Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
806 postów 369 komentarzy

„Niewdzięczna Kambodża!”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zdaje się, że kolejny kraj urywa się Amerykanom ze smyczy.

 

Niespełna dwa lata temu, nagradzany częściej od  Wałęsy, utytułowany bardziej niż  Tusk i zachwalany w sposób nieosiągalny dla  Dudy  - kambodżański przywódca, Hun Sen nagle ogłosił, że może i było miło, ale już wystarczy bycia „prymusem Zachodu”, nie ma też co oglądać się za bardzo na mocno nadopiekuńczy w swoim czasie Wietnam - i czas poszukać sojuszników lepiej zabezpieczających khmerskie interesy[i]. Zanim Amerykanie i reszta glob-finansjery (traktującej dotąd Kambodżę gorzej niż król  Leopold  swoje Kongo) pozbierali szczęki ze szklanych podłóg – zmiana zdążyła się utrwalić, a khmerski Jednooki Lis rozbroił wszystkie po podrzucane mu w okresie „liberalizacji” i „demokratyzacji” łajnobomby „społeczeństwa otwartego”.

 

Zapoczątkowany latem 2016 r. zwrot trwa bowiem w najlepsze do dzisiaj."Chińscy liderzy szanują mnie i traktują mnie jak równego sobie", podkreślił (oczywiście na swój ulubiony sposób, tj. przez osobiście zarządzany profil na FB) Hun Sen w lutym 2018 r., otwierając wybudowany za 57 milionów dolarów (z Chin) most w prowincji Stung Trang i już wprost pozwolił sobie na złośliwość wobec Zachodu: "Pozwólcie, że zapytam tych z was, którzy oskarżają mnie o nadmierne zbliżenie z Chinami: Co nam ofiarowaliście, poza wyzwiskami, karami i groźbami nałożenia sankcji?”. Jednooki Lis wie co pisze, w końcu po momencie konsternacji kambodżańskim manewrem – zwłaszcza ze strony Stanów Zjednoczonych brzmią równo głosy oburzenia na „khmerską niewdzięczność”. Jeszcze w lutym  Donald Trump  zapowiedział zakończenie „pomocy USA dla Kambodży”, a media zachodnie, z NYT uderzają w znany ton, udostępniając co chwilę łamy „kambodżańskim opozycjonistom” biadającym nad „staczaniem się kraju na powrót do totalitaryzmu”. A w tym samym czasie Chiny np. prezentują Phnom Penh 100 tankowców z uzbrojoną ochroną.

 

Hun Sen doskonale wie, że może nic sobie nie robić z zachodnich wypominków, zawczasu rozbroiwszy wszelkie hodowane w okresie odwilży z Zachodem ośrodki „społeczeństwa otwartego” i tym  podobne jaczejki, oczywiście upozorowane na „demokratyczną opozycję”. We wrześniu 2017 r. do aresztu trafił Kem Sokha, lider Kambodżańskiej Narodowej Partii Ocalenia, ugrupowanie zostało zdelegalizowane, a jego działaczom zakazano dalszej aktywności politycznej.Zachód podniósł rytualny krzyk, nieco jednak początkowo półgębkiem, nie chcąc narazić się na realną kontrakcję Phnom Penh, choćby przeciwko… zachodnim inwestycjom w kraju. Mechanizm infiltracji i skorumpowania Khmerów okazał się bronią obosieczną! Lis rozumiał bowiem świetnie, że nawet pro-zachodnia polityka nie zabezpieczy jego pozycji, a dalsza liberalizacja – zaprowadzi go tam, gdzie  Husajna  i  Kadafiego, i gdzie miał trafić  Asad. A na to kambodżański przywódca okazuje się po prostu za sprytny. W końcu wyspecjalizował się w trudnej sztuce przeżycia – i wygrywania. Przede wszystkim – wygrywania dla siebie i swojego kraju geopolitycznych konieczności. I w tym właśnie okazał się być mądrzejszy od swych dawnych towarzyszy, a późniejszych śmiertelnych wrogów, Czerwonych Khmerów.

 

Żeby choćby pomyśleć o urwaniu się Zachodowi – Kambodża musiała zdobyć ku temu pewne podstawy, jednocześnie zresztą mogące stanowić zagrożenie dla procesu emancypacji, systemu władzy, a nawet całej tkanki społecznej (co znamy przecież z doświadczeń środkowoeuropejskich). Khmerom udało się osiągnąć w zeszłym (2017 r.) roku wzrost gospodarczy o 6,9 procent. Dla porównania, o ile w 2005 r. ponad połowa mieszkańców kraju żyła poniżej progu nędzy – o tyle obecnie jest to mniej niż 14 proc. Inaczej jednak niż 17. kwietnia 1975 r. (kiedy to do Phnom Penh, jednego wielkiego amerykańskiego kompradorskiego burdelu wchodziły oddziały Angkar Loe[ii]) dysproporcje socjalne, acz istniejące i rosnące – nie wiążą się z tak ostrą dychotomią, wykluczającą koegzystencję. Jasne, jak wszędzie – względy wzrost poziomu życia przynosi za sobą wzrost potrzeb konsumpcyjnych, co starał się i nadal próbuje wykorzystywać Zachód, podsuwając znane zwłaszcza w naszej części świata pozornie łatwe wzorce. Sięgnięcie po kapitał chiński ma ułatwić ucieczkę z pułapki zachodniego kapitalizmu. I chociaż ortodoksyjni krytycy Hun Sena podnoszą, że to faktycznie tylko zmiana kierunku, którym system ten wlewa się do Kambodży (w końcu chińscy inwestorzy budują tam m.in…. kasyna) – to z punktu widzenia Phnom Penh kluczowe jest jednak zachowanie kontroli narodowej nad całym procesem – czy mowa jest o rewolucji, czy jej ideologicznym zaprzeczeniu. A to z kolei może służyć większej korzyści, także dla Polski – zbliżeniu do utrwalenia wielobiegunowego ładu światowego. Bo tym razem Khmerzy nie atakują już amerykańskiego „słoneczka narodów” samymi motykami.

 

Konrad Rękas

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930