Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
837 postów 397 komentarzy

Polska, Unia, Ameryka

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Żeby dobrze zrozumieć sytuację geopolityczną Polski ostatnich 29 lat – musimy uświadomić sobie, że przez cały ten okres dla elit III RP jedynym dopuszczalnym programem była przynależność państwa do struktur zachodnich.

 

Nie ma życia poza UE i NATO?

 

Nie było i nie ma pod tym względem większych różnic między głównymi partiami politycznymi, a publiczne zakwestionowanie członkostwa Polski w Unii Europejskiej i NATO oznacza postawienie się poza głównym nurtem politycznym, atak, a w najlepszym razie wyśmianie przez media i uznanie za „niebezpiecznego oszołoma”. W przypadku zaś, gdy przedstawia się alternatywę dla podporządkowania Zachodowi – wówczas oskarżenia stają się jeszcze poważniejsze, aż po zdradę stanu i szpiegostwo włącznie. Doświadczył tego zwłaszcza  Mateusz Piskorski, który od dwóch i pół roku znajduje się w areszcie właśnie za wskazanie jak uzależnienie od struktur zachodnich skutkuje eksploatacją gospodarczą Polski i zagrożeniem bezpieczeństwa państwa polskiego. Jak widać więc – nie ma miejsca na inną krytykę niż taka, która chwali i wzmacnia „sojusze” w ramach UE i NATO.

 

Kaczyński – człowiek obcych interesów w Polsce

 

Oczywiście bowiem w obrębie opcji zachodniej – zdarza się zróżnicowanie akcentów. I tak, jeszcze w latach 90-tych za „partię niemiecką” w Polsce uchodziło Porozumienie Centrum, ówczesna partia  Jarosława Kaczyńskiego, dziś lidera rządzącego Prawa i Sprawiedliwości. PC powstało na zlecenie i za pieniądze Fundacji  Adenauera, finansowego ramienia niemieckiej CDU, a sam Kaczyński zabiegał o jak najlepsze zabezpieczenie interesów niemieckich w Polsce. To w wyniku przemian gospodarczych lat 90-tych lobbyści niemieccy w Polsce zlikwidowali większą część polskiego przemysłu potencjalnie konkurencyjnego dla Niemców, a jego resztę (np. znaczną część cukrownictwa) przejęli, pozostawiając na terytorium RP mało skomplikowane montownie, za to ściągając do siebie polskich gastarbeiterów. W efekcie  pod względem ekonomicznym Polskę należy obecnie traktować po prostu jako część Wielkich Niemiec – i to jest to skutek m.in. starań Kaczyńskiego.

 

Z kolei od strony politycznej – to również Jarosław Kaczyński i jego brat, prezydent  Lech Kaczyński  są odpowiedzialni za podporządkowanie Polski Unii Europejskiej przekształconej w wyniku wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego w superpaństwo. Tylko narody Europy Wschodniej bywają oszukiwane, że UE pozostaje nadal tylko związkiem suwerennych państw, niczym EWG w czasach  de Gaulle’a  i Adenauera. Na Zachodzie nikt nie bawi się w takie propagandowe wygibasy –  UE jest państwem, bo ma atrybuty państwa: ludność, określone terytorium, wyznaczoną władzę wykonawczą, osobowość prawną i zdolność do utrzymywania do utrzymywania stosunków z innymi państwami, a przede wszystkim stanowi prawo bezwzględnie obowiązuje na terytorium Unii. Tego ostatniego doświadczyła właśnie… Polska, próbująca zmienić niektóre przepisy dotyczące organizacji własnego sądownictwa. Europejski Trybunał Sprawiedliwości po prostu uznał, że takie przepisy obowiązywać nie mogą – więc nie obowiązują. Paradoks polega na tym, że polityka wewnętrzna Kaczyńskiego w Polsce została w ten sposób skompromitowana w wyniku regulacji obowiązujących w Polsce… dzięki Kaczyńskiemu!

 

Dopiero wiedząc to wszystko trzeba uświadomić sobie, że  nie można ani Prawa i Sprawiedliwości uważać za „partię antyeuropejską”, ani Jarosław Kaczyński w najmniejszym nawet stopniu nie jest przeciwnikiem Unii Europejskiej.  Przeciwnie – gdyby Kaczyński nie przejął i nie spacyfikował realnie anty-europejskich nastrojów w Polsce, z pewnością byłyby one silniejsze, a w każdym razie możliwe byłoby realne oszacowanie wszystkich skutków przynależności Polski do UE, zwłaszcza tych negatywnych. Kaczyński i PiS skrupulatnie pilnują jednak, by Polacy mogli sobie wprawdzie ponarzekać rytualnie na brukselską biurokrację – i by dokładnie nic z tego geopolitycznie nie wynikało. No chyba, że…

 

Szybkie zyski Ameryki

 

No właśnie. Faktycznie jednak, istnieje czynnik, który może jeśli nie naruszyć, to poważnie zachwiać niewzruszoną dotąd pro-europejską lojalnością polskich elit. Chodzi oczywiście o nadrzędną zwierzchność Stanów Zjednoczonych. Jest to rozróżnienie stosunkowo nowe w geopolityce Zachodu, dotąd bowiem występował on nie tylko jako całość, ale i jakoś jedność interesów. A zatem skoro na przykład Polska znalazła się gospodarczo w strefie niemieckiej, a politycznie stała się częścią państwa UE – to stało się tak tylko dlatego, że zgodę na to wyrazili Amerykanie. Jasne, stolice europejskie, zwłaszcza Niemcy cieszyli się pewną autonomią, pewne interesy mogli sobie robić samodzielnie (np. energetyczne z Rosją), nie wszystkie inicjatywy Amerykanów trzeba było popierać jednomyślnie (jak było np. z atakiem na Irak – wszystko to były odstępstwa dopuszczalne, bo nie naruszały podstaw amerykańskiej hegemonii na świecie. Sytuacja uległa jednak pewnej zmianie wraz z nową administracją w Waszyngtonie.

 

Prezydent  Donald Trump  reprezentuje grupy interesów po pierwsze nastawione na krótkoterminowe zyski, a ponadto świadome, że czas bezwarunkowej dominacji USA się kończy. Autonomię europejską miałoby więc zastąpić bezwzględne posłuszeństwo, oczywiście finansowe, w obowiązującej dziś strategii nie ma też miejsca na teatr pozorów i udawanie, że kolonialne zależności są jakimiś „sojuszami”. – Jesteśmy najpotężniejsi więc musicie nam płacić! – mówi otwartym tekstem Trump, a jednym ze środków jego nacisku na europejskie kolonie, nieco zaskoczone zmianą form hegemonii – są oczywiście bezpośrednio, ręcznie zarządzane państewka środkowej Europy, w tym Polska, Rumunia i kraje bałtyckie. Nie mają one wprawdzie samodzielnego znaczenia politycznego, ale jako część państwa europejskiego mogą sabotować je od wewnątrz, zmuszając do szybszego podporządkowania rozkazom z Waszyngtonu.

 

Interes Europy a interesy Ameryki – sprzeczność systemowa

 

Tak się sprawy mają m.in. z kwestiami obronności czy energetyki unijnej. I znowu – przypomnijmy, to Jarosław Kaczyński był największym zwolennikiem armii europejskiej, dopóki był to postulat amerykański, mający odciążyć i uzupełnić obecność USArmy w Europie. Teraz jednak program ten nie odpowiada sponsorom Trumpa, którzy chcą utrzymania i zwiększenia obecności wojskowej USA na świecie – i zwiększania opłat za tę obecność ściąganych z krajów okupowanych. W takiej wizji armia europejska staje się konkurencją, nie tyle militarną, co finansową. Podobnie rzecz się ma z energetyką – Kaczyński i Polska domagali się wspólnej polityki energetycznej UE, dopóki wydawało im się że musiałaby być ona jednoznacznie antyrosyjska. Teraz jednak Polska i Litwa samotnie znajdują się w opozycji do interesów energetycznych reszty kontynentu, najostrzej więc występują przeciw suwerenności energetycznej Europy, domagając się jej podporządkowania dyktatowi amerykańskiego LPG i saudyjskiej ropy.

 

Kaczyński i polski rząd nie tyle więc są antyeuropejscy – tylko chcą, by Europa nadal była amerykańska.  Taką nadal będą popierać bezwarunkowo i bezwzględnie. Nie trzeba też dodawać, że Amerykanie nie mają dla Polski żadnej alternatywnej oferty. Gdyby taka istniała, tzn. gdyby Trumpowi naprawdę zależało, by Warszawa awansowała do statusu kolonii bezpośredniej, wówczas jego wystąpienie w polskiej stolicy nie składałoby się z garści frazesów, tylko dałoby się wycenić w miliardach amerykańskich inwestycji. USA jednak nie wożą już pieniędzy po świecie, oni je ze świata gwałtownie, rabunkowo zbierają. Nikogo więc nad Potomakiem nie obchodzi w jak poważne kłopoty wpadnie polska gospodarka w wyniku sporów amerykańsko-niemieckich, czy przepłacania za amerykański gaz.

 

Wszyscy kopią Polskę

 

Czy więc Unia Europejska może się rozpaść? Owszem, gdyby takie polecenie przyszło z Ameryki. I gdyby Amerykanie uznali, że lepiej swoich amerykańskich lokajów zorganizować osobno, zamiast wykorzystywać do politycznego terroryzowania reszty służby. Na razie jednak niewiele argumentów wskazuje na realność takiego scenariusza, Waszyngton woli bowiem po staremu doić wszystkich – zwłaszcza tych bogatszych. Bądźmy bowiem realistami, niby co można by jeszcze zabrać tym biednym?

 

Nie ma też w rządzie w Warszawie woli innego niż tylko pustosłowny opór wobec rządów unijno-niemieckich (nawet w imię Ameryki). Przegrana PiS-u i Kaczyńskiego w sprawie reformy sądów dowodzi bowiem, że nawet w gębach rządzący Polską już nie są dość mocni. Jednocześnie bowiem Polskę upokorzyła i Unia, przypominając o swojej nadrzędności – i Ameryka, która ustami swojej warszawskiej ambasador przypomniała, że jest jeszcze ważniejsza, wobec czego rząd ma się nie ważyć nawet krzywo spojrzeć na media należące do amerykańskiego kapitału. O jakiejkolwiek samodzielności Polski nie może więc być nawet mowy. Polska nie jest podmiotem, tylko przedmiotem polityki międzynarodowej. To piłka, którą wszyscy kopią, a nie gracz.

 

No chyba, że zmienimy boisko…

 

Konrad Rękas

Rosyjskojęzyczna wersja tekstu ukazała się na portalu: https://novorosinform.org/

 

 

KOMENTARZE

  • ...
    "W przypadku zaś, gdy przedstawia się alternatywę dla podporządkowania Zachodowi – wówczas oskarżenia stają się jeszcze poważniejsze, aż po zdradę stanu i szpiegostwo włącznie. Doświadczył tego zwłaszcza Mateusz Piskorski, który od dwóch i pół roku znajduje się w areszcie właśnie za wskazanie jak uzależnienie od struktur zachodnich skutkuje eksploatacją gospodarczą Polski i zagrożeniem bezpieczeństwa państwa polskiego."

    .

    Gwoli uczciwości - Piskorski nie sprzeciwiał się uzależnieniu Polski od struktur zachodnich jako takich, a jedynie uzależnieniu się od USA. Ale eurokołchoz był już dla niego spoko. Pamiętam, jak został zaproszony na antenę bodaj Polsatu i tam bezpardonowo zaatakowany przez "dziennikarkę" (bodaj Gozdyrę), która zarzuciła mu m.in. wrogość wobec UE, a ten zaczął się wtedy tłumaczyć, że on jest jak najbardziej za członkostwem Polski w UE. Ta patologia dotyczy zresztą wielu lewicowców z okolic Zmiany (przynajmniej wnioskując po komentarzach na fb) i Xportalu. USA są "be" (słusznie), ale UE to już niekoniecznie i zaczyna się pitolenie o "wielkiej Europie" od Lizbony po Władywostok, w której Polska miałaby mieć jakąś tam pozycję, tylko nie wiadomo, jaką. Tymczasem UE jest takim samym narzędziem żydomasonerii, jak USA, tyle, że USA pełnią rolę policyjną - są po prostu jej ramieniem zbrojnym. Wkrótce zresztą UE prawdopodobnie też nim będzie, biorąc pod uwagę nabierający tempa proces tworzenia unijnej armii. Trzeba się odciąć zarówno od USA, jak i od UE i sprzymierzyć się ze Wschodem, ale odcinania się od UE Piskorski bynajmniej nie postulował.
  • @Autor
    Opracowanie uznaję za wnikliwe i warygodne. Brakuje mi w przedstawionej orientacji politycznej Kaczyńskiego wPISania dotychczas formalnie poza unijnego wątku wschodniego (m.in. Białorusi, i Ukrainy). Jak on jest osadzony w całości? 5*!
  • @powiew świeżości 22:48:51
    Zgadzam się z tym co pan pisze, problem jednak w tym, jak to zrobić? Przykład Ukrainy aż nadto to pokazuje. Janukowycz chciał zbliżenia z Rosją, po tym jak UE zaproponowała Ukrainie zaporowe warunki, więc ten kraj został zmasakrowany i władają nim żydowscy gangsterzy.
  • @zbig71 23:11:25
    No właśnie nie mam pojęcia, jak to zrobić, a wielokrotnie o tym myślałem. Obecne pokolenie naszego narodu jest już zbyt słabe na taki zryw, jakiego dokonali Turcy w 2015 r., którzy masowo wyszli na ulice w obronie Erdogana, którego agenturalna wobec USA część wojska, służb i policji tureckiej próbowała obalić. My nie jesteśmy już zdolni do takiego zrywu, a poza tym wszystkie najważniejsze instytucje i środowiska w Polsce, od specsłużb, wojska, całej g(ł)ównonurtowej "klasy politycznej", mediów, uniwersytetów, po modernistyczną hierarchię posoborowia są podległe Zachodowi do tego stopnia, że nie ma gdzie szpilki włożyć. Kard. Hlond mówił, że w przyszłości naród polski znajdzie się w takiej sytuacji, że nie będzie mógł już nic zrobić, poza wzięciem różańca do ręki. I to jest chyba już teraz.
  • @powiew świeżości 23:38:10
    Turcja jest świetnym przykładem, jak prowadzi się politykę. To powinien być wzór dla Polski. Tylko, że służby tureckie są tureckie, a nasze każdą próbę zbudowania czegoś polskiego torpeduja w zarodku.
  • @zbig71 23:52:41
    Przed 2015 r. nie całe służby tureckie były patriotyczne (vide napad komandosów na siedzibę Erdogana w celu zabicia go). To samo tyczyło się części wojska i policji (że już o administracji państwowej, mediach i uniwersytetach przeżartych masonerią nie wspomnę). Gdy w 2015 r. część wojska wyjechała na ulice by obalić Erdogana, masy zwykłych Turków rzuciły się na nich, wchodziły na czołgi i transportery opancerzone, wywlekały ich z nich i linczowały (zginęło kilkaset osób). Zamach stanu (mający udaremnić kurs na niezależność od USA, jaki obrał Erdogan) został udaremniony. Ale stało się to dlatego, że większość zwykłych Turków wiedziała co jest grane (rozumiała politykę wewnętrzną i geopolitykę) i miała jaja, aby wyjść na ulice i zaryzykować życie w obronie tureckiego interesu narodowego. Coś takiego w dzisiejszej Polsce jest, moim zdaniem, już niemożliwe z powodu skuteczności inżynierii społecznej dokonanej na naszym narodzie po 1989 r. i z powodu dużo szczelniejszej okupacji (vide mój poprzedni komentarz). Moim zdaniem będzie już tylko gorzej.
  • @powiew świeżości 00:23:33
    Jasne,Erdogan oczyścił min prokuraturę i adwokatów, myślę, że także służby.
    To prawda, to co zrobiono z Polakami od 89r jest przerażające. Szansę na wybicie się są bardzo znikome. Liczy się pełna micha, grill, mecz w TV i taniec z gównami. Okupacja trwa w najlepsze, ludzie są skuteczne uśpieni.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31