! Ich miejsce na scenie jest czysto opcjonalne!

 

Nadrzędna zasada PiS

 

Ponadto – i to akurat jest constans - PiS wszystko co robi w polityce międzynarodowej - czyni na użytek krajowy. A jednocześnie to, co wyczynia w kraju - wynika z faktu całkowitej zależności PiS-u od ośrodków zagranicznych. Partia ta to taki komentator sportowy w słuchawkach z obciętych PET-ów: powtarza co słyszy, a słyszy co powtarza...

 

Również więc i ostatnie zmiany personalne - mają charakter wewnątrzkrajowy, jak wszystkie dokonywane w ramach obozu rządzącego Polską. W tym przypadku Jarosław Kaczyński zdecydował się na krok niestandardowy - i poświęcił po prostu ministrów mających najgorszą prasę, najbardziej wyśmiewanych i krytykowanych w internecie - słowem postąpił jak PR-owiec czuły na wahnięcia opinii publicznej, a nie srogi dyktator pracy do celu bez oglądania na koszty, jak bywa przedstawiany. Wykonany ruch może być odebrany jako nadanie gabinetowi  Morawieckiego  cech bardziej technokratycznych, jako gest w stronę centrum i własnych wyborców nieco zażenowanych marna opinią Macierewicza,  Szyszki  czy Waszczykowskiego. Przede wszystkim jednak to wyraźne oczyszczenie przedpola samemu premierowi, który nie ma teraz w rządzie niemal nikogo, kto mógłby uchodzić za samodzielnego lidera całego obozu Zjednoczonej Prawicy (Zbigniew Ziobro Jarosław Gowin mają pozycje ograniczone swoją rolą "koalicjantów PiS"). Wygląda to więc niemal na namaszczenie na delfina, następcę Kaczyńskiego, a przynajmniej kandydata PiS w kolejnych wyborach prezydenckich. Tyle tylko, że w PiS-e takie wyniesienie równie dobrze może być pierwszym krokiem do stracenia ze skały, kiedy już marzący o następstwie przestanie być potrzebny. Zwłaszcza, że dymisja Antoniego Macierewicza dodaje mu w oczach zwolenników heroicznego uroku, zaś ewentualne przesunięcie na fotel marszałka Sejmu - uczyni go  naturalnym kandydatem radykałów PiS-owskich przeciw każdemu innemu prezydenckiemu pretendentowi z tego środowiska.  Słowem – to wciąż są rozgrywki diadochów, a najlepszym komentatorem sceny politycznej III RP na tym etapie wydaje się być Yoda, bo zaiste, chyba „Klonów Wojny rozpoczęły się…”.

 

A czy zmiana ma jakiekolwiek znaczenie międzynarodowe? Nie[i].

 

Konrad Rękas



[i] Jeśli jeszcze jeden Rosjanin zapyta mnie z nadzieją, czy po tych wiekopomnych zmianach w rządzie wreszcie nastąpi pojednanie polsko-rosyjskie, Polska przestanie się wygłupiać i dogadamy się we wspólnym, dobrze pojmowanym interesie - to naprawdę stwierdzę, że Polacy utracili niekwestionowaną dotąd palmę pierwszych naiwnych wśród narodów słowiańskich.

A swoją drogą to rozczulające poważnym traktowaniem polityki III RP podejście dowodzi tylko - ile wciąż dobrej woli zostało po tej sercoszczypatielnej, rosyjskiej stronie...

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031